Showing posts with label lato/summer. Show all posts
Showing posts with label lato/summer. Show all posts

Sunday, 5 August 2012

Włoski wieczór/ Italian evening

Z Domenico przez nasze wyjazdy nie widzieliśmy się wieki. Trzeba to było nadrobić przed jego wylotem do Meksyku, więc musieliśmy znaleźć lukę w nader aktywnym ostatnio harmonogramie zajęć. Jak na typowy włoski letni wieczór nie mogło zabraknąć gelato i spritza. Od spritza jesteśmy zresztą troszkę uzależnieni, bo kilka razy kupiliśmy już butelkę Aperolu, aby móc w domu zmieszać tego orzeźwiającego i lekkiego drinka.


Odkryliśmy nową dobrą lodziarnię Gocce di latte na Bornie, tak nas zachęciło fajne wnętrze i pani w smurfowej czapce (w wersji fioletowej), że aż się cofnęliśmy. A na spritza do baru włoskiego o tej samej nazwie (dla zainteresowanych: na carrer Ample), gdzie chwalą się, że ich jest najlepszy w Barcelonie. Pewnie do momentu, gdybyśmy my zdecydowali się otworzyć nasz własny bar :)


Due to our travels, we haven’t seen Domenico for ages. And since he is going tomorrow to Mexico to assist his own wedding, we had to find some time in our busy schedule to meet with him. We had unplanned typical Italian evening- perfect for a warm summer- with gelato and spritz. Spritz is our small addiction, we have already bought few time Aperol so that we can mix this light and refreshing drink at home.


We discovered a new, really nice place with ice cream on Born, Gocce di latte. It was so tempting that we actually turned back to buy ice cream from a lady in smurf’s cap (purple version). Then we continued to have a spritz in an Italian bar that proudly announces there is the best one in Barcelona (for those interested in checking if it is true: look for it on Carrer Ample).

Tuesday, 3 July 2012

Relaks na Costa Brava/ Relax on the Costa Brava

Od czasu do czasu Nuno aktywnie włącza się w organizację naszego czasu wolnego. W poprzedni weekend nie wiedziałam nawet, gdzie będziemy dokładnie i co będziemy robić. Miła odmiana. Choć wiedziałam, że plaża i odpoczynek to główny plan na sobotę i niedzielę, nie musiałam jednak nic planować.

W sobotę wstaliśmy dość wcześnie, wklepaliśmy do GPS namiary na plażę przy miasteczku Palamós. Jednak poprowadził nas on do ścieżki rowerowej, nie odważyliśmy się podążyć za wskazówkami i zamiast na wąską plażę (Cala estreta) pojechaliśmy na playa la Fosca. Zanotujcie sobie tę nazwę, bo jest to jedna z ładniejszych, według nas, plaż na Costa Brava. Szeroka, piaszczysta, czysta i co najważniejsze, nie aż tak zatłoczona spragnionymi słońca plażowiczami.


Po kilku godzinach plażowania z babskimi gazetkami (Nuno bardziej ambitnie czytał książkę na moim ebooku), poprzeplatanych chwilami orzeźwienia w morzu, pojechaliśmy do naszego hotelu. Znajdował się on w przysłowiowym gdzie diabeł mówi dobranoc, w tym konkretnym przypadku tym „gdzie” było pole golfowe. Problemem ze spontanicznymi wypadami na Costa Brava jest brak miejsc noclegowych, większość jest zarezerwowanych, albo przekracza nasze możliwości finansowe.


Zatrzymaliśmy się więc w hotelu położonym 20 km od Girony, tam też pojechaliśmy na kolację połączoną z oglądaniem meczu Francja-Hiszpania. Poszukiwanie otwartego baru z transmisją meczu było trudniejsze niż się spodziewaliśmy, ale mieliśmy szczęście i weszliśmy do pierwszego napotkanego baru, który na drzwiach miał wywieszoną informację o meczu. I trafiliśmy na kulinarny raj montaditos. Jedne z najlepszych, jakie jedliśmy i na pewno najtańsze (gdzie w Barcelonie zjesz montadito/ tapas za 1 euro?- pytanie czysto retoryczne). Na deser wybraliśmy się do osławionej lodziarni Rocambolesc (nie byłam jednak sobą i nie zrobiłam żadnych zdjęć, więc odsyłam do linka, bo wystrój jest bajkowy).


W niedzielę nasze lenistwo osiągnęło szczyty. Nie ruszyliśmy się z basenu hotelowego, przenosiliśmy się tylko z leżaka do basenu, z basenu do wiklinowego „jajka”, by w cieniu podrzemać. Plan mieliśmy ambitniejszy, mieliśmy odkryć nową plażę, ale czasami plany trzeba odłożyć lub zmienić. Czasami trzeba zrelaksować się maksymalnie, podładować akumulatory, wyłączyć myślenie, że coś trzeba zrobić, bo inaczej to strata czasu. Dla mnie to szczególnie trudne, planowanie mam chyba w genach, nie do końca umiem wrzucić na luz i nic nie robić.




From time to time, Nuno is the one that organize our weekend. Last time he was an active planner and I didn’t even know exactly where we were staying and what was the schedule. A small correction, with Nuno’s as a planner, there is no strict schedule. I knew I could expect relax on the beach.

On Saturday we got up relatively early, input GPS coordinates of a nice beach near Palamós (Cala estreta). It led us to a bike path, we didn’t dare to follow the gps’s questionable instructions so we turned and went instead to Playa la Fosca. Write down this name, cause we found it to be one of the nicest beach of Costa Brava. It is wide, sandy, clean and most importantly, not so crowded.


We spent several hours of sunbathing and doing nothing, if you don’t count reading some magazines (normally I don’t buy them, but I just can’t imagine relax on the beach without reading them. Nuno was more ambitious and was reading a book on my ebook instead.) When we finally got tired of the sun and sea, we went to our hotel. It was located in the middle of nowhere, and in this particular case “nowhere” was a golf course. The problem with spontaneous trips to the Costa Brava is that many times everything is overbooked or overpriced.


