Sunday, 27 February 2011

Kafelki w Sitges/ Tiles in Sitges

W niedzielę po śniadaniu (świeżo wyciśnięty soczek z pomarańczy i domowej roboty rogaliki) wybraliśmy się na małą wycieczkę, bo słońce wiosenne zachęcało do wyjścia z mieszkania.
Na cel podróży wybraliśmy Sitges, oddalone o około 40 km od Barcelony, miejscowość letniskową. Wiosenna pogoda przyciągnęła nie tylko nas, ale tłumy młodszych i starszych barcelończyków, z psami, z dziećmi, teściami. Na plaży i na deptaku nadmorskim słyszało się także rozmowy nie tylko po hiszpańsku, bo 35% mieszkańców miasteczka pochodzi z Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich (według danych z 2007).




Sitges w ciągu sezonu letniego cieszy się niezwykłą popularnością, tętni życiem, więc jeśli ktoś nie lubi hałaśliwych rozrywek, powinien omijać to miejsce, szczególnie w lecie, więc jeśli ktoś nie lubi tłumów, to nie jest resort dla niego. W Sitges ma miejsce także dość ważny w Hiszpanii Międzynarodowy Festiwal Filmowy, hucznie obchodzi się karnawał oraz święto patronki, Świętej Tekli. Resort ten jest także jednym z popularniejszych w Europie miejsc wypoczynkowych, które wybierają homoseksualiści (ja jak wyszukiwałam atrakcje Sitges w Google to jednym z pierwszych stron jest właśnie strona gaysitges).


Z innych ciekawostek związanych z tym miasteczkiem: to tutaj urodził się Don Facundo Bacardí i Massó, który wyemigrował na Kubę i tam założył fabrykę Bacardí, z kolei dominikański rum Brugal to dzieło firmy założonej przez Andrés Brugal Montaner, także pochodzącego z Sitges.


Sitges od 2008 jest najdroższą gminą w Hiszpanii, średnia cena za metr kwadratowy wynosi 5.467€ (dane z 2008) i może osiągnąć 11.250€ za metr kwadratowy. Dlatego duża część mieszkańców to obcokrajowcy, a młodzi wyjechali w poszukiwaniu tańszych lokum.

Osobiście, po pierwszej i powierzchownej wizycie Sitges będzie kojarzyć mi się z kafelkami na ścianach domów.

Jeśli chcesz obejrzeć więcej zdjęć z Sitges, zajrzyj do galerii na Facebooku




Sunday we normally try to relax and gain energy for the whole week of work that is not our dream one. But this time, after breakfast (fresh orange juice and homemade croissants), we decided to go on a little trip, cause the sunny weather was inviting to leave the flat. We chose to go to Sitges, 40 km from Barcelona, which is a famous summer resort. Really nice, spring weather attracted not only us, but many younger and older Barcelonians, who were strolling about with dogs/ children/in-laws. On the beach and promenade you could also hear foreign accents, as 35% of the inhabitants of the town come from the Netherlands, France, Great Britain and the Scandinavian countries (according to data from 2007).


Sitges in the summer season becomes extremely popular destination, full of life, so if somebody doesn’t like that kind of noisy, full of tourists resorts, should think twice before booking a hotel here. Sitges is also quite popular because of the important International Film Festival, the carnival and the festival of city’s patron, Saint Tecla. This resort is also one of the most popular holiday destinations of homosexuals (when I googled Sitges’ attractions, the first entry was gaysitges).


Some curious facts about this town: Don Facundo Bacardi Masso, who later emigrated to Cuba, where he founded the Bacardí factory, was born here, the owner of Dominican rum Brugal,Andrés Brugal Montaner, is also from Sitges.

Sitges since 2008 is the most expensive municipality in Spain, the average price per square meter is € 5,467 (data from 2008) and can reach € 11,250/m. Young people left Sitges, many foreigners have come.


Personally, after my first visit, for my Sitges will be associated with tiles on walls of white houses.
For more photos from Sitges, check my Facebook link.


Monday, 21 February 2011

Correfoc

Barcelona to miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Amatorzy dobrego jedzenia, wielbiciele architektury modernistycznej, imprezowicze, artyści. Od wybory do koloru. Mamy tu prawdziwe perełki architektoniczne, mamy plaże, liczne wydarzenia kulturalne i artystyczne. Oraz tradycje typowe dla tego regionu. W zeszłym tygodniu miały miejsce kilkudniowe obchody święta patronki katedry barcelońskiej, świętej Eulali. Z tego powodu zorganizowano typowe wydarzenia: castellers, correfoc, parada gigantów, tańczenie sardanes, różne koncerty.

O castellers już pisałam (ale znowu oglądaliśmy, tym razem różne grupy barcelońskie tworzyły wieże z ludzi), dziś kolej na coś bardziej szalonego: carrefoc. Słowo “correfoc”, jeśli ktoś zna kataloński, daje wskazówkę na temat tego, jak wyglądać może ten kataloński zwyczaj, bo corer to biec, a foc to ogień. Podobno correfoc wywodzi sie z „Ball de diables”- Tańca diabłów- jednej z najstarszych tradycji Katalońskich, datowanej na dwunasty wiek (tańczono na ulicach, z użyciem pochodni), ale correfoc w dzisiejszym wydaniu jest tworzywem względnie młodym. Powstał w 1977 kiedy to departament festiwali i tradycji powstał przy urzędzie miejskim i jednym z zadań było przywrócenie świetności obchodów La Mercè (patronka miasta Barcelona), mieli odżywić kulturowe tradycje katalońskie, które podczas dyktatury Franco były eliminowane.



Correfoc to pochód ludzi przebranych za diabły, cześć z nich ciągnie platformy z różnymi stworami (z okazji święta Eulali były to między innymi gołębie, smok, osioł, krowy), które „przystrojone” są petardami i innymi sztucznymi ogniami. Do tego dochodzą odgłosy bębnów, trąbek i innych instrumentów, które potęgują mroczny klimat wydarzenia. Samo przedstawienie ma przypominać przedstawienie z piekła rodem- ogień, wrzaski, tańce, bębny, muzyka iście diabelska. Po zapadnięciu zmroku pochód wyrusza ulicami miasta, diabły biegają między zgromadzonymi gapiami, w rękach trzymają petardy, z których sypią się snopy iskier, niektórzy przerażeni hałasem i iskrami turyści ewakuują się z pierwszego rzędu.



Nie jest to zbyt bezpieczna rozrywka, organizatorzy całej zabawy przestrzegają, że przybywanie w pierwszych liniach pochodu jest na własne ryzyko i że doradza się zdjąć odzież łatwopalną.
Kto nie widział Correfoc czy Castellers ten nie poznał naprawdę Katalonii. Tradycje te można podziwiać z okazji większych świąt w całym regionie i jest to naprawdę niesamowite przeżycie. Jak się wybieracie w ten region, sprawdźcie czy nie wypada wtedy święto Merce, Sant Joan, święto jakiegoś patrona innego miasta w Katalonii. Joana z Andre mieli to szczęście (plus odrobinę przypadku, że akurat Google podpowiedział, że w zeszły weekend wypadło święto Eulali, patronki katedry, a szukałam czegoś zupełnie innego).


Przed correfoc ma miejsce correfoc de petits diables, czyli małych diabełków, w Polsce istnieje przekonanie, że dziecko+zapałki= ogień. W Katalonii dzieciom nie tylko daje się w ręce coś większego niż zapałki, ale zupełnie się nie uważa, że biegnący dziesięciolatek wymachujący sztucznymi ogniami może sobie lub innym zrobić krzywdę.



