Monday, 31 January 2011

Nostalgia/ Nostalgy

Dzisiaj sobie uświadomiłam, że dokładnie rok temu i 1 dzień wylądowałam na lotnisku w Bukareszcie… Nowe wyzwania, nowe przygody, nowe znajomości. Jak zaczęłam się już bardziej asymilować, rozpoczęłam kolejna przygodę: powróciłam po kilku latach na ziemie katalońskie.
Tyle zmian zaszło w ciągu roku…. Czy 2011 też będzie pełen niespodzianek? Styczeń był spokojny, za kilka dni minie mi 3 miesiąc pracy w AP i wygląda na to, że w tej strefie nie zanosi się na żadne zmiany niestety w najbliższym czasie.
Luty zacznie się kolejnymi odwiedzinami z Portugalii, więc dwa pierwsze weekendy będą zajęte, ale takie są konsekwencje mieszkania w fajnym mieście, w Bukareszcie nie było tego problemu.

Z nowości to dziś Nuno załatwił całą papierkową robotę związaną z kupnem auta i od dziś jest właścicielem małego czarnego samochodu (nie będziemy robić produkt placementu). Tak więc wiosną zamierzamy eksplorować okolice i planować weekendowe eskapady.




Today I realized that exactly one year and one day ago I landed at the airport in Bucharest ... New challenges, new adventures, new friends. As I began to adapt and adjust, I had to leave, well I chose to leave and begin my new adventure. I quit my job, I followed Nuno and returned after several years to Catalunya. So many things happened in just 12 months. I am curious if 2011 will be also so full of surprises? January was quite a quiet month, in few days I will celebrate 3 months of working in AP, and it seems that there won’t be any changes in that field any time soon,unfortunatey. February starts with some visits from Portugal, so busy weekends are ahead, but those are the consequences of living in interesting city (in Bucharest I had only 2 visits over 9 months).

And we finished a month with buying a car- after some complicated paperwork Nuno is owner of a small black car (I won’t do a product placement.) So now I am looking forward for spring to begin, so that we can star planning some weekend escapade.

Sunday, 30 January 2011

Barcelona nocą/ Barcelona by night

Piątek wieczór, zmęczeni całym tygodniem pracy, ja pobudką o 6 (bo wypadała moja wcześniejsza zmiana w pracy, czyli na 8 lub 9, wolę się poświęcić i wcześniej wstać, aby o 17 wyjść z pracy i rozkoszować się dłuższym dniem), Nuno stresem związanym z kupnem auta, nie mieliśmy najmniejszej ochoty na imprezowanie. Ale już za bardzo przypominamy starą i nudną parę, za dużo filmów oglądamy (co potwierdza poprzednie zdanie), znajomych mamy jeszcze niewielu, tak więc nie mogliśmy sobie pozwolić na odrzucenie zaproszenia na imprezę pożegnalną koleżanki z Nuno z pracy. Drzemeczka była jednak obowiązkowa, pote, wyjść z domu nie było jednak łatwo, bo jak na złość zaczęło lać. Uzbrojeni w parasole zakupione u chińczyka, przeskakiwaliśmy kałuże, starając się zdążyć na ferrocaril (w weekend bowiem pociągi podmiejskie jeżdżą rzadko). Umówiliśmy się ze znajomymi Nuno przy stacji metra o 22.50, na szczęście Joan jest nietypowo, jak na Hiszpana, punktualny, więc zamiast marznąć i moknąć czekając na resztę ekipy wybraliśmy się do baru, który jest nieopodal, miejsca magicznego, a znajdującego się na Ramblas.

El Bosc des Fades (Las wróżek) to bar o niezwykłej atmosferze wykreowanej przez wystój wnętrza, który, jak już podpowiada nazwa, przypominać ma las. Mamy więc drzewa, grotę, mały strumyczek, różnorakie rośliny. Siedzieć się na taborecie-pniu drzewa, niektóre stoliki wbudowane są w drzewa, jedno pomieszczenie odbiega wystrojem od pozostałych, przypomina pokój, może wróżki właśnie?

El Bosc des Fades to dziwne miejsce na drinka. Nawet w dzień panuje tu mroczna i tajemnicza atmosfera (choć samo miejsce nie jest ukryte, znajduje się przy Muzeum figur woskowych przy Ramblas). Lokalizacja sprawia, że spora część gości to turyści. Mój aparat (nowy jeszcze nie wrócił z reklamacji) nie radzi sobie dobrze w trudnych warunkach oświetleniowych, więc aby pokazać atmosferę tego baru zapożyczyłam kilka zdjęć ze strony http://www.trivago.com.


Z lasu wróżek poszliśmy do innego baru, w którym też panowała specyficzna atmosfera, acz zupełnie innego rodzaju. Bar El cangrejo (czyli krab) to bar gay friendly, gdzie drag queens mają swoje spektakle/ stand-up. Atmosferę dopełnia kiczowaty wystrój, na suficie złoty krab, na ścianach zdjęcia i lalki, kiczowata muzyka pop, przeplatana hitami hiszpańskimi. My trafiliśmy na 3 podstarzałe drag queens, które rozbawiały publiczność żartami oraz imitacjami znanych piosenek. Publika nie była tylko biernym obserwatorem spektaklu, ale uczestniczyła w nim, często była też tematem żartów opowiadanych przez performerki. Dowcipy, najczęściej o zabarwieniu seksualnym, przerysowana atmosfera, ale wbrew naszym obawom, bawiliśmy się nieźle. El cangrejo ma naprawdę dobrą opinię, wśród lokalnych imprezowiczów, jak także wśród turystów. Nie da się określić przedziału wiekowego, bo jest bardzo zróżnicowany, lokal uczęszczany jest zarówno przez osoby hetero jak i homoseksualne (para heteroseksualna była chyba jedyną parą niesmacznie obściskującą się na środku parkietu), po zakończeniu przedstawienia drag queens parkiet zapełnił się po brzegi ludźmi podskakującymi w rytm przebojów z Dirty Dancing albo śpiewających popowe hiszpańskie przeboje z lat 70 i 80.






Pośmialiśmy się, natańczyliśmy się, nie spóźniliśmy się na nocny tak więc noc można zaliczyć do udanych. Następna za kilka tygodni :)


Friday evening, we were exhausted after the whole week, me after waking up at 6 am (it was my early shift this week, so I could start at 8 or 9, I prefer to get up earlier, even if it is quite a sacrifice, so that I can finish at 5 pm and enjoy a longer evening), and Nuno after stressing out about buying a car, we really didn’t feel like going out. But we already behave like an old&boring couple, we watch way too many movies (which only proves the above statement), we still have only few friends here, so we just couldn’t afford rejecting any invitation (in this case it was a goodbye party of one of Nuno’s colleagues that was transferred to Madrid). A short nap was a must, afterwards it wasn’t easy to leave a warm and cosy bed, and to make it even more difficult, it started raining heavily.
Armed with umbrellas, cheap quality bough at the Chinese, we were jumping over puddles, trying to catch the ferrocaril (on the weekend trains run infrequently.) We were meeting Nuno’s friends ad 22.50 at the metro entrance. Fortunately one of them, Joan, is untypically punctual, so we didn’t have to wait in cold and rain for the others to arrive. Instead we went for a drink to a magical place, that was just on the Ramblas.

El Bosc des Fades (The Forest of the Fairies) is a bar with quite unique atmosphere that is created mainly by the interior decor, which, as the name already suggests, resembles a forest. So we have trees, artificial cave, small brook, a variety of plants. You sit on a wooden tree trunk, some tables are built in trees, one room decor differs from the others- it looks like a room, may fairies’ room?


