Thursday, 30 December 2010

Boże Narodzenie zdominowane przez dorsza/ Christmas dominated by codfish

W tym roku w Boże Narodzenie zamiast karpia i barszczu z uszkami miałam dorsza. Tak jak przewidziała Magda, jadłam dorsza chyba z 3 dni z rzędu, każdego dnia przygotowany inaczej, bo jak wiecie Portugalczycy mają 364 przepisy na dania z dorsza, jeden na każdy dzień roku. Dorsz to nie jedyne odstępstwo od tradycyjnego dla mnie obrazu Świąt. Były to dla mnie pierwsze święta spędzone na obczyźnie, po raz pierwszy z dala od rodziny, nie miałam nawet okazji złożyć życzeń przez skypa i zobaczyć, jaką dekorację stołu przygotowała Magda w tym roku. Dołączyliśmy z Nuno do tysięcy emigrantów, którzy mieli problemy z dotarciem na czas na wieczerzę Wigilijną. To nie śnieg, ale moja praca (nie mogłam się dobłagać dnia wolnego) była przyczyną całego zamieszania, lecieliśmy do Lizbony, skąd mieliśmy pociągiem lub autobusem dojechać do Porto. Jednak samolot się spóźnił, w efekcie nie było już żadnych połączeń. Cudem dostaliśmy ostatnie bilety na samolot do Porto, lot półgodzinny, cena wygórowana (lepiej nie wspominać, cieszymy się, że nie musieliśmy spędzić świąt na lotnisku), jak dolecieliśmy musieliśmy zmierzyć się z kolejną przeciwnością losu, brakiem taksówek (cóż, taksówkarze też chcieli zjeść swojego dorsza).


Udało nam się jednak dotrzeć do domu Nuno, gdzie jego biedni rodzice czekali na nas z kolacją, udało nam się zacząć jeść przed północą. Na szczęście nie ma tradycji 12 dań, bo byśmy nie dali rady. Na każdym wigilijnym stole w Portugalii obowiązkowo musi pojawić się dorsz, tym razem - bacalhau de consoada- gotowany, z ziemniakami i kapustą.
Czyli zamiast karpia- dorsz, zamiast barszczu, wino musujące, a zamiast makowca, keksu mieliśmy pudding, rabanadas (grzanki moczone w słodkim mleku i obsmażone i podawane z cynamonem), aletria (słodki cienki makaron zapiekany z jajkami i cynamonem) i bolo-rei (ciasto królewskie z bakaliami i owocami kandyzowanymi). I sernik, który przeżył podróż 2 samolotami i stanowił mój domowy akcent.




Potem przyszła pora na wino porto i prezenty. Tata Nuno wyciągnął z szafy świecącą czapkę Mikołaja i dzielnie odgrywał jego rolę.
Drugi dzień świąt to okazja do rodzinnego obiadu, w większym gronie i przy indyku, zamiast dorsza (dorsz był za to na kolację). Była babcia Nuno, jego brat z żoną oraz synkiem i my.




Tak więc w tym roku brak wpisu o tym, jak Hiszpanie obchodzą Boże Narodzenie, kto wie, może w przyszłym roku wyprawimy tutaj Wigilię? Chociaż pewnie będę tęsknić za białymi świętami i miodownikiem mamy, żeby spędzić święta dwa razy pod rząd poza domem.




This year at Christmas instead of carp and barszcz (beetroot soup), I ate codfish. As Magda had correctly predicted, I ate cod three days in a row. Every time it was prepared in a different way, cause as you know Portuguese have 364 ways to prepare cod, One for each day of the year. Cod wasn’t the only difference between Polish traditional Christmas celebrations and Portuguese ones. It was the first Christmas I spent away from my family, in another country, I couldn’t even connect skype to wish my family a Merry Xmas and see how Magda decorated the table this year. We were one of thousands immigrants who had trouble getting home for Christmas this year. In our case, it wasn’t the snow, but my work (they were resistant to my begging and wouldn’t give me day off), so we had to fly to Lisbon, take train or bus to Porto. Unfortunately our flight was delayed, so once we arrived to Lisbon, there wasn’t any bus or train that we could take. Miraculously, we bought the last tickets (highly overpriced, but at least we didn’t have to spend the Christmas Eve at the airport) for the flight to Porto. When we landed, there was no taxi, well, we should have predicted that taxi drivers also had to eat their bacalhau.