So we decided to stay in a hotel 20 km from Girona, and more than half an hour from the seaside. As Girona is a really nice city, we decided to have a dinner there and watch a football game, France against Spain. Finding an open bar with a TV broadcasting the game turned out to be a challenge . We were lucky to find one and it was a culinary paradise of montaditos. Some of the best we have eaten and definitely the cheapest ones (if you know where to have a montadito for 1 euro in Barcelona, please let me know). For dessert, as a meal isn’t finished without something sweet, we went to a famous ice cream shop Rocambolesc. I wasn’t myself as I didn’t take a single picture, so please check this link a the décor is just fabulous.


On Sunday, we couldn’t be more lazy :) We were supposed to spend some time by the pool and then discover some nice beach. But instead we spent the whole day by the pool, moving from sun lounger to the pool. Sometimes you need to relax, recharge the batteries, forget about everything. For me it is difficult, not making plans is harder than being spontaneous. Really, it seems that I have developed some planning gene, and just can’t help but organize everything to the smallest details. This weekend was about all but planning. And I enjoyed it.

Thursday, 28 June 2012

Tego lata zakochaj się w Barcelonie/ This summer fall in love with Barcelona

Un estiu per enamorar-te de Barcelona (czyli dosłownie wakacje do zakochania się w Barcelonie) to slogan z plakatu urzędu miasta, na który zwróciłam uwagę kilka dni temu idąc do metra. Tak jak podoba mi się hasło (niewiele się różniące, jeśli ominiemy porę roku) promujące stolicę Polski, czyli Zakochaj się w Warszawie, tak samo myślę, że letnie miesiące są idealne, aby poddać się urokowi Barcelony. Co wcale oczywiście nie znaczy, że podczas miesięcy zimowych czy jesiennych można się tu nudzić czy się nią nie zachwycić. Ale to podczas wiosny i lata, gdy slońce i temperatura sprawiają, że całe życie barcelończyków przenosi się na ulice i plaże naprawdę trudno oprzeć się urokowi tego miasta.

Dzięki letniej akcji promującej Barcelonę, nikt się nie bedzie nudzil w miesiącach letnich, do wyboru mamy bowiem niezliczone koncerty (np. w parkach), pokazy filmów na świeżym powietrzu, fiestas mayores wielu dzielnic, niezliczone ogródki restauracyjne oraz plaże miejskie (nie tylko Barceloneta, na odważniejszych czeka plaża nudystów). Szczegóły do zobaczenia na stronie Ayuntamiento, atrakcje podzielone są tematycznie : co się dzieje, plaże, baseny, muzyka, noce letnie, lato i dzieci, lokalne święta, parki i ogrody, Municipal measures albo ze względu na ich lokalizację. Z wielu propozycji na pewno skorzystamy. W zeszłym roku byliśmy na bardzo fajnym festiwalu filmów krótkometrażowych Mecal Air, gdzie za grosze można spędzić miły piątkowy wieczór w Poble Espanyol. Jutro idziemy na inaugurację kina pod chmurką (film poprzedzony koncertem oraz filmem krotkometrazowym) przy zamku na Montjuicku, wyposażeni w kocyk i koszyk piknikowy. Inną propozycją jest zaczynający się 1 lipca Grec Festival, czyli coś dla milośników teatru i spekatakli muzycznych i tanecznych.


Ciekawy też może być pokaz balonów :) odbywa się on od 4 do 10 lipca, w miasteczku Igualada, bardzo blisko i dobrze skomunikowanym z Barceloną. Wyobraźcie sobie niebo pełne kolorowych balonów, kontrastujących z błękitem nieba i bielą chmur. Niestety, w tym czasie jesteśmy na urlopie, więc mogę to sobie tylko wyobrazić...

Jeśli wy wybieracie Barcelonę na wasz urlop, nie zapomnijcie, że oprócz zwiedzania zabytków (ciekawostka: Pedrera ma ciekawą letnią propozycję nocnego zwiedzania), możecie skorzystać z licznych propozycji kulturalnych (za darmo lub za niewielką opłatę) i wybrać się na jakiś fajny koncert w parku lub uczestniczyć w świętowaniu dzielnicy (najbardziej bajkowe są przystrojone ulice Gracii w sierpniu, ale Raval czy Poble Sec mają swoje fiestas w lipcu, więc warto się zapoznać z atrakcjami przygotowanymi z tej okazji). A jak zmęczą was upały, Barcelona zaprasza na plażę :) Przygotujcie się jednak, że są one zatłoczone i po wyjściu z wody ciężko znaleźć własny ręcznik, o czym niedawno przekonał się Nuno :) Można jednak podjechać pociągiem do plaż poza Barceloną czy wynająć samochód i odkryć sekrety Costa Brava.




Un estiu per enamorar-te de Barcelona (which means a summer to fall in love with Barcelona) was a catchphrase I saw few days ago on a poster by city hall on my way to metro. Instantly I liked it, it is fun and makes you smile. But it also made my think about all the things I love in Barcelona and why I think that summer is a perfect time to be charmed by this city. Of course, there is nothing wrong with being in Barcelona during autumn and winter, it is just that with sun and good weather Barcelona gains the whole new dimension. It is when the life of all the Barcelonians moves to streets and beaches and you find yourself under the spell of this magic city.

And with the rich offer promoting Barcelona on many levels, nobody can possibly be bored this summer. One can choose between countless concerts (in different venues, some take place in parks), fresh air cinema, fiestas mayores of many districts, hundreds of terraces to enjoy a nice drink, or enjoy a day on one of urban beaches (don´t limit yourself to Barceloneta, there is a beach for nudist, so try it if you are brave enough!). Check more details on Ayuntamiento´s website, you can either consult it by subject: what is happening, beaches, swimming pools, music, summer nights, summer and children, local festivals, parks and gardens , municipal measures or by the districts. We will definitely participate in many of the activities listed there. Last year I enjoyed a great short movie festival Mecal Air, so definitely it is a must this summer as well; it is a cheap way to have fun on a Friday evening in Poble Espanyol. Tomorrow we are going for the first movie show outdoor (before a movie there is a concert and a short movie projection as well) at the castle of Montjuick, and we are going well equipped with a blanket and picnic basket (and wine of course). Another nice idea for those who enjoys theater and music/dance spectacles is Grec Festival, which starts on the 1st of July.