El Bosc des Fades is a strange place to go for a drink. Even during the day, it is a dark and mysterious, with no music- at least there was no music on Friday night. The place itself is not hidden, it is just next to Wax Museum on the Ramblas, so that is why this is quite a popular spot among tourists. My camera (my new one still hasn’t been repaired) is not doing well in difficult lighting conditions, so to show the atmosphere of the bar, I “borrowed” some pictures from the http://www.trivago.com.


After spending some times in this magical forest, we moved to another bar, who also had unusual charm and ambience, but of a different kind. Bar El cangrejo (Crab) is a gay-friendly venue where drag queens have their performances / stand-ups. Atmosphere is enhanced by kitschy decor, golden crab on the ceiling, pictures and dolls on the walls, kitschy pop music, with Spanish hits. We saw a performance of 3 elderly drag queens who were amusing the audience with jokes and their peculiar interpretations of famous songs. The audience was not just a passive observer of the spectacle, but had to participate, responding the questions, or being objet of jokes. Jokes, mostly of sexual nature, exaggerated environment didn’t make is feel uncomfortable, as we had feared, on the contrary, we had quite the fun time. El cangrejo has a really good reputation among local clubbers, as well among tourists. It is impossible to determine the average age or sexual orientation of the guests, as it is really varied, it is frequented by young people who mainly arrive after the prformance, middle age or even older, we have hetero, homo- bi- sexual people dancing and enjoying themselves (strangely enough in a gay bar, the only couple that was making out in the middle of the dance floor, was a heterosexual one) with music from Dirty Dancing or Spanish pop hits from the 70s and 80s.




We laughed, we danced, we didn’t miss the night bus, so I can say that the night was a blast. Next party in few weeks? :)

Friday, 28 January 2011

Fala zimna/ A cold wave

Płaszcz zimowy, szalik, rękawiczki. Zestaw obowiązkowy, bez którego nie wychodzę z domu. Dwa tygodnie temu pogoda iście wiosenna, 18 stopni, słońce, kurteczka wiosenna wystarczała. Teraz jednak zima wróciła, w niektórych regionach obowiązywał nawet alarm pogodowy. Synoptycy podczas prognozy pogody ostrzegają przed zimnem, pokazują zdjęcia z rożnych regionów, śnieg, zamarznięte jeziora. (zdjęcia można między innymi zobaczyć na stronie dziennika El País). Czy nie wiedząc, gdzie zostały zrobione zdjęcia, rozpoznalibyście na nich Hiszpanię?

Jak dzisiaj szłam do pracy termometr po drodze wskazywał -2, jak dojechałam do pracy już było 0 stopni, w ciągu dnia jest kilka na plusie. Ale to w Barcelonie. W niektórych miastach interioru temperatura spada do 10 stopni poniżej zera. W porównaniu z polskimi zimami takie wyniki nie robią wrażenia, ale dla osób, które myśl, że Hiszpania to ciepły kraj, takie temperatury mogą rozczarować. Mnie po rocznym pobycie w Lleidzie już nie zaskakuje zimno, gdzie często temperatury zimą spadały poniżej zera, gdzie zmuszona byłam kupić płaszcz zimowy, bo mój jesienny, który miał być wystarczając na zimy hiszpańskie w moim przekonaniu, jednak nie był wystarczająco ciepły.

W gazetach i prognozach pojawia sie określenie frío polar, zimno polarne, ale dla mnie to w porównaniu ze srogimi polskimi zimami wyrażenie wywołuje ironiczny uśmiech. Alarm pogodowy w Burgos, León, Palencia, Kantabrii i Asturii, to znaczy temperatury średnie -4 a -9ºC, w Pirenejach do -10. Pomarańczowy alarm (wysokie zagrożenie) ogłoszono między innymi w katalońskich prowincjach Girona i Lleida, gdzie temperatura może spaść do -12. (pamiętam zimne ranki i wieczory w Lleidzie, gdzie moi meksykańscy koledzy zmrożeni przemykali przez ulice).

Z utęsknieniem czekamy na powrót wiosny.



Winter coat, scarf, gloves- you must not forget anything if you don’t want to freeze. Two weeks ago we had a great weather, with temperatures up to 18 degrees, you felt spring in the air (and you could just take a light jacket for a walk on Barceloneta beach). Now, the winter is back, in some regions cold weather alert was declared. Weather forecasters are warning people against the cold, they show pictures from different zones, comment on snow, frozen lakes, law temperatures. You can check pictures on the website of daily newspaper El País.
If you didn’t know where they were taken, would you be able to recognize Spain on them?

Last Tuesday when I was going to work, the thermometer on the pharmacy in Rubi was showing -2 degrees, when I reached my office it was already 0 degrees, and during the day it still warmed up a bit. But this is Barcelona I am talking about, as there are some cities in the interior of the country where temperatures dropped 10-15 degrees below zero. Well, in comparison with Polish winters, such results don’t impress, but for those who think that Spain is a warm country, these temperatures may be disappointing. I am not surprised, After spending one year in Lleida, where diring winter temperatures are really law, where I had to buy a winter coat, cause mine that I had taken with me (and which I had expected to be warm enough for Spanish winters) was too thin.

In newspapers and weather forecast you can hear about frío polar, that is polar cold, which raise an ironic smile. Weather alert in Burgos, León, Palencia, Cantabria and Asturias, it means that the average temperature is between -4 and -9 degrees, reaching -10 in the Pyrenees. Orange alert was announced in some provinces, also in Catalunya: in Girona and Lleida, where temperatures are predicted to reach 12 degrees below zero.

I really want spring to begin, so that we can start exploring the region.

Thursday, 20 January 2011

Podwójne urodziny/ Double B-day

Dziś miałam trochę wolniejszy dzień w pracy, więc skorzystałam, żeby napisać zalęgły post o wizycie rodziców Nuno, którzy na święta dostali bilety lotnicze do Barcelony. Termin został wybrany nieprzypadkowo, obejmował bowiem urodziny Nuno i jego mamy. Wizyty gości wiążą się z pewnymi odstępstwami od rutyny, czyli spanie na kanapie (dodatkowo zainwestowaliśmy w nową kołderkę, w elektryczny grzejnik- od półtora miesiąca nie możemy się doprosić naprawy ogrzewania, bo właściciel czeka na decyzje z ubezpieczenia), stołowanie się na mięście z większa niż normalnie częstotliwością oraz długie spacery szlakiem atrakcji turystycznych. Standardowo zaliczyliśmy restaurację brazylijską, tapas bary, restauracje z owocami morza, do tego poleconą przez moją katalońską koleżankę z pracy restauracje specjalizującą się w paelli. Paradeta zachwyciła, restauracja brazylijska okazała sie mała pomyłka, więc następnym razem zabierzemy tam tylko ludzi w naszym przedziale wiekowym, w innych lokalach też były małe wpadki, które tata Nuno nie zostawił bez komentarza…



Co do zwiedzania… Pracowałam, wiec tylko w weekend mogłam im towarzyszyć, Nuno za to wziął zalęgły z zeszłego roku urlop. Zwiedzanie portugalskie jest rożne od zwiedzania polskiego (miałam porównanie, bo moi rodzice spędzili tydzień w Barcelonie ze mną, za czasów mojego Erasmusa). Portugalczycy są bardziej zrelaksowani, nie zrywają się z rana, nie katują się długimi spacerami, robią przerwy a to na kawkę, a to na ciasteczko, wzrokiem wypatrują ławek, a Sagrade Familie jadą zobaczyć na kilka godzin przed odlotem (I to tylko z zewnątrz). Jeden dzień (albo i więcej) poświęcają na zakupy, co w pierwszych dniach zimowych wyprzedaży nie jest dobrym pomysłem.

