Showing posts with label formalności/ formalities. Show all posts
Showing posts with label formalności/ formalities. Show all posts

Friday, 7 October 2011

Przeprowadzka, noga w gipsie, formalności/ Moving out, casted leg, formalities

Ostatnie tygodnie były szalone. Brak czasu wolnego, potem nadmiar czasu wolnego, ale brak internetu i Nuno z nogą w gipsie. Ale zacznijmy opowieść od początku…

Na początek mieliśmy wizytę Sirio i Natashy, którzy przyjechali motorem z Włoch. Niestety chyba tak się ostatnio zdarza, że goście z którymi byśmy chcieli spędzic więcej czasu, przyjeżdżaj akurat, jak czasu wolnego mamy jak na lekarstwo.Tym razem nie tylko musieliśmy pracować, ale wieczorami oglądaliśmy też mieszkania do wynajęcia. O szukaniu mieszkania, a raczej horrorze z tym związanym, napiszę w końcu jakiegoś posta, bo może komuś, kto planuje przeprowadzkę do Barcelony przyda się taka informacja praktyczna. Do tego podczas ich pobytu mieliśmy małą awarię w łazience. Istne déjà vu, bo w ostatnim tygodniu mojego mieszkania w Bukareszcie poszła rura i zalałam sąsiadów, co nie było idealnym zakończeniem mojego pobytu w Rumunii…
Potem przyjechała moja erasmusowa i warszawska współlokatorka Kasia, która wybierała się z chłopakiem do Andaluzji i zatrzymali się u nas na kilka dni. Akurat jak musieliśmy pakować pudła i logistycznie przygotować przeprowadzkę.


Na szczęście przysługiwał nam dzień wolny na przeprowadzkę, który nie jest urlopem, a który wykorzystaliśmy nie tyle na przewóz rzeczy, ile na załatwienie wszystkich formalności w urzędach. Wyprawa do ayuntamiento, czyli urzędu miasta, była punktem najłatwiejszym, potrzeba tylko kontraktu i dowodu/paszportu i NIE (numer identyfikacji obcokrajowców), aby wyrobić sobie nowe zameldowanie (czyli padrón). Potem wybraliśmy się do oddziałuurzędu miejskiego wydającego karty Zona Verde, czyli zielone miejsca parkingowe dla rezydentów danej dzielnicy.

Tu pojawił się problem, bowiem auto zarejestrowane było w Rubi, nie przysługuje wtedy miejsce parkingowe w Barcelonie, musieliśmy przerejestrować auto, czego nie da sie zrobić telefonicznie, w DGT (Dirección General de Tráfico), czyli Głównym oddziale ruchu drogowego, w Campana, gdzie panował taki chaos,że szkoda mówić. A, jak byliśmy na Plaza Carles Pi i Sunyer (gdzie nie udało nam sie zdobyę karty na Zona Verde, która zamówiliśmy przez internet po przerejestrowaniu samochodu) skorzystaliśmy z okazji, żeby wyrobić sobie kartę na bicing (o tym w innym poście). Uff. Nie znoszę formalności, ale przynajmniej (nie jak w przypadku Rumunii) nie miałam problemu z porozumieniem się z urzędnikami. Niestety nie umiem powiedzieć, czy ktoś władający jedynie angielskim załatwiłby wszystko bezproblemowo.

Jak jesteśmy przy temacie parkowania, to może wspomnę, że istnieją tu różne oznaczenia miejsc parkingowych: zielone (dla zameldowanych mieszkańców danej dzielnicy, trzeba mieć wymagane oznaczenie samochodu oraz uiścić opłatę, 1 €/tydzień, na zielonych od 20 do 8 mogą parkować wszyscy, ale najczęściej nie ma już miejsc wolnych), niebieskie- płatne w wyznaczonych godzinach, trzeba opłatę uiścić w parkometrze, jak się można domyślić godzina wychodzi drogo. Miejsca niebieskie objęte są limitem postoju (po prostu nie można jednorazowo zapłacić za więcej), ale są wolne od opłat najczęściej przed 8 i po 20 oraz w święta i w sierpniu, kiedy miasto pustoszeje. Innym kolorem, najbardziej pożądanym jest biały, który oznacza miejsca darmowe dla wszystkich, ale w centrum Barcelony takich prawie nie uświadczysz. Dodatkowo oczywiście rozrzucone są po mieście parking płatne.

