Sunday, 19 February 2012

Plaça Sant Jaume

Lubię gubić się w plątaninie małych uliczek w Barrio Gótico, ale o tym chyba wspominałam już kilkakrotnie. Dzisiaj nie będzie o uliczkach ani o klimatycznych sklepikach, ale o dawnym centrum Barcelony, placu Sant Jaume. Za dawnych czasów, bo za Imperium Rzymskiego, znajdowało się tu forum i targ. Teraz mieści się centrum administracyjne: Ayuntament (po katalońsku ratusz) i Palau de la Generalitat (siedziba rządu katalońskiego). Podczas obchodów fiesty La Laia (patronka katedry i dawna patronka miasta, zdetronizowana przez Merce) mieliśmy okazję zwiedzić ratusz. Dopiero przy pisaniu tego posta i dokładniejszym researchu znalazłam informację, że oba budynki otwarte są dla zwiedzających w niedziele: Generalitat tylko z przewodnikiem w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, w godzinach 10-14, a ratusz w każdą niedzielę w godzinach 10-13.

 

Ayuntamiento, cytuję za niezawodnym przewodnikiem Pascala: „część budynku pochodzi z 1373 r, ale neoklasycystyczną fasadę dodano w XIXw.” Stara fasada znajduje się przy calle de la Ciudad i tam właśnie znajdowało się główne wejście do czasu wybudowania nowej fasady. Salon stu sędziów, kaplica, sala wyborów, sala czterech pór roku, schody honorowe, salon kronik, fasada gotycka: te i inne pomieszczenia oraz niezliczone elementy dekoracyjne możemy podziwiać w każdą niedzielę. Jeśli jednak jesteście w Barcelonie na krótko, zwiedzenie ratusza nie jest według mnie obowiązkowe.

 

Niejednokrotnie pisałam i powtórzę to raz jeszcze: jeśli możesz wybrać termin wycieczki do Barcelony, niech to będzie podczas Merce czy innego święta. Bo wtedy oprócz zwiedzania, jest okazja do poznania wielu typowych tylko dla tego regionu tradycji. A miasto przygotowuje też świetne niespodzianki, jak na przykład spektakl świetlny na fasadzie ratusza (jeśli komuś nie wystarczą zdjęcia, zapraszam tutaj na 15 minutowe wideo).


Fantastyczny pomysł! Nuno nie był zachwycony, jak mu zaproponowałam stanie przez kilkanaście minut na zimnie (w końcu przyszedł syberyjski front), ale jak przyszło co do czego do gapił się z szeroko otwartymi oczami na zmieniające się obrazki na fasadzie ratusza. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że najlepsza była część z kultowymi grami lat 90-tych. Zresztą sami zobaczcie.




I already mentioned that getting lost in a maze of streets in Barrio Gótico is one of my favourite activities in Barcelona. Well, today I will focus on the old center of Barcelona, that is Plaça Sant Jaume. Long, long time ago, to be precise during the Roman Empire, there was a forum and a market here. Nowadays the square is the administrative center: Ayuntament (Catalan for town hall) and Palau de la Generalitat (Catalan government headquarters). During the celebration of fiestas de La Laia (she is the patron of the cathedral and the former patron of the city, dethroned by Merce) we had the opportunity to visit the town hall. Only after doing some research to prepare this post, I came across the information that both buildings are opened to visitors: Palau de la Generalitat can only be visited on a guided tour on second and fourth Sunday of the month between 10-14, and Ayuntamiento can be visited every Sunday between 10-13. The entrance is free (something unusual here in Catalunya).

 

For start, few architectonical facts, quoting my reliable Pascal guide: “some parts of Ayuntamiento dates back to 1373 , but the neoclassical facade was only added in the XIX century" . The old facade is located on Calle de la Ciudad, and it was where the main entrance was, till the construction of the new facade. Room of hundred judges, chapel, room of choices, four seasons room, staircase of honor, room of chronicles, Gothic façade: these and many other rooms together with countless decorative items you can admire on Sunday. However, if you are in Barcelona only for a short visit, I probably wouldn’t recommend to waste your precious time in the town hall.

 

I don’t want to be boring, but I will repeat again: if you can choose when to come and visit Barcelona, the best time would be when there is La Merce or any other local festival happening. Not only you could do sightseeing, but you have a great opportunity to get to know many typical traditions. And the city usually prepares numerous surprises. Last Saturday it was a light show on the facade of City Hall (if pictures aren’t enough, you can check this link and see a 15 minutes video of this amazing spectacle).