Ja jestem przyzwyczajona do szybszego chodzenia, do większego zainteresowania, chęci zobaczenia jak najwięcej, a spanie do pozna to dla mnie na wyjazdach strata czasu. Godzinne spacery nie są męczące, a nawet jeśli są, to perspektywa odkrycia nowych miejsc jest wystarczająca rekompensata. Ale ja na odkrywanie nieznanych mi jeszcze zakątków Barcelony mam jeszcze czas, a utarta ścieżkę turystyczna przemierzyłam już kilka razy (i pewnie przyjdzie mi przemierzyć ja jeszcze nieraz), dlatego teraz najważniejsze było, czy to rodzicom Nuno podobał się pobyt.




I had some free time at work, and as they blocked Facebook, I decided to use this moment to write a post about Nuno’s parents’ visit. They got plane tickets as Xmas present, and the date was chosen deliberately so that Nuno and his mum can celebrate their birthday in Barcelona. Every visit means some changes in our every day routine, it includes sleeping on the couch, investing in a new blanket, electric heater (as for more than a month we couldn’t made our landlord repair our heating, as apparently he is waiting forever for some decisions from his insurance company), it means eating out more often than usually (usually for us is 2 times per week top) and being a guide. We went to Nuno’s favourite Brazilian restaurant, some tapas bars, seafood restaurant and to a place specialised in paellas that was recommended by my Catalan colleague. Paradeta was a hit, while Brazilian place was kind of a place where we should only take our friends and no family.



When it came to sightseeing... I had to work, so I only accompanied them during the weekend, but Nuno was a full time guide as he took few days off. Portuguese way of sightseeing differs from Polish one, and I could compare, as my parents visited with me Barcelona during my Erasmus. Portuguese people are more relaxed, they don’t get up early in the morning, they don’t get tired with long walks, as they make a lot of pauses- for a coffee, for some sweets, for a beer, they go to see Sagrada Familia few hours before catching the plane. For them Barcelona is a great city to go for some shopping (especially during rebajas time) and not necessarily to explore Gaudi’s architecture.

For me sightseeing is walking a lot, waking up early, exploring the city for hours and hours and hours, discovering fascinating things around every corner.
But in this case the most important was that Nuno’s parents left Barcelona with good memories, some new clothes and accessories and with plans of returning here in the future.

Sunday, 16 January 2011

Szał hiszpańskich wyprzedaży/ Craziness of Spanish sales

Dzisiejszy post wyjaśnia czemu w Hiszpanii okres poświąteczny nie jest okresem odpoczynku, relaksu i spokoju. Dwa razy do roku cała Hiszpania (przeważnie jej żeńska część) uczestniczy w szale wyprzedaży, zwanych utaj rebajas (rebaixas w Katalonii). Zimowe przeceny zaczynają się 7 stycznia (6 stycznia świętuje się Trzech Króli, zbyt dużo ludzi zostawia na ostatni moment zakupy, więc sklepy nie przecenią wcześniej żadnych artykułów, bo czemu sprzedać coś taniej?). W innych comunidades przeceny zaczynają się wcześniej, ale w Katalonii właśnie 7 stycznia sklepy zapełniają się po brzegi. Zaczyna się polowanie, w dosłownym tego słowa znaczeniu.



Kolejki do przymierzalni, kolejki do kasy, slalom między wieszakami, poszukiwania rozmiarów, podejmowanie decyzji. Przeciętny Hiszpan wydaje średnio 90- 150 euro podczas wyprzedaży. A wyprzedaże przez kilka dni były jednym z głównych punktów wiadomości w telewizji hiszpańskiej.



Przeceny w Hiszpanii nie są symboliczne jak w Polsce, tutaj ceny spadają średnio o 50%, 70% na koniec przecen. Rebajas dzielą się na 3 etapy (same rebajas trwają od stycznia do połowy marca): pierwsze przeceny, potem drugie przeceny, a potem remate- wyprzedaż resztek po śmiesznych cenach (niestety najczęściej zostają same niestandardowe rozmiary).

W Hiszpanii wszystkie sklepy organizują obniżki- od sklepów z ciuchami, akcesoriami, zabawkowe, drogerie, po te ze sprzętem z AGD, nawet książki. Barcelona to raj dla kochających zakupy, najbardziej znane sklepy z hiszpańskimi markami znajdują się na trasie ze znanymi zabytkami (Passeig de Gracia i Diagonal- ale tam zakupy mogą robić tylko posiadacze dość grubego portfela, bo tam znajdują się bardziej luksusowe marki), przy Ramblas, Avinguda Portal de l’Angel- tam mamy nawet 2 Zary, 2 H&M na tej samej ulicy).



Zara, Mango, Bershka, rzuciliśmy się także i my w ten szał zakupów, tańsze ubrania, buty, dodatki, sprzęt elektroniczny. Trafiliśmy na prawdziwe okazje, po 2 dniach shoppingu skończyliśmy z kilkoma siatkami :) Zmęczeni przez całe to zamieszanie -istne tłumy na ulicach, w sklepach (jak ja mierzyłam ciuchy, Nuno już zajmował miejsce w kolejce), postanowiliśmy, że w tym sezonie już nic nie kupimy (no może pod koniec przecen, zobaczymy, czy uda nam się coś upolować).



Teraz czekamy na wyprzedaże letnie :)





As I said, post Xmas time is far from being about relaxing, having some rest and tranquillity. All the contrary, and it is all because of one thing that is believed to give happiness- shopping (as Marilyn Monroe said: Money don't give happiness, only shopping.). Twice a year, Spanish people go crazy, and then you just know that rebajas (called rebaixas in Catalonia) has begun. Especially the first days of sales are really frenzy. Winter sales begin on 7th January (as before 6th- Epiphany- there are still too many people that buy presents, so it would be too unprofitable to start sales before that day). In other comunidades sales can begin earlier, but in Catalonia it is always after The Three King’s day that shops are filled with people who want to buy things that they may not need at bargain prices.



Shops are packed, the hunt for the best offer is on. Queues to the fitting room, queues to the cashier counters, (when I was trying on clothes, Nuno was saving a spot in the queue to pay for them) slalom between clothes hangers, shelves, trying to find your size, having to make a decision on the spot... Really difficult challenges... An average Spaniard spends between 90-150 euros on sales. Rebajas during few days make one of the most important headlines on Spanish TV.



Sales in Spain are not symbolic, as it often happen in Poland, on teh contrary: prices go down by an average of 50- 70%. Rebajas can be divided into three periods (rebajas itself start in January and end first weeks of March): first sales, then some shops reduce prices again (segundo rebajas),finally remate- you can find things at really ridiculous prices, unfortunately almost everything that is left is not your size or taste).
In Spain, almost every shop takes part in this madness- clothes, accessories, toys, drugstores, household, even books. Barcelona is a paradise for shopping lovers, the most famous Spanish brand are located one step from the famous monuments (Passeig de Gracia and Diagonal-shop there only if your wallet can survive a visit at most exclusive and luxurious (read: expensive)shops that are located in this area), the Ramblas, Avinguda Portal de l'Angel- pedestrianshopping area where you have all Spanish brands.



Zara, Mango, Bershka, well, we also couldn’t resist the temptation and we spent some hours shopping, looking for bargains, cheaper clothes, shoes, accessories, electronic equipment. The result: few bags and less €€€ on our accounts. We ended tired of all this fuss and shopping heat, endless crowds on the streets, shops bursting at the seams. We decided that we had enough, well, maybe we will check what is left at the end of the sales season...