There is another festival that I discovered and it is quite a funny and alternative one. A balloons show takes place from 4th to 10th July, in Igualada, a town that is very close to Barcelona and well connected. Just picture a sky covered with colorful balloons, contrasting with the blue sky and white clouds. Unfortunately, since we are on holidays, we can´t participate in what seems like a fun event.

If you choose Barcelona as your holiday destination, don´t limit your stay to sightseeing only (although there are also some interesting proposals, as Pedrera´s summer night tour). to participate in many outdoor cultural activities (many are free or very cheap) will make your stay unforgettable. Just go for a nice concert in a park or have fun during Barcelona districts´parties (the most popular are decorated streets of Gracia that look like taken from fairytales but Raval and Poble Sec have their fiestas in July, so you might want to google interesting activities for fiesta mayor). And if you get tired of walking in the sun, you can have a rest on a beach. Be prepared, however, that all Barcelona´s beaches are crowded and after swimming it may be hard to find your own towel (Nuno knows something about it). Good alternative is to take a train and go to some nice beaches outside Barcelona or rent a car and discover the secrets of Costa Brava.

Tuesday, 16 August 2011

Puente na Costa Brava / Puente on Costa Brava

Długi weekend to doskonała okazja na małą eskapadę poza miasto. A jeśli można to połączyć ze spotkaniem z dawno niewidzianymi znajomymi, to jest to zapowiedź weekend idealnego. Plaża, morze, 3 dni wolne, a do tego spotkanie z Weroniką, moją dobrą koleżanką ze studiów, która od trzech lat mieszka w Madrycie ze swoim chłopakiem. Weronika i Greg już kilka tygodni temu poinformowali nas, że spędzają tydzień na Costa Brava i zaproponowali, żebyśmy chociaż na puente przyjechali. Jak to z nami ostatnio bywa, na rezerwacje noclegów zostawiliśmy na ostatnią chwilę a że do wyboru mieliśmy tylko miejscowość l’Estartit, jedyną dostępną opcją był camping. Pożyczyliśmy namiot i dzięki temu nie musieliśmy zmieniać planów. Jakoś tak się składa, że w ostatnie 3 wakacje spędziliśmy zawsze kilka nocy na campingu- na Helu, w Algarve i teraz na Costa Brava.

L'Estartit to typowa miejscowość wypoczynkowa na Costa Brava, latem tętni życiem i przyciąga międzynarodowych turystów, głównie Holendrów i Francuzów. Plaża nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jest duża i piaszczysta, woda dość płytka. Atrakcją są wyspy Medes, położone około 1 km od brzegu. Islas Medes są objęte ochroną, bo są rezerwatem fauny I flory. Na wyspy organizowane są rejsy statkiem z przezroczystym dnem, żeby można było podziwiać dno morskie i obserwować żyjące tam ryby i inne żyjątka. Wyspy są podobno idealne do nurkowania i podobno w przeszłości były schroniskiem dla piratów i przemytników.



W sezonie schronieniem nie są, bo schronić przed turystami się nie da. Ręcznik przy ręczniku, slalom aby dostać się do wody, to niestety rzeczywistość na większości plaż w regionie w sezonie. Z nostalgią wspominam wakacje nad Bałtykiem, gdzie po 10 minutowym spacerze mijamy wszystkich plażowiczów i możemy rozkoszować się ciszą, spokojem i samotnością. Ach, jeszcze sobie przypominam smak jagodzianek albo gofrów, które rekompensowały niepewność co do pogody. Z plaży lubię relaks z gazetką albo opalanie, woda jest nie do pływania a raczej do pluskania (jestem więc zupełnym przeciwieństwem Nuno, który w wodzie może spędzić cał godziny). Aby jednak nie ograniczyć się do leżenia plackiem, wynajęliśmy rowerek ze zjeżdżalnią, kupiliśmy paletki, a Werona materace dmuchane.




Wracając na słoneczną Costa Brava, pogoda w końcu osiągnęła hiszpańskie temperatury latem, ale jedno popołudnie padało, więc proszę nie zazdrościć aż tak bardzo. Nasz plan dnia był przewidywalny: plażowanie, prysznic, kolacja i drinkowanie z Weroniką i Gregiem.

Jednego dnia wybraliśmy się na Cala (cala to po prostu mała zatoczka z plażą) Montjoi, gdzie znajduje się jedna z najlepszych i najsłynniejszych restauracji na świecie, El Bulli. Nie wybraliśmy się tam jednak na posiłek, który trzeba rezerwować z rocznym wyprzedzeniem. Według wikipedii; Restauracja jest otwarta wyłącznie w sezonie od kwietnia do września. Rezerwacje są przyjmowane tylko w jednym dniu w roku, w październiku roku poprzedzającego rezerwację. Liczba ta jest ograniczona do 8000 posiłków w sezonie, przy 800 000 chętnych do rezerwacji ok. 400 chętnych na stolik. Średnia cena posiłku to 250 euro. Przy okazji researchu odkryłam, że restauracja została zamknięta, ale słynny kucharz Ferran Adrià nie wyklucza, że w przyszłości zamieni to kultowe miejsce w fundację.