Finally, we reached Nuno’s home, where his poor parents were waiting for us to eat dinner, we started eating few minutes before midnight. Fortunately, they don’t have a tradition to prepare 12 dishes, cause it would have been too much. A Portuguese tradition is to eat codfish, so in every home it is the main dish- bacalhau de consoada-boiled cod with potatoes and cabbage.
So instead of carp, I had cod, instead of barszcz, we drunk sparkling wine, and for dessert instead of poppyseed cake poppy seed, we had pudding, rabanadas (toast soaked in sweet milk, coated in egg and fried and served with cinnamon), aletria (sweet fried thin noodles with eggs and cinnamon) and bolo-rei (king cake with raisins, various nuts, and crystallized fruit). And cheesecake, which survived 2 planes trip and was my contribution and something we traditionally always have for Christmas at home.




After the dinner, it was time for some porto wine and presents. Nuno’s dad found somewhere a Santa hat and was distributing the presents.
The second day of Christmas was a perfect occasion for a bigger family reunion (Nuno’s grandma, brother and his wife and their baby). This time for lunch Nuno’s mum served turkey (but yes, we had cod for dinner).




So this year, there is no post about how Christmas is celebrated here in Spain. Who knows, maybe next year we will host Christmas in Barcelona? Although I will probably miss a white Christmas and my mum’s honey cake....

Thursday, 23 December 2010

Świąteczne odsłona Barcelony/ Christmas look of Barcelona

Szaleństwo przedświąteczne w pełni, na ulicach tłumy, supermarkety pełne kupujących na ostatni moment prezenty. Dziwnie wyludniona Rambla, tłumy się przeniosły na zakupy chyba i świąteczne jarmarki, które tworzą świąteczną atmosferę już od początku grudnia. Witryny sklepowe również przybrały świąteczny wygląd. W Corte Ingles na pl. Catalunya jest wielka wystawa świątecznych misiów z różnych krajów.



60 kilometrów ulic w Barcelonie jest udekorowanych w tym roku światełkami, które zapalane są od godziny 18.10 do 22, w soboty i niedziele (oraz 24, 25 i 26 grudnia i 5 stycznia) oświetlenie można podziwiać do 1 w nocy. A 6 stycznia, po paradzie Trzech Króli dekoracje są zdejmowane.





“I feel it in my fingers, I feel it in my toes, Christmas is all around me” or rather pre-Christmas madness. It seems that all the people decided to go shopping for last moment presents, so it is better to stay away from supermarkets and shopping centers if possible. Instead you can go to strangely deserted Rambla, it seems that almost everyone prefers a Christmas fair or shopping center on this time of the year. Shop windows are decorated to create Xmas atmosphere and make people spend more money, but the one in Corte Ingles on Pl. Catalunya representing teddy bears from various countries in their festive outfits is actually a really nice decoration.



This year, 60 km of streets in Barcelona, have Christmas lights that are turned on from 6.10 pm to 10 pm and on Saturdays and Sundays (and 24, 25 and 26 December and 5 January) you can admire the illuminations till 1 am. But be fast, cause it will be all removed on the 6th January, right after Three Kings parade.



Sunday, 19 December 2010

Pierniczki/ Gingerbread cookies

Ostatnie posty były o tradycjach katalońskich. Dziś czas na polski element, bo trochę mi brakuje atmosfery przedświątecznej. Nie ma śniegu, nie ma rodziny, z kuchni nie dochodzą żadne zapachy, nie trzeba robić generalnego sprzątania, nie czuję jakoś, że za niecały tydzień już Święta. Żeby jakoś wykreować świąteczną atmosferę umówiłyśmy się z Olgą (zaczęłyśmy pracować tego samego dnia, na tym samym stanowisku, z tym, że Olga w teamie polskim, a ja portugalskim) na wspólne pieczenie pierniczków. Jest to zajęcie bardziej skomplikowane niż w Polsce, ponieważ wymaga dość długich przygotować. Trzeba wszak kupić wszystko, od foremek, po przyprawę piernikową. Na szczęście jest polski sklep (przyprawa piernikowa) i chińczyk (foremki). Oraz zapał nasz i przymrużenie oka- ciasto za mało mąki miało (ale nie mieliśmy więcej na stanie), nie dało się wałkować, przywierało więc do butelki, która z braku wałka była wałkiem, nie było cukru pudru, więc lukier taki przeźroczysty był, ale przynajmniej się posypka jakoś trzymała. Na ozdabianie byłyśmy już za zmęczone, do tego nasi Latynosi (chłopak Olgi jest Hiszpanem) by dużo dłużej nie mogli wytrzymać. Pierniczki zostały zjedzone prawie w całości w jeden wieczór, mimo, że wcześniej zjedliśmy dość pożywną kolacje u Wietnamczyka. Atmosferę świąteczną dopełniały kolędy polskie, hiszpańskie i portugalskie.