Barcelona is a city where everybody can find something that will suite his tastes. Food enthusiasts, lovers of modernist architecture, party animals, artists. There is unlimited of things to do you can choose from. The city has it all: from architectural gems, beaches, numerous cultural and artistic events. You name it. And there are traditions typical for this region. Last week, for example, you could participate in the Santa Eulalia Festival, few days long celebrations of the patron of the cathedral of Barcelona. For this reason, many interesting activities are organized, including the Castellers, correfoc, giants’ parade, sardanes dancing, various concerts.
 




The word "correfoc" , if you know Catalan, may give you the clue about how this tradition may look like, as corer means run, and foc fire. So Correfoc means literally fire-runs. It is said to come from "Ball de Diables" - Dance of devils-one of the oldest Catalan traditions, dating back from the twelfth century (dancing in the streets, with a lighten torch), but what we know today as correfoc is a relatively young event. It was created in 1977 when the department of festivals and traditions was opened at a city hall and one of its tasks was to restore the magnificence of the celebration of La Mercè (saint patron of Barcelona), they wanted to resurrect cultural traditions of Catalunya, which were banned during the Franco dictatorship and almost disappeared.
 

Correfoc is a procession of people dressed as devils, some of them pulling the platform with various creatures (for the Santa Eulalia Festival there were pigeons, dragon, donkey, cow, among others) which are “decorated”with firecrackers and fireworks. If you them add to that solemn sounds of drums, trumpets and other instruments, it gets even more interesting. The correfoc itself is to look as if devils came on Earth, they are screaming, dancing, hitting the drums, it is really diabolical show. In the evening, after the nightfall, the parade begins, devils are running between tourists and other onlookers, they hold firecrackers that are lighten up by hundreds of sparkles, some tourists can get scared, they prefer then to go away a bit from the centre of this whole fuss. As organizers themselves warn, this is not safe to be in the first rows, if you decide to remain there, you take the whole responsibility on you, and it is highly recommended to take off all easily inflammable piece of clothing.
  


Who hasn’t seen Castellers or Correfoc can’t really say that he get to know Catalonia. These traditions are really important for Catalans, and if you want to see them, you can check the calendar of main festivals in the region. It is really amazing and unforgettable experience. So if you are in Catalonia around Merce Festival, Sant Joan, a festival of saint patron of Catalan town, make sure to squeeze seeing those traditions in your agenda. Joana and Andre were lucky enough that their visit fell on the Santa Eulalia Festival (and that google informed me about that when I was searching for something totally unrelated).

Before the main correfoc, correfoc de petits diables takes place, as you can guess in the latter, small children participate. In Poland it is believed that child+matches= fire. In Catalonia for a change, not only do parents give their children something more dangerous than a match, but they believe it is harmless entertainment and they encourage them to become a small devil.



Więcej zdjęć, już nie mojego autorstwa, ale za to lepszej jakości, tutaj.
More photos, not taken by me, but with higher quality, here.

Sunday, 20 February 2011

Po prostu tapas/ Simply tapas

Jeśli zapytać przeciętnego turystę z czym kojarzy mu się Hiszpania, zapewne wśród odpowiedzi znalazłyby się paella, tortilla, sangría, flamenco, corrida, fiesta, playa… I tapas. To jeden z najbardziej charakterystycznych elementów kuchni hiszpańskiej, tapas bary to bardzo popularne lokale, rozprzestrzeniły się także poza granicami kraju z powodzeniem. Jednym słowem tapas robią wielką karierę, nie tylko wśród miejscowych czy turystów odwiedzających Hiszpanię, ale także za granicą (może popularność tę można częściowo wytłumaczyć, że jedząc takie tapas wracają wspomnienia wakacyjne? Mi jednak w Polsce nie udało się jeszcze znaleźć dobrego tapas baru…


Istnieje wiele historii o pochodzeniu tapas, tak samo istnieje wiele pysznych tapas. Przetłumaczyć tapas jako przekąskę to za mało, tapas to prawie dziedzictwo kulturowe Hiszpanii, sposób bycia, tapeo (czyli jedzenie tapas) ma ogromne znaczenie dla Hiszpanów.

Skoro o pochodzeniu wspomniałam, to przytoczę kilka historii. Podobno na początku tapa (pochodzi od słowa tapar- przykrywać) była plastrem szynki, który kładziono na kielich z winem lub innym napojem, aby nie wleciały do niego muchy. Według legendy do gospody Ventorrillo del Chat zawitał na posiłek król Alfonso XIII i podano mu właśnie kielich wina przykryty plastrem szynki. Kucharz wyjaśnił, że nie chciał, aby kurz albo owady dostały sie do królewskiego wina. Król zamówił kolejne wino, pod warunkiem, że zostanie podane w ten sam sposób.


Inna teoria mówi, że to dzięki innemu królowi, Alfonsowi X, zawdzięczamy tapas. Podobno ten król troszczył się o doręczycieli przesyłek pocztowych i wydał dekret, aby zawsze podawać im do wina coź do jedzenia, aby mieli więcej siły i szybciej dostarczali przesyłki. Kolejna z legend związana jest z tym samym królem, który podobno został wyleczony dzięki diecie, która polegała na tym, że często jadł małe posiłki i popijał je winem. Władca już zdrowy, wydał dekret w XII wieku, aby oberżyści z Kastylii i Leonu zawsze podawali do wina coś do przekąszenia.
Smakołyki są malutkie, takie na jednego kęsa, najpopularniejsze to marynowane lub nadziewane oliwki, suszona szynka, dania z owoców morza, wędzone ryby, mięso z rusztu smażone lub duszone w winie, tortilla czy patatas bravas. Jedne tapas są proste (tapas może być kawałek sera lub plasterek jamón serrano czy kawałek chorizo), inne są bardziej skomplikowane, jedne serwowane są na zimno, inne na ciepło. Tapas możemy jest między posiłkiem, jako posiłek, w barze przy stoliku, albo przy kontuarze, na szybko.

Fajny artykuł o tapas z National Geografic


If you ask an average tourist for one word that describes Spain, for sure among the answers you would find paella, tortilla, sangría, flamenco, corrida, fiesta, playa ... and tapas. Tapas is one of the most characteristic elements of Spanish cuisine, tapas bars are very popular places, and they have spread outside of Spain successfully as well. Tapas are popular not only among locals and tourists visiting Spain, but also abroad (maybe the popularity of this can be partly explained by the fact that while eating tapas one remembers nice time he had in Spain? However, I haven’t been able to find a good tapas bar in Poland).


There are many stories about the origin of tapas. Translate the word tapas simply as a snack isn’t correct, as it means much more, tapas are almost a Spain food heritage, a way of being, tapeo (meaning literally eating tapas) is of great importance for the Spaniards.
Taking about its origin, there are several stories. One of them explains that originally tapa (the word derives from the verb tapar- to cover) was a slice of ham, which was placed on a cup of wine or another drink, so flies wouldn’t get inside. According to a legend, the king Alfonso XIII stopped at the tavern Ventorrillo del Chat where he ordered a cup of wine. He was given a cup covered with a sloce of ham and was explained it was to protect the wine from flies and dust. The king liked the wine with the cover and ordered the other one, but only if it was served the same way.

 
Another theory says that we owe tapas to another king, Alfonso X. Apparently, this king ordered to always give little something to eat with wine that was served to his messengers so they have more energy. Another explanation is linked to the same king, but explains that he was cured after being on a diet that consisted of eating small meals accompanied by wine. The king issued a decree later on and made all the tavern can only serve wine when it was accompanied by “tapa”.


Tapas are very small, usually for a one bite, the most popular ones include pickled or stuffed olives, dried ham, seafood, smoked fish, grilled, fried or stewed in wine meat, tortilla, patatas brava. Some are simple (a piece of cheese, jamón serrano or chorizo can be also tapas), other are more complicated to make, some are served cold, others warm. You can eat tapas between meals, as a meal, in the bar, at a table, or standing at the counter.