It was truly a great idea! Nuno wasn’r really eager to spend half an hour outdoors in the cold (as you know the Siberian front reached Barcelona) but then he was totally mesmerized by the show. He stared with his eyed wide open and admired changing images on the facade. We unanimously think that the best part was the one with cult games from the 90's. Tell us if you agree!


Wednesday, 15 February 2012

Falcons, Laia i protest/ Falcons, Laia and manifestation

W zeszłym tygodniu Carmen przyniosła do pracy rozkład obchodów Świętej Eulali, pieszczotliwie nazywanej Laią. Nie wiedziała, że zdążyłam już wcześniej znaleźć harmonogram wszystkich atrakcji na stronie ratusza. Wiadomo, że nie sposób uczestniczyć we wszystkim, szczególnie, że pogoda nie zachęcała do przebywania przez długi czas na świeżym powietrzu. Odpuściłam więc sobie castellers i paradę gigantów, bo te elementy powtarzają się przy każdym święcie katalońskim. Trzeba znać umiar. Tym razem wybór padł na pokaz Falcons i pokaz świetlny na budynku ratusza. Przy okazji przypadkiem załapaliśmy się na drzwi otwarte Ayuntamiento (ratusz) , który otwarty jest dla zwiedzających tylko kilka razy w roku.

La Laia to święto przede wszystkim dla dzieci.


Falcons to inny typ wież ludzkich, nie wiem, jak opisać różnicę między falcons a castellers, bo niestety nie jestem żadnym ekspertem, a źródeł w Internecie o falcons brak. Na wikipedii jedyną informacją jest, że budują wieże kierując się innymi zasadami. Jakie to są zasady, wyjaśnia trochę bardziej szczegółowo katalońska wersja Wiki: konstrukcje bardziej akrobatyczne, wzorujące się na czeskiej grupie akrobatycznej Sokol.


Tak jak podziwiam niesamowite budowle castellersów, tak i nie mogłam oprzeć się urokowi falcons. Robi wrażenie! Lubię obserwować skupienie na twarzy poszczególnych „elementów”, gibkość najmniejszych falconów, przymykam czasem oczy, jak widzę, że konstrukcja się chwieje. Podziwiam siłę w nogach, wytrzymałość, zgrabne ruchy.


Przed pokazem falcons miała miejsce (nieprzypadkowo w tym miejscu i o tym czasie) manifestacja przeciwko bankom. Liczyli i słusznie, że organizatorzy udostępnią im na chwilę mikrofony, pod warunkiem, że potem pozwolą ludziom oglądać występy. Wiadomo nie od dziś, że Hiszpanię dopadł głęboki kryzys, ten protest to tylko jeden z wielu, jakie w ostatnich miesiącach miały miejsce w tym kraju. O kryzysie przypominają codziennie w wiadomościach i gazetach, wysokie bezrobocie, cięcia wydatków, A ma być jeszcze gorzej…




Last week there were celebrations of Santa Eulalia, affectionately called Laia, and Carmen brought to work a schedule of all the activities. Even if it wasn’t for here, I still would have know about the fiesta, as I had checked it before on the city hall website. I am a freak, I know, but occasionally (well, bit more often) check various regional fiestas happening in the region. As it is impossible to participate in every single activity, and since this year it was incredibly cold, I had to limit myself. Since I already have seen so many castellers towers and giants parades, as they are obligatory elements of every single Catalan celebration, I skipped them this time. Instead we went to see falcons’ performance and light show on the City Hall façade.


Also we visted Ayuntamiento (city hall) which was opened to public (it happens only few days a year).

La Laia is most of all a fiesta for children.


Falcons are another type of human towers, I really not an expert to explain the difference between falcons and castellers, and there are almost no information on falcons on the Internet. I was only able to find a short entry on Wikipedia saying that they are human towers and pyramids that :”follow different rules from the ones of the Castells”. Well, that gives almost no information. In Catalan version there is one additiona detail: their structures are more acrobatic, may be inspired in Czech acrobatic group, Sokol.


I knew I would like it, as much as I admire castellers and their human tower, I think I liked even more the incredible human compositions of falcons. Or maybe it was because it was the first time I saw them. It was impressive. I like to observe focused faces of various “elements”, the flexibility of the smallest ones. I sometimes close my eyes when a structure loses its balance.