Koniec dygresji, powrót do przeprowadzki. Część rzeczy zwieźliśmy już wcześniej, część w środę, na szczęście oba mieszkania są w pełni umeblowane, więc odpadł nam jakiś problem. Myśleliśmy, że po przeprowadzce mamy już z górki. Niestety, byliśmy optymistami. W piątek Nuno wrócił z pracy z nogą w gipsie, kulami i tygodniowym zwolnieniem, co za tym idzie zakupy, gotowanie i sprzątanie mieszkania w Rubí spadły na mnie. Optymistami byliśmy też w sprawie instalacji Internetu, co wbrew pozorom nie jest kwestią godzin czy 2-3 dni. Do dziś zresztą nie mamy swojego, bo technik przychodzi w piątek (po 2 tygodniach od podpisania umowy). Wspomnę tylko, że obojętnie z jakiej sieci się korzysta, obowiązkowo trzeba płacić ok 17€ Telefonice, która ma monopol na linie.


Przestaję jednak narzekać, bo jednak mieszkanie w centrum ma nieporównanie więcej zalet i po załatwieniu wszystkich formalności, instalacji Internetu i zdjęciu gipsu, możemy w końcu korzystać w pełni z wszystkiego, co oferuje Barcelona.


The past few weeks have been a bit crazy and chaotic. At the beginning we had almost no free time, later on we had too much of free time, but no internet connection at our new place and Nuno was stuck at home whit his leg in cast. But let´s start from the beginning….
At the beginning out friends Sirio and Natasha visited us, coming all the way from Italy on a motorbike. Unfortunately, it seems that lately all the friends who we haven´t seen for ages and with whom we would like to spend endless hours, are coming over exactly when we have so many things to do. This time we not only had to work, but also spent afternoons flat hunting. (I should write a separate post about flat hunting, somebody planning to move to Barcelona might use some tips and practical information on how to find a flat/room to rent here.) In addition during their stay we had a small water outage. It was a déjà vu of my last week in Bucharest when an old pipe in my flat broke flooding the neighbors, which was less than perfect end of my stay in Romania…

Then my erasmus and Warsaw roommate Kasia visited with her boyfriend on their way to Andalucía. They stayed few days with us, but those few days where exactly when we had to pack, sign a contract and plan the whole moving out from Rubí to Barcelona.


Fortunately, we had the right to take a day off for moving house, and it is not counted as holiday, we mostly spent it dealing with all the formalities we had as we had already transported many things. First we went to Ayuntamiento, that is city hall, to get a new padrón (register the place you live) . Basically you need to bring NIE (foreign identification number), rental contract and you passport. As it took less than half an hour, we decided to apply for the card for Zona Verde that is parking spaces for residents for the district where we live.

In this office, we had to deal with the first inconvenience. Since our car was registered in Rubi, we had to change it so that we could be entitled to park in the residents only zone. You can do it only in one place, personally, so we had to go to DGT (Dirección General de trafico), Traffic Department, located in Campana. The place is so chaotic and bureaucratic that it took us more than hour to get what we needed. Fortunately later on we could ask for Zona Verde on-line, so need to go back to Plaza Carles Pi Sunye to get it. Going there was not a total waste as we applied for our bicing cards (more about bicing in a separate post). We went to three different offices in one morning, which for my taste is three too many, as I hate dealing with all formalities and document you need. Fortunately, as we speak fluently Spanish, we had no problems communicating (I still remember how stressful it was for me in Romania, even going to post office was not an easy thing).

Since I mentioned the residents´ green zone, I may as well mention all the other that you have in Barcelona. So there is the green parking space, for registered residents of a determined zone, where you can park your car if you have a Zona Verde card, and pay a 1€/week fee. All other cars can be parked in green zone after 20 and before 8, but generally it is difficult to find a free spot. The we have a blue zone, it is paid one, and the time is limited- you simply can´t pay for more time that is allowed, as you can imagine price per hour is quite high, but then after 20 and on holidays you can park for free (and in August most of blue zones are free as well as the city empties). The white parking zones are the most desirables, as white means free, and free for all, but unfortunately in the strict city center You almost don’t find them. Of course there are many private car parks.

Getting back to the story… Since both flats are fully furnished, we only had to pack and transport our clothes, books, and all the things we accumulated during last year. We thought that after moving in to our new flat, we can rest for some time. Unfortunately, we were not that lucky. On Friday Nuno came back from work with his leg in a cast, crutches and a weekly sick leave so I was the one who did all the shopping, cooking and spend 4 hours cleaning the flat in Rubí. We were also too optimistic about the time they need in Spain to install the internet. We still (after more than 2 weeks) don´t have it, as a technician comes on Friday. And it is a standard waiting time. Not to mention a surprising and obligatory fee for Telefonica for maintenance of the line, no matter with which company you sign a contract, you still have to add about 17€ for Telefonica.


I should stop complaining, as finally my dream of living in the center of Barcelona came true and after dealing with all the formalities, having the internet installed and Nuno´s leg freed from cast, we can start to enjoy all the benefits of our new location.