Thursday, 17 February 2011

Magiczna fontanna/ Magic Fountain


Ten post jest dla miłośników kiczu… Pozostajemy w pobliżu wzgórza Montjuic, dokładnie na samym końcu Avinguda Maria Cristina. Żeby mieć lepszy widok możemy wspiąć się schodami (bardziej leniwi skorzystają ze schodów ruchomych) na taras widokowy przed Pałacem Narodowym. W ten sposób podziwia się fontannę wraz z panoramą miasta, z dołu można z kolei podziwiać fontannę oraz oświetlony Pałac Narodowy w tle.


Zarówno fontanna, jak i Pałac to pamiątki po Wystawie Światowej z 1929. Magiczna Fontanna, innowacyjna, bo tryskająca woda zmienia formę i kształt, zaprojektowana została przez inżyniera Carlesa Buigas. Fontanna sama w sobie szału nie robi, więc żeby robiła, dodano światło i muzykę, co miało stworzyć niesamowity spektakl 'woda, światło i dźwięk'. Jednych zachwyca, dla innych to synonim kiczu, ale nie da się zaprzeczyć, że w Katalonii władze umieją przyciągnąć turystów, stwarzając dla nich takie przedstawienia. I cieszą sie one popularnością, szczególnie w letnie wieczory, turyści podziwiają przez ok. pól godziny tryskające strumienie wody, oświetlone zmieniającymi sie w rytm muzyki (klasycznej, filmowej, współczesnej, zależy to od przedstawienia) kolorami.



Jeśli ktoś chce zobaczyć, do której grupy się zalicza- czyli czy pokaz go zachwyci czy zdegustuje, albo jest po prostu miłośnikiem kiczu), nic prostszego- należy dojechać metrem do Plaça d'Espanya. Wstęp na przedstawienie jest gratis, więc to także rozrywka dla oszczędnych,
Uwaga, podczas kilku miesięcy fontanna poddawana jest pracom konserwacyjnym i jest nieczynna, spektakle w pozostał e miesiące odbywają się wedle grafiku przedstawionego poniżej (najlepiej zawsze jednak zerknąć na stronę oficjalną, bo może się to zmienić)

30.IX - 25.XI przerwa konserwacyjna
26.XI – 22. XII pt, sb: 19, 19:30, 20:00, 20:30
23.XII – 6.I czw, pt, sb, nd: 19, 19:30, 20:00, 20:30
7.I - 30.IV pt, sb, nd: 21:30,22:00,22:30,23:00
V - IX czw, pt, sb, nd: 21, 21.30, 22, 22.30, 23




This post is for kitsch lovers ... We remain in Montjuic area, just at the end of Avinguda Maria Cristina. To get a better view, we can climb the stairs (lazy ones would choose the escalator) and admire the fountain with a panorama of the city in the background from the observation deck in front of the National Palace. If we watch from the fountain level, we see the National Palace illuminated.

Both the fountain and the palace are the souvenirs after the World Exhibition of 1929. The Magic Fountain, designed by the engineer Carles Buigas, is quite innovative, water can constantly change form and shape. The fountain itself isn’t very spectacular, so in order to convert it in something more than a plain fountain, light and music were added to create an amazing spectacle 'water, light and sound". The show can be something really amazing for some people, others find it too tacky, but you can’t deny that the Catalan authorities really know how to attract tourists, creating for them such attraction. The magic fountain show is popular, especially on summer evenings, tourists admire for about half an hour “dancing” streams of water, illuminated by changing colours, colours change in the rhythm of music -classical, film, contemporary, depending on performance.


If anyone wants to see to which group he belongs- to those who are amazed by this light show or those who think it is a tacky show in a bad taste for tourists, or if he simply is a kitsch lover, he has to go by metro to Plaça d'Espanya. Admission is free, so it's also entertainment for those who don’t like to spend money.
Note that for several months the fountain is closed for maintenance, during the remaining months the shows have the following schedule (it is always better to check it on the official website, because they may always change)

30.IX - 25.XI maintenance
26.XI – 22. XII Fri, Sat: 19, 19:30, 20:00, 20:30
23.XII – 6.I Thu, Fri, Sat, Sun: 19, 19:30, 20:00, 20:30
7.I - 30.IV Fri, Sat, Sun: 21:30,22:00,22:30,23:00
V - IX Thu, Fri, Sat, Sun: 21, 21.30, 22, 22.30, 23

Tuesday, 15 February 2011

Hiszpańska wioska/ Spanish village

Początek lutego oznaczał dla nas wizyty naszych portugalskich znajomych. Tym razem jednak w większości pozwoliliśmy im odkrywać uroki miasta samodzielnie- pracowaliśmy, a do tego trasę Rambla- Passeig de Gracia-Sagrada Familia przemierzyliśmy już kilkanaście razy. Tak więc tym razem, zamiast relacji z wizytacji z zdjęć z Parku Guell, zdamy relacje z innych atrakcji turystycznych (z rodzaju tych bardziej kiczowatych).


Jedną z nich jest Poble Espanyol (Hiszpańska wioska), położone na wzgórzu Montjuic. Z Joana (Portugalka, która spędziła semestr na Erasmusie w Warszawie i dzięki której poznałam Nuno) i Andre, jej chłopakiem, wybraliśmy się na Pl. Espanya, wspięliśmy się na wzgórze Montjuic, z którego roztacza się widok na Barcelonę. Tam też mieści sie Stadion Olimpijski, Palau Nacional (Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej) i właśnie Poble Espanyol. Nie jest to dla nas punktem obowiązkowym w zwiedzaniu Barcelony, ale jeśli ktoś ma dużo czasu i chce zobaczyć taka miniaturę Hiszpanii w pigułce, to może się wybrać do Wioski Hiszpańskiej. Wioska Hiszpańska jest właśnie taką małym osiedlem z budynkami z różnych regionów Hiszpanii. Każdy budynek jest wykorzystany na maksimum, żeby spotęgować komercyjny cel tej “atrakcji”, w każdym mieści się albo sklepik z wachlarzami, serami, strojami do flamenco, pamiątkami z Hiszpanii, albo bar, kawiarnia, nawet klub nocny (Poble Esp. jest bowiem otwarty do 5 rano w weekendy).
Niewątpliwie jest to miejsce, które mieści się na trasie zwiedzania Barcelony z dziećmi, które mogą wziąć tu udział w warsztatach sztuki, podziwiać jak sie tworzy figurki ze szkła. Ale myliłby sie ten, kto by pomyślał, że tylko rodziny z małymi dziećmi tutaj przychodzą, Hiszpanie z innych regionów zdają się lubić właśnie taki kiczowaty „zabytek”.


A pomyśleć, że niewiele by brakowało a Poble Espanyol zostałoby zburzone. Bowiem pierwotnie powstał z okazji wystawy światowej w 1929 i po jej zakończeniu miał zostać wyburzony. Przed wystawą dwóch architektów podróżowało po całej Hiszpanii, żeby potem na obszarze dwóch hektarów zaprezentować najbardziej charakterystyczne budynki w rożnych stylach hiszpańskiej architektury, typowej dla rożnych epok i regionów kraju. Cieszył sie tak dużą popularnością, ze początkowe plany zburzenia po zakończeniu wystawy nie zostały zrealizowane.
Ciekawostką jest, że to właśnie tutaj była kręcona scena finałową filmu "Pachnidło".




Beginning of February was marked by visits of our Portuguese friends. This time, however, we let them explore the city by themselves, we were working, and we know by heart the route Rambla- Passeig de Gracia- Sagrada Familia. So this time, instead of going to the most obvious places, as Park Guell, we explored different touristic attraction, I would call them more tacky ones.