Now we are waiting for hot summer sales:)

Thursday, 6 January 2011

Parada Trzech Króli/ Three Kings Parade

Boże Narodzenie kończy się w Hiszpanii wraz ze Świętem Trzech Króli, 6 styczeń to najbardziej oczekiwany dzień Świąt dla dzieci. Tak jak wspominałam w Hiszpanii to właśnie Trzej Królowie przynoszą prezenty, nic więc dziwnego, że maluchy na ten dzień właśnie czekają z niecierpliwością.
Trzej Królowie, czyli Reyes Magos, przybyli do Barcelony wieczorną porą 5 stycznia, przybyli do portu, wraz ze swoimi wielbłądami i obładowani prezentami dla grzecznych dzieci.
Ulicami miasta przeszła parada Trzech Króli (Cabalgada), którą oglądały tłumy mieszkańców. Każdy z trzech Króli ma swój orszak, złożony z setek przebierańców, grajków, listonoszy, gońców i ich pomocników, którzy niosą listy od dzieci (tak jak w Polsce pisze się listę życzeń i prezentów do Świętego Mikołaja, hiszpańskie maluchy piszą listy z prośba o prezenty do Trzech Króli), wielbłądy czy słonie.




Pomocnicy Trzech Króli z platform rzucają łakocie i drobne upominki w tłum, dzieci uzbrojone w reklamówki starają się złapać i znaleźć jak najwięcej cukierków.
Po powrocie do domu, dzieci pełne wrażeń, idą szybko spać, by 6 stycznia z samego rana znaleźć prezenty. Wcześniej trzeba jednak pamiętać, żeby wystawić buty w widocznym miejscu oraz zostawić słomę i wodę dla wielbłądów i jakąś przekąskę dla Trzech Króli. Niegrzeczne dzieci nie dostają tutaj rózgi, ale węgiel.




Tradycyjnie je się ciasto roscón de reyes (coś w stylu portugalskiego bolo rei, różni się kształtem jednak)- dekorowane kandyzowanymi owocami, w kształcie pierścienia, w środku jest figurka i fasolka, kto dostanie kawałek z fasolką musi w przyszłym roku zapłacić za ciasto. Komu się trafi figura, zostaje ukoronowany (do ciasta dołączona jest bowiem papierowa korona).


Na święto Trzech Króli najbardziej cieszą się dzieci, ale parada to frajda także dla starszych. W dzień poprzedzający to święto, jeśli ktoś nie chce uczestniczyć w paradzie i wielkim zamieszaniu jaki jej towarzyszy, niech lepiej omija z daleka ulice, którymi przechodzi orszak Trzech Mędrców ze Wschodu. Ja pracowałam do 19, sprawdziłam na stronie ratusza w Barcelonie o której godzinie przejdzie Cabalgada de Reyes przy pl. Universidad. Spodziewałam się tłumów, ale i tak zaskoczyła mnie rzędy i rzędu ludzi przy ulicy, która miała przejść parada. Udało mi się wcisnąć między jakąś rodzinę i zrobić w miarę przyzwoite zdjęcia. Ale przede wszystkim poczułam niezwykłą atmosferę tego dnia. Niektóre dzieci mają szczęście i mogą podziwiać paradę z balkonów, ale wtedy nie załapują się na cukierki. Inne dzieci mogą liczyć na swoich rodziców, a raczej na ich barki, albo kreatywność, bo niektórzy przynoszą ze sobą składane drabinki, z których ich pociechy mają lepszy widok.




A po paradzie wstąpiłam do sklepu kupić na ostatni moment prezent dla Nuno, który właśnie 6 stycznia ma urodziny (Nuno mieszkał przez 5 lat w Galicji, jak był małym dzieckiem i myślał, ze te wielkie parady to z okazji jego urodzin były. Później przeżył rozczarowanie, jak się dowiedział, że to z okazji Trzech Króli). 5 stycznia sklepy otwarte są dłużej niż zwykle, kolejki długie, bo nigdy nie braknie kupujących prezenty na ostatni moment. 7 stycznia Hiszpania kończy okres świętowania, dzieci wracają do szkół, a cała reszta do nieświątecznej normalności. Choć normalność to nie jest słowo, którym można opisać to co się dzieje Katalonii po 6 stycznia, ale o tym w następnym poście.




Epiphany on January 6 marks the end of the Christmas season in Spain, the 6th of January is probably the most anticipated day for children. It is when the Three Kings bring presents, so no wonther that children are imatiently waiting for this day to come, even if it means going back to school the following day.

The Three Kings, Reyes Magos, arrive to Barcelona by boat with their camels and presents for children who have behaved well during the year. They arrive to the port when they are greeted by the mere of the city and people of Barcelona and then pass through the city. The Three Wise Men parade (Cabalgada de los Reyes) is a wonderful spectacle, something remarkable, a must if you are in Spain on this day, an event that is assisted by thousands and thousands of people.





Each of the Three Kings has their own entourage, composed of hundreds of dressed-up servants,
musicians, postmen and messengers who carry letters from children (while in Poland, children write letters to Santa Claus, in Spain niños write letters with their dream presents to the Three Kings), camels and elephants.

The Reyes Magos little assistants throw candies and cookies from the platforms that slowly move forward, children are well prepared- with a plastic bag in hand to catch/ find/pick up as many candies as possible.
After returning home, children tired after the evening full of excitement go to bed to find presents early in the morning on the 6th of January. However, they need to remember to leave their shoes in some visible place (so that the Three Kings won´t miss it), to leave hay and water for camels and some snacks for Reyes. If they do so, they will find gifts. Well, they might as well find there coal, if they misbehaved.




Traditionally on this day (I mean the Epiphany) in Spain, you eat cake called roscón de reyes (something like Portuguese bolo rei, however, the shape is different) – it is ring-shaped cake decorated with candied fruits, inside it has a small figure and a bean hidden inside. Who gets a piece of roscón with bean inside has to pay for the cake the following year, who gets the part with the small figure is declares King or Queen (a paper crown is sold with the cake).


Although the Epiphany January is probably the most exciting and popular among children, the parade is an interesting event for people of all ages. However, if you don´t want to participate in the parade and disorder that comes with it (streets so crowded that you can´t move, metro so full, you can´t even enter, general noise and chaos), you should stay away from the Cabalgata´s itinerary. But I personally recommend that everyone sees it once.

Since I had to work till 7 pm, I had checked before at city hall´s website at what time the parade was supposed to pass the pl. Universidad. I expected many people, but still found it surprising how many people were expecting the parade. Lines and lines of Barcelona´s residents. Fortunately I managed to squeeze in between a Spanish family and could see everything (and even take some decent photos). But most of all, I was able to feel an unusual atmosphere of the day.
Some children were lucky and could enjoy the parade from the balconies, but it meant no candies for them. Other children could count on their parents, well, to be more specific, on their shoulders, or creativity, some wise Spanish dad brought folding ladders so their children could enjoy better view.




After the parade I jointed thousands of people who still had to buy some present (I will remember next year not to leave it for the last minute, as the queues in shops are just endless) for Nuno´s birthday. When he was a small kid, Nuno lived in Vigo, Galicia, and he thought that the parade was to celebrate the day of his b-day. He was very disappointed when he was explained that people in Spain celebrated the 6th January the arrival of the Three Kings, and not his birthday.
The 7th of January is the day when Spain stops Christmas celebrations, children go back to school, and the rest of the population go back to ´non-festive-normality. Although I´m not sure if ¨normality¨ is the suitable word to describe the atmosphere that reigns in Cataluña after 6 January, but more on that in the next post.

