Monday, 20 February 2012

Ostatni weekend karnawału/ Last weekend of Carnival

Karnawał w Europie wypada blado przy tym jedynym prawdziwym, czyli brazylijskim. Kataloński też do najbardziej hucznych w Hiszpanii nie należy. Podobno w Sitges zabawa jest świetna i Barcelona może się schować, ale po raz kolejny nie było nam dane tego doświadczyć. Do tego w tym roku nie było jednej wielkiej parady na Av. Parallel, jak w zeszłym roku, a zamiast tego kilkadziesiąt mniejszych (podobno około 30) w różnych dzielnicach .


Tym razem Nuno zastrajkował i na ostatni dzień obchodów karnawału w Barcelonie wybrałam się sama. Nie powiem, czułam się trochę dziwnie po a) nie byłam przebrana b) nie byłam tam z dzieckiem. Ale zdjęcia są, mimo, że dobre ujęcia ruszających się dzieci są trudne oraz parady (zostałam wypchnięta z pierwszego rzędu, co przy moich gabarytach równało się zdjęciom, na których połowę kadru stanowi czyjaś głowa). Do tego w połowie parady uczestnicy zmienili trasę. Nie narzekam jednak, bo lubię takie świętowanie Hiszpanów na ulicach, w których uczestniczą całe rodziny, od małych dzieci w wózkach po pokolenie dziadków. W Polsce karnawał ograniczony jest tylko (chyba- jeśli się nic od moich czasów nie zmieniło) do balu w szkole i ewentualnie imprez tematycznych w dyskotece. Tu dzieci przez kilka dni przychodzą przebrane do szkoły a do tego w weekend uczestniczą z rodzicami w przeróżnych atrakcjach.


Gdzieś przeczytałam, że w tym roku organizatorzy chcieli, żeby obchody karnawałowe były jak najbardziej tradycyjne. Mieliśmy więc bal maskowy na Bornie, bitwa na confetti i pomarańczowe piłki (co nawiązywało do tradycyjnej walki na zepsute pomarańcze, która odbywała się na Ramblas, ale została zabroniona).


Kilka faktów o karnawale. W Tłusty Czwartek (Jueves Ladrero) Katalończycy nie objadają się pączkami, ale jedzą coques de lladrons, tortillę oraz butifarra d'ou. Jak wiemy po karnawale, w środę popielcową (miércoles de ceniza) rozpoczyna się Wielki Post (Cuaresma). W Hiszpanii oprócz sypania głowy popiołem (choć nie do końca wiem, czy na pewno się to praktykuje), ma miejsce pogrzeb sardynki (sic! a do tego o 11, więc chyba nigdy nie będę miała okazji uczestniczyć) i pali się króla karnawału, Rei Carnestoltes. Król ma symboliczne znaczenie: niesie na swych barkach wszystkie grzechy i bierze odpowiedzialność za wszystkie złe rzeczy, króre wydarzyły się w tym roku. Ostatniego dnia karnawału czyta się przed zgromadzonym tłumem jego testament, po czym tłum skazuje króla na spalenie.


Poniżej (po wersji angielskiej) załączam video z fajnej inicjatywy: nie ma to jak się fajnie przebrań w miejscu tak codziennym, jak targowisko :)


Pamiętam, że ja kiedyś byłam japonką, cyganką, biedronką, księżycem i tradycyjnie księżniczką. A wy jakie mieliście przebrania?


Carnival in Europe comparing to one and only Brazilian one seems really boring. The celebrations in Catalonia are not the most famous in Spain. Well, the one in Sitges would be worth mentioning, but once again we missed it and stayed in Barcelona. And I must admit, that this year it was a huge disappointment (if it wasn’t for the blog, I would have definitely skipped it). Instead of organizing a huge parade on Av. Parallel as last year, somebody decided it would be better to organize dozens of smaller in various districts. This year Nuno protested and didn’t keep me company, so I went alone. I felt a bit weird, because a) I was not dressed up b) there were almost only families with children. But I don’t regret going, I admired some costumes, but believe me when I say it was impossible to get nice shots, as children are moving extremely fast and the parade changed its route in the middle of the show, so I was unable to get a spot from where I could see anything. All in all, I love the way Spaniard tend to celebrate, with the whole family. In Poland you celebrate the carnival in primary school where you dress up for a small party (or if there is a themed party in disco. Here, children dress up to school during few days and then on the weekend participate in various activities, and it is not uncommon to see their parents/ grandparents dressed up in matching costumes.