W tym roku nie będzie dla mnie polskich tradycji, polskich potraw, bo święta w tym roku spędzam z Nuno i jego rodziną, więc zapach pierniczków choć na chwilę wprowadził mnie w świąteczną atmosferę.



Recently I was reading and writing about Xmas traditions in Catalonia. It made me miss some Polish element, something home related. I somehow miss Xmas preparations, there is no snow, no family, smell of my mum’s cooking is not filling the entire house, no need for general cleaning, in another words, I don’t feel that in less than one week it is already Christmas Eve. We decided with Olga (we started working on the same day, at the same position, Olga for the Polish team, and me for the Portuguese one) that we need to somehow Create a Christmas Atmosphere ourselves. That is how we ended up baking gingerbread cookies at Olga’s place. It was more complicated than in Poland, as it required some preparation, we had to buy everything, starting with cookie cutters, and gingerbread spice mixture. Fortunately, there is a Polish shop (spice mixture) and a Chinese one(cookie cutters). We were enthusiastic about the whole baking things so we didn’t care that the dough hadn’t have enough flour (we run out of it and didn’t want to ask the guys to buy more), so it stuck to the wine bottle (we it was our rolling pin), we didn’t have icing sugar, so the icing was transparent instead of white, but at least it made sprinkles stay on the cookies. We only glued sprinkles on gingerbread cookies, so comparing with nicely decorated ones that usually are baked for Xmas in Poland, our were miserable. Maybe it was better we hadn’t wasted time for decoration, as they were almost entirely eaten in one evening by our Latino boyfriends (Olga’s bf is Spanish), even though we had gone for dinner to a Vietnamese place and were quite full. To add even some more holiday atmosphere, we listened to some carols, Polish, Spanish and Portuguese ones.




This year I am not going home for Christmas, so it means spending Christmas without Polish food or Polish traditions, instead I will eat bacalhau and see how Nuno’s family celebratesNatal. And till then, smell of gingerbread cookies put me in the Christmas mood.

Thursday, 16 December 2010

Świąteczny klasyk, caga tío/ Xmas classic, caga tío

Święta w Hiszpanii obchodzi się inaczej niż w Polsce, inne są zwyczaje, tradycyjne dania. Jedną z różnic jest to, że w Hiszpanii nie Gwiazdor czy Mikołaj przynosi dzieciom prezenty, ale Trzej Królowie 6 stycznia. Teraz tradycja się trochę zmienia, dzieci obdarowuje się 24- Papa Noel i 6- Trzej Królowie (jednego dnia większe prezenty, a potem tylko słodycze, albo na odwrót, w zależności od rodziny).

Kolejnym ciekawym zwyczajem katalońskim jest caga tío (czyli dosłownie sraj wujku). Jeśli ktoś czytał uważnie posta o caganerach (wydaje się, że w Katalonii mają jakąś obsesję na temat postaci wypróżniających się), mógł zauważyć pieńki z wymalowaną twarzą. To jest właśnie Caga Tio. 8 grudnia w każdym katalońskim domu pojawia się taki pniak (tradycyjnie ojciec chrzestny obdarowuje chrześniaka pniakiem, który z jednej strony ma nóżki i wymalowany uśmiech, na głowie czerwoną czapeczkę- miniaturę tradycyjnej katalońskiej berretina, a z drugiej wydrążony otwór).