Friday, 29 October 2010

Papeleo, czyli wycieczka po urzędach/ Papeleo, dealing with unpleasant paperwork

Wygląda na to, że mam już wszystkie formalności za sobą. Jestem już zameldowana, mam NIE, numer Seguridad Social, otworzyłam konto w banku.
Udało mi się załatwić wszystko w dwa dni i to nawet bez jakiś większych komplikacji.
Korzystając z chorobowego Nuno, wybraliśmy się w środę do Ajuntament de Rubí (Ayuntamiento), czyli urzędzie miasta, gdzie należy się zameldować (dostaje się zaświadczenie o zameldowaniu, czyli empadronamiento). Nuno na razie był zameldowany w innej miejscowości, bo musiał być zameldowanym gdzieś, więc teraz przy okazji zmieniliśmy także jego meldunek. Potrzebowaliśmy oryginału umowy o wynajmie mieszkania i już było po sprawie. Trafiliśmy na nową urzędniczkę, która pod okiem bardziej doświadczonej koleżanki uczyła się, więc trochę to trwało. DO tego stwierdziły, że najpierw muszę mieć NIE, żeby się móc zameldować, a my przekonani byliśmy, że potrzebujemy empadronamiento, żeby ubiegać się o NIE.
Nie to Número de identidad de extranjero, czyli numer identyfikacji cudzoziemca, po który należy się udać na komisariat policji, który zajmuje się wydawaniem dokumentów cudzoziemcom.

Należy uzyskać (, tzw.NIE). Wnioski o nadanie numeru składa się na komisariatach policji (Policía Nacional) zajmującymi się wydawaniem dokumentacji dla cudzoziemców. Wydanie NIE, w przypadku mieszkańców Unii, to czysta formalność. Przedstawia się paszport, płaci się 10 euro i staje się posiadaczem numeru wydrukowanego na kartce A4. W większych miastach trzeba też odstać swoje, ale w Rubi załatwiłam wszystko w pół godziny. Na stronie http://www.hiszpania-polonia.eu znalazłam informację, że „Należy pamiętać, że okres oczekiwania na uzyskanie numeru różni się w zależności od miasta, w którym składa się podanie i wynosi od 25 do 40 dni.”, ale musi to być informacja przestarzała, chyba, że tyle się czeka w Madrycie czy Barcelonie. Ja się tylko zdziwiłam, jak policjantka mnie obsługująca nie wiedziała, czy Polska jest w Unii. Smutne, szczególnie, że ona z emigrantami pracuje na co dzień.

Następnym krokiem było wyrobienie numeru Seguridad Social, czyli ubezpieczenie, ale to już następnego dnia, bo urząd Administracji Ubezpieczeń Społecznych otwarty jest tylko do 14. Zameldowana jestem w Rubi, ale to za małe miasto, żeby mieć swój oddział, więc musiałam się udać do Terrassy, gdzie oczywiście zgubiłam się, bo moja komórka się rozładowała, tak więc nie miałam dostępu do GPS-a, a orientacja w terenie nie jest moją mocną stroną. Z pomocą Nuno, który przez komórkę naprowadził mnie do celu, po skserowaniu NIE i paszportu (bo na miejscu nie chcieli zrobić kopii, a na przykład na policji sami sobie skserowali paszport, tak samo w urzędzie miasta), wypełnieniu formularza, dostałam wydruk z moim numerem ubezpieczenia, który jest konieczny, żeby rozpocząć pracę.

Dzisiaj poszłam otworzyć konto, bo muszę podesłać je moim przyszłym pracodawcom (tak, już udało mi się znaleźć pracę i po krótkim wahaniu, postanowiłam się zaakceptować ofertę, ale więcej o tym w następnym poście). Wczoraj przestudiowaliśmy oferty banków, bo jest pełno promocji dla nowych klientów, którzy otworzą konto, na które będzie wpływać nómina, czyli wypłata. Wybrałam bank, w którym dostaniemy telewizor (którego nie mamy), i w którym mają korzystne warunki, nawet jak się nie bierze pod uwagę prezentu. Dla mnie to w ogóle zaskakujące, że prawie każdy bank ma promocję i że oferują takie prezenty, jak właśnie telewizory, laptopy, ippony, zegarki, czy inne bonusy (zasada im więcej zarabiasz, tym lepszy prezent możesz dostać).
Jedynym minusem banków są godziny otwarcia, bo większość działa od 9 do 14, czasami w piątki dłużej, więc ciężko coś załatwić, jak się ma grafik bez siesty. Aby otworzyć konto należy mieć paszport oraz NIE, oraz umowę z pracy, która potwierdza dochody, albo innego typu dokumenty potwierdzające dochody. Nie podpisałam umowy, ale miałam dosłać numer konta, udało mi się przekonać panią, żeby mi otworzyła konto, a umowę jej doniosę w przyszłym tygodniu. Tak więc mam już konto, wprawdzie z zerowym stanem konta, co potwierdza mi moja książeczka bankowa (u nas się nie używa, więc nie wiem jaki jest polski odpowiednik libreta de banco, więc przetłumaczyłam dosłownie.