Sama Cala – 310 metrów długości na 25 metrów szerokości, na zdjęciach (wydaje się, że z dodatkiem photoshopu) prezentuje się o niebo lepiej niż w rzeczywistości. Ale może z jednej z łódek perspektywa by nam się zmieniła :)

Na smaczek zostawiam wam reklamę piwa, która kręcona była właśnie na Cala Montjoi , w El Bulli, na przylądku Cap de Creus, w domu muzeum Salvador Dalí w Cadaqués (gdzie byliśmy wiosną) i w klasztorze Sant Pere de Rodes. (wideo pod wersją angielską)



Every long weekend is a great opportunity to make an escapade outside the city. And if at the same you can be with some friends you haven’t seen for ages, you have a perfect combination. Beach, sea, 3 days off, and on top of that meeting with Weronika, my good friend from the Uni, who has been living in Madrid for 3 years now with her French bf. Veronica and Greg informed us a long time ago about their summer plans of spending a whole week on Costa Brava and suggested we visited them during the puente. Recently we are really bad planners, so again we left reservations for the very last moment and then the only available option (as we were limited to find something in l'Estartit) was camping. We borrowed a tent, and thanks to that I could catch up with Veronica after long three years limited to facebook and mail only. I just realized that during the last 3 summers we always spent some night camping : Hel, Algarve and now Costa Brava.
L'Estartit is a typical holiday resort on Costa Brava, in the summer is vibrant small town that attracts international tourists, mainly Dutch and French. Beach is not outstanding or particularly attractive, but is quite large and sandy and water is shallow for many meters. Just opposite the beach, situated about 1 km from the shore, you can find Medes Islands. The small archipelago is a protected area, nature reserve, with interesting examples of flora and fauna. You can get there by boat that has transparent floor so you can admire the fish and other creatures. The islands are ideal for diving (at least it is what I read) and it is said that in the past they served as a refuge for pirates and smugglers who treated is as their safe place.


During the high season you can find all but refuge of refuge, as you cannot escape tourists. Towel next to a towel, slalom between people frying in the sun, is unfortunately the reality of most of beaches in the region. I recall with nostalgia summer holidays that I used to spent with my family on the Baltic seaside, where after a 10 minute walk, you passed all the sunbathers and could enjoy the tranquility, peace and solitude. Oh, I still remember the taste of small berry pies and waffles, that made up for the bad weather. Beach for me is a synonym of relaxing with a book or magazine and sunbathing, and water is just to refresh from time to time, so rather splash than swim- in this I am the opposite of Nuno who can spend whole hours in the water. We rented a water bike with a slide so not to spend the whole day just lying flat, and we bought small wooden paddle to play, and Weronika water mattresses :)





During the weekend we could finally enjoy some sun, and the temperature reach the level of summer temperatures that we should normally enjoy during the summer in Spain. Still, one afternoon it rained, so please do not envy me so much :P Our plan for the day was predictable: beach, shower, dinner and drinks with Weronika and Greg.
One day we went to Cala Montjoi (cala is just a small bay with a beach), where there one of the best and most famous restaurants in the world, El Bulli, is situated. We didn’t go to eat as you need to book a year in advance. According to Wikipedia: the restaurant is open only in season from April to September. Reservations are accepted only on one day a year, in October the year preceding the reservation. This number is limited to 8,000 meals in the season, with 800 000 people willing to book, 400 per the table. Average price of the meal is 250 euros. However, when I was doing some research I discovered that the restaurant was closed at the end of this July, but its famous Ferran Adrià affirmed that in few years it would be re-opened as a cultural center or foundation.


Cala itself- 310 meters long and 25 wide, looks much better on pictures we googled (some with touch of photoshop) than in reality. Perhaps the perspective changes if you are on one of the boats :)
For the end I leave you a beer commercial that was shot on Cala Montjoi, in El Bulli, on the Cap de Creus peninsula, the house-museum of Salvador Dalí in Cadaqués (where we went few months ago) and in the monastery of Sant Pere de Rodes. Hope you enjoy the summer music and views.

Monday, 8 August 2011

Wodne szaleństwo/ Aquatic madness

Nie zdążyliśmy odpocząć po jednej wizycie, a już hostel u Nuno i Agi otworzył swoje podwoje dla kolejnych gości i to na całe 6 dni. Tym razem oprócz spaceru po Ravalu, Gracii i Góticu, pojechaliśmy do Aquaparku. Illa Fantasia to podobno najnowszy i największy aquapark na Costa Brava (powierzchniowo faktycznie duży, ale połowa terenu to miejsce na piknik czy obiekty dla małych dzieci, więc byliśmy rozczarowani). Minusem, jak to w weekend w sezonie, są także kolejki do wszystkich obiektów.



Mimo wszystko, jako że z Nuno uwielbiamy tego typu rozrywki (bez przesady, to była moja trzecia wyprawa w życiu na tego typu obiekt), nie żałowaliśmy, że zamiast plaży wybraliśmy zjeżdżalnie, rury czy basen ze sztucznymi falami. Jedną z atrakcji było też siedlisko piratów, z różnymi zjeżdżalniami oraz gigantycznym kubłem wody, który napełnia się, by potem potężnym chlustem oblać czekających na to śmiałków. Niestety żaden z obiektów nie budził większych emocji i nawet kamikaze w porównaniu z kamikaze w Etnaland na Sycylii przyprawiał tylko o lekki dreszczyk emocji. Atrakcji mrożących krew w żyłach nie oświadczyliśmy, czego nam brakowało.





We didn´t have time to regain energy after one visit, and already the Nuno and Aga´s hostel hosted another guests, this time for the whole 6 days. We accompanied our visitors to Raval, Gracia, Gotic, and decided to have some fun on Saturday and instead of going to the beach we went to an aquapark. Illa Fantasia is claimed to be the newest and largest water park on the Costa Brava (actually it may be preety big, but half of its surface is a picnic area or attractions for small children, so we were bit disappointed.) The other inconvenience, though totally understandable in high season, were big queues to every object.




We really enjoy this way of spending summer day (well, to be honest it was only my third time in aquapark) and every summer we chose aqua park over a beach for a whole-day amusement that involves water slides, tunnels, pool with artificial waves. One of the attractions was also the pirates`nest, with smaller and bigger water slides and a giant bucket of water, which after being filled up, water the daredevil with strong splash of water. Unfortunately, none of the objects causes strong emotions, in comparison to kamikaze in Etnaland on Sicily none object was really scary and thrilling. We misses some more exciting attractions.


