Sunday, 5 February 2012

Miasto pełne kontrastów/ City of contrasts

Jeśli miałabym określić São Paulo jednym słowem- chaos. Drugi pewnie byłyby kontrasty. SP to miasto z największą prywatną flotą helikopterów (bo bezpieczniej w powietrzu, bo unika się korków, bo ma się poczucie władzy i prestiżu?), a z drugiej strony slumsy i bezdomni na ulicach w historycznym centrum.


Miasto, jak już pisałam, nas nie oczarowało. Zabytków jak na lekarstwo, co czasami nie jest dużym minusem, ale niestety nie było fajnego klimatu, więc 2 dni nam wystarczyły, żeby wiedzieć, że pewnie nigdy do SP nie wrócimy.


SP to wieżowce, między które powtykane są nieliczne kolonialne zabytki. Nie powiem, widok z banku Banespa zapiera dech w piersi. Gdzie nie spojrzeć- bezkresne morze wieżowców, wysokich apartamentowców, biurowców… Wjazd darmowy na taras widokowy jest darmowy, ale trzeba pamiętać, że należy się wpisać do rejestru i pokazać dowód tożsamości (może być fotokopia) i że czas na robienie zdjęć i podziwianie panoramy drapaczy chmur jest odliczane z zegarkiem w ręku i po 10 minutach jest się wyganianym.


Zwiedzanie zostało zrealizowane, a raczej odhaczone, przeszliśmy trasę „walking tour” przewodnika LP po centrum. Zobaczyliśmy więc mało imponującą katedrę, Praca da Republica, kolegium Jezuitów, Pinacotecę i muzeum języka portugalskiego oraz Parque do Ibirapuera.


SP to miasto pełne kontrastów, jeśli chodzi o mieszkańców. Można znaleźć przedstawicieli wszystkich chyba krajów, każda z większych grup imigracyjnych odcisnęła jakiś ślad na architekturze/ kuchni, w szczególności liczna mniejszość japońska, tradycyjnie zamieszkująca dzielnicę Libertade.


Sampa (jak pieszczotliwie nazywane jest to miasto-gigant z 11 milionami mieszkańców) to przede wszystkim jedzenie, zakupy i życie nocne. O kulinarnym raju w SP już pisałam, nasze zakupy ze względu na wysokie ceny w Brazylii ograniczyły się do kupna kilku par Havaianas, a życia nocnego nie spróbowaliśmy, bo przyjechaliśmy w ciągu tygodnia, a picie caipirinhi w barze ciężko nazważ imprezowaniem.


Na ostatnie godziny zostawiliśmy sobie spacer po zadbanej Avenida Paulista (nazywaną 5 Aleją Am. Łac), która jest imponująca. Szkło, stal, biurowce, biurowce i biurowce.
Po 2,8 kilometrowym spacerze po jednym z głównych centrum businessowych miasta, uwierzyliśmy, że SP jest najbogatszym miastem w Ameryce Łacińskiej. Pożyczyłam sobie z wikipedii zdjęcie (ostatnie w serii).


Z rodzaju śmiesznych i nie do końca zrozumianych ciekawostek: na każdym przejściu do pieszych w centrum historycznym (zaznaczam, że przejście na pasach i z sygnalizacją świetlną). dodatkowo jest 4 ludzi, którzy mają pomóc przy przechodzeniu. Może samochody ignorowały czerwone światła?


Dla mnie São Paulo to taka betonowa dżungla, z której nie żal wyjechać po 48 godzinach.


If I had to define São Paulo with only one word, it would be a chaos. The second choice is contrasts. SP is a city with the largest private fleet of helicopters (because rich people feel safer in the air, because they can avoid traffic jams, because it gives them power and prestige), on the other hand, there are slums and countless homeless on the streets in the historic center.

As I previously wrote in one of the posts, we weren’t amazed by the city. There are almost no monuments, and when sometimes it isn’t a disadvantage as you can just enjoy the atmosphere, in this case as the city lacks what we call ambience, we just felt obliged to do some sightseeing. After only two days we knew that probably we would never go back to SP again.


SP is full of skyscrapers, and in between you can sometimes find a lost colonial monument. I must admit that the view from the Banespa bank is really breathtaking. Wherever you look, you can see only the endless sea of skyscrapers, tall apartment or office buildings and more builidings ... The entrance is free entrance, you just have to register when entering and show your ID (or a copy), and you can enjoy 10 minutes (really counted) to take photos and admire this remarkable panorama of skyscrapers.