Do Wigilii dzieci muszą się troszczyć o Caga Tio, żeby mu było ciepło, przykrywają go kocykiem, karmią go przez cały adwent, więc Caga Tio rośnie (nocą rodzice wymieniają go na większy model przy okazji usuwają smakołyki, którymi pociechy dokarmiają pieniek). Jeśli dzieci troszczą się o niego, Caga Tio zamieni się w magiczny pniaczek, który w Wigilię „wydali” słodycze i małe prezenty. Przed cały adwent dzieci starały się jak najwięcej dać mu do zjedzenia, o jak mówi stare katalońskie przysłowie: „Srający Pień nie wysra więcej niż zje”



Nie da jednak prezentów bez bicia, wali się pniaka kijem, śpiewając przy tym wesoło piosenkę „Caga Tio” (jest wiele wersji, poniżej jedna z nich).

caga tió, wydalaj pieńku
caga torró, wydal turrona
avellanes i mató, orzechy i ser
si no cagues bé jak nie wydalisz dobrze
et daré un cop de bastó. Uderzę cię kijem
caga tió! wydalaj pieńku


Caga tió, Sraj pieńku
Tió de Nadal, Pieńku świąteczny
No caguis a rengades, Nie wysraj nam śledzi
Que són massa salades bo są za słone
Caga torrons wysraj nam turrony
Que són més bons!" są smaczniejsze



W sklepach czy jarmarkach świątecznych można znaleźć Caga Tio w różnych rozmiarach, rozmiar jest ważny, bowiem dzieci wierzą, że jak go dokarmiają, to on rośnie (dlatego rodzice kupują kilka wersji rozmiarowych).Tradycyjnie przez dekady chodziło się do lasu i tam znajdowało się odpowiedni pieniek, ale dziś jest po prostu wygodniej pójść do supermarketu.

O tym jak popularna to tradycja świadczy, że powstał nawet skecz na ten temat w Cracovia, czyli programu telewizji katalońskiej, w której wyśmiewają się z gwiazd piłki nożnej.




Every country has its own Christmas traditions, typical plates to eat during this time. In Spain, for example, it is not Saint Nicolas or Santa Claus, but the Three Kings on the 6th of January that bring presents to children. Well, now the tradition has been changed a bit, so they are given presents on the 24th December by Papa Noel and then on the 6th January by the Three Kings (depending on the family, either Papa Noel brings bigger presents and the Three Wise Men only sweets and small gifts, or the other way round).

In Catalonia, there is yet another tradition related to who brings presents, and quite strange one- Caga Tío (literally pooping uncle). In the previous post about caganers (it seems that Catalan people have some strange obsession about pooping caracters), you could see some logs with a smiley face. This is Caga Tío, which makes his appearance in every house in Catalonia on the 8th of December. Traditionally it is a godfather who gives his godchildren this piece of tree trunk, that on one side has small legs, painted smile and little red cap (a miniature of the traditional Catalan barretina), and on the other side- a hole.



Till Christmas Eve children must take care of Caga Tío, they cover him with a blanket, to make sure he is warm, they feed him during Advent so he grows (at night parents change it for the bigger log and remove the sweets that children left for Caga Tío to eat). If a child takes really good care of him, Caga Tío turns into a magica log and on Christmas Eve poo sweets and small gifts. Children try to give him as much to eat as possible during the whole Advent, cause according to old Catalan proverb: “Pooping log can’t poop more than he has eaten”.



And he won’t poop sweets without being forced to, you have to hit him with a stick, while singing some cheerful song (there are many version, below some of them):

caga tió, poop log,
caga torró, poop turrón,
avellanes i mató, hazelnuts and cottage cheese,
si no cagues bé if you don't poop well,
et daré un cop de bastó. I'll hit you with a stick,
caga tió! poop log!

Caga tió, Poop log
Tió de Nadal, Christmas log
No caguis arengades, Don’t poop herrings
Que són massa salades they are too salty
Caga torrons poop turrons
Que són més bons!" they are more tasty



You can find Caga Tío in different sizes, the size is important cause children believe that they grow when being fed well, so parents have to buy them smaller and bigger to nourish this belief. Traditionally one would just go to the forest and pick a log, now it is more convenient to go to the supermarket or a fair.