I read somewhere that this year the organizers wanted the carnival celebrations be more traditional. So we had a masquerade ball at Born, the battle of confetti and orange balls (which was a reference to a traditional battle of rotten oranges, which used to take place on the Ramblas, but was prohibited)


Maybe not all of you know how el carnaval is celebrated in Spain, so here are few facts: the Fat Tuesday is not celebrate, instead they have Fat Thursday (jueves Ladrero), in Catalonia you should traditionally eat coca de lladrons, tortillas and butifarra d'ou. The carnival finishes on Ash Wednesday (miércoles de Ceniza) and then Lent starts (Cuaresma). In Spain, on Ash Wednesday a strange tradition is celebrated: sardine's funeral (in Barcelona it always takes place during the day so I can’t participate because of work) and the King of the Carnival, Rei Carnestoltes, is burned down. The King has a symbolic meaning: he carries on his shoulders all the sins of the world and takes responsibility for all the bad things that happened. On the last his last will is read aloud before the crowd that later on condemn him to be burned.


I found a funny video of yet another initiative showing that Spanish people really takes having fun to another level. Dressing up in a place so common as a market, it could happen only (?) in Spain.


I remember being dressed up as Japanese, gypsy, ladybug, moon and traditionally princess. What was your best costume?


1e43162c88c10d73ea0de00702a66c0c

13 comments:

Ewa said...

Ja nie pamiętam przebierania z okazji karnawału an parad tego typu w Polsce, dlatego to, co się dzieje m.in. w Hiszpanii tak bardzo mi się podoba. W ogóle jestem zachwycona tym, jak Hiszpanie radośnie potrafią świętować :)

Pogrzeb sardynki sama chciałabym zobaczyć, ale akurat muszę pracować i przepadnie mi ta okazja. A wydaje się to być ciekawe!

Jutro wrzucam swoje zdjęcia z parady w Palmie. Było wesoło :))) Pozdrawiam!

Agnieszka said...

No jak to nie mieliście balu przebierańców w przedszkolu czy podstawówce?
Pogrzeb sardynki powinni robić wieczorem, bo wtedy ognisko by lepiej kontrastowało i byśmy mogły zobaczyć.
Czekam na relacje i nasze spotkanie osobiste w ostatni weekend marca (wraz z Ajką)

Ewa said...

Faktycznie jakieś bale przebierańców były w pierwszych klasach podstawówki, ale zupełnie nie kojarzą mi się one z karnawałem... Chyba mam za słabą pamięć :)))

Do zobaczenia!

Justa said...

Waszego bloga obserwuje :)
w sumie piszemy prawie o tym samym, tyle ze ja jestem tutaj krocej :P

Parade w tym roku zobaczylam takze po raz pierwszy, ale nie w centrum :P

Pozdrawiam

http://justynaenbarcelona.blogspot.com/

Agnieszka said...

#Justa, ja tez zagladam na twojego :) przyjechalas w styczniu? czy wtedy zaczelas pisac bloga?
saludos

Ajka said...

Aga ja nie mogę czytać tego Twoja bloga bo mnie zazdrość zjada i za karę wyląduję w piekle na starość :( W Polsce nuda, żadnych atrakcji zimą poza łyżwami........

Agnieszka said...

#Ajka, a pomysl, jaka zazdroszc bedziemy wzbudzac jak zaczniemy super posty z wyprawy na Majorke wrzucac!!!

Justa said...

W styczniu z Nowym Rokiem zaczelam pisac bloga
Dojazdem jestem juz od 3 lat, a tak na stale od pazdziernika z mala przerwa magisterkowa :P

Pozdrawiam

Kasia said...

też byłam biedronką:) to było moje pierwsze przebranie w szkole, potem była pani wiosna

Agnieszka said...

# Kasia, Biedronki góra! bardzo originalne przebranie :)

rokwbukareszcie said...

strasznie słodkie te dzieciaki

Agnieszka said...

#Ilona, wiem, takie słodziaki w przebraniach :)

Agnieszka said...