Showing posts with label lato/summer. Show all posts
Showing posts with label lato/summer. Show all posts

Sunday, 5 August 2012

Włoski wieczór/ Italian evening

Z Domenico przez nasze wyjazdy nie widzieliśmy się wieki. Trzeba to było nadrobić przed jego wylotem do Meksyku, więc musieliśmy znaleźć lukę w nader aktywnym ostatnio harmonogramie zajęć. Jak na typowy włoski letni wieczór nie mogło zabraknąć gelato i spritza. Od spritza jesteśmy zresztą troszkę uzależnieni, bo kilka razy kupiliśmy już butelkę Aperolu, aby móc w domu zmieszać tego orzeźwiającego i lekkiego drinka.


Odkryliśmy nową dobrą lodziarnię Gocce di latte na Bornie, tak nas zachęciło fajne wnętrze i pani w smurfowej czapce (w wersji fioletowej), że aż się cofnęliśmy. A na spritza do baru włoskiego o tej samej nazwie (dla zainteresowanych: na carrer Ample), gdzie chwalą się, że ich jest najlepszy w Barcelonie. Pewnie do momentu, gdybyśmy my zdecydowali się otworzyć nasz własny bar :)


Due to our travels, we haven’t seen Domenico for ages. And since he is going tomorrow to Mexico to assist his own wedding, we had to find some time in our busy schedule to meet with him. We had unplanned typical Italian evening- perfect for a warm summer- with gelato and spritz. Spritz is our small addiction, we have already bought few time Aperol so that we can mix this light and refreshing drink at home.


We discovered a new, really nice place with ice cream on Born, Gocce di latte. It was so tempting that we actually turned back to buy ice cream from a lady in smurf’s cap (purple version). Then we continued to have a spritz in an Italian bar that proudly announces there is the best one in Barcelona (for those interested in checking if it is true: look for it on Carrer Ample).

Tuesday, 3 July 2012

Relaks na Costa Brava/ Relax on the Costa Brava

Od czasu do czasu Nuno aktywnie włącza się w organizację naszego czasu wolnego. W poprzedni weekend nie wiedziałam nawet, gdzie będziemy dokładnie i co będziemy robić. Miła odmiana. Choć wiedziałam, że plaża i odpoczynek to główny plan na sobotę i niedzielę, nie musiałam jednak nic planować.

W sobotę wstaliśmy dość wcześnie, wklepaliśmy do GPS namiary na plażę przy miasteczku Palamós. Jednak poprowadził nas on do ścieżki rowerowej, nie odważyliśmy się podążyć za wskazówkami i zamiast na wąską plażę (Cala estreta) pojechaliśmy na playa la Fosca. Zanotujcie sobie tę nazwę, bo jest to jedna z ładniejszych, według nas, plaż na Costa Brava. Szeroka, piaszczysta, czysta i co najważniejsze, nie aż tak zatłoczona spragnionymi słońca plażowiczami.


Po kilku godzinach plażowania z babskimi gazetkami (Nuno bardziej ambitnie czytał książkę na moim ebooku), poprzeplatanych chwilami orzeźwienia w morzu, pojechaliśmy do naszego hotelu. Znajdował się on w przysłowiowym gdzie diabeł mówi dobranoc, w tym konkretnym przypadku tym „gdzie” było pole golfowe. Problemem ze spontanicznymi wypadami na Costa Brava jest brak miejsc noclegowych, większość jest zarezerwowanych, albo przekracza nasze możliwości finansowe.


Zatrzymaliśmy się więc w hotelu położonym 20 km od Girony, tam też pojechaliśmy na kolację połączoną z oglądaniem meczu Francja-Hiszpania. Poszukiwanie otwartego baru z transmisją meczu było trudniejsze niż się spodziewaliśmy, ale mieliśmy szczęście i weszliśmy do pierwszego napotkanego baru, który na drzwiach miał wywieszoną informację o meczu. I trafiliśmy na kulinarny raj montaditos. Jedne z najlepszych, jakie jedliśmy i na pewno najtańsze (gdzie w Barcelonie zjesz montadito/ tapas za 1 euro?- pytanie czysto retoryczne). Na deser wybraliśmy się do osławionej lodziarni Rocambolesc (nie byłam jednak sobą i nie zrobiłam żadnych zdjęć, więc odsyłam do linka, bo wystrój jest bajkowy).


W niedzielę nasze lenistwo osiągnęło szczyty. Nie ruszyliśmy się z basenu hotelowego, przenosiliśmy się tylko z leżaka do basenu, z basenu do wiklinowego „jajka”, by w cieniu podrzemać. Plan mieliśmy ambitniejszy, mieliśmy odkryć nową plażę, ale czasami plany trzeba odłożyć lub zmienić. Czasami trzeba zrelaksować się maksymalnie, podładować akumulatory, wyłączyć myślenie, że coś trzeba zrobić, bo inaczej to strata czasu. Dla mnie to szczególnie trudne, planowanie mam chyba w genach, nie do końca umiem wrzucić na luz i nic nie robić.




From time to time, Nuno is the one that organize our weekend. Last time he was an active planner and I didn’t even know exactly where we were staying and what was the schedule. A small correction, with Nuno’s as a planner, there is no strict schedule. I knew I could expect relax on the beach.

On Saturday we got up relatively early, input GPS coordinates of a nice beach near Palamós (Cala estreta). It led us to a bike path, we didn’t dare to follow the gps’s questionable instructions so we turned and went instead to Playa la Fosca. Write down this name, cause we found it to be one of the nicest beach of Costa Brava. It is wide, sandy, clean and most importantly, not so crowded.


We spent several hours of sunbathing and doing nothing, if you don’t count reading some magazines (normally I don’t buy them, but I just can’t imagine relax on the beach without reading them. Nuno was more ambitious and was reading a book on my ebook instead.) When we finally got tired of the sun and sea, we went to our hotel. It was located in the middle of nowhere, and in this particular case “nowhere” was a golf course. The problem with spontaneous trips to the Costa Brava is that many times everything is overbooked or overpriced.