Before the falcons performance, a demonstration against banks took place. Of course the place and time were chosen deliberately, as the demonstrators counted on organizers giving them microphones so that they would allow people to watch the falcons. And they were right, they were given their 5 minutes. As we all know, Spain is in a deep crisis, this protest was only one of many that took place recently. We are daily reminded of how bad things are economically, about high unemployment rate, about cuts. And things are expected to be even worse...

Sunday, 12 February 2012

Sarmale, mamaliga, papanasi

W końcu nam się udało dotrzeć na kolację do restauracji rumuńskiej. Ciążyła nad nami chyba jakaś klątwa Draculi, bo od ponad półtora miesiąca a to ktoś nie mógł, a to cała restauracja zarezerwowana. W ten piątek jednak mogłam w końcu po tylu miesiącach przypomnieć sobie, jak bardzo smakują mi sarmale i że nie przepadam za mamaligą. I niestety, że smak papanasi w barcelońskiej restauracji wypada wyjątkowo blado w porównaniu z tymi zjedzonymi w Bukareszcie. Dołączyli do nas znajomi Nuno z pracy. Dla jednego z nich była to też nostalgiczna kolacja, bo był w Bukareszcie na Erasmusie, zresztą w tym samym czasie, kiedy my tam byliśmy.


Wystrój restauracji Crama Dracula wpisuje się w typowe wyobrażenia jakie może mieć laik, który nigdy nie postawił nogi w Rumunii. Portret Vlada Tepesa, który stanowił inspirację dla postaci książkowej i filmowej Drakuli, nietoperze i małe figurki Drakuli oraz inne tym podobne mroczne elementy dekoracyjne miały oddać mroczny nastrój. My jednak dobrze spędziliśmy czas, popijając ursusa w wielkich kuflach, jedząc cascaval pane (smażony ser, który przynajmniej raz w tygodniu jadłam na lunch w pracy) oraz chleb z zakuską. Do tego zamówiliśmy wielkie deski z różnym mięsiwem (wypadają jednak blado w porównaniu z tym, co nam serwowali w Excaliburze) i mamaligą.


Na deser nie mogłam zamówić nic innego niż moje ulubione papanasi. Spodziewałam się, że rozmiarowo będą takie, jak w Bukareszcie, więc zażartowałam, że dobrze, że spędziłam godzinę na bieżni, ale okazało się, że były malutkie (nie żeby wysiłek poszedł na marne, bo zjedliśmy dużo, a dostaliśmy jeszcze dwa pojemniki z jedzeniem na wynos. Mamy fart, kolejny raz nie musieliśmy lunchu następnego dnia gotować :)


Na zakończenie wyrażę moje słowa ubolewania nad brakiem restauracji serwującej polskie specjały w stolicy Katalonii. Może to jest pomysł na biznes?


Finally we went to eat at a Romanian restaurant. We were trying to go there for weeks, but it seemed as if we were under some spell, cause every time we made plans to go, there always were some problems. This Friday we could enjoy some typical Romanian food and I remembered how much I liked sarmale and that mamaliga wasn’t my favorite. And unfortunately, it turned out that papanasi, a dessert I was looking forward to eat for moths, was not even as half tasty as I remembered from Bucharest restaurants. Some of Nuno’s work colleagues joined us, for one of them it was also a nostalgic dinner ad he spent his Erasmus in Bucharest at the same time when we were there. Talk about a coincidence!


What comes into your mind when you think about Romania? Dracula? Bats? Well, even if it is a unfair generalization and cliché, the interior of Crama Dracula had all of it. A portrait of Vlad Tepes, who inspired the book and movie character of Dracula, bats and small figures of Dracula hanging from the walls. We spend a nice evening drinking ursus in big mugs, eating cascaval pane (fried cheese, which I used to eat at least once a week for lunch) and bread with zakuska.


We ordered enormous plates with different types of typical meat, (still it was nothing comparing to huge plates they serve in Excalibur) and mamaliga. For dessert, I could not order anything but my favorite papanasi. I expected it was the same sized as in Bucharest, so I joked about spending one hour on a treadmill preparing for eating at least two of them. But it turned out they were little and really nothing that special. We still ate a lot, and once again we were left with leftovers to take home. Lucky us, once again we didn’t have to prepare lunch.