Thursday, 30 December 2010

Boże Narodzenie zdominowane przez dorsza/ Christmas dominated by codfish

W tym roku w Boże Narodzenie zamiast karpia i barszczu z uszkami miałam dorsza. Tak jak przewidziała Magda, jadłam dorsza chyba z 3 dni z rzędu, każdego dnia przygotowany inaczej, bo jak wiecie Portugalczycy mają 364 przepisy na dania z dorsza, jeden na każdy dzień roku. Dorsz to nie jedyne odstępstwo od tradycyjnego dla mnie obrazu Świąt. Były to dla mnie pierwsze święta spędzone na obczyźnie, po raz pierwszy z dala od rodziny, nie miałam nawet okazji złożyć życzeń przez skypa i zobaczyć, jaką dekorację stołu przygotowała Magda w tym roku. Dołączyliśmy z Nuno do tysięcy emigrantów, którzy mieli problemy z dotarciem na czas na wieczerzę Wigilijną. To nie śnieg, ale moja praca (nie mogłam się dobłagać dnia wolnego) była przyczyną całego zamieszania, lecieliśmy do Lizbony, skąd mieliśmy pociągiem lub autobusem dojechać do Porto. Jednak samolot się spóźnił, w efekcie nie było już żadnych połączeń. Cudem dostaliśmy ostatnie bilety na samolot do Porto, lot półgodzinny, cena wygórowana (lepiej nie wspominać, cieszymy się, że nie musieliśmy spędzić świąt na lotnisku), jak dolecieliśmy musieliśmy zmierzyć się z kolejną przeciwnością losu, brakiem taksówek (cóż, taksówkarze też chcieli zjeść swojego dorsza).


Udało nam się jednak dotrzeć do domu Nuno, gdzie jego biedni rodzice czekali na nas z kolacją, udało nam się zacząć jeść przed północą. Na szczęście nie ma tradycji 12 dań, bo byśmy nie dali rady. Na każdym wigilijnym stole w Portugalii obowiązkowo musi pojawić się dorsz, tym razem - bacalhau de consoada- gotowany, z ziemniakami i kapustą.
Czyli zamiast karpia- dorsz, zamiast barszczu, wino musujące, a zamiast makowca, keksu mieliśmy pudding, rabanadas (grzanki moczone w słodkim mleku i obsmażone i podawane z cynamonem), aletria (słodki cienki makaron zapiekany z jajkami i cynamonem) i bolo-rei (ciasto królewskie z bakaliami i owocami kandyzowanymi). I sernik, który przeżył podróż 2 samolotami i stanowił mój domowy akcent.




Potem przyszła pora na wino porto i prezenty. Tata Nuno wyciągnął z szafy świecącą czapkę Mikołaja i dzielnie odgrywał jego rolę.
Drugi dzień świąt to okazja do rodzinnego obiadu, w większym gronie i przy indyku, zamiast dorsza (dorsz był za to na kolację). Była babcia Nuno, jego brat z żoną oraz synkiem i my.




Tak więc w tym roku brak wpisu o tym, jak Hiszpanie obchodzą Boże Narodzenie, kto wie, może w przyszłym roku wyprawimy tutaj Wigilię? Chociaż pewnie będę tęsknić za białymi świętami i miodownikiem mamy, żeby spędzić święta dwa razy pod rząd poza domem.




This year at Christmas instead of carp and barszcz (beetroot soup), I ate codfish. As Magda had correctly predicted, I ate cod three days in a row. Every time it was prepared in a different way, cause as you know Portuguese have 364 ways to prepare cod, One for each day of the year. Cod wasn’t the only difference between Polish traditional Christmas celebrations and Portuguese ones. It was the first Christmas I spent away from my family, in another country, I couldn’t even connect skype to wish my family a Merry Xmas and see how Magda decorated the table this year. We were one of thousands immigrants who had trouble getting home for Christmas this year. In our case, it wasn’t the snow, but my work (they were resistant to my begging and wouldn’t give me day off), so we had to fly to Lisbon, take train or bus to Porto. Unfortunately our flight was delayed, so once we arrived to Lisbon, there wasn’t any bus or train that we could take. Miraculously, we bought the last tickets (highly overpriced, but at least we didn’t have to spend the Christmas Eve at the airport) for the flight to Porto. When we landed, there was no taxi, well, we should have predicted that taxi drivers also had to eat their bacalhau.