So we decided to stay in a hotel 20 km from Girona, and more than half an hour from the seaside. As Girona is a really nice city, we decided to have a dinner there and watch a football game, France against Spain. Finding an open bar with a TV broadcasting the game turned out to be a challenge . We were lucky to find one and it was a culinary paradise of montaditos. Some of the best we have eaten and definitely the cheapest ones (if you know where to have a montadito for 1 euro in Barcelona, please let me know). For dessert, as a meal isn’t finished without something sweet, we went to a famous ice cream shop Rocambolesc. I wasn’t myself as I didn’t take a single picture, so please check this link a the décor is just fabulous.


On Sunday, we couldn’t be more lazy :) We were supposed to spend some time by the pool and then discover some nice beach. But instead we spent the whole day by the pool, moving from sun lounger to the pool. Sometimes you need to relax, recharge the batteries, forget about everything. For me it is difficult, not making plans is harder than being spontaneous. Really, it seems that I have developed some planning gene, and just can’t help but organize everything to the smallest details. This weekend was about all but planning. And I enjoyed it.

Thursday, 28 June 2012

Tego lata zakochaj się w Barcelonie/ This summer fall in love with Barcelona

Un estiu per enamorar-te de Barcelona (czyli dosłownie wakacje do zakochania się w Barcelonie) to slogan z plakatu urzędu miasta, na który zwróciłam uwagę kilka dni temu idąc do metra. Tak jak podoba mi się hasło (niewiele się różniące, jeśli ominiemy porę roku) promujące stolicę Polski, czyli Zakochaj się w Warszawie, tak samo myślę, że letnie miesiące są idealne, aby poddać się urokowi Barcelony. Co wcale oczywiście nie znaczy, że podczas miesięcy zimowych czy jesiennych można się tu nudzić czy się nią nie zachwycić. Ale to podczas wiosny i lata, gdy slońce i temperatura sprawiają, że całe życie barcelończyków przenosi się na ulice i plaże naprawdę trudno oprzeć się urokowi tego miasta.

Dzięki letniej akcji promującej Barcelonę, nikt się nie bedzie nudzil w miesiącach letnich, do wyboru mamy bowiem niezliczone koncerty (np. w parkach), pokazy filmów na świeżym powietrzu, fiestas mayores wielu dzielnic, niezliczone ogródki restauracyjne oraz plaże miejskie (nie tylko Barceloneta, na odważniejszych czeka plaża nudystów). Szczegóły do zobaczenia na stronie Ayuntamiento, atrakcje podzielone są tematycznie : co się dzieje, plaże, baseny, muzyka, noce letnie, lato i dzieci, lokalne święta, parki i ogrody, Municipal measures albo ze względu na ich lokalizację. Z wielu propozycji na pewno skorzystamy. W zeszłym roku byliśmy na bardzo fajnym festiwalu filmów krótkometrażowych Mecal Air, gdzie za grosze można spędzić miły piątkowy wieczór w Poble Espanyol. Jutro idziemy na inaugurację kina pod chmurką (film poprzedzony koncertem oraz filmem krotkometrazowym) przy zamku na Montjuicku, wyposażeni w kocyk i koszyk piknikowy. Inną propozycją jest zaczynający się 1 lipca Grec Festival, czyli coś dla milośników teatru i spekatakli muzycznych i tanecznych.


Ciekawy też może być pokaz balonów :) odbywa się on od 4 do 10 lipca, w miasteczku Igualada, bardzo blisko i dobrze skomunikowanym z Barceloną. Wyobraźcie sobie niebo pełne kolorowych balonów, kontrastujących z błękitem nieba i bielą chmur. Niestety, w tym czasie jesteśmy na urlopie, więc mogę to sobie tylko wyobrazić...

Jeśli wy wybieracie Barcelonę na wasz urlop, nie zapomnijcie, że oprócz zwiedzania zabytków (ciekawostka: Pedrera ma ciekawą letnią propozycję nocnego zwiedzania), możecie skorzystać z licznych propozycji kulturalnych (za darmo lub za niewielką opłatę) i wybrać się na jakiś fajny koncert w parku lub uczestniczyć w świętowaniu dzielnicy (najbardziej bajkowe są przystrojone ulice Gracii w sierpniu, ale Raval czy Poble Sec mają swoje fiestas w lipcu, więc warto się zapoznać z atrakcjami przygotowanymi z tej okazji). A jak zmęczą was upały, Barcelona zaprasza na plażę :) Przygotujcie się jednak, że są one zatłoczone i po wyjściu z wody ciężko znaleźć własny ręcznik, o czym niedawno przekonał się Nuno :) Można jednak podjechać pociągiem do plaż poza Barceloną czy wynająć samochód i odkryć sekrety Costa Brava.




Un estiu per enamorar-te de Barcelona (which means a summer to fall in love with Barcelona) was a catchphrase I saw few days ago on a poster by city hall on my way to metro. Instantly I liked it, it is fun and makes you smile. But it also made my think about all the things I love in Barcelona and why I think that summer is a perfect time to be charmed by this city. Of course, there is nothing wrong with being in Barcelona during autumn and winter, it is just that with sun and good weather Barcelona gains the whole new dimension. It is when the life of all the Barcelonians moves to streets and beaches and you find yourself under the spell of this magic city.

And with the rich offer promoting Barcelona on many levels, nobody can possibly be bored this summer. One can choose between countless concerts (in different venues, some take place in parks), fresh air cinema, fiestas mayores of many districts, hundreds of terraces to enjoy a nice drink, or enjoy a day on one of urban beaches (don´t limit yourself to Barceloneta, there is a beach for nudist, so try it if you are brave enough!). Check more details on Ayuntamiento´s website, you can either consult it by subject: what is happening, beaches, swimming pools, music, summer nights, summer and children, local festivals, parks and gardens , municipal measures or by the districts. We will definitely participate in many of the activities listed there. Last year I enjoyed a great short movie festival Mecal Air, so definitely it is a must this summer as well; it is a cheap way to have fun on a Friday evening in Poble Espanyol. Tomorrow we are going for the first movie show outdoor (before a movie there is a concert and a short movie projection as well) at the castle of Montjuick, and we are going well equipped with a blanket and picnic basket (and wine of course). Another nice idea for those who enjoys theater and music/dance spectacles is Grec Festival, which starts on the 1st of July.