Monday, 31 January 2011

Nostalgia/ Nostalgy

Dzisiaj sobie uświadomiłam, że dokładnie rok temu i 1 dzień wylądowałam na lotnisku w Bukareszcie… Nowe wyzwania, nowe przygody, nowe znajomości. Jak zaczęłam się już bardziej asymilować, rozpoczęłam kolejna przygodę: powróciłam po kilku latach na ziemie katalońskie.
Tyle zmian zaszło w ciągu roku…. Czy 2011 też będzie pełen niespodzianek? Styczeń był spokojny, za kilka dni minie mi 3 miesiąc pracy w AP i wygląda na to, że w tej strefie nie zanosi się na żadne zmiany niestety w najbliższym czasie.
Luty zacznie się kolejnymi odwiedzinami z Portugalii, więc dwa pierwsze weekendy będą zajęte, ale takie są konsekwencje mieszkania w fajnym mieście, w Bukareszcie nie było tego problemu.

Z nowości to dziś Nuno załatwił całą papierkową robotę związaną z kupnem auta i od dziś jest właścicielem małego czarnego samochodu (nie będziemy robić produkt placementu). Tak więc wiosną zamierzamy eksplorować okolice i planować weekendowe eskapady.




Today I realized that exactly one year and one day ago I landed at the airport in Bucharest ... New challenges, new adventures, new friends. As I began to adapt and adjust, I had to leave, well I chose to leave and begin my new adventure. I quit my job, I followed Nuno and returned after several years to Catalunya. So many things happened in just 12 months. I am curious if 2011 will be also so full of surprises? January was quite a quiet month, in few days I will celebrate 3 months of working in AP, and it seems that there won’t be any changes in that field any time soon,unfortunatey. February starts with some visits from Portugal, so busy weekends are ahead, but those are the consequences of living in interesting city (in Bucharest I had only 2 visits over 9 months).

And we finished a month with buying a car- after some complicated paperwork Nuno is owner of a small black car (I won’t do a product placement.) So now I am looking forward for spring to begin, so that we can star planning some weekend escapade.

Sunday, 30 January 2011

Barcelona nocą/ Barcelona by night

Piątek wieczór, zmęczeni całym tygodniem pracy, ja pobudką o 6 (bo wypadała moja wcześniejsza zmiana w pracy, czyli na 8 lub 9, wolę się poświęcić i wcześniej wstać, aby o 17 wyjść z pracy i rozkoszować się dłuższym dniem), Nuno stresem związanym z kupnem auta, nie mieliśmy najmniejszej ochoty na imprezowanie. Ale już za bardzo przypominamy starą i nudną parę, za dużo filmów oglądamy (co potwierdza poprzednie zdanie), znajomych mamy jeszcze niewielu, tak więc nie mogliśmy sobie pozwolić na odrzucenie zaproszenia na imprezę pożegnalną koleżanki z Nuno z pracy. Drzemeczka była jednak obowiązkowa, pote, wyjść z domu nie było jednak łatwo, bo jak na złość zaczęło lać. Uzbrojeni w parasole zakupione u chińczyka, przeskakiwaliśmy kałuże, starając się zdążyć na ferrocaril (w weekend bowiem pociągi podmiejskie jeżdżą rzadko). Umówiliśmy się ze znajomymi Nuno przy stacji metra o 22.50, na szczęście Joan jest nietypowo, jak na Hiszpana, punktualny, więc zamiast marznąć i moknąć czekając na resztę ekipy wybraliśmy się do baru, który jest nieopodal, miejsca magicznego, a znajdującego się na Ramblas.

El Bosc des Fades (Las wróżek) to bar o niezwykłej atmosferze wykreowanej przez wystój wnętrza, który, jak już podpowiada nazwa, przypominać ma las. Mamy więc drzewa, grotę, mały strumyczek, różnorakie rośliny. Siedzieć się na taborecie-pniu drzewa, niektóre stoliki wbudowane są w drzewa, jedno pomieszczenie odbiega wystrojem od pozostałych, przypomina pokój, może wróżki właśnie?

El Bosc des Fades to dziwne miejsce na drinka. Nawet w dzień panuje tu mroczna i tajemnicza atmosfera (choć samo miejsce nie jest ukryte, znajduje się przy Muzeum figur woskowych przy Ramblas). Lokalizacja sprawia, że spora część gości to turyści. Mój aparat (nowy jeszcze nie wrócił z reklamacji) nie radzi sobie dobrze w trudnych warunkach oświetleniowych, więc aby pokazać atmosferę tego baru zapożyczyłam kilka zdjęć ze strony http://www.trivago.com.


Z lasu wróżek poszliśmy do innego baru, w którym też panowała specyficzna atmosfera, acz zupełnie innego rodzaju. Bar El cangrejo (czyli krab) to bar gay friendly, gdzie drag queens mają swoje spektakle/ stand-up. Atmosferę dopełnia kiczowaty wystrój, na suficie złoty krab, na ścianach zdjęcia i lalki, kiczowata muzyka pop, przeplatana hitami hiszpańskimi. My trafiliśmy na 3 podstarzałe drag queens, które rozbawiały publiczność żartami oraz imitacjami znanych piosenek. Publika nie była tylko biernym obserwatorem spektaklu, ale uczestniczyła w nim, często była też tematem żartów opowiadanych przez performerki. Dowcipy, najczęściej o zabarwieniu seksualnym, przerysowana atmosfera, ale wbrew naszym obawom, bawiliśmy się nieźle. El cangrejo ma naprawdę dobrą opinię, wśród lokalnych imprezowiczów, jak także wśród turystów. Nie da się określić przedziału wiekowego, bo jest bardzo zróżnicowany, lokal uczęszczany jest zarówno przez osoby hetero jak i homoseksualne (para heteroseksualna była chyba jedyną parą niesmacznie obściskującą się na środku parkietu), po zakończeniu przedstawienia drag queens parkiet zapełnił się po brzegi ludźmi podskakującymi w rytm przebojów z Dirty Dancing albo śpiewających popowe hiszpańskie przeboje z lat 70 i 80.






Pośmialiśmy się, natańczyliśmy się, nie spóźniliśmy się na nocny tak więc noc można zaliczyć do udanych. Następna za kilka tygodni :)


Friday evening, we were exhausted after the whole week, me after waking up at 6 am (it was my early shift this week, so I could start at 8 or 9, I prefer to get up earlier, even if it is quite a sacrifice, so that I can finish at 5 pm and enjoy a longer evening), and Nuno after stressing out about buying a car, we really didn’t feel like going out. But we already behave like an old&boring couple, we watch way too many movies (which only proves the above statement), we still have only few friends here, so we just couldn’t afford rejecting any invitation (in this case it was a goodbye party of one of Nuno’s colleagues that was transferred to Madrid). A short nap was a must, afterwards it wasn’t easy to leave a warm and cosy bed, and to make it even more difficult, it started raining heavily.
Armed with umbrellas, cheap quality bough at the Chinese, we were jumping over puddles, trying to catch the ferrocaril (on the weekend trains run infrequently.) We were meeting Nuno’s friends ad 22.50 at the metro entrance. Fortunately one of them, Joan, is untypically punctual, so we didn’t have to wait in cold and rain for the others to arrive. Instead we went for a drink to a magical place, that was just on the Ramblas.

El Bosc des Fades (The Forest of the Fairies) is a bar with quite unique atmosphere that is created mainly by the interior decor, which, as the name already suggests, resembles a forest. So we have trees, artificial cave, small brook, a variety of plants. You sit on a wooden tree trunk, some tables are built in trees, one room decor differs from the others- it looks like a room, may fairies’ room?