#Ilona, wiem, takie słodziaki w przebraniach :)

Post a Comment

Monday, 20 February 2012

Ostatni weekend karnawału/ Last weekend of Carnival

Karnawał w Europie wypada blado przy tym jedynym prawdziwym, czyli brazylijskim. Kataloński też do najbardziej hucznych w Hiszpanii nie należy. Podobno w Sitges zabawa jest świetna i Barcelona może się schować, ale po raz kolejny nie było nam dane tego doświadczyć. Do tego w tym roku nie było jednej wielkiej parady na Av. Parallel, jak w zeszłym roku, a zamiast tego kilkadziesiąt mniejszych (podobno około 30) w różnych dzielnicach .


Tym razem Nuno zastrajkował i na ostatni dzień obchodów karnawału w Barcelonie wybrałam się sama. Nie powiem, czułam się trochę dziwnie po a) nie byłam przebrana b) nie byłam tam z dzieckiem. Ale zdjęcia są, mimo, że dobre ujęcia ruszających się dzieci są trudne oraz parady (zostałam wypchnięta z pierwszego rzędu, co przy moich gabarytach równało się zdjęciom, na których połowę kadru stanowi czyjaś głowa). Do tego w połowie parady uczestnicy zmienili trasę. Nie narzekam jednak, bo lubię takie świętowanie Hiszpanów na ulicach, w których uczestniczą całe rodziny, od małych dzieci w wózkach po pokolenie dziadków. W Polsce karnawał ograniczony jest tylko (chyba- jeśli się nic od moich czasów nie zmieniło) do balu w szkole i ewentualnie imprez tematycznych w dyskotece. Tu dzieci przez kilka dni przychodzą przebrane do szkoły a do tego w weekend uczestniczą z rodzicami w przeróżnych atrakcjach.


Gdzieś przeczytałam, że w tym roku organizatorzy chcieli, żeby obchody karnawałowe były jak najbardziej tradycyjne. Mieliśmy więc bal maskowy na Bornie, bitwa na confetti i pomarańczowe piłki (co nawiązywało do tradycyjnej walki na zepsute pomarańcze, która odbywała się na Ramblas, ale została zabroniona).


Kilka faktów o karnawale. W Tłusty Czwartek (Jueves Ladrero) Katalończycy nie objadają się pączkami, ale jedzą coques de lladrons, tortillę oraz butifarra d'ou. Jak wiemy po karnawale, w środę popielcową (miércoles de ceniza) rozpoczyna się Wielki Post (Cuaresma). W Hiszpanii oprócz sypania głowy popiołem (choć nie do końca wiem, czy na pewno się to praktykuje), ma miejsce pogrzeb sardynki (sic! a do tego o 11, więc chyba nigdy nie będę miała okazji uczestniczyć) i pali się króla karnawału, Rei Carnestoltes. Król ma symboliczne znaczenie: niesie na swych barkach wszystkie grzechy i bierze odpowiedzialność za wszystkie złe rzeczy, króre wydarzyły się w tym roku. Ostatniego dnia karnawału czyta się przed zgromadzonym tłumem jego testament, po czym tłum skazuje króla na spalenie.


Poniżej (po wersji angielskiej) załączam video z fajnej inicjatywy: nie ma to jak się fajnie przebrań w miejscu tak codziennym, jak targowisko :)


Pamiętam, że ja kiedyś byłam japonką, cyganką, biedronką, księżycem i tradycyjnie księżniczką. A wy jakie mieliście przebrania?


Carnival in Europe comparing to one and only Brazilian one seems really boring. The celebrations in Catalonia are not the most famous in Spain. Well, the one in Sitges would be worth mentioning, but once again we missed it and stayed in Barcelona. And I must admit, that this year it was a huge disappointment (if it wasn’t for the blog, I would have definitely skipped it). Instead of organizing a huge parade on Av. Parallel as last year, somebody decided it would be better to organize dozens of smaller in various districts. This year Nuno protested and didn’t keep me company, so I went alone. I felt a bit weird, because a) I was not dressed up b) there were almost only families with children. But I don’t regret going, I admired some costumes, but believe me when I say it was impossible to get nice shots, as children are moving extremely fast and the parade changed its route in the middle of the show, so I was unable to get a spot from where I could see anything. All in all, I love the way Spaniard tend to celebrate, with the whole family. In Poland you celebrate the carnival in primary school where you dress up for a small party (or if there is a themed party in disco. Here, children dress up to school during few days and then on the weekend participate in various activities, and it is not uncommon to see their parents/ grandparents dressed up in matching costumes.