There is another festival that I discovered and it is quite a funny and alternative one. A balloons show takes place from 4th to 10th July, in Igualada, a town that is very close to Barcelona and well connected. Just picture a sky covered with colorful balloons, contrasting with the blue sky and white clouds. Unfortunately, since we are on holidays, we can´t participate in what seems like a fun event.

If you choose Barcelona as your holiday destination, don´t limit your stay to sightseeing only (although there are also some interesting proposals, as Pedrera´s summer night tour). to participate in many outdoor cultural activities (many are free or very cheap) will make your stay unforgettable. Just go for a nice concert in a park or have fun during Barcelona districts´parties (the most popular are decorated streets of Gracia that look like taken from fairytales but Raval and Poble Sec have their fiestas in July, so you might want to google interesting activities for fiesta mayor). And if you get tired of walking in the sun, you can have a rest on a beach. Be prepared, however, that all Barcelona´s beaches are crowded and after swimming it may be hard to find your own towel (Nuno knows something about it). Good alternative is to take a train and go to some nice beaches outside Barcelona or rent a car and discover the secrets of Costa Brava.

Tuesday, 16 August 2011

Puente na Costa Brava / Puente on Costa Brava

Długi weekend to doskonała okazja na małą eskapadę poza miasto. A jeśli można to połączyć ze spotkaniem z dawno niewidzianymi znajomymi, to jest to zapowiedź weekend idealnego. Plaża, morze, 3 dni wolne, a do tego spotkanie z Weroniką, moją dobrą koleżanką ze studiów, która od trzech lat mieszka w Madrycie ze swoim chłopakiem. Weronika i Greg już kilka tygodni temu poinformowali nas, że spędzają tydzień na Costa Brava i zaproponowali, żebyśmy chociaż na puente przyjechali. Jak to z nami ostatnio bywa, na rezerwacje noclegów zostawiliśmy na ostatnią chwilę a że do wyboru mieliśmy tylko miejscowość l’Estartit, jedyną dostępną opcją był camping. Pożyczyliśmy namiot i dzięki temu nie musieliśmy zmieniać planów. Jakoś tak się składa, że w ostatnie 3 wakacje spędziliśmy zawsze kilka nocy na campingu- na Helu, w Algarve i teraz na Costa Brava.

L'Estartit to typowa miejscowość wypoczynkowa na Costa Brava, latem tętni życiem i przyciąga międzynarodowych turystów, głównie Holendrów i Francuzów. Plaża nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jest duża i piaszczysta, woda dość płytka. Atrakcją są wyspy Medes, położone około 1 km od brzegu. Islas Medes są objęte ochroną, bo są rezerwatem fauny I flory. Na wyspy organizowane są rejsy statkiem z przezroczystym dnem, żeby można było podziwiać dno morskie i obserwować żyjące tam ryby i inne żyjątka. Wyspy są podobno idealne do nurkowania i podobno w przeszłości były schroniskiem dla piratów i przemytników.



W sezonie schronieniem nie są, bo schronić przed turystami się nie da. Ręcznik przy ręczniku, slalom aby dostać się do wody, to niestety rzeczywistość na większości plaż w regionie w sezonie. Z nostalgią wspominam wakacje nad Bałtykiem, gdzie po 10 minutowym spacerze mijamy wszystkich plażowiczów i możemy rozkoszować się ciszą, spokojem i samotnością. Ach, jeszcze sobie przypominam smak jagodzianek albo gofrów, które rekompensowały niepewność co do pogody. Z plaży lubię relaks z gazetką albo opalanie, woda jest nie do pływania a raczej do pluskania (jestem więc zupełnym przeciwieństwem Nuno, który w wodzie może spędzić cał godziny). Aby jednak nie ograniczyć się do leżenia plackiem, wynajęliśmy rowerek ze zjeżdżalnią, kupiliśmy paletki, a Werona materace dmuchane.




Wracając na słoneczną Costa Brava, pogoda w końcu osiągnęła hiszpańskie temperatury latem, ale jedno popołudnie padało, więc proszę nie zazdrościć aż tak bardzo. Nasz plan dnia był przewidywalny: plażowanie, prysznic, kolacja i drinkowanie z Weroniką i Gregiem.

Jednego dnia wybraliśmy się na Cala (cala to po prostu mała zatoczka z plażą) Montjoi, gdzie znajduje się jedna z najlepszych i najsłynniejszych restauracji na świecie, El Bulli. Nie wybraliśmy się tam jednak na posiłek, który trzeba rezerwować z rocznym wyprzedzeniem. Według wikipedii; Restauracja jest otwarta wyłącznie w sezonie od kwietnia do września. Rezerwacje są przyjmowane tylko w jednym dniu w roku, w październiku roku poprzedzającego rezerwację. Liczba ta jest ograniczona do 8000 posiłków w sezonie, przy 800 000 chętnych do rezerwacji ok. 400 chętnych na stolik. Średnia cena posiłku to 250 euro. Przy okazji researchu odkryłam, że restauracja została zamknięta, ale słynny kucharz Ferran Adrià nie wyklucza, że w przyszłości zamieni to kultowe miejsce w fundację.