Finally, we reached Nuno’s home, where his poor parents were waiting for us to eat dinner, we started eating few minutes before midnight. Fortunately, they don’t have a tradition to prepare 12 dishes, cause it would have been too much. A Portuguese tradition is to eat codfish, so in every home it is the main dish- bacalhau de consoada-boiled cod with potatoes and cabbage.
So instead of carp, I had cod, instead of barszcz, we drunk sparkling wine, and for dessert instead of poppyseed cake poppy seed, we had pudding, rabanadas (toast soaked in sweet milk, coated in egg and fried and served with cinnamon), aletria (sweet fried thin noodles with eggs and cinnamon) and bolo-rei (king cake with raisins, various nuts, and crystallized fruit). And cheesecake, which survived 2 planes trip and was my contribution and something we traditionally always have for Christmas at home.




After the dinner, it was time for some porto wine and presents. Nuno’s dad found somewhere a Santa hat and was distributing the presents.
The second day of Christmas was a perfect occasion for a bigger family reunion (Nuno’s grandma, brother and his wife and their baby). This time for lunch Nuno’s mum served turkey (but yes, we had cod for dinner).




So this year, there is no post about how Christmas is celebrated here in Spain. Who knows, maybe next year we will host Christmas in Barcelona? Although I will probably miss a white Christmas and my mum’s honey cake....

Thursday, 23 December 2010

Świąteczne odsłona Barcelony/ Christmas look of Barcelona

Szaleństwo przedświąteczne w pełni, na ulicach tłumy, supermarkety pełne kupujących na ostatni moment prezenty. Dziwnie wyludniona Rambla, tłumy się przeniosły na zakupy chyba i świąteczne jarmarki, które tworzą świąteczną atmosferę już od początku grudnia. Witryny sklepowe również przybrały świąteczny wygląd. W Corte Ingles na pl. Catalunya jest wielka wystawa świątecznych misiów z różnych krajów.



60 kilometrów ulic w Barcelonie jest udekorowanych w tym roku światełkami, które zapalane są od godziny 18.10 do 22, w soboty i niedziele (oraz 24, 25 i 26 grudnia i 5 stycznia) oświetlenie można podziwiać do 1 w nocy. A 6 stycznia, po paradzie Trzech Króli dekoracje są zdejmowane.





“I feel it in my fingers, I feel it in my toes, Christmas is all around me” or rather pre-Christmas madness. It seems that all the people decided to go shopping for last moment presents, so it is better to stay away from supermarkets and shopping centers if possible. Instead you can go to strangely deserted Rambla, it seems that almost everyone prefers a Christmas fair or shopping center on this time of the year. Shop windows are decorated to create Xmas atmosphere and make people spend more money, but the one in Corte Ingles on Pl. Catalunya representing teddy bears from various countries in their festive outfits is actually a really nice decoration.



This year, 60 km of streets in Barcelona, have Christmas lights that are turned on from 6.10 pm to 10 pm and on Saturdays and Sundays (and 24, 25 and 26 December and 5 January) you can admire the illuminations till 1 am. But be fast, cause it will be all removed on the 6th January, right after Three Kings parade.



Sunday, 19 December 2010

Pierniczki/ Gingerbread cookies

Ostatnie posty były o tradycjach katalońskich. Dziś czas na polski element, bo trochę mi brakuje atmosfery przedświątecznej. Nie ma śniegu, nie ma rodziny, z kuchni nie dochodzą żadne zapachy, nie trzeba robić generalnego sprzątania, nie czuję jakoś, że za niecały tydzień już Święta. Żeby jakoś wykreować świąteczną atmosferę umówiłyśmy się z Olgą (zaczęłyśmy pracować tego samego dnia, na tym samym stanowisku, z tym, że Olga w teamie polskim, a ja portugalskim) na wspólne pieczenie pierniczków. Jest to zajęcie bardziej skomplikowane niż w Polsce, ponieważ wymaga dość długich przygotować. Trzeba wszak kupić wszystko, od foremek, po przyprawę piernikową. Na szczęście jest polski sklep (przyprawa piernikowa) i chińczyk (foremki). Oraz zapał nasz i przymrużenie oka- ciasto za mało mąki miało (ale nie mieliśmy więcej na stanie), nie dało się wałkować, przywierało więc do butelki, która z braku wałka była wałkiem, nie było cukru pudru, więc lukier taki przeźroczysty był, ale przynajmniej się posypka jakoś trzymała. Na ozdabianie byłyśmy już za zmęczone, do tego nasi Latynosi (chłopak Olgi jest Hiszpanem) by dużo dłużej nie mogli wytrzymać. Pierniczki zostały zjedzone prawie w całości w jeden wieczór, mimo, że wcześniej zjedliśmy dość pożywną kolacje u Wietnamczyka. Atmosferę świąteczną dopełniały kolędy polskie, hiszpańskie i portugalskie.