Our sightseeing was realized step by step following Lonely Planer "walking tour" through the center of city. So we saw the cathedral, Praca da Republica, the college of Jesuits, the Pinacoteca, museum of Portuguese language and Parque do Ibirapuera.


SP is a melting pot when it comes to countless nationalities that live here, and the main ethnic groups left a mark on the architecture /cuisine. The most visible is probably the large Japanese community, traditionally living in the district of Libertad.


Sampa (as it is affectionately called this giant city of 11 million habitants) is about three things: eating, shopping and partying. About the culinary paradise in SP I already told you, our shopping was limited to few pair of Havaianas, as prices in Brazil were sky high, and I can’t really talk about the nightlife, as we arrived on Tuesday and left Thursday and drinking caipirinha in a bar can hardly be called partying.


We spent our last hours having a long walk (2,8 kilometers) on the neat Avenida Paulista (called the 5th Avenue of the Latin America). Well, it is impressive and I’ve never been to NY… Glass, steel, office buildings, office buildings commercial centers, and more office buildings.

After this walk through one of the main business centers of the city, we started to actually believe that SP is the richest city in Latin America. I “borrowed” a picture(the last one) from Wikipedia, so you actually can imagine how impressive the avenue is.


Funny story: at each pedestrian crossing in the strict historic center (just to make the whole purpose of them less understandable, there were always both a zebra crossing and traffic light), there were 4 people who were to help pedestrian to cross the street. Maybe cars used to ignore the red light?


For me, Sao Paulo is a concrete jungle, and you have no regret to leave it after only 48 hours.

2 comments:

Pola said...

Ja dla odmiany najlepsze wspomnienia mam z Sao Paulo ;) jedynie miasto z przyjaznymi ludźmi, jedyne miasto gdzie życie po zmierzchu było choć troszkę widoczne! Ciekawa jestem jak to się dzieje, że czasem to samo miejsce wzbudza zupełnie inne odczucia wśród ludzi? :)

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, wspomnienia zaleza od indywidualnych przezyc. My w Rio mielismy znajoma, ktora mieszkala w mini-faweli, gdzie z kolei mieszkali niezwykle mili i sympatyczni i radosci ludzie. A Sao Paulo mnie przygniotlo swoim rozmiarem i chaosem :)

Post a Comment

Sunday, 5 February 2012

Miasto pełne kontrastów/ City of contrasts

Jeśli miałabym określić São Paulo jednym słowem- chaos. Drugi pewnie byłyby kontrasty. SP to miasto z największą prywatną flotą helikopterów (bo bezpieczniej w powietrzu, bo unika się korków, bo ma się poczucie władzy i prestiżu?), a z drugiej strony slumsy i bezdomni na ulicach w historycznym centrum.


Miasto, jak już pisałam, nas nie oczarowało. Zabytków jak na lekarstwo, co czasami nie jest dużym minusem, ale niestety nie było fajnego klimatu, więc 2 dni nam wystarczyły, żeby wiedzieć, że pewnie nigdy do SP nie wrócimy.


SP to wieżowce, między które powtykane są nieliczne kolonialne zabytki. Nie powiem, widok z banku Banespa zapiera dech w piersi. Gdzie nie spojrzeć- bezkresne morze wieżowców, wysokich apartamentowców, biurowców… Wjazd darmowy na taras widokowy jest darmowy, ale trzeba pamiętać, że należy się wpisać do rejestru i pokazać dowód tożsamości (może być fotokopia) i że czas na robienie zdjęć i podziwianie panoramy drapaczy chmur jest odliczane z zegarkiem w ręku i po 10 minutach jest się wyganianym.


Zwiedzanie zostało zrealizowane, a raczej odhaczone, przeszliśmy trasę „walking tour” przewodnika LP po centrum. Zobaczyliśmy więc mało imponującą katedrę, Praca da Republica, kolegium Jezuitów, Pinacotecę i muzeum języka portugalskiego oraz Parque do Ibirapuera.


SP to miasto pełne kontrastów, jeśli chodzi o mieszkańców. Można znaleźć przedstawicieli wszystkich chyba krajów, każda z większych grup imigracyjnych odcisnęła jakiś ślad na architekturze/ kuchni, w szczególności liczna mniejszość japońska, tradycyjnie zamieszkująca dzielnicę Libertade.