Sama Cala – 310 metrów długości na 25 metrów szerokości, na zdjęciach (wydaje się, że z dodatkiem photoshopu) prezentuje się o niebo lepiej niż w rzeczywistości. Ale może z jednej z łódek perspektywa by nam się zmieniła :)

Na smaczek zostawiam wam reklamę piwa, która kręcona była właśnie na Cala Montjoi , w El Bulli, na przylądku Cap de Creus, w domu muzeum Salvador Dalí w Cadaqués (gdzie byliśmy wiosną) i w klasztorze Sant Pere de Rodes. (wideo pod wersją angielską)



Every long weekend is a great opportunity to make an escapade outside the city. And if at the same you can be with some friends you haven’t seen for ages, you have a perfect combination. Beach, sea, 3 days off, and on top of that meeting with Weronika, my good friend from the Uni, who has been living in Madrid for 3 years now with her French bf. Veronica and Greg informed us a long time ago about their summer plans of spending a whole week on Costa Brava and suggested we visited them during the puente. Recently we are really bad planners, so again we left reservations for the very last moment and then the only available option (as we were limited to find something in l'Estartit) was camping. We borrowed a tent, and thanks to that I could catch up with Veronica after long three years limited to facebook and mail only. I just realized that during the last 3 summers we always spent some night camping : Hel, Algarve and now Costa Brava.
L'Estartit is a typical holiday resort on Costa Brava, in the summer is vibrant small town that attracts international tourists, mainly Dutch and French. Beach is not outstanding or particularly attractive, but is quite large and sandy and water is shallow for many meters. Just opposite the beach, situated about 1 km from the shore, you can find Medes Islands. The small archipelago is a protected area, nature reserve, with interesting examples of flora and fauna. You can get there by boat that has transparent floor so you can admire the fish and other creatures. The islands are ideal for diving (at least it is what I read) and it is said that in the past they served as a refuge for pirates and smugglers who treated is as their safe place.


During the high season you can find all but refuge of refuge, as you cannot escape tourists. Towel next to a towel, slalom between people frying in the sun, is unfortunately the reality of most of beaches in the region. I recall with nostalgia summer holidays that I used to spent with my family on the Baltic seaside, where after a 10 minute walk, you passed all the sunbathers and could enjoy the tranquility, peace and solitude. Oh, I still remember the taste of small berry pies and waffles, that made up for the bad weather. Beach for me is a synonym of relaxing with a book or magazine and sunbathing, and water is just to refresh from time to time, so rather splash than swim- in this I am the opposite of Nuno who can spend whole hours in the water. We rented a water bike with a slide so not to spend the whole day just lying flat, and we bought small wooden paddle to play, and Weronika water mattresses :)





During the weekend we could finally enjoy some sun, and the temperature reach the level of summer temperatures that we should normally enjoy during the summer in Spain. Still, one afternoon it rained, so please do not envy me so much :P Our plan for the day was predictable: beach, shower, dinner and drinks with Weronika and Greg.
One day we went to Cala Montjoi (cala is just a small bay with a beach), where there one of the best and most famous restaurants in the world, El Bulli, is situated. We didn’t go to eat as you need to book a year in advance. According to Wikipedia: the restaurant is open only in season from April to September. Reservations are accepted only on one day a year, in October the year preceding the reservation. This number is limited to 8,000 meals in the season, with 800 000 people willing to book, 400 per the table. Average price of the meal is 250 euros. However, when I was doing some research I discovered that the restaurant was closed at the end of this July, but its famous Ferran Adrià affirmed that in few years it would be re-opened as a cultural center or foundation.


Cala itself- 310 meters long and 25 wide, looks much better on pictures we googled (some with touch of photoshop) than in reality. Perhaps the perspective changes if you are on one of the boats :)
For the end I leave you a beer commercial that was shot on Cala Montjoi, in El Bulli, on the Cap de Creus peninsula, the house-museum of Salvador Dalí in Cadaqués (where we went few months ago) and in the monastery of Sant Pere de Rodes. Hope you enjoy the summer music and views.

Monday, 8 August 2011

Wodne szaleństwo/ Aquatic madness

Nie zdążyliśmy odpocząć po jednej wizycie, a już hostel u Nuno i Agi otworzył swoje podwoje dla kolejnych gości i to na całe 6 dni. Tym razem oprócz spaceru po Ravalu, Gracii i Góticu, pojechaliśmy do Aquaparku. Illa Fantasia to podobno najnowszy i największy aquapark na Costa Brava (powierzchniowo faktycznie duży, ale połowa terenu to miejsce na piknik czy obiekty dla małych dzieci, więc byliśmy rozczarowani). Minusem, jak to w weekend w sezonie, są także kolejki do wszystkich obiektów.



Mimo wszystko, jako że z Nuno uwielbiamy tego typu rozrywki (bez przesady, to była moja trzecia wyprawa w życiu na tego typu obiekt), nie żałowaliśmy, że zamiast plaży wybraliśmy zjeżdżalnie, rury czy basen ze sztucznymi falami. Jedną z atrakcji było też siedlisko piratów, z różnymi zjeżdżalniami oraz gigantycznym kubłem wody, który napełnia się, by potem potężnym chlustem oblać czekających na to śmiałków. Niestety żaden z obiektów nie budził większych emocji i nawet kamikaze w porównaniu z kamikaze w Etnaland na Sycylii przyprawiał tylko o lekki dreszczyk emocji. Atrakcji mrożących krew w żyłach nie oświadczyliśmy, czego nam brakowało.





We didn´t have time to regain energy after one visit, and already the Nuno and Aga´s hostel hosted another guests, this time for the whole 6 days. We accompanied our visitors to Raval, Gracia, Gotic, and decided to have some fun on Saturday and instead of going to the beach we went to an aquapark. Illa Fantasia is claimed to be the newest and largest water park on the Costa Brava (actually it may be preety big, but half of its surface is a picnic area or attractions for small children, so we were bit disappointed.) The other inconvenience, though totally understandable in high season, were big queues to every object.




We really enjoy this way of spending summer day (well, to be honest it was only my third time in aquapark) and every summer we chose aqua park over a beach for a whole-day amusement that involves water slides, tunnels, pool with artificial waves. One of the attractions was also the pirates`nest, with smaller and bigger water slides and a giant bucket of water, which after being filled up, water the daredevil with strong splash of water. Unfortunately, none of the objects causes strong emotions, in comparison to kamikaze in Etnaland on Sicily none object was really scary and thrilling. We misses some more exciting attractions.