One of such places is Poble Espanyol (Spanish village), situated on the Montjuic hill. With Joana (Portuguese girl, who was Erasmus student in Warsaw few years ago, and thanks to whom I met Nuno) and Andre, her boyfriend, we started our walk at Pl. Espanya, from where climbed the hill of Montjuic, with panoramic views of Barcelona. Montjuic is a place where you can spend few hours, visiting Olympic Stadium, Palau Nacional (where National Art Museum of Catalonia is situated) and Poble Espanyol. The last one may not be a must to visit when you are in Barcelona, but if someone has a lot of free time or to see Spain in miniature, he can definitely go to Spanish Village. Spanish Village is what its name indicates, a small village, with buildings from different regions of Spain, representing various architectonical styles. Each building is exploited to maximum, to emphasise the commercial purpose of this touristic "attraction", we don’t have people living in those houses, but yes shops, selling fans, cheese, flamenco accessories, souvenirs, or there are bars, cafes, even a night club even a night club (Poble Espanyol is opened till 5 am during weekends) located.


O the other hand, this is the place that, without a doubt, is marked on the “visit Barcelona with children” map, as the small ones can participate in art workshops or admire how glass figures are made. But if you think that there are only families with small children, you are mistaken, it seems that non-Catalans enjoy such kitschy “monument”.


It is really popular touristic place, which escaped being demolished after the world exhibition for which it was originally contracted in 1929. Two architects travelled all across Spain, then on the area of two hectares built the most characteristic buildings in different styles of Spanish architecture, typical for different periods and regions of the country. Afterwards it was to be destroyed, but during the exhibition it was so popular, that it was kept.
From interesting facts: two main scenes from the movie “Perfume: the story of the murderer” was filmed here.

Thursday, 3 February 2011

Hiszpanie na świecie/ Spaniards in the world

Od kilku tygodni mamy w domu telewizor, który dostałam w prezencie od mojego banku, za to, ze na konto wpływa co miesiąc moja pensja. Może nie był to prezent, co zachęta, żeby wybrać akurat ten bank (inne banki oferowały inne „prezenty”), a nasz salon jakoś pusty bez TV, więc za namową Nuno zdecydowałam się wybrać bank, który te pustkę chciał zapełnić. Nie oglądamy jednak za dużo telewizji, głównie z braku czasu i mojej niechęci do dubbingu.

Hiszpańska telewizja ma bowiem duży minus, mianowicie wszystkie programy mają dubbing, od seriali, po filmy, po programy dokumentalne. Ja nie mogę jednak spokojnie oglądać filmów zagranicznych w hiszpańskiej wersji językowej, z wyjątkiem weekendowego maratonu Dog whisperer (polski tytuł to chyba Zaklinacz psów), który oglądamy w sobotę i niedzielę do południa.

Jednak jest program, który na stałe zagościł w naszym grafiku, w każdy wtorek od 22 oglądamy „Españoles en el Mundo”, czyli Hiszpanie na świecie. Jest to lekki program dokumentalny pokazujący życie Hiszpanów na obczyźnie. Pewnie jednym z powodów, dla którego lubimy ten program, to fakt, że wiele przedstawionych w nim historii przypomina nam naszą. Mamy więc międzynarodowe pary, mamy expatriatów, których firma wysłała do innego kraju, mamy ciekawych innych kultur śmiałków, którzy zamieszkali na innym kontynencie zostawiając pracę, rodzinę, nudne życie za sobą, żeby zostać tancerką Bollywood. Powody emigracji są przeróżne: zarobkowy, związkowy, zawodowy, zainteresowanie odmiennymi kulturami, itp, itd.
Program pokazuje różne aspekty życia hiszpańskich emigrantów: gdzie, z kim mieszkają, gdzie pracują, jak długo są poza kraje, czy zamierzają wrócić, za czym tęsknią, a za czym nie.
Program ma jedną wadę, pokazuje tylko to co ładne, bezpieczne, pokazuje tylko pozytywną stronę życia w obcym kraju, reprezentacyjną stronę miast, wszystkie sceny są kręcone podczas ładnej pogody. Wszyscy bohaterowie odnieśli sukces, mają dobrą prace, wygląda na to, że nie mieli prawie żadnych problemów z zaaklimatyzowaniem się w nowym kraju. Wygląda na to, że wszystko im się pomyślnie układa, cel podroży ich nie rozczarował, nie mieli problemów ze znalezieniem pracy, nie tęsknią zbytnio za rodziną. A wiadomo, że życie emigranta nie zawsze jest tak różowe, początki szczególnie są trudne, w pewnych momentach pojawiają się wątpliwości, szok kulturowy i chęć powrotu. Telewizja lubi jednak pokazywać świat wyidealizowany, tak więc ten program się właśnie w ten trend wpasowuje.

Każdy odcinek to około 50 min i opowiada historie kilku Hiszpanów, jedni pokazują lokalne zabytki, inni zapoznają nas z tradycyjnymi potrawami, jeszcze inni przybliżają nam życie nocne i rozrywki miasta.

Jeśli ktoś chce poćwiczyć hiszpański a przy okazji poznać rożne zakątki świata widziane oczami Hiszpanów, wszystkie wyemitowane odcinki dostępne są pod poniższym adresem strony telewizji hiszpańskiej.



Since few weeks we have a TV at home, which I received as a gift from my bank, only for the fact that my salary every month is transferred in the account of that particular bank (called here domiciliary la nómina). Well, rather than calling it a gift, I should say it was an incentive to attract new clients. Other banks were offering different “gifts” but since our living room looked bit empty without TV, I decided to chose this one. It doesn´t mean that now we watch TV a lot, as we rather don´t have much free time and I really can´t stand dubbing. For me Spanish television has a big disadvantage, that is all programs, series, movies, documentaries are dubbed. As I can´t watch foreign movies in Spanish version, we only make exception to watch weekend´s marathon of Dog whisperer- various episodes that lasts for three hours on Saturday and Sunday morning. Besides, there is one program that we watch on regular basis. Every Tuesday, at 22 we wait for “Españoles en el Mundo”, that is Spaniards in the world, to begin. It is a light documentary program that shows few histories of Spanish emigrants in destinations like Brazil, Croatia, Germany, Sweden and many more. Probably one of the reasons why we like this program is that many of the stories presents reminds in some way our own. So there are international couples, expatriates sent by the company to another country, on the other side there are courageous Spaniards interested in other cultures who decided to leave a job, family, normal/boring life to move to another country to become a Bollywood dancer. Reasons why they emigrated differ, some had better job offers, better perspective of professional development, some fall in love with a foreigner and followed him/her to their country, some were so interested in some country that did all they could to make their wishes of living there come true. Program shows different aspects of life of Spanish immigrants: where and with whom they live, where they work, how long they live outside of their homeland, whether they have plans to come back, what they miss and what is better in their new “country”. The program has one mayor drawback, it only shows what is nice, safe, it shows only the positive side of life in a foreign country, all scenes are shot when the weather is nice, as if it never rains there. All the Spaniards that participate in the program were successful, have a good job, it seems that they didn´t experience any problems fitting in a new country. You always get the impression that their life is better than before, that finding a job in another country is a piece of cake, that the country they chose haven´t disappoint them in any aspect, that they do miss their family, but not too much. And we all know that a life of an emigrant is not always so rosy, especially at the beginnings, we all have difficult moments, at a certain point we have our doubts and strong desire to go back home, we experience cultural shock. Television, however, likes to show an idealized world, so this program fits perfectly this tendency. Each episode lasts approximately 50 minutes and presents few Spanish emigrants who tell their personal stories (how they ended up in the country that the episode is showing), each of them is presenting a different aspect of the city/country, some of them are visiting the most famous monuments, others are discovering secrets of local cuisine, yet others invite us to get to know nightlife and cultural life. If you want to practice you Spanish and at the same time see different countries through the eyes of the Spaniards, you can see all the broadcasted episodes, that are available on the Spanish television (TVE) website. http://www.rtve.es/television/espanoles-en-el-mundo

Sunday, 27 February 2011

Kafelki w Sitges/ Tiles in Sitges

W niedzielę po śniadaniu (świeżo wyciśnięty soczek z pomarańczy i domowej roboty rogaliki) wybraliśmy się na małą wycieczkę, bo słońce wiosenne zachęcało do wyjścia z mieszkania.
Na cel podróży wybraliśmy Sitges, oddalone o około 40 km od Barcelony, miejscowość letniskową. Wiosenna pogoda przyciągnęła nie tylko nas, ale tłumy młodszych i starszych barcelończyków, z psami, z dziećmi, teściami. Na plaży i na deptaku nadmorskim słyszało się także rozmowy nie tylko po hiszpańsku, bo 35% mieszkańców miasteczka pochodzi z Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich (według danych z 2007).