For the record, I must express my deep disappointment that there are no restaurants serving Polish food in Barcelona. Maybe I should consider it an idea for my own business? :)

Sunday, 19 February 2012

Plaça Sant Jaume

Lubię gubić się w plątaninie małych uliczek w Barrio Gótico, ale o tym chyba wspominałam już kilkakrotnie. Dzisiaj nie będzie o uliczkach ani o klimatycznych sklepikach, ale o dawnym centrum Barcelony, placu Sant Jaume. Za dawnych czasów, bo za Imperium Rzymskiego, znajdowało się tu forum i targ. Teraz mieści się centrum administracyjne: Ayuntament (po katalońsku ratusz) i Palau de la Generalitat (siedziba rządu katalońskiego). Podczas obchodów fiesty La Laia (patronka katedry i dawna patronka miasta, zdetronizowana przez Merce) mieliśmy okazję zwiedzić ratusz. Dopiero przy pisaniu tego posta i dokładniejszym researchu znalazłam informację, że oba budynki otwarte są dla zwiedzających w niedziele: Generalitat tylko z przewodnikiem w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, w godzinach 10-14, a ratusz w każdą niedzielę w godzinach 10-13.

 

Ayuntamiento, cytuję za niezawodnym przewodnikiem Pascala: „część budynku pochodzi z 1373 r, ale neoklasycystyczną fasadę dodano w XIXw.” Stara fasada znajduje się przy calle de la Ciudad i tam właśnie znajdowało się główne wejście do czasu wybudowania nowej fasady. Salon stu sędziów, kaplica, sala wyborów, sala czterech pór roku, schody honorowe, salon kronik, fasada gotycka: te i inne pomieszczenia oraz niezliczone elementy dekoracyjne możemy podziwiać w każdą niedzielę. Jeśli jednak jesteście w Barcelonie na krótko, zwiedzenie ratusza nie jest według mnie obowiązkowe.

 

Niejednokrotnie pisałam i powtórzę to raz jeszcze: jeśli możesz wybrać termin wycieczki do Barcelony, niech to będzie podczas Merce czy innego święta. Bo wtedy oprócz zwiedzania, jest okazja do poznania wielu typowych tylko dla tego regionu tradycji. A miasto przygotowuje też świetne niespodzianki, jak na przykład spektakl świetlny na fasadzie ratusza (jeśli komuś nie wystarczą zdjęcia, zapraszam tutaj na 15 minutowe wideo).


Fantastyczny pomysł! Nuno nie był zachwycony, jak mu zaproponowałam stanie przez kilkanaście minut na zimnie (w końcu przyszedł syberyjski front), ale jak przyszło co do czego do gapił się z szeroko otwartymi oczami na zmieniające się obrazki na fasadzie ratusza. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że najlepsza była część z kultowymi grami lat 90-tych. Zresztą sami zobaczcie.




I already mentioned that getting lost in a maze of streets in Barrio Gótico is one of my favourite activities in Barcelona. Well, today I will focus on the old center of Barcelona, that is Plaça Sant Jaume. Long, long time ago, to be precise during the Roman Empire, there was a forum and a market here. Nowadays the square is the administrative center: Ayuntament (Catalan for town hall) and Palau de la Generalitat (Catalan government headquarters). During the celebration of fiestas de La Laia (she is the patron of the cathedral and the former patron of the city, dethroned by Merce) we had the opportunity to visit the town hall. Only after doing some research to prepare this post, I came across the information that both buildings are opened to visitors: Palau de la Generalitat can only be visited on a guided tour on second and fourth Sunday of the month between 10-14, and Ayuntamiento can be visited every Sunday between 10-13. The entrance is free (something unusual here in Catalunya).

 

For start, few architectonical facts, quoting my reliable Pascal guide: “some parts of Ayuntamiento dates back to 1373 , but the neoclassical facade was only added in the XIX century" . The old facade is located on Calle de la Ciudad, and it was where the main entrance was, till the construction of the new facade. Room of hundred judges, chapel, room of choices, four seasons room, staircase of honor, room of chronicles, Gothic façade: these and many other rooms together with countless decorative items you can admire on Sunday. However, if you are in Barcelona only for a short visit, I probably wouldn’t recommend to waste your precious time in the town hall.

 

I don’t want to be boring, but I will repeat again: if you can choose when to come and visit Barcelona, the best time would be when there is La Merce or any other local festival happening. Not only you could do sightseeing, but you have a great opportunity to get to know many typical traditions. And the city usually prepares numerous surprises. Last Saturday it was a light show on the facade of City Hall (if pictures aren’t enough, you can check this link and see a 15 minutes video of this amazing spectacle).