W tym roku nie będzie dla mnie polskich tradycji, polskich potraw, bo święta w tym roku spędzam z Nuno i jego rodziną, więc zapach pierniczków choć na chwilę wprowadził mnie w świąteczną atmosferę.



Recently I was reading and writing about Xmas traditions in Catalonia. It made me miss some Polish element, something home related. I somehow miss Xmas preparations, there is no snow, no family, smell of my mum’s cooking is not filling the entire house, no need for general cleaning, in another words, I don’t feel that in less than one week it is already Christmas Eve. We decided with Olga (we started working on the same day, at the same position, Olga for the Polish team, and me for the Portuguese one) that we need to somehow Create a Christmas Atmosphere ourselves. That is how we ended up baking gingerbread cookies at Olga’s place. It was more complicated than in Poland, as it required some preparation, we had to buy everything, starting with cookie cutters, and gingerbread spice mixture. Fortunately, there is a Polish shop (spice mixture) and a Chinese one(cookie cutters). We were enthusiastic about the whole baking things so we didn’t care that the dough hadn’t have enough flour (we run out of it and didn’t want to ask the guys to buy more), so it stuck to the wine bottle (we it was our rolling pin), we didn’t have icing sugar, so the icing was transparent instead of white, but at least it made sprinkles stay on the cookies. We only glued sprinkles on gingerbread cookies, so comparing with nicely decorated ones that usually are baked for Xmas in Poland, our were miserable. Maybe it was better we hadn’t wasted time for decoration, as they were almost entirely eaten in one evening by our Latino boyfriends (Olga’s bf is Spanish), even though we had gone for dinner to a Vietnamese place and were quite full. To add even some more holiday atmosphere, we listened to some carols, Polish, Spanish and Portuguese ones.




This year I am not going home for Christmas, so it means spending Christmas without Polish food or Polish traditions, instead I will eat bacalhau and see how Nuno’s family celebratesNatal. And till then, smell of gingerbread cookies put me in the Christmas mood.

Thursday, 16 December 2010

Świąteczny klasyk, caga tío/ Xmas classic, caga tío

Święta w Hiszpanii obchodzi się inaczej niż w Polsce, inne są zwyczaje, tradycyjne dania. Jedną z różnic jest to, że w Hiszpanii nie Gwiazdor czy Mikołaj przynosi dzieciom prezenty, ale Trzej Królowie 6 stycznia. Teraz tradycja się trochę zmienia, dzieci obdarowuje się 24- Papa Noel i 6- Trzej Królowie (jednego dnia większe prezenty, a potem tylko słodycze, albo na odwrót, w zależności od rodziny).

Kolejnym ciekawym zwyczajem katalońskim jest caga tío (czyli dosłownie sraj wujku). Jeśli ktoś czytał uważnie posta o caganerach (wydaje się, że w Katalonii mają jakąś obsesję na temat postaci wypróżniających się), mógł zauważyć pieńki z wymalowaną twarzą. To jest właśnie Caga Tio. 8 grudnia w każdym katalońskim domu pojawia się taki pniak (tradycyjnie ojciec chrzestny obdarowuje chrześniaka pniakiem, który z jednej strony ma nóżki i wymalowany uśmiech, na głowie czerwoną czapeczkę- miniaturę tradycyjnej katalońskiej berretina, a z drugiej wydrążony otwór).