Sitges w ciągu sezonu letniego cieszy się niezwykłą popularnością, tętni życiem, więc jeśli ktoś nie lubi hałaśliwych rozrywek, powinien omijać to miejsce, szczególnie w lecie, więc jeśli ktoś nie lubi tłumów, to nie jest resort dla niego. W Sitges ma miejsce także dość ważny w Hiszpanii Międzynarodowy Festiwal Filmowy, hucznie obchodzi się karnawał oraz święto patronki, Świętej Tekli. Resort ten jest także jednym z popularniejszych w Europie miejsc wypoczynkowych, które wybierają homoseksualiści (ja jak wyszukiwałam atrakcje Sitges w Google to jednym z pierwszych stron jest właśnie strona gaysitges).


Z innych ciekawostek związanych z tym miasteczkiem: to tutaj urodził się Don Facundo Bacardí i Massó, który wyemigrował na Kubę i tam założył fabrykę Bacardí, z kolei dominikański rum Brugal to dzieło firmy założonej przez Andrés Brugal Montaner, także pochodzącego z Sitges.


Sitges od 2008 jest najdroższą gminą w Hiszpanii, średnia cena za metr kwadratowy wynosi 5.467€ (dane z 2008) i może osiągnąć 11.250€ za metr kwadratowy. Dlatego duża część mieszkańców to obcokrajowcy, a młodzi wyjechali w poszukiwaniu tańszych lokum.

Osobiście, po pierwszej i powierzchownej wizycie Sitges będzie kojarzyć mi się z kafelkami na ścianach domów.

Jeśli chcesz obejrzeć więcej zdjęć z Sitges, zajrzyj do galerii na Facebooku




Sunday we normally try to relax and gain energy for the whole week of work that is not our dream one. But this time, after breakfast (fresh orange juice and homemade croissants), we decided to go on a little trip, cause the sunny weather was inviting to leave the flat. We chose to go to Sitges, 40 km from Barcelona, which is a famous summer resort. Really nice, spring weather attracted not only us, but many younger and older Barcelonians, who were strolling about with dogs/ children/in-laws. On the beach and promenade you could also hear foreign accents, as 35% of the inhabitants of the town come from the Netherlands, France, Great Britain and the Scandinavian countries (according to data from 2007).


Sitges in the summer season becomes extremely popular destination, full of life, so if somebody doesn’t like that kind of noisy, full of tourists resorts, should think twice before booking a hotel here. Sitges is also quite popular because of the important International Film Festival, the carnival and the festival of city’s patron, Saint Tecla. This resort is also one of the most popular holiday destinations of homosexuals (when I googled Sitges’ attractions, the first entry was gaysitges).


Some curious facts about this town: Don Facundo Bacardi Masso, who later emigrated to Cuba, where he founded the Bacardí factory, was born here, the owner of Dominican rum Brugal,Andrés Brugal Montaner, is also from Sitges.

Sitges since 2008 is the most expensive municipality in Spain, the average price per square meter is € 5,467 (data from 2008) and can reach € 11,250/m. Young people left Sitges, many foreigners have come.


Personally, after my first visit, for my Sitges will be associated with tiles on walls of white houses.
For more photos from Sitges, check my Facebook link.


Monday, 21 February 2011

Correfoc

Barcelona to miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Amatorzy dobrego jedzenia, wielbiciele architektury modernistycznej, imprezowicze, artyści. Od wybory do koloru. Mamy tu prawdziwe perełki architektoniczne, mamy plaże, liczne wydarzenia kulturalne i artystyczne. Oraz tradycje typowe dla tego regionu. W zeszłym tygodniu miały miejsce kilkudniowe obchody święta patronki katedry barcelońskiej, świętej Eulali. Z tego powodu zorganizowano typowe wydarzenia: castellers, correfoc, parada gigantów, tańczenie sardanes, różne koncerty.

O castellers już pisałam (ale znowu oglądaliśmy, tym razem różne grupy barcelońskie tworzyły wieże z ludzi), dziś kolej na coś bardziej szalonego: carrefoc. Słowo “correfoc”, jeśli ktoś zna kataloński, daje wskazówkę na temat tego, jak wyglądać może ten kataloński zwyczaj, bo corer to biec, a foc to ogień. Podobno correfoc wywodzi sie z „Ball de diables”- Tańca diabłów- jednej z najstarszych tradycji Katalońskich, datowanej na dwunasty wiek (tańczono na ulicach, z użyciem pochodni), ale correfoc w dzisiejszym wydaniu jest tworzywem względnie młodym. Powstał w 1977 kiedy to departament festiwali i tradycji powstał przy urzędzie miejskim i jednym z zadań było przywrócenie świetności obchodów La Mercè (patronka miasta Barcelona), mieli odżywić kulturowe tradycje katalońskie, które podczas dyktatury Franco były eliminowane.



Correfoc to pochód ludzi przebranych za diabły, cześć z nich ciągnie platformy z różnymi stworami (z okazji święta Eulali były to między innymi gołębie, smok, osioł, krowy), które „przystrojone” są petardami i innymi sztucznymi ogniami. Do tego dochodzą odgłosy bębnów, trąbek i innych instrumentów, które potęgują mroczny klimat wydarzenia. Samo przedstawienie ma przypominać przedstawienie z piekła rodem- ogień, wrzaski, tańce, bębny, muzyka iście diabelska. Po zapadnięciu zmroku pochód wyrusza ulicami miasta, diabły biegają między zgromadzonymi gapiami, w rękach trzymają petardy, z których sypią się snopy iskier, niektórzy przerażeni hałasem i iskrami turyści ewakuują się z pierwszego rzędu.



Nie jest to zbyt bezpieczna rozrywka, organizatorzy całej zabawy przestrzegają, że przybywanie w pierwszych liniach pochodu jest na własne ryzyko i że doradza się zdjąć odzież łatwopalną.
Kto nie widział Correfoc czy Castellers ten nie poznał naprawdę Katalonii. Tradycje te można podziwiać z okazji większych świąt w całym regionie i jest to naprawdę niesamowite przeżycie. Jak się wybieracie w ten region, sprawdźcie czy nie wypada wtedy święto Merce, Sant Joan, święto jakiegoś patrona innego miasta w Katalonii. Joana z Andre mieli to szczęście (plus odrobinę przypadku, że akurat Google podpowiedział, że w zeszły weekend wypadło święto Eulali, patronki katedry, a szukałam czegoś zupełnie innego).


Przed correfoc ma miejsce correfoc de petits diables, czyli małych diabełków, w Polsce istnieje przekonanie, że dziecko+zapałki= ogień. W Katalonii dzieciom nie tylko daje się w ręce coś większego niż zapałki, ale zupełnie się nie uważa, że biegnący dziesięciolatek wymachujący sztucznymi ogniami może sobie lub innym zrobić krzywdę.