Podsumowując: wszystkie formalności potrzebne, aby zacząć pracę w Hiszpanii mam już za sobą. Wszystkie dokumenty uzyskane bezboleśnie i, nie licząc mojego zgubienia się, bezproblemowo. Jak sobie przypomnę Urząd ds. Imigrantów w Bukareszcie, gdzie musiałam się zameldować i jak się to odbyło, to jestem wdzięczna, że jestem w kraju, gdzie nie mam problemu z językiem. Dla tych, co nie słyszeli jeszcze historii: wcale nie jest nigdzie powiedziane, że urzędnicy, którzy na co dzień mają do czynienia z obcokrajowcami mówią po angielsku, ja trafiłam na panią, co tylko po francusku i rumuńsku. Oficjalna strona też tylko po rumuńsku, więc zdobyć zameldowanie to było wyzwanie. W Hiszpanii to błahostka, choć nie wiem, jak jest w przypadku osób, którzy nie znają hiszpańskiego.



It seems that I have all the official paper that I need. I am registered with my municipality, I have NIE, I have, Social Security number, I’ve opened a bank account .
I managed to do everything in two days, and even though it involved 4 different institutions I didn’t have any problems.
As Nuno was on a sick leave till Wednesday, we decided to go to Ajuntament de Rubí (Ayuntamiento), a city hall, to register me and change his empadronamiento (a certificate of registration). Nuno needed to be registered somewhere in order to start working, but now, since we are living in Rubi, he had to change the municipality where he was initially registered. All we needed was a our rental contract and some paperwork to fill in. It took some time, as there was a new clerk working under the supervision of her more experienced colleague, and she took her time with putting all the data in the system. I couldn’t be registered at this time, as apparently I needed to have NIE first, and afterwards to make empadronamiento, and we were sure it was the other way round, that I needed to be registered in order to apply for NIE.
You apply for NIE, Número de Identidad de Extranjero, that is Foreign Identification Number at the National Police Station, to the Departmento de Extranjeros (Foreigners Department). Getting NIE is a pure formality for UE citizens. You need to fill in a form, give them your passport and pay 10 euros at the nearest bank and afterwards you are given your NIE, printed on a sheet of paper. In big cities you may spend some time in a queue, but in Rubi, all the application process took me half an hour including going to the bank. Everything went smoothly, with one detail: a policewomen wasn’t sure if Poland was a UE member. Well, I was surprised, taking in consideration that she was dealing with immigrants on a daily basis.

The next step was to apply for a Social Security number, but since social security offices only work till 2 pm, I had to deal with that on the following day. And I had to go to Terrassa, as Rubi is too small to have one. Of course I got lost, as my mobile died and I had no GPS, and only thanks to Nuno who was navigating me over the phone I managed to reach the office. Then after filling in the form, making the copy of my passport and NIE (they didn’t want to copy it, so I had to find a copy point, at the police station and city hall they were kind enough to make the copies), I got a printout with my Social Security number (which you need in order to start working).

Today I went to open a bank account, cause I was asked to fill an excel file with those sort of information for my future employer (yes, I managed to find a job in two weeks, and I decided to accept the offer, after a short moment of hesitation. More about that in the next post).
Yesterday we studied some banks' offers, because there are plenty of promotions for new customers who decide to open an account on which nómina, that is salary, is credited. I chose a bank that offers a TV (which we do not have), and really good conditions.
Still, it was kind of surprising to see all those bank offers, those gifts such as TV's, laptops, iphones, watches, or other (basically the more you earn, the better gift you can get), only to attract new customers. To open an account you need a passport, NIE, work contract, to justify the income. I was so convincing that I can stop by with the contract next week, as I still haven’t signed it. So I already have an account, with no money on it, but I got my bankbook.
The bad thing here about the banks, ate the opening hours, as most of them work from 9 to 14, sometimes on Fridays there are longer opening hours, but still if you work without siesta time, how can you go to a bank?
In conclusion, I have all the papers and numbers I need to start working in Spain. I got them all without any difficulties, not counting getting lost. It was so much easier than registering in the Immigration Office in Bucharest, where it was quite a challenge when I was able to say only few words in Romanian and there was nobody who spoke English (who said that in the office where they deal with foreigners every day, speaking English should be obligatory?). I don’t know though how it is in Spain for those who don’t speak the language. 
Showing posts with label formalności/ formalities. Show all posts
Showing posts with label formalności/ formalities. Show all posts