It was truly a great idea! Nuno wasn’r really eager to spend half an hour outdoors in the cold (as you know the Siberian front reached Barcelona) but then he was totally mesmerized by the show. He stared with his eyed wide open and admired changing images on the facade. We unanimously think that the best part was the one with cult games from the 90's. Tell us if you agree!


Wednesday, 15 February 2012

Falcons, Laia i protest/ Falcons, Laia and manifestation

W zeszłym tygodniu Carmen przyniosła do pracy rozkład obchodów Świętej Eulali, pieszczotliwie nazywanej Laią. Nie wiedziała, że zdążyłam już wcześniej znaleźć harmonogram wszystkich atrakcji na stronie ratusza. Wiadomo, że nie sposób uczestniczyć we wszystkim, szczególnie, że pogoda nie zachęcała do przebywania przez długi czas na świeżym powietrzu. Odpuściłam więc sobie castellers i paradę gigantów, bo te elementy powtarzają się przy każdym święcie katalońskim. Trzeba znać umiar. Tym razem wybór padł na pokaz Falcons i pokaz świetlny na budynku ratusza. Przy okazji przypadkiem załapaliśmy się na drzwi otwarte Ayuntamiento (ratusz) , który otwarty jest dla zwiedzających tylko kilka razy w roku.

La Laia to święto przede wszystkim dla dzieci.


Falcons to inny typ wież ludzkich, nie wiem, jak opisać różnicę między falcons a castellers, bo niestety nie jestem żadnym ekspertem, a źródeł w Internecie o falcons brak. Na wikipedii jedyną informacją jest, że budują wieże kierując się innymi zasadami. Jakie to są zasady, wyjaśnia trochę bardziej szczegółowo katalońska wersja Wiki: konstrukcje bardziej akrobatyczne, wzorujące się na czeskiej grupie akrobatycznej Sokol.


Tak jak podziwiam niesamowite budowle castellersów, tak i nie mogłam oprzeć się urokowi falcons. Robi wrażenie! Lubię obserwować skupienie na twarzy poszczególnych „elementów”, gibkość najmniejszych falconów, przymykam czasem oczy, jak widzę, że konstrukcja się chwieje. Podziwiam siłę w nogach, wytrzymałość, zgrabne ruchy.


Przed pokazem falcons miała miejsce (nieprzypadkowo w tym miejscu i o tym czasie) manifestacja przeciwko bankom. Liczyli i słusznie, że organizatorzy udostępnią im na chwilę mikrofony, pod warunkiem, że potem pozwolą ludziom oglądać występy. Wiadomo nie od dziś, że Hiszpanię dopadł głęboki kryzys, ten protest to tylko jeden z wielu, jakie w ostatnich miesiącach miały miejsce w tym kraju. O kryzysie przypominają codziennie w wiadomościach i gazetach, wysokie bezrobocie, cięcia wydatków, A ma być jeszcze gorzej…




Last week there were celebrations of Santa Eulalia, affectionately called Laia, and Carmen brought to work a schedule of all the activities. Even if it wasn’t for here, I still would have know about the fiesta, as I had checked it before on the city hall website. I am a freak, I know, but occasionally (well, bit more often) check various regional fiestas happening in the region. As it is impossible to participate in every single activity, and since this year it was incredibly cold, I had to limit myself. Since I already have seen so many castellers towers and giants parades, as they are obligatory elements of every single Catalan celebration, I skipped them this time. Instead we went to see falcons’ performance and light show on the City Hall façade.


Also we visted Ayuntamiento (city hall) which was opened to public (it happens only few days a year).

La Laia is most of all a fiesta for children.


Falcons are another type of human towers, I really not an expert to explain the difference between falcons and castellers, and there are almost no information on falcons on the Internet. I was only able to find a short entry on Wikipedia saying that they are human towers and pyramids that :”follow different rules from the ones of the Castells”. Well, that gives almost no information. In Catalan version there is one additiona detail: their structures are more acrobatic, may be inspired in Czech acrobatic group, Sokol.


I knew I would like it, as much as I admire castellers and their human tower, I think I liked even more the incredible human compositions of falcons. Or maybe it was because it was the first time I saw them. It was impressive. I like to observe focused faces of various “elements”, the flexibility of the smallest ones. I sometimes close my eyes when a structure loses its balance.