I read somewhere that this year the organizers wanted the carnival celebrations be more traditional. So we had a masquerade ball at Born, the battle of confetti and orange balls (which was a reference to a traditional battle of rotten oranges, which used to take place on the Ramblas, but was prohibited)


Maybe not all of you know how el carnaval is celebrated in Spain, so here are few facts: the Fat Tuesday is not celebrate, instead they have Fat Thursday (jueves Ladrero), in Catalonia you should traditionally eat coca de lladrons, tortillas and butifarra d'ou. The carnival finishes on Ash Wednesday (miércoles de Ceniza) and then Lent starts (Cuaresma). In Spain, on Ash Wednesday a strange tradition is celebrated: sardine's funeral (in Barcelona it always takes place during the day so I can’t participate because of work) and the King of the Carnival, Rei Carnestoltes, is burned down. The King has a symbolic meaning: he carries on his shoulders all the sins of the world and takes responsibility for all the bad things that happened. On the last his last will is read aloud before the crowd that later on condemn him to be burned.


I found a funny video of yet another initiative showing that Spanish people really takes having fun to another level. Dressing up in a place so common as a market, it could happen only (?) in Spain.


I remember being dressed up as Japanese, gypsy, ladybug, moon and traditionally princess. What was your best costume?


1e43162c88c10d73ea0de00702a66c0c

13 comments:

Ewa said...

Ja nie pamiętam przebierania z okazji karnawału an parad tego typu w Polsce, dlatego to, co się dzieje m.in. w Hiszpanii tak bardzo mi się podoba. W ogóle jestem zachwycona tym, jak Hiszpanie radośnie potrafią świętować :)

Pogrzeb sardynki sama chciałabym zobaczyć, ale akurat muszę pracować i przepadnie mi ta okazja. A wydaje się to być ciekawe!

Jutro wrzucam swoje zdjęcia z parady w Palmie. Było wesoło :))) Pozdrawiam!

Agnieszka said...

No jak to nie mieliście balu przebierańców w przedszkolu czy podstawówce?
Pogrzeb sardynki powinni robić wieczorem, bo wtedy ognisko by lepiej kontrastowało i byśmy mogły zobaczyć.
Czekam na relacje i nasze spotkanie osobiste w ostatni weekend marca (wraz z Ajką)

Ewa said...

Faktycznie jakieś bale przebierańców były w pierwszych klasach podstawówki, ale zupełnie nie kojarzą mi się one z karnawałem... Chyba mam za słabą pamięć :)))

Do zobaczenia!

Justa said...

Waszego bloga obserwuje :)
w sumie piszemy prawie o tym samym, tyle ze ja jestem tutaj krocej :P

Parade w tym roku zobaczylam takze po raz pierwszy, ale nie w centrum :P

Pozdrawiam

http://justynaenbarcelona.blogspot.com/

Agnieszka said...

#Justa, ja tez zagladam na twojego :) przyjechalas w styczniu? czy wtedy zaczelas pisac bloga?
saludos

Ajka said...

Aga ja nie mogę czytać tego Twoja bloga bo mnie zazdrość zjada i za karę wyląduję w piekle na starość :( W Polsce nuda, żadnych atrakcji zimą poza łyżwami........

Agnieszka said...

#Ajka, a pomysl, jaka zazdroszc bedziemy wzbudzac jak zaczniemy super posty z wyprawy na Majorke wrzucac!!!

Justa said...

W styczniu z Nowym Rokiem zaczelam pisac bloga
Dojazdem jestem juz od 3 lat, a tak na stale od pazdziernika z mala przerwa magisterkowa :P

Pozdrawiam

Kasia said...

też byłam biedronką:) to było moje pierwsze przebranie w szkole, potem była pani wiosna

Agnieszka said...

# Kasia, Biedronki góra! bardzo originalne przebranie :)

rokwbukareszcie said...

strasznie słodkie te dzieciaki

Agnieszka said...

#Ilona, wiem, takie słodziaki w przebraniach :)

Agnieszka said...

#Ilona, wiem, takie słodziaki w przebraniach :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email