Sampa (jak pieszczotliwie nazywane jest to miasto-gigant z 11 milionami mieszkańców) to przede wszystkim jedzenie, zakupy i życie nocne. O kulinarnym raju w SP już pisałam, nasze zakupy ze względu na wysokie ceny w Brazylii ograniczyły się do kupna kilku par Havaianas, a życia nocnego nie spróbowaliśmy, bo przyjechaliśmy w ciągu tygodnia, a picie caipirinhi w barze ciężko nazważ imprezowaniem.


Na ostatnie godziny zostawiliśmy sobie spacer po zadbanej Avenida Paulista (nazywaną 5 Aleją Am. Łac), która jest imponująca. Szkło, stal, biurowce, biurowce i biurowce.
Po 2,8 kilometrowym spacerze po jednym z głównych centrum businessowych miasta, uwierzyliśmy, że SP jest najbogatszym miastem w Ameryce Łacińskiej. Pożyczyłam sobie z wikipedii zdjęcie (ostatnie w serii).


Z rodzaju śmiesznych i nie do końca zrozumianych ciekawostek: na każdym przejściu do pieszych w centrum historycznym (zaznaczam, że przejście na pasach i z sygnalizacją świetlną). dodatkowo jest 4 ludzi, którzy mają pomóc przy przechodzeniu. Może samochody ignorowały czerwone światła?


Dla mnie São Paulo to taka betonowa dżungla, z której nie żal wyjechać po 48 godzinach.


If I had to define São Paulo with only one word, it would be a chaos. The second choice is contrasts. SP is a city with the largest private fleet of helicopters (because rich people feel safer in the air, because they can avoid traffic jams, because it gives them power and prestige), on the other hand, there are slums and countless homeless on the streets in the historic center.

As I previously wrote in one of the posts, we weren’t amazed by the city. There are almost no monuments, and when sometimes it isn’t a disadvantage as you can just enjoy the atmosphere, in this case as the city lacks what we call ambience, we just felt obliged to do some sightseeing. After only two days we knew that probably we would never go back to SP again.


SP is full of skyscrapers, and in between you can sometimes find a lost colonial monument. I must admit that the view from the Banespa bank is really breathtaking. Wherever you look, you can see only the endless sea of skyscrapers, tall apartment or office buildings and more builidings ... The entrance is free entrance, you just have to register when entering and show your ID (or a copy), and you can enjoy 10 minutes (really counted) to take photos and admire this remarkable panorama of skyscrapers.


Our sightseeing was realized step by step following Lonely Planer "walking tour" through the center of city. So we saw the cathedral, Praca da Republica, the college of Jesuits, the Pinacoteca, museum of Portuguese language and Parque do Ibirapuera.


SP is a melting pot when it comes to countless nationalities that live here, and the main ethnic groups left a mark on the architecture /cuisine. The most visible is probably the large Japanese community, traditionally living in the district of Libertad.


Sampa (as it is affectionately called this giant city of 11 million habitants) is about three things: eating, shopping and partying. About the culinary paradise in SP I already told you, our shopping was limited to few pair of Havaianas, as prices in Brazil were sky high, and I can’t really talk about the nightlife, as we arrived on Tuesday and left Thursday and drinking caipirinha in a bar can hardly be called partying.


We spent our last hours having a long walk (2,8 kilometers) on the neat Avenida Paulista (called the 5th Avenue of the Latin America). Well, it is impressive and I’ve never been to NY… Glass, steel, office buildings, office buildings commercial centers, and more office buildings.

After this walk through one of the main business centers of the city, we started to actually believe that SP is the richest city in Latin America. I “borrowed” a picture(the last one) from Wikipedia, so you actually can imagine how impressive the avenue is.


Funny story: at each pedestrian crossing in the strict historic center (just to make the whole purpose of them less understandable, there were always both a zebra crossing and traffic light), there were 4 people who were to help pedestrian to cross the street. Maybe cars used to ignore the red light?


For me, Sao Paulo is a concrete jungle, and you have no regret to leave it after only 48 hours.

2 comments:

Pola said...

Ja dla odmiany najlepsze wspomnienia mam z Sao Paulo ;) jedynie miasto z przyjaznymi ludźmi, jedyne miasto gdzie życie po zmierzchu było choć troszkę widoczne! Ciekawa jestem jak to się dzieje, że czasem to samo miejsce wzbudza zupełnie inne odczucia wśród ludzi? :)

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, wspomnienia zaleza od indywidualnych przezyc. My w Rio mielismy znajoma, ktora mieszkala w mini-faweli, gdzie z kolei mieszkali niezwykle mili i sympatyczni i radosci ludzie. A Sao Paulo mnie przygniotlo swoim rozmiarem i chaosem :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email