Barcelona is a city where everybody can find something that will suite his tastes. Food enthusiasts, lovers of modernist architecture, party animals, artists. There is unlimited of things to do you can choose from. The city has it all: from architectural gems, beaches, numerous cultural and artistic events. You name it. And there are traditions typical for this region. Last week, for example, you could participate in the Santa Eulalia Festival, few days long celebrations of the patron of the cathedral of Barcelona. For this reason, many interesting activities are organized, including the Castellers, correfoc, giants’ parade, sardanes dancing, various concerts.
 




The word "correfoc" , if you know Catalan, may give you the clue about how this tradition may look like, as corer means run, and foc fire. So Correfoc means literally fire-runs. It is said to come from "Ball de Diables" - Dance of devils-one of the oldest Catalan traditions, dating back from the twelfth century (dancing in the streets, with a lighten torch), but what we know today as correfoc is a relatively young event. It was created in 1977 when the department of festivals and traditions was opened at a city hall and one of its tasks was to restore the magnificence of the celebration of La Mercè (saint patron of Barcelona), they wanted to resurrect cultural traditions of Catalunya, which were banned during the Franco dictatorship and almost disappeared.
 

Correfoc is a procession of people dressed as devils, some of them pulling the platform with various creatures (for the Santa Eulalia Festival there were pigeons, dragon, donkey, cow, among others) which are “decorated”with firecrackers and fireworks. If you them add to that solemn sounds of drums, trumpets and other instruments, it gets even more interesting. The correfoc itself is to look as if devils came on Earth, they are screaming, dancing, hitting the drums, it is really diabolical show. In the evening, after the nightfall, the parade begins, devils are running between tourists and other onlookers, they hold firecrackers that are lighten up by hundreds of sparkles, some tourists can get scared, they prefer then to go away a bit from the centre of this whole fuss. As organizers themselves warn, this is not safe to be in the first rows, if you decide to remain there, you take the whole responsibility on you, and it is highly recommended to take off all easily inflammable piece of clothing.
  


Who hasn’t seen Castellers or Correfoc can’t really say that he get to know Catalonia. These traditions are really important for Catalans, and if you want to see them, you can check the calendar of main festivals in the region. It is really amazing and unforgettable experience. So if you are in Catalonia around Merce Festival, Sant Joan, a festival of saint patron of Catalan town, make sure to squeeze seeing those traditions in your agenda. Joana and Andre were lucky enough that their visit fell on the Santa Eulalia Festival (and that google informed me about that when I was searching for something totally unrelated).

Before the main correfoc, correfoc de petits diables takes place, as you can guess in the latter, small children participate. In Poland it is believed that child+matches= fire. In Catalonia for a change, not only do parents give their children something more dangerous than a match, but they believe it is harmless entertainment and they encourage them to become a small devil.



Więcej zdjęć, już nie mojego autorstwa, ale za to lepszej jakości, tutaj.
More photos, not taken by me, but with higher quality, here.

Sunday, 20 February 2011

Po prostu tapas/ Simply tapas

Jeśli zapytać przeciętnego turystę z czym kojarzy mu się Hiszpania, zapewne wśród odpowiedzi znalazłyby się paella, tortilla, sangría, flamenco, corrida, fiesta, playa… I tapas. To jeden z najbardziej charakterystycznych elementów kuchni hiszpańskiej, tapas bary to bardzo popularne lokale, rozprzestrzeniły się także poza granicami kraju z powodzeniem. Jednym słowem tapas robią wielką karierę, nie tylko wśród miejscowych czy turystów odwiedzających Hiszpanię, ale także za granicą (może popularność tę można częściowo wytłumaczyć, że jedząc takie tapas wracają wspomnienia wakacyjne? Mi jednak w Polsce nie udało się jeszcze znaleźć dobrego tapas baru…


Istnieje wiele historii o pochodzeniu tapas, tak samo istnieje wiele pysznych tapas. Przetłumaczyć tapas jako przekąskę to za mało, tapas to prawie dziedzictwo kulturowe Hiszpanii, sposób bycia, tapeo (czyli jedzenie tapas) ma ogromne znaczenie dla Hiszpanów.

Skoro o pochodzeniu wspomniałam, to przytoczę kilka historii. Podobno na początku tapa (pochodzi od słowa tapar- przykrywać) była plastrem szynki, który kładziono na kielich z winem lub innym napojem, aby nie wleciały do niego muchy. Według legendy do gospody Ventorrillo del Chat zawitał na posiłek król Alfonso XIII i podano mu właśnie kielich wina przykryty plastrem szynki. Kucharz wyjaśnił, że nie chciał, aby kurz albo owady dostały sie do królewskiego wina. Król zamówił kolejne wino, pod warunkiem, że zostanie podane w ten sam sposób.


Inna teoria mówi, że to dzięki innemu królowi, Alfonsowi X, zawdzięczamy tapas. Podobno ten król troszczył się o doręczycieli przesyłek pocztowych i wydał dekret, aby zawsze podawać im do wina coź do jedzenia, aby mieli więcej siły i szybciej dostarczali przesyłki. Kolejna z legend związana jest z tym samym królem, który podobno został wyleczony dzięki diecie, która polegała na tym, że często jadł małe posiłki i popijał je winem. Władca już zdrowy, wydał dekret w XII wieku, aby oberżyści z Kastylii i Leonu zawsze podawali do wina coś do przekąszenia.
Smakołyki są malutkie, takie na jednego kęsa, najpopularniejsze to marynowane lub nadziewane oliwki, suszona szynka, dania z owoców morza, wędzone ryby, mięso z rusztu smażone lub duszone w winie, tortilla czy patatas bravas. Jedne tapas są proste (tapas może być kawałek sera lub plasterek jamón serrano czy kawałek chorizo), inne są bardziej skomplikowane, jedne serwowane są na zimno, inne na ciepło. Tapas możemy jest między posiłkiem, jako posiłek, w barze przy stoliku, albo przy kontuarze, na szybko.

Fajny artykuł o tapas z National Geografic


If you ask an average tourist for one word that describes Spain, for sure among the answers you would find paella, tortilla, sangría, flamenco, corrida, fiesta, playa ... and tapas. Tapas is one of the most characteristic elements of Spanish cuisine, tapas bars are very popular places, and they have spread outside of Spain successfully as well. Tapas are popular not only among locals and tourists visiting Spain, but also abroad (maybe the popularity of this can be partly explained by the fact that while eating tapas one remembers nice time he had in Spain? However, I haven’t been able to find a good tapas bar in Poland).


There are many stories about the origin of tapas. Translate the word tapas simply as a snack isn’t correct, as it means much more, tapas are almost a Spain food heritage, a way of being, tapeo (meaning literally eating tapas) is of great importance for the Spaniards.
Taking about its origin, there are several stories. One of them explains that originally tapa (the word derives from the verb tapar- to cover) was a slice of ham, which was placed on a cup of wine or another drink, so flies wouldn’t get inside. According to a legend, the king Alfonso XIII stopped at the tavern Ventorrillo del Chat where he ordered a cup of wine. He was given a cup covered with a sloce of ham and was explained it was to protect the wine from flies and dust. The king liked the wine with the cover and ordered the other one, but only if it was served the same way.

 
Another theory says that we owe tapas to another king, Alfonso X. Apparently, this king ordered to always give little something to eat with wine that was served to his messengers so they have more energy. Another explanation is linked to the same king, but explains that he was cured after being on a diet that consisted of eating small meals accompanied by wine. The king issued a decree later on and made all the tavern can only serve wine when it was accompanied by “tapa”.


Tapas are very small, usually for a one bite, the most popular ones include pickled or stuffed olives, dried ham, seafood, smoked fish, grilled, fried or stewed in wine meat, tortilla, patatas brava. Some are simple (a piece of cheese, jamón serrano or chorizo can be also tapas), other are more complicated to make, some are served cold, others warm. You can eat tapas between meals, as a meal, in the bar, at a table, or standing at the counter.