El Bosc des Fades is a strange place to go for a drink. Even during the day, it is a dark and mysterious, with no music- at least there was no music on Friday night. The place itself is not hidden, it is just next to Wax Museum on the Ramblas, so that is why this is quite a popular spot among tourists. My camera (my new one still hasn’t been repaired) is not doing well in difficult lighting conditions, so to show the atmosphere of the bar, I “borrowed” some pictures from the http://www.trivago.com.


After spending some times in this magical forest, we moved to another bar, who also had unusual charm and ambience, but of a different kind. Bar El cangrejo (Crab) is a gay-friendly venue where drag queens have their performances / stand-ups. Atmosphere is enhanced by kitschy decor, golden crab on the ceiling, pictures and dolls on the walls, kitschy pop music, with Spanish hits. We saw a performance of 3 elderly drag queens who were amusing the audience with jokes and their peculiar interpretations of famous songs. The audience was not just a passive observer of the spectacle, but had to participate, responding the questions, or being objet of jokes. Jokes, mostly of sexual nature, exaggerated environment didn’t make is feel uncomfortable, as we had feared, on the contrary, we had quite the fun time. El cangrejo has a really good reputation among local clubbers, as well among tourists. It is impossible to determine the average age or sexual orientation of the guests, as it is really varied, it is frequented by young people who mainly arrive after the prformance, middle age or even older, we have hetero, homo- bi- sexual people dancing and enjoying themselves (strangely enough in a gay bar, the only couple that was making out in the middle of the dance floor, was a heterosexual one) with music from Dirty Dancing or Spanish pop hits from the 70s and 80s.




We laughed, we danced, we didn’t miss the night bus, so I can say that the night was a blast. Next party in few weeks? :)

Friday, 28 January 2011

Fala zimna/ A cold wave

Płaszcz zimowy, szalik, rękawiczki. Zestaw obowiązkowy, bez którego nie wychodzę z domu. Dwa tygodnie temu pogoda iście wiosenna, 18 stopni, słońce, kurteczka wiosenna wystarczała. Teraz jednak zima wróciła, w niektórych regionach obowiązywał nawet alarm pogodowy. Synoptycy podczas prognozy pogody ostrzegają przed zimnem, pokazują zdjęcia z rożnych regionów, śnieg, zamarznięte jeziora. (zdjęcia można między innymi zobaczyć na stronie dziennika El País). Czy nie wiedząc, gdzie zostały zrobione zdjęcia, rozpoznalibyście na nich Hiszpanię?

Jak dzisiaj szłam do pracy termometr po drodze wskazywał -2, jak dojechałam do pracy już było 0 stopni, w ciągu dnia jest kilka na plusie. Ale to w Barcelonie. W niektórych miastach interioru temperatura spada do 10 stopni poniżej zera. W porównaniu z polskimi zimami takie wyniki nie robią wrażenia, ale dla osób, które myśl, że Hiszpania to ciepły kraj, takie temperatury mogą rozczarować. Mnie po rocznym pobycie w Lleidzie już nie zaskakuje zimno, gdzie często temperatury zimą spadały poniżej zera, gdzie zmuszona byłam kupić płaszcz zimowy, bo mój jesienny, który miał być wystarczając na zimy hiszpańskie w moim przekonaniu, jednak nie był wystarczająco ciepły.

W gazetach i prognozach pojawia sie określenie frío polar, zimno polarne, ale dla mnie to w porównaniu ze srogimi polskimi zimami wyrażenie wywołuje ironiczny uśmiech. Alarm pogodowy w Burgos, León, Palencia, Kantabrii i Asturii, to znaczy temperatury średnie -4 a -9ºC, w Pirenejach do -10. Pomarańczowy alarm (wysokie zagrożenie) ogłoszono między innymi w katalońskich prowincjach Girona i Lleida, gdzie temperatura może spaść do -12. (pamiętam zimne ranki i wieczory w Lleidzie, gdzie moi meksykańscy koledzy zmrożeni przemykali przez ulice).

Z utęsknieniem czekamy na powrót wiosny.



Winter coat, scarf, gloves- you must not forget anything if you don’t want to freeze. Two weeks ago we had a great weather, with temperatures up to 18 degrees, you felt spring in the air (and you could just take a light jacket for a walk on Barceloneta beach). Now, the winter is back, in some regions cold weather alert was declared. Weather forecasters are warning people against the cold, they show pictures from different zones, comment on snow, frozen lakes, law temperatures. You can check pictures on the website of daily newspaper El País.
If you didn’t know where they were taken, would you be able to recognize Spain on them?

Last Tuesday when I was going to work, the thermometer on the pharmacy in Rubi was showing -2 degrees, when I reached my office it was already 0 degrees, and during the day it still warmed up a bit. But this is Barcelona I am talking about, as there are some cities in the interior of the country where temperatures dropped 10-15 degrees below zero. Well, in comparison with Polish winters, such results don’t impress, but for those who think that Spain is a warm country, these temperatures may be disappointing. I am not surprised, After spending one year in Lleida, where diring winter temperatures are really law, where I had to buy a winter coat, cause mine that I had taken with me (and which I had expected to be warm enough for Spanish winters) was too thin.

In newspapers and weather forecast you can hear about frío polar, that is polar cold, which raise an ironic smile. Weather alert in Burgos, León, Palencia, Cantabria and Asturias, it means that the average temperature is between -4 and -9 degrees, reaching -10 in the Pyrenees. Orange alert was announced in some provinces, also in Catalunya: in Girona and Lleida, where temperatures are predicted to reach 12 degrees below zero.

I really want spring to begin, so that we can start exploring the region.

Thursday, 20 January 2011

Podwójne urodziny/ Double B-day

Dziś miałam trochę wolniejszy dzień w pracy, więc skorzystałam, żeby napisać zalęgły post o wizycie rodziców Nuno, którzy na święta dostali bilety lotnicze do Barcelony. Termin został wybrany nieprzypadkowo, obejmował bowiem urodziny Nuno i jego mamy. Wizyty gości wiążą się z pewnymi odstępstwami od rutyny, czyli spanie na kanapie (dodatkowo zainwestowaliśmy w nową kołderkę, w elektryczny grzejnik- od półtora miesiąca nie możemy się doprosić naprawy ogrzewania, bo właściciel czeka na decyzje z ubezpieczenia), stołowanie się na mięście z większa niż normalnie częstotliwością oraz długie spacery szlakiem atrakcji turystycznych. Standardowo zaliczyliśmy restaurację brazylijską, tapas bary, restauracje z owocami morza, do tego poleconą przez moją katalońską koleżankę z pracy restauracje specjalizującą się w paelli. Paradeta zachwyciła, restauracja brazylijska okazała sie mała pomyłka, więc następnym razem zabierzemy tam tylko ludzi w naszym przedziale wiekowym, w innych lokalach też były małe wpadki, które tata Nuno nie zostawił bez komentarza…



Co do zwiedzania… Pracowałam, wiec tylko w weekend mogłam im towarzyszyć, Nuno za to wziął zalęgły z zeszłego roku urlop. Zwiedzanie portugalskie jest rożne od zwiedzania polskiego (miałam porównanie, bo moi rodzice spędzili tydzień w Barcelonie ze mną, za czasów mojego Erasmusa). Portugalczycy są bardziej zrelaksowani, nie zrywają się z rana, nie katują się długimi spacerami, robią przerwy a to na kawkę, a to na ciasteczko, wzrokiem wypatrują ławek, a Sagrade Familie jadą zobaczyć na kilka godzin przed odlotem (I to tylko z zewnątrz). Jeden dzień (albo i więcej) poświęcają na zakupy, co w pierwszych dniach zimowych wyprzedaży nie jest dobrym pomysłem.