Friday, 7 October 2011

Przeprowadzka, noga w gipsie, formalności/ Moving out, casted leg, formalities

Ostatnie tygodnie były szalone. Brak czasu wolnego, potem nadmiar czasu wolnego, ale brak internetu i Nuno z nogą w gipsie. Ale zacznijmy opowieść od początku…

Na początek mieliśmy wizytę Sirio i Natashy, którzy przyjechali motorem z Włoch. Niestety chyba tak się ostatnio zdarza, że goście z którymi byśmy chcieli spędzic więcej czasu, przyjeżdżaj akurat, jak czasu wolnego mamy jak na lekarstwo.Tym razem nie tylko musieliśmy pracować, ale wieczorami oglądaliśmy też mieszkania do wynajęcia. O szukaniu mieszkania, a raczej horrorze z tym związanym, napiszę w końcu jakiegoś posta, bo może komuś, kto planuje przeprowadzkę do Barcelony przyda się taka informacja praktyczna. Do tego podczas ich pobytu mieliśmy małą awarię w łazience. Istne déjà vu, bo w ostatnim tygodniu mojego mieszkania w Bukareszcie poszła rura i zalałam sąsiadów, co nie było idealnym zakończeniem mojego pobytu w Rumunii…
Potem przyjechała moja erasmusowa i warszawska współlokatorka Kasia, która wybierała się z chłopakiem do Andaluzji i zatrzymali się u nas na kilka dni. Akurat jak musieliśmy pakować pudła i logistycznie przygotować przeprowadzkę.


Na szczęście przysługiwał nam dzień wolny na przeprowadzkę, który nie jest urlopem, a który wykorzystaliśmy nie tyle na przewóz rzeczy, ile na załatwienie wszystkich formalności w urzędach. Wyprawa do ayuntamiento, czyli urzędu miasta, była punktem najłatwiejszym, potrzeba tylko kontraktu i dowodu/paszportu i NIE (numer identyfikacji obcokrajowców), aby wyrobić sobie nowe zameldowanie (czyli padrón). Potem wybraliśmy się do oddziałuurzędu miejskiego wydającego karty Zona Verde, czyli zielone miejsca parkingowe dla rezydentów danej dzielnicy.

Tu pojawił się problem, bowiem auto zarejestrowane było w Rubi, nie przysługuje wtedy miejsce parkingowe w Barcelonie, musieliśmy przerejestrować auto, czego nie da sie zrobić telefonicznie, w DGT (Dirección General de Tráfico), czyli Głównym oddziale ruchu drogowego, w Campana, gdzie panował taki chaos,że szkoda mówić. A, jak byliśmy na Plaza Carles Pi i Sunyer (gdzie nie udało nam sie zdobyę karty na Zona Verde, która zamówiliśmy przez internet po przerejestrowaniu samochodu) skorzystaliśmy z okazji, żeby wyrobić sobie kartę na bicing (o tym w innym poście). Uff. Nie znoszę formalności, ale przynajmniej (nie jak w przypadku Rumunii) nie miałam problemu z porozumieniem się z urzędnikami. Niestety nie umiem powiedzieć, czy ktoś władający jedynie angielskim załatwiłby wszystko bezproblemowo.

Jak jesteśmy przy temacie parkowania, to może wspomnę, że istnieją tu różne oznaczenia miejsc parkingowych: zielone (dla zameldowanych mieszkańców danej dzielnicy, trzeba mieć wymagane oznaczenie samochodu oraz uiścić opłatę, 1 €/tydzień, na zielonych od 20 do 8 mogą parkować wszyscy, ale najczęściej nie ma już miejsc wolnych), niebieskie- płatne w wyznaczonych godzinach, trzeba opłatę uiścić w parkometrze, jak się można domyślić godzina wychodzi drogo. Miejsca niebieskie objęte są limitem postoju (po prostu nie można jednorazowo zapłacić za więcej), ale są wolne od opłat najczęściej przed 8 i po 20 oraz w święta i w sierpniu, kiedy miasto pustoszeje. Innym kolorem, najbardziej pożądanym jest biały, który oznacza miejsca darmowe dla wszystkich, ale w centrum Barcelony takich prawie nie uświadczysz. Dodatkowo oczywiście rozrzucone są po mieście parking płatne.