Thursday, 17 February 2011

Magiczna fontanna/ Magic Fountain


Ten post jest dla miłośników kiczu… Pozostajemy w pobliżu wzgórza Montjuic, dokładnie na samym końcu Avinguda Maria Cristina. Żeby mieć lepszy widok możemy wspiąć się schodami (bardziej leniwi skorzystają ze schodów ruchomych) na taras widokowy przed Pałacem Narodowym. W ten sposób podziwia się fontannę wraz z panoramą miasta, z dołu można z kolei podziwiać fontannę oraz oświetlony Pałac Narodowy w tle.


Zarówno fontanna, jak i Pałac to pamiątki po Wystawie Światowej z 1929. Magiczna Fontanna, innowacyjna, bo tryskająca woda zmienia formę i kształt, zaprojektowana została przez inżyniera Carlesa Buigas. Fontanna sama w sobie szału nie robi, więc żeby robiła, dodano światło i muzykę, co miało stworzyć niesamowity spektakl 'woda, światło i dźwięk'. Jednych zachwyca, dla innych to synonim kiczu, ale nie da się zaprzeczyć, że w Katalonii władze umieją przyciągnąć turystów, stwarzając dla nich takie przedstawienia. I cieszą sie one popularnością, szczególnie w letnie wieczory, turyści podziwiają przez ok. pól godziny tryskające strumienie wody, oświetlone zmieniającymi sie w rytm muzyki (klasycznej, filmowej, współczesnej, zależy to od przedstawienia) kolorami.



Jeśli ktoś chce zobaczyć, do której grupy się zalicza- czyli czy pokaz go zachwyci czy zdegustuje, albo jest po prostu miłośnikiem kiczu), nic prostszego- należy dojechać metrem do Plaça d'Espanya. Wstęp na przedstawienie jest gratis, więc to także rozrywka dla oszczędnych,
Uwaga, podczas kilku miesięcy fontanna poddawana jest pracom konserwacyjnym i jest nieczynna, spektakle w pozostał e miesiące odbywają się wedle grafiku przedstawionego poniżej (najlepiej zawsze jednak zerknąć na stronę oficjalną, bo może się to zmienić)

30.IX - 25.XI przerwa konserwacyjna
26.XI – 22. XII pt, sb: 19, 19:30, 20:00, 20:30
23.XII – 6.I czw, pt, sb, nd: 19, 19:30, 20:00, 20:30
7.I - 30.IV pt, sb, nd: 21:30,22:00,22:30,23:00
V - IX czw, pt, sb, nd: 21, 21.30, 22, 22.30, 23




This post is for kitsch lovers ... We remain in Montjuic area, just at the end of Avinguda Maria Cristina. To get a better view, we can climb the stairs (lazy ones would choose the escalator) and admire the fountain with a panorama of the city in the background from the observation deck in front of the National Palace. If we watch from the fountain level, we see the National Palace illuminated.

Both the fountain and the palace are the souvenirs after the World Exhibition of 1929. The Magic Fountain, designed by the engineer Carles Buigas, is quite innovative, water can constantly change form and shape. The fountain itself isn’t very spectacular, so in order to convert it in something more than a plain fountain, light and music were added to create an amazing spectacle 'water, light and sound". The show can be something really amazing for some people, others find it too tacky, but you can’t deny that the Catalan authorities really know how to attract tourists, creating for them such attraction. The magic fountain show is popular, especially on summer evenings, tourists admire for about half an hour “dancing” streams of water, illuminated by changing colours, colours change in the rhythm of music -classical, film, contemporary, depending on performance.


If anyone wants to see to which group he belongs- to those who are amazed by this light show or those who think it is a tacky show in a bad taste for tourists, or if he simply is a kitsch lover, he has to go by metro to Plaça d'Espanya. Admission is free, so it's also entertainment for those who don’t like to spend money.
Note that for several months the fountain is closed for maintenance, during the remaining months the shows have the following schedule (it is always better to check it on the official website, because they may always change)

30.IX - 25.XI maintenance
26.XI – 22. XII Fri, Sat: 19, 19:30, 20:00, 20:30
23.XII – 6.I Thu, Fri, Sat, Sun: 19, 19:30, 20:00, 20:30
7.I - 30.IV Fri, Sat, Sun: 21:30,22:00,22:30,23:00
V - IX Thu, Fri, Sat, Sun: 21, 21.30, 22, 22.30, 23

Tuesday, 15 February 2011

Hiszpańska wioska/ Spanish village

Początek lutego oznaczał dla nas wizyty naszych portugalskich znajomych. Tym razem jednak w większości pozwoliliśmy im odkrywać uroki miasta samodzielnie- pracowaliśmy, a do tego trasę Rambla- Passeig de Gracia-Sagrada Familia przemierzyliśmy już kilkanaście razy. Tak więc tym razem, zamiast relacji z wizytacji z zdjęć z Parku Guell, zdamy relacje z innych atrakcji turystycznych (z rodzaju tych bardziej kiczowatych).


Jedną z nich jest Poble Espanyol (Hiszpańska wioska), położone na wzgórzu Montjuic. Z Joana (Portugalka, która spędziła semestr na Erasmusie w Warszawie i dzięki której poznałam Nuno) i Andre, jej chłopakiem, wybraliśmy się na Pl. Espanya, wspięliśmy się na wzgórze Montjuic, z którego roztacza się widok na Barcelonę. Tam też mieści sie Stadion Olimpijski, Palau Nacional (Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej) i właśnie Poble Espanyol. Nie jest to dla nas punktem obowiązkowym w zwiedzaniu Barcelony, ale jeśli ktoś ma dużo czasu i chce zobaczyć taka miniaturę Hiszpanii w pigułce, to może się wybrać do Wioski Hiszpańskiej. Wioska Hiszpańska jest właśnie taką małym osiedlem z budynkami z różnych regionów Hiszpanii. Każdy budynek jest wykorzystany na maksimum, żeby spotęgować komercyjny cel tej “atrakcji”, w każdym mieści się albo sklepik z wachlarzami, serami, strojami do flamenco, pamiątkami z Hiszpanii, albo bar, kawiarnia, nawet klub nocny (Poble Esp. jest bowiem otwarty do 5 rano w weekendy).
Niewątpliwie jest to miejsce, które mieści się na trasie zwiedzania Barcelony z dziećmi, które mogą wziąć tu udział w warsztatach sztuki, podziwiać jak sie tworzy figurki ze szkła. Ale myliłby sie ten, kto by pomyślał, że tylko rodziny z małymi dziećmi tutaj przychodzą, Hiszpanie z innych regionów zdają się lubić właśnie taki kiczowaty „zabytek”.


A pomyśleć, że niewiele by brakowało a Poble Espanyol zostałoby zburzone. Bowiem pierwotnie powstał z okazji wystawy światowej w 1929 i po jej zakończeniu miał zostać wyburzony. Przed wystawą dwóch architektów podróżowało po całej Hiszpanii, żeby potem na obszarze dwóch hektarów zaprezentować najbardziej charakterystyczne budynki w rożnych stylach hiszpańskiej architektury, typowej dla rożnych epok i regionów kraju. Cieszył sie tak dużą popularnością, ze początkowe plany zburzenia po zakończeniu wystawy nie zostały zrealizowane.
Ciekawostką jest, że to właśnie tutaj była kręcona scena finałową filmu "Pachnidło".




Beginning of February was marked by visits of our Portuguese friends. This time, however, we let them explore the city by themselves, we were working, and we know by heart the route Rambla- Passeig de Gracia- Sagrada Familia. So this time, instead of going to the most obvious places, as Park Guell, we explored different touristic attraction, I would call them more tacky ones.