Do Wigilii dzieci muszą się troszczyć o Caga Tio, żeby mu było ciepło, przykrywają go kocykiem, karmią go przez cały adwent, więc Caga Tio rośnie (nocą rodzice wymieniają go na większy model przy okazji usuwają smakołyki, którymi pociechy dokarmiają pieniek). Jeśli dzieci troszczą się o niego, Caga Tio zamieni się w magiczny pniaczek, który w Wigilię „wydali” słodycze i małe prezenty. Przed cały adwent dzieci starały się jak najwięcej dać mu do zjedzenia, o jak mówi stare katalońskie przysłowie: „Srający Pień nie wysra więcej niż zje”



Nie da jednak prezentów bez bicia, wali się pniaka kijem, śpiewając przy tym wesoło piosenkę „Caga Tio” (jest wiele wersji, poniżej jedna z nich).

caga tió, wydalaj pieńku
caga torró, wydal turrona
avellanes i mató, orzechy i ser
si no cagues bé jak nie wydalisz dobrze
et daré un cop de bastó. Uderzę cię kijem
caga tió! wydalaj pieńku


Caga tió, Sraj pieńku
Tió de Nadal, Pieńku świąteczny
No caguis a rengades, Nie wysraj nam śledzi
Que són massa salades bo są za słone
Caga torrons wysraj nam turrony
Que són més bons!" są smaczniejsze



W sklepach czy jarmarkach świątecznych można znaleźć Caga Tio w różnych rozmiarach, rozmiar jest ważny, bowiem dzieci wierzą, że jak go dokarmiają, to on rośnie (dlatego rodzice kupują kilka wersji rozmiarowych).Tradycyjnie przez dekady chodziło się do lasu i tam znajdowało się odpowiedni pieniek, ale dziś jest po prostu wygodniej pójść do supermarketu.

O tym jak popularna to tradycja świadczy, że powstał nawet skecz na ten temat w Cracovia, czyli programu telewizji katalońskiej, w której wyśmiewają się z gwiazd piłki nożnej.




Every country has its own Christmas traditions, typical plates to eat during this time. In Spain, for example, it is not Saint Nicolas or Santa Claus, but the Three Kings on the 6th of January that bring presents to children. Well, now the tradition has been changed a bit, so they are given presents on the 24th December by Papa Noel and then on the 6th January by the Three Kings (depending on the family, either Papa Noel brings bigger presents and the Three Wise Men only sweets and small gifts, or the other way round).

In Catalonia, there is yet another tradition related to who brings presents, and quite strange one- Caga Tío (literally pooping uncle). In the previous post about caganers (it seems that Catalan people have some strange obsession about pooping caracters), you could see some logs with a smiley face. This is Caga Tío, which makes his appearance in every house in Catalonia on the 8th of December. Traditionally it is a godfather who gives his godchildren this piece of tree trunk, that on one side has small legs, painted smile and little red cap (a miniature of the traditional Catalan barretina), and on the other side- a hole.



Till Christmas Eve children must take care of Caga Tío, they cover him with a blanket, to make sure he is warm, they feed him during Advent so he grows (at night parents change it for the bigger log and remove the sweets that children left for Caga Tío to eat). If a child takes really good care of him, Caga Tío turns into a magica log and on Christmas Eve poo sweets and small gifts. Children try to give him as much to eat as possible during the whole Advent, cause according to old Catalan proverb: “Pooping log can’t poop more than he has eaten”.



And he won’t poop sweets without being forced to, you have to hit him with a stick, while singing some cheerful song (there are many version, below some of them):

caga tió, poop log,
caga torró, poop turrón,
avellanes i mató, hazelnuts and cottage cheese,
si no cagues bé if you don't poop well,
et daré un cop de bastó. I'll hit you with a stick,
caga tió! poop log!

Caga tió, Poop log
Tió de Nadal, Christmas log
No caguis arengades, Don’t poop herrings
Que són massa salades they are too salty
Caga torrons poop turrons
Que són més bons!" they are more tasty



You can find Caga Tío in different sizes, the size is important cause children believe that they grow when being fed well, so parents have to buy them smaller and bigger to nourish this belief. Traditionally one would just go to the forest and pick a log, now it is more convenient to go to the supermarket or a fair.

Bądź na bieżąco/ Follow by Email