Koniec dygresji, powrót do przeprowadzki. Część rzeczy zwieźliśmy już wcześniej, część w środę, na szczęście oba mieszkania są w pełni umeblowane, więc odpadł nam jakiś problem. Myśleliśmy, że po przeprowadzce mamy już z górki. Niestety, byliśmy optymistami. W piątek Nuno wrócił z pracy z nogą w gipsie, kulami i tygodniowym zwolnieniem, co za tym idzie zakupy, gotowanie i sprzątanie mieszkania w Rubí spadły na mnie. Optymistami byliśmy też w sprawie instalacji Internetu, co wbrew pozorom nie jest kwestią godzin czy 2-3 dni. Do dziś zresztą nie mamy swojego, bo technik przychodzi w piątek (po 2 tygodniach od podpisania umowy). Wspomnę tylko, że obojętnie z jakiej sieci się korzysta, obowiązkowo trzeba płacić ok 17€ Telefonice, która ma monopol na linie.


Przestaję jednak narzekać, bo jednak mieszkanie w centrum ma nieporównanie więcej zalet i po załatwieniu wszystkich formalności, instalacji Internetu i zdjęciu gipsu, możemy w końcu korzystać w pełni z wszystkiego, co oferuje Barcelona.


The past few weeks have been a bit crazy and chaotic. At the beginning we had almost no free time, later on we had too much of free time, but no internet connection at our new place and Nuno was stuck at home whit his leg in cast. But let´s start from the beginning….
At the beginning out friends Sirio and Natasha visited us, coming all the way from Italy on a motorbike. Unfortunately, it seems that lately all the friends who we haven´t seen for ages and with whom we would like to spend endless hours, are coming over exactly when we have so many things to do. This time we not only had to work, but also spent afternoons flat hunting. (I should write a separate post about flat hunting, somebody planning to move to Barcelona might use some tips and practical information on how to find a flat/room to rent here.) In addition during their stay we had a small water outage. It was a déjà vu of my last week in Bucharest when an old pipe in my flat broke flooding the neighbors, which was less than perfect end of my stay in Romania…

Then my erasmus and Warsaw roommate Kasia visited with her boyfriend on their way to Andalucía. They stayed few days with us, but those few days where exactly when we had to pack, sign a contract and plan the whole moving out from Rubí to Barcelona.


Fortunately, we had the right to take a day off for moving house, and it is not counted as holiday, we mostly spent it dealing with all the formalities we had as we had already transported many things. First we went to Ayuntamiento, that is city hall, to get a new padrón (register the place you live) . Basically you need to bring NIE (foreign identification number), rental contract and you passport. As it took less than half an hour, we decided to apply for the card for Zona Verde that is parking spaces for residents for the district where we live.

In this office, we had to deal with the first inconvenience. Since our car was registered in Rubi, we had to change it so that we could be entitled to park in the residents only zone. You can do it only in one place, personally, so we had to go to DGT (Dirección General de trafico), Traffic Department, located in Campana. The place is so chaotic and bureaucratic that it took us more than hour to get what we needed. Fortunately later on we could ask for Zona Verde on-line, so need to go back to Plaza Carles Pi Sunye to get it. Going there was not a total waste as we applied for our bicing cards (more about bicing in a separate post). We went to three different offices in one morning, which for my taste is three too many, as I hate dealing with all formalities and document you need. Fortunately, as we speak fluently Spanish, we had no problems communicating (I still remember how stressful it was for me in Romania, even going to post office was not an easy thing).

Since I mentioned the residents´ green zone, I may as well mention all the other that you have in Barcelona. So there is the green parking space, for registered residents of a determined zone, where you can park your car if you have a Zona Verde card, and pay a 1€/week fee. All other cars can be parked in green zone after 20 and before 8, but generally it is difficult to find a free spot. The we have a blue zone, it is paid one, and the time is limited- you simply can´t pay for more time that is allowed, as you can imagine price per hour is quite high, but then after 20 and on holidays you can park for free (and in August most of blue zones are free as well as the city empties). The white parking zones are the most desirables, as white means free, and free for all, but unfortunately in the strict city center You almost don’t find them. Of course there are many private car parks.

Getting back to the story… Since both flats are fully furnished, we only had to pack and transport our clothes, books, and all the things we accumulated during last year. We thought that after moving in to our new flat, we can rest for some time. Unfortunately, we were not that lucky. On Friday Nuno came back from work with his leg in a cast, crutches and a weekly sick leave so I was the one who did all the shopping, cooking and spend 4 hours cleaning the flat in Rubí. We were also too optimistic about the time they need in Spain to install the internet. We still (after more than 2 weeks) don´t have it, as a technician comes on Friday. And it is a standard waiting time. Not to mention a surprising and obligatory fee for Telefonica for maintenance of the line, no matter with which company you sign a contract, you still have to add about 17€ for Telefonica.


I should stop complaining, as finally my dream of living in the center of Barcelona came true and after dealing with all the formalities, having the internet installed and Nuno´s leg freed from cast, we can start to enjoy all the benefits of our new location.