Before the falcons performance, a demonstration against banks took place. Of course the place and time were chosen deliberately, as the demonstrators counted on organizers giving them microphones so that they would allow people to watch the falcons. And they were right, they were given their 5 minutes. As we all know, Spain is in a deep crisis, this protest was only one of many that took place recently. We are daily reminded of how bad things are economically, about high unemployment rate, about cuts. And things are expected to be even worse...

Sunday, 12 February 2012

Sarmale, mamaliga, papanasi

W końcu nam się udało dotrzeć na kolację do restauracji rumuńskiej. Ciążyła nad nami chyba jakaś klątwa Draculi, bo od ponad półtora miesiąca a to ktoś nie mógł, a to cała restauracja zarezerwowana. W ten piątek jednak mogłam w końcu po tylu miesiącach przypomnieć sobie, jak bardzo smakują mi sarmale i że nie przepadam za mamaligą. I niestety, że smak papanasi w barcelońskiej restauracji wypada wyjątkowo blado w porównaniu z tymi zjedzonymi w Bukareszcie. Dołączyli do nas znajomi Nuno z pracy. Dla jednego z nich była to też nostalgiczna kolacja, bo był w Bukareszcie na Erasmusie, zresztą w tym samym czasie, kiedy my tam byliśmy.


Wystrój restauracji Crama Dracula wpisuje się w typowe wyobrażenia jakie może mieć laik, który nigdy nie postawił nogi w Rumunii. Portret Vlada Tepesa, który stanowił inspirację dla postaci książkowej i filmowej Drakuli, nietoperze i małe figurki Drakuli oraz inne tym podobne mroczne elementy dekoracyjne miały oddać mroczny nastrój. My jednak dobrze spędziliśmy czas, popijając ursusa w wielkich kuflach, jedząc cascaval pane (smażony ser, który przynajmniej raz w tygodniu jadłam na lunch w pracy) oraz chleb z zakuską. Do tego zamówiliśmy wielkie deski z różnym mięsiwem (wypadają jednak blado w porównaniu z tym, co nam serwowali w Excaliburze) i mamaligą.


Na deser nie mogłam zamówić nic innego niż moje ulubione papanasi. Spodziewałam się, że rozmiarowo będą takie, jak w Bukareszcie, więc zażartowałam, że dobrze, że spędziłam godzinę na bieżni, ale okazało się, że były malutkie (nie żeby wysiłek poszedł na marne, bo zjedliśmy dużo, a dostaliśmy jeszcze dwa pojemniki z jedzeniem na wynos. Mamy fart, kolejny raz nie musieliśmy lunchu następnego dnia gotować :)


Na zakończenie wyrażę moje słowa ubolewania nad brakiem restauracji serwującej polskie specjały w stolicy Katalonii. Może to jest pomysł na biznes?


Finally we went to eat at a Romanian restaurant. We were trying to go there for weeks, but it seemed as if we were under some spell, cause every time we made plans to go, there always were some problems. This Friday we could enjoy some typical Romanian food and I remembered how much I liked sarmale and that mamaliga wasn’t my favorite. And unfortunately, it turned out that papanasi, a dessert I was looking forward to eat for moths, was not even as half tasty as I remembered from Bucharest restaurants. Some of Nuno’s work colleagues joined us, for one of them it was also a nostalgic dinner ad he spent his Erasmus in Bucharest at the same time when we were there. Talk about a coincidence!


What comes into your mind when you think about Romania? Dracula? Bats? Well, even if it is a unfair generalization and cliché, the interior of Crama Dracula had all of it. A portrait of Vlad Tepes, who inspired the book and movie character of Dracula, bats and small figures of Dracula hanging from the walls. We spend a nice evening drinking ursus in big mugs, eating cascaval pane (fried cheese, which I used to eat at least once a week for lunch) and bread with zakuska.


We ordered enormous plates with different types of typical meat, (still it was nothing comparing to huge plates they serve in Excalibur) and mamaliga. For dessert, I could not order anything but my favorite papanasi. I expected it was the same sized as in Bucharest, so I joked about spending one hour on a treadmill preparing for eating at least two of them. But it turned out they were little and really nothing that special. We still ate a lot, and once again we were left with leftovers to take home. Lucky us, once again we didn’t have to prepare lunch.


For the record, I must express my deep disappointment that there are no restaurants serving Polish food in Barcelona. Maybe I should consider it an idea for my own business? :)