Ja jestem przyzwyczajona do szybszego chodzenia, do większego zainteresowania, chęci zobaczenia jak najwięcej, a spanie do pozna to dla mnie na wyjazdach strata czasu. Godzinne spacery nie są męczące, a nawet jeśli są, to perspektywa odkrycia nowych miejsc jest wystarczająca rekompensata. Ale ja na odkrywanie nieznanych mi jeszcze zakątków Barcelony mam jeszcze czas, a utarta ścieżkę turystyczna przemierzyłam już kilka razy (i pewnie przyjdzie mi przemierzyć ja jeszcze nieraz), dlatego teraz najważniejsze było, czy to rodzicom Nuno podobał się pobyt.




I had some free time at work, and as they blocked Facebook, I decided to use this moment to write a post about Nuno’s parents’ visit. They got plane tickets as Xmas present, and the date was chosen deliberately so that Nuno and his mum can celebrate their birthday in Barcelona. Every visit means some changes in our every day routine, it includes sleeping on the couch, investing in a new blanket, electric heater (as for more than a month we couldn’t made our landlord repair our heating, as apparently he is waiting forever for some decisions from his insurance company), it means eating out more often than usually (usually for us is 2 times per week top) and being a guide. We went to Nuno’s favourite Brazilian restaurant, some tapas bars, seafood restaurant and to a place specialised in paellas that was recommended by my Catalan colleague. Paradeta was a hit, while Brazilian place was kind of a place where we should only take our friends and no family.



When it came to sightseeing... I had to work, so I only accompanied them during the weekend, but Nuno was a full time guide as he took few days off. Portuguese way of sightseeing differs from Polish one, and I could compare, as my parents visited with me Barcelona during my Erasmus. Portuguese people are more relaxed, they don’t get up early in the morning, they don’t get tired with long walks, as they make a lot of pauses- for a coffee, for some sweets, for a beer, they go to see Sagrada Familia few hours before catching the plane. For them Barcelona is a great city to go for some shopping (especially during rebajas time) and not necessarily to explore Gaudi’s architecture.

For me sightseeing is walking a lot, waking up early, exploring the city for hours and hours and hours, discovering fascinating things around every corner.
But in this case the most important was that Nuno’s parents left Barcelona with good memories, some new clothes and accessories and with plans of returning here in the future.

Sunday, 16 January 2011

Szał hiszpańskich wyprzedaży/ Craziness of Spanish sales

Dzisiejszy post wyjaśnia czemu w Hiszpanii okres poświąteczny nie jest okresem odpoczynku, relaksu i spokoju. Dwa razy do roku cała Hiszpania (przeważnie jej żeńska część) uczestniczy w szale wyprzedaży, zwanych utaj rebajas (rebaixas w Katalonii). Zimowe przeceny zaczynają się 7 stycznia (6 stycznia świętuje się Trzech Króli, zbyt dużo ludzi zostawia na ostatni moment zakupy, więc sklepy nie przecenią wcześniej żadnych artykułów, bo czemu sprzedać coś taniej?). W innych comunidades przeceny zaczynają się wcześniej, ale w Katalonii właśnie 7 stycznia sklepy zapełniają się po brzegi. Zaczyna się polowanie, w dosłownym tego słowa znaczeniu.



Kolejki do przymierzalni, kolejki do kasy, slalom między wieszakami, poszukiwania rozmiarów, podejmowanie decyzji. Przeciętny Hiszpan wydaje średnio 90- 150 euro podczas wyprzedaży. A wyprzedaże przez kilka dni były jednym z głównych punktów wiadomości w telewizji hiszpańskiej.



Przeceny w Hiszpanii nie są symboliczne jak w Polsce, tutaj ceny spadają średnio o 50%, 70% na koniec przecen. Rebajas dzielą się na 3 etapy (same rebajas trwają od stycznia do połowy marca): pierwsze przeceny, potem drugie przeceny, a potem remate- wyprzedaż resztek po śmiesznych cenach (niestety najczęściej zostają same niestandardowe rozmiary).

W Hiszpanii wszystkie sklepy organizują obniżki- od sklepów z ciuchami, akcesoriami, zabawkowe, drogerie, po te ze sprzętem z AGD, nawet książki. Barcelona to raj dla kochających zakupy, najbardziej znane sklepy z hiszpańskimi markami znajdują się na trasie ze znanymi zabytkami (Passeig de Gracia i Diagonal- ale tam zakupy mogą robić tylko posiadacze dość grubego portfela, bo tam znajdują się bardziej luksusowe marki), przy Ramblas, Avinguda Portal de l’Angel- tam mamy nawet 2 Zary, 2 H&M na tej samej ulicy).



Zara, Mango, Bershka, rzuciliśmy się także i my w ten szał zakupów, tańsze ubrania, buty, dodatki, sprzęt elektroniczny. Trafiliśmy na prawdziwe okazje, po 2 dniach shoppingu skończyliśmy z kilkoma siatkami :) Zmęczeni przez całe to zamieszanie -istne tłumy na ulicach, w sklepach (jak ja mierzyłam ciuchy, Nuno już zajmował miejsce w kolejce), postanowiliśmy, że w tym sezonie już nic nie kupimy (no może pod koniec przecen, zobaczymy, czy uda nam się coś upolować).



Teraz czekamy na wyprzedaże letnie :)





As I said, post Xmas time is far from being about relaxing, having some rest and tranquillity. All the contrary, and it is all because of one thing that is believed to give happiness- shopping (as Marilyn Monroe said: Money don't give happiness, only shopping.). Twice a year, Spanish people go crazy, and then you just know that rebajas (called rebaixas in Catalonia) has begun. Especially the first days of sales are really frenzy. Winter sales begin on 7th January (as before 6th- Epiphany- there are still too many people that buy presents, so it would be too unprofitable to start sales before that day). In other comunidades sales can begin earlier, but in Catalonia it is always after The Three King’s day that shops are filled with people who want to buy things that they may not need at bargain prices.



Shops are packed, the hunt for the best offer is on. Queues to the fitting room, queues to the cashier counters, (when I was trying on clothes, Nuno was saving a spot in the queue to pay for them) slalom between clothes hangers, shelves, trying to find your size, having to make a decision on the spot... Really difficult challenges... An average Spaniard spends between 90-150 euros on sales. Rebajas during few days make one of the most important headlines on Spanish TV.



Sales in Spain are not symbolic, as it often happen in Poland, on teh contrary: prices go down by an average of 50- 70%. Rebajas can be divided into three periods (rebajas itself start in January and end first weeks of March): first sales, then some shops reduce prices again (segundo rebajas),finally remate- you can find things at really ridiculous prices, unfortunately almost everything that is left is not your size or taste).
In Spain, almost every shop takes part in this madness- clothes, accessories, toys, drugstores, household, even books. Barcelona is a paradise for shopping lovers, the most famous Spanish brand are located one step from the famous monuments (Passeig de Gracia and Diagonal-shop there only if your wallet can survive a visit at most exclusive and luxurious (read: expensive)shops that are located in this area), the Ramblas, Avinguda Portal de l'Angel- pedestrianshopping area where you have all Spanish brands.



Zara, Mango, Bershka, well, we also couldn’t resist the temptation and we spent some hours shopping, looking for bargains, cheaper clothes, shoes, accessories, electronic equipment. The result: few bags and less €€€ on our accounts. We ended tired of all this fuss and shopping heat, endless crowds on the streets, shops bursting at the seams. We decided that we had enough, well, maybe we will check what is left at the end of the sales season...