One of such places is Poble Espanyol (Spanish village), situated on the Montjuic hill. With Joana (Portuguese girl, who was Erasmus student in Warsaw few years ago, and thanks to whom I met Nuno) and Andre, her boyfriend, we started our walk at Pl. Espanya, from where climbed the hill of Montjuic, with panoramic views of Barcelona. Montjuic is a place where you can spend few hours, visiting Olympic Stadium, Palau Nacional (where National Art Museum of Catalonia is situated) and Poble Espanyol. The last one may not be a must to visit when you are in Barcelona, but if someone has a lot of free time or to see Spain in miniature, he can definitely go to Spanish Village. Spanish Village is what its name indicates, a small village, with buildings from different regions of Spain, representing various architectonical styles. Each building is exploited to maximum, to emphasise the commercial purpose of this touristic "attraction", we don’t have people living in those houses, but yes shops, selling fans, cheese, flamenco accessories, souvenirs, or there are bars, cafes, even a night club even a night club (Poble Espanyol is opened till 5 am during weekends) located.


O the other hand, this is the place that, without a doubt, is marked on the “visit Barcelona with children” map, as the small ones can participate in art workshops or admire how glass figures are made. But if you think that there are only families with small children, you are mistaken, it seems that non-Catalans enjoy such kitschy “monument”.


It is really popular touristic place, which escaped being demolished after the world exhibition for which it was originally contracted in 1929. Two architects travelled all across Spain, then on the area of two hectares built the most characteristic buildings in different styles of Spanish architecture, typical for different periods and regions of the country. Afterwards it was to be destroyed, but during the exhibition it was so popular, that it was kept.
From interesting facts: two main scenes from the movie “Perfume: the story of the murderer” was filmed here.

Thursday, 3 February 2011

Hiszpanie na świecie/ Spaniards in the world

Od kilku tygodni mamy w domu telewizor, który dostałam w prezencie od mojego banku, za to, ze na konto wpływa co miesiąc moja pensja. Może nie był to prezent, co zachęta, żeby wybrać akurat ten bank (inne banki oferowały inne „prezenty”), a nasz salon jakoś pusty bez TV, więc za namową Nuno zdecydowałam się wybrać bank, który te pustkę chciał zapełnić. Nie oglądamy jednak za dużo telewizji, głównie z braku czasu i mojej niechęci do dubbingu.

Hiszpańska telewizja ma bowiem duży minus, mianowicie wszystkie programy mają dubbing, od seriali, po filmy, po programy dokumentalne. Ja nie mogę jednak spokojnie oglądać filmów zagranicznych w hiszpańskiej wersji językowej, z wyjątkiem weekendowego maratonu Dog whisperer (polski tytuł to chyba Zaklinacz psów), który oglądamy w sobotę i niedzielę do południa.

Jednak jest program, który na stałe zagościł w naszym grafiku, w każdy wtorek od 22 oglądamy „Españoles en el Mundo”, czyli Hiszpanie na świecie. Jest to lekki program dokumentalny pokazujący życie Hiszpanów na obczyźnie. Pewnie jednym z powodów, dla którego lubimy ten program, to fakt, że wiele przedstawionych w nim historii przypomina nam naszą. Mamy więc międzynarodowe pary, mamy expatriatów, których firma wysłała do innego kraju, mamy ciekawych innych kultur śmiałków, którzy zamieszkali na innym kontynencie zostawiając pracę, rodzinę, nudne życie za sobą, żeby zostać tancerką Bollywood. Powody emigracji są przeróżne: zarobkowy, związkowy, zawodowy, zainteresowanie odmiennymi kulturami, itp, itd.
Program pokazuje różne aspekty życia hiszpańskich emigrantów: gdzie, z kim mieszkają, gdzie pracują, jak długo są poza kraje, czy zamierzają wrócić, za czym tęsknią, a za czym nie.
Program ma jedną wadę, pokazuje tylko to co ładne, bezpieczne, pokazuje tylko pozytywną stronę życia w obcym kraju, reprezentacyjną stronę miast, wszystkie sceny są kręcone podczas ładnej pogody. Wszyscy bohaterowie odnieśli sukces, mają dobrą prace, wygląda na to, że nie mieli prawie żadnych problemów z zaaklimatyzowaniem się w nowym kraju. Wygląda na to, że wszystko im się pomyślnie układa, cel podroży ich nie rozczarował, nie mieli problemów ze znalezieniem pracy, nie tęsknią zbytnio za rodziną. A wiadomo, że życie emigranta nie zawsze jest tak różowe, początki szczególnie są trudne, w pewnych momentach pojawiają się wątpliwości, szok kulturowy i chęć powrotu. Telewizja lubi jednak pokazywać świat wyidealizowany, tak więc ten program się właśnie w ten trend wpasowuje.

Każdy odcinek to około 50 min i opowiada historie kilku Hiszpanów, jedni pokazują lokalne zabytki, inni zapoznają nas z tradycyjnymi potrawami, jeszcze inni przybliżają nam życie nocne i rozrywki miasta.

Jeśli ktoś chce poćwiczyć hiszpański a przy okazji poznać rożne zakątki świata widziane oczami Hiszpanów, wszystkie wyemitowane odcinki dostępne są pod poniższym adresem strony telewizji hiszpańskiej.



Since few weeks we have a TV at home, which I received as a gift from my bank, only for the fact that my salary every month is transferred in the account of that particular bank (called here domiciliary la nómina). Well, rather than calling it a gift, I should say it was an incentive to attract new clients. Other banks were offering different “gifts” but since our living room looked bit empty without TV, I decided to chose this one. It doesn´t mean that now we watch TV a lot, as we rather don´t have much free time and I really can´t stand dubbing. For me Spanish television has a big disadvantage, that is all programs, series, movies, documentaries are dubbed. As I can´t watch foreign movies in Spanish version, we only make exception to watch weekend´s marathon of Dog whisperer- various episodes that lasts for three hours on Saturday and Sunday morning. Besides, there is one program that we watch on regular basis. Every Tuesday, at 22 we wait for “Españoles en el Mundo”, that is Spaniards in the world, to begin. It is a light documentary program that shows few histories of Spanish emigrants in destinations like Brazil, Croatia, Germany, Sweden and many more. Probably one of the reasons why we like this program is that many of the stories presents reminds in some way our own. So there are international couples, expatriates sent by the company to another country, on the other side there are courageous Spaniards interested in other cultures who decided to leave a job, family, normal/boring life to move to another country to become a Bollywood dancer. Reasons why they emigrated differ, some had better job offers, better perspective of professional development, some fall in love with a foreigner and followed him/her to their country, some were so interested in some country that did all they could to make their wishes of living there come true. Program shows different aspects of life of Spanish immigrants: where and with whom they live, where they work, how long they live outside of their homeland, whether they have plans to come back, what they miss and what is better in their new “country”. The program has one mayor drawback, it only shows what is nice, safe, it shows only the positive side of life in a foreign country, all scenes are shot when the weather is nice, as if it never rains there. All the Spaniards that participate in the program were successful, have a good job, it seems that they didn´t experience any problems fitting in a new country. You always get the impression that their life is better than before, that finding a job in another country is a piece of cake, that the country they chose haven´t disappoint them in any aspect, that they do miss their family, but not too much. And we all know that a life of an emigrant is not always so rosy, especially at the beginnings, we all have difficult moments, at a certain point we have our doubts and strong desire to go back home, we experience cultural shock. Television, however, likes to show an idealized world, so this program fits perfectly this tendency. Each episode lasts approximately 50 minutes and presents few Spanish emigrants who tell their personal stories (how they ended up in the country that the episode is showing), each of them is presenting a different aspect of the city/country, some of them are visiting the most famous monuments, others are discovering secrets of local cuisine, yet others invite us to get to know nightlife and cultural life. If you want to practice you Spanish and at the same time see different countries through the eyes of the Spaniards, you can see all the broadcasted episodes, that are available on the Spanish television (TVE) website. http://www.rtve.es/television/espanoles-en-el-mundo

Bądź na bieżąco/ Follow by Email