Friday, 29 October 2010

Papeleo, czyli wycieczka po urzędach/ Papeleo, dealing with unpleasant paperwork

Wygląda na to, że mam już wszystkie formalności za sobą. Jestem już zameldowana, mam NIE, numer Seguridad Social, otworzyłam konto w banku.
Udało mi się załatwić wszystko w dwa dni i to nawet bez jakiś większych komplikacji.
Korzystając z chorobowego Nuno, wybraliśmy się w środę do Ajuntament de Rubí (Ayuntamiento), czyli urzędzie miasta, gdzie należy się zameldować (dostaje się zaświadczenie o zameldowaniu, czyli empadronamiento). Nuno na razie był zameldowany w innej miejscowości, bo musiał być zameldowanym gdzieś, więc teraz przy okazji zmieniliśmy także jego meldunek. Potrzebowaliśmy oryginału umowy o wynajmie mieszkania i już było po sprawie. Trafiliśmy na nową urzędniczkę, która pod okiem bardziej doświadczonej koleżanki uczyła się, więc trochę to trwało. DO tego stwierdziły, że najpierw muszę mieć NIE, żeby się móc zameldować, a my przekonani byliśmy, że potrzebujemy empadronamiento, żeby ubiegać się o NIE.
Nie to Número de identidad de extranjero, czyli numer identyfikacji cudzoziemca, po który należy się udać na komisariat policji, który zajmuje się wydawaniem dokumentów cudzoziemcom.

Należy uzyskać (, tzw.NIE). Wnioski o nadanie numeru składa się na komisariatach policji (Policía Nacional) zajmującymi się wydawaniem dokumentacji dla cudzoziemców. Wydanie NIE, w przypadku mieszkańców Unii, to czysta formalność. Przedstawia się paszport, płaci się 10 euro i staje się posiadaczem numeru wydrukowanego na kartce A4. W większych miastach trzeba też odstać swoje, ale w Rubi załatwiłam wszystko w pół godziny. Na stronie http://www.hiszpania-polonia.eu znalazłam informację, że „Należy pamiętać, że okres oczekiwania na uzyskanie numeru różni się w zależności od miasta, w którym składa się podanie i wynosi od 25 do 40 dni.”, ale musi to być informacja przestarzała, chyba, że tyle się czeka w Madrycie czy Barcelonie. Ja się tylko zdziwiłam, jak policjantka mnie obsługująca nie wiedziała, czy Polska jest w Unii. Smutne, szczególnie, że ona z emigrantami pracuje na co dzień.

Następnym krokiem było wyrobienie numeru Seguridad Social, czyli ubezpieczenie, ale to już następnego dnia, bo urząd Administracji Ubezpieczeń Społecznych otwarty jest tylko do 14. Zameldowana jestem w Rubi, ale to za małe miasto, żeby mieć swój oddział, więc musiałam się udać do Terrassy, gdzie oczywiście zgubiłam się, bo moja komórka się rozładowała, tak więc nie miałam dostępu do GPS-a, a orientacja w terenie nie jest moją mocną stroną. Z pomocą Nuno, który przez komórkę naprowadził mnie do celu, po skserowaniu NIE i paszportu (bo na miejscu nie chcieli zrobić kopii, a na przykład na policji sami sobie skserowali paszport, tak samo w urzędzie miasta), wypełnieniu formularza, dostałam wydruk z moim numerem ubezpieczenia, który jest konieczny, żeby rozpocząć pracę.

Dzisiaj poszłam otworzyć konto, bo muszę podesłać je moim przyszłym pracodawcom (tak, już udało mi się znaleźć pracę i po krótkim wahaniu, postanowiłam się zaakceptować ofertę, ale więcej o tym w następnym poście). Wczoraj przestudiowaliśmy oferty banków, bo jest pełno promocji dla nowych klientów, którzy otworzą konto, na które będzie wpływać nómina, czyli wypłata. Wybrałam bank, w którym dostaniemy telewizor (którego nie mamy), i w którym mają korzystne warunki, nawet jak się nie bierze pod uwagę prezentu. Dla mnie to w ogóle zaskakujące, że prawie każdy bank ma promocję i że oferują takie prezenty, jak właśnie telewizory, laptopy, ippony, zegarki, czy inne bonusy (zasada im więcej zarabiasz, tym lepszy prezent możesz dostać).
Jedynym minusem banków są godziny otwarcia, bo większość działa od 9 do 14, czasami w piątki dłużej, więc ciężko coś załatwić, jak się ma grafik bez siesty. Aby otworzyć konto należy mieć paszport oraz NIE, oraz umowę z pracy, która potwierdza dochody, albo innego typu dokumenty potwierdzające dochody. Nie podpisałam umowy, ale miałam dosłać numer konta, udało mi się przekonać panią, żeby mi otworzyła konto, a umowę jej doniosę w przyszłym tygodniu. Tak więc mam już konto, wprawdzie z zerowym stanem konta, co potwierdza mi moja książeczka bankowa (u nas się nie używa, więc nie wiem jaki jest polski odpowiednik libreta de banco, więc przetłumaczyłam dosłownie.