Now we are waiting for hot summer sales:)

Thursday, 6 January 2011

Parada Trzech Króli/ Three Kings Parade

Boże Narodzenie kończy się w Hiszpanii wraz ze Świętem Trzech Króli, 6 styczeń to najbardziej oczekiwany dzień Świąt dla dzieci. Tak jak wspominałam w Hiszpanii to właśnie Trzej Królowie przynoszą prezenty, nic więc dziwnego, że maluchy na ten dzień właśnie czekają z niecierpliwością.
Trzej Królowie, czyli Reyes Magos, przybyli do Barcelony wieczorną porą 5 stycznia, przybyli do portu, wraz ze swoimi wielbłądami i obładowani prezentami dla grzecznych dzieci.
Ulicami miasta przeszła parada Trzech Króli (Cabalgada), którą oglądały tłumy mieszkańców. Każdy z trzech Króli ma swój orszak, złożony z setek przebierańców, grajków, listonoszy, gońców i ich pomocników, którzy niosą listy od dzieci (tak jak w Polsce pisze się listę życzeń i prezentów do Świętego Mikołaja, hiszpańskie maluchy piszą listy z prośba o prezenty do Trzech Króli), wielbłądy czy słonie.




Pomocnicy Trzech Króli z platform rzucają łakocie i drobne upominki w tłum, dzieci uzbrojone w reklamówki starają się złapać i znaleźć jak najwięcej cukierków.
Po powrocie do domu, dzieci pełne wrażeń, idą szybko spać, by 6 stycznia z samego rana znaleźć prezenty. Wcześniej trzeba jednak pamiętać, żeby wystawić buty w widocznym miejscu oraz zostawić słomę i wodę dla wielbłądów i jakąś przekąskę dla Trzech Króli. Niegrzeczne dzieci nie dostają tutaj rózgi, ale węgiel.




Tradycyjnie je się ciasto roscón de reyes (coś w stylu portugalskiego bolo rei, różni się kształtem jednak)- dekorowane kandyzowanymi owocami, w kształcie pierścienia, w środku jest figurka i fasolka, kto dostanie kawałek z fasolką musi w przyszłym roku zapłacić za ciasto. Komu się trafi figura, zostaje ukoronowany (do ciasta dołączona jest bowiem papierowa korona).


Na święto Trzech Króli najbardziej cieszą się dzieci, ale parada to frajda także dla starszych. W dzień poprzedzający to święto, jeśli ktoś nie chce uczestniczyć w paradzie i wielkim zamieszaniu jaki jej towarzyszy, niech lepiej omija z daleka ulice, którymi przechodzi orszak Trzech Mędrców ze Wschodu. Ja pracowałam do 19, sprawdziłam na stronie ratusza w Barcelonie o której godzinie przejdzie Cabalgada de Reyes przy pl. Universidad. Spodziewałam się tłumów, ale i tak zaskoczyła mnie rzędy i rzędu ludzi przy ulicy, która miała przejść parada. Udało mi się wcisnąć między jakąś rodzinę i zrobić w miarę przyzwoite zdjęcia. Ale przede wszystkim poczułam niezwykłą atmosferę tego dnia. Niektóre dzieci mają szczęście i mogą podziwiać paradę z balkonów, ale wtedy nie załapują się na cukierki. Inne dzieci mogą liczyć na swoich rodziców, a raczej na ich barki, albo kreatywność, bo niektórzy przynoszą ze sobą składane drabinki, z których ich pociechy mają lepszy widok.




A po paradzie wstąpiłam do sklepu kupić na ostatni moment prezent dla Nuno, który właśnie 6 stycznia ma urodziny (Nuno mieszkał przez 5 lat w Galicji, jak był małym dzieckiem i myślał, ze te wielkie parady to z okazji jego urodzin były. Później przeżył rozczarowanie, jak się dowiedział, że to z okazji Trzech Króli). 5 stycznia sklepy otwarte są dłużej niż zwykle, kolejki długie, bo nigdy nie braknie kupujących prezenty na ostatni moment. 7 stycznia Hiszpania kończy okres świętowania, dzieci wracają do szkół, a cała reszta do nieświątecznej normalności. Choć normalność to nie jest słowo, którym można opisać to co się dzieje Katalonii po 6 stycznia, ale o tym w następnym poście.




Epiphany on January 6 marks the end of the Christmas season in Spain, the 6th of January is probably the most anticipated day for children. It is when the Three Kings bring presents, so no wonther that children are imatiently waiting for this day to come, even if it means going back to school the following day.

The Three Kings, Reyes Magos, arrive to Barcelona by boat with their camels and presents for children who have behaved well during the year. They arrive to the port when they are greeted by the mere of the city and people of Barcelona and then pass through the city. The Three Wise Men parade (Cabalgada de los Reyes) is a wonderful spectacle, something remarkable, a must if you are in Spain on this day, an event that is assisted by thousands and thousands of people.





Each of the Three Kings has their own entourage, composed of hundreds of dressed-up servants,
musicians, postmen and messengers who carry letters from children (while in Poland, children write letters to Santa Claus, in Spain niños write letters with their dream presents to the Three Kings), camels and elephants.

The Reyes Magos little assistants throw candies and cookies from the platforms that slowly move forward, children are well prepared- with a plastic bag in hand to catch/ find/pick up as many candies as possible.
After returning home, children tired after the evening full of excitement go to bed to find presents early in the morning on the 6th of January. However, they need to remember to leave their shoes in some visible place (so that the Three Kings won´t miss it), to leave hay and water for camels and some snacks for Reyes. If they do so, they will find gifts. Well, they might as well find there coal, if they misbehaved.




Traditionally on this day (I mean the Epiphany) in Spain, you eat cake called roscón de reyes (something like Portuguese bolo rei, however, the shape is different) – it is ring-shaped cake decorated with candied fruits, inside it has a small figure and a bean hidden inside. Who gets a piece of roscón with bean inside has to pay for the cake the following year, who gets the part with the small figure is declares King or Queen (a paper crown is sold with the cake).


Although the Epiphany January is probably the most exciting and popular among children, the parade is an interesting event for people of all ages. However, if you don´t want to participate in the parade and disorder that comes with it (streets so crowded that you can´t move, metro so full, you can´t even enter, general noise and chaos), you should stay away from the Cabalgata´s itinerary. But I personally recommend that everyone sees it once.

Since I had to work till 7 pm, I had checked before at city hall´s website at what time the parade was supposed to pass the pl. Universidad. I expected many people, but still found it surprising how many people were expecting the parade. Lines and lines of Barcelona´s residents. Fortunately I managed to squeeze in between a Spanish family and could see everything (and even take some decent photos). But most of all, I was able to feel an unusual atmosphere of the day.
Some children were lucky and could enjoy the parade from the balconies, but it meant no candies for them. Other children could count on their parents, well, to be more specific, on their shoulders, or creativity, some wise Spanish dad brought folding ladders so their children could enjoy better view.




After the parade I jointed thousands of people who still had to buy some present (I will remember next year not to leave it for the last minute, as the queues in shops are just endless) for Nuno´s birthday. When he was a small kid, Nuno lived in Vigo, Galicia, and he thought that the parade was to celebrate the day of his b-day. He was very disappointed when he was explained that people in Spain celebrated the 6th January the arrival of the Three Kings, and not his birthday.
The 7th of January is the day when Spain stops Christmas celebrations, children go back to school, and the rest of the population go back to ´non-festive-normality. Although I´m not sure if ¨normality¨ is the suitable word to describe the atmosphere that reigns in Cataluña after 6 January, but more on that in the next post.

Bądź na bieżąco/ Follow by Email