Podsumowując: wszystkie formalności potrzebne, aby zacząć pracę w Hiszpanii mam już za sobą. Wszystkie dokumenty uzyskane bezboleśnie i, nie licząc mojego zgubienia się, bezproblemowo. Jak sobie przypomnę Urząd ds. Imigrantów w Bukareszcie, gdzie musiałam się zameldować i jak się to odbyło, to jestem wdzięczna, że jestem w kraju, gdzie nie mam problemu z językiem. Dla tych, co nie słyszeli jeszcze historii: wcale nie jest nigdzie powiedziane, że urzędnicy, którzy na co dzień mają do czynienia z obcokrajowcami mówią po angielsku, ja trafiłam na panią, co tylko po francusku i rumuńsku. Oficjalna strona też tylko po rumuńsku, więc zdobyć zameldowanie to było wyzwanie. W Hiszpanii to błahostka, choć nie wiem, jak jest w przypadku osób, którzy nie znają hiszpańskiego.



It seems that I have all the official paper that I need. I am registered with my municipality, I have NIE, I have, Social Security number, I’ve opened a bank account .
I managed to do everything in two days, and even though it involved 4 different institutions I didn’t have any problems.
As Nuno was on a sick leave till Wednesday, we decided to go to Ajuntament de Rubí (Ayuntamiento), a city hall, to register me and change his empadronamiento (a certificate of registration). Nuno needed to be registered somewhere in order to start working, but now, since we are living in Rubi, he had to change the municipality where he was initially registered. All we needed was a our rental contract and some paperwork to fill in. It took some time, as there was a new clerk working under the supervision of her more experienced colleague, and she took her time with putting all the data in the system. I couldn’t be registered at this time, as apparently I needed to have NIE first, and afterwards to make empadronamiento, and we were sure it was the other way round, that I needed to be registered in order to apply for NIE.
You apply for NIE, Número de Identidad de Extranjero, that is Foreign Identification Number at the National Police Station, to the Departmento de Extranjeros (Foreigners Department). Getting NIE is a pure formality for UE citizens. You need to fill in a form, give them your passport and pay 10 euros at the nearest bank and afterwards you are given your NIE, printed on a sheet of paper. In big cities you may spend some time in a queue, but in Rubi, all the application process took me half an hour including going to the bank. Everything went smoothly, with one detail: a policewomen wasn’t sure if Poland was a UE member. Well, I was surprised, taking in consideration that she was dealing with immigrants on a daily basis.

The next step was to apply for a Social Security number, but since social security offices only work till 2 pm, I had to deal with that on the following day. And I had to go to Terrassa, as Rubi is too small to have one. Of course I got lost, as my mobile died and I had no GPS, and only thanks to Nuno who was navigating me over the phone I managed to reach the office. Then after filling in the form, making the copy of my passport and NIE (they didn’t want to copy it, so I had to find a copy point, at the police station and city hall they were kind enough to make the copies), I got a printout with my Social Security number (which you need in order to start working).

Today I went to open a bank account, cause I was asked to fill an excel file with those sort of information for my future employer (yes, I managed to find a job in two weeks, and I decided to accept the offer, after a short moment of hesitation. More about that in the next post).
Yesterday we studied some banks' offers, because there are plenty of promotions for new customers who decide to open an account on which nómina, that is salary, is credited. I chose a bank that offers a TV (which we do not have), and really good conditions.
Still, it was kind of surprising to see all those bank offers, those gifts such as TV's, laptops, iphones, watches, or other (basically the more you earn, the better gift you can get), only to attract new customers. To open an account you need a passport, NIE, work contract, to justify the income. I was so convincing that I can stop by with the contract next week, as I still haven’t signed it. So I already have an account, with no money on it, but I got my bankbook.
The bad thing here about the banks, ate the opening hours, as most of them work from 9 to 14, sometimes on Fridays there are longer opening hours, but still if you work without siesta time, how can you go to a bank?
In conclusion, I have all the papers and numbers I need to start working in Spain. I got them all without any difficulties, not counting getting lost. It was so much easier than registering in the Immigration Office in Bucharest, where it was quite a challenge when I was able to say only few words in Romanian and there was nobody who spoke English (who said that in the office where they deal with foreigners every day, speaking English should be obligatory?). I don’t know though how it is in Spain for those who don’t speak the language.