Friday, 31 August 2012

Nostalgiczny spacer/ Nostalgic walk


W zeszłą sobotę, kiedy było za gorąco nawet na wygrzewanie się na plaży (tak jest to możliwe), a każdy normalny człowiek siedział w pomieszczeniu klimatyzowanym, wybrałam się na przechadzkę po Bornie. W upale każdy dodatkowy przedmiot wydaje się ważyć za dużo, więc zamiast aparatu bawiłam się aplikacjami iphona. I wyszły ciekawe ujęcia, idealnie oddające klimat jednej z moich ulubionych dzielnic (więcej zdjęć w galerii Spacerownik na facebooku). Cały czas się nie mogę zdecydować czy wolę Born, czy Eixample, czy Gótico. Nie wymagajcie jednak ode mnie wskazania zwycięzcy, bo każdą dzielnicę lubię za coś innego, każda ma inny klimat.


Born to takie zagłębie ludzi o korzeniach artystycznych. To małe urocze sklepiki z odzieżą vintage czy młodych projektantów. To wąskie uliczki, suszące się pranie, zaniedbane fasady budynków.

To Passeig de Born gdzie życie toczy się w kawiarenkach i barach. Born też kilka turystycznych atrakcji, jak kościół Santa Maria del Mar, czy muzeum Picassa. Na Bornie mieści się El Xampanyet, gdzie koniecznie trzeba się napić cava. By potem zagubić się w labiryncie uliczek i odkryć fajne graffiti.




Last Saturday, when it was too hot even to go to the beach (yes, it really can be that hot), and any normal person would stay in an air-conditioned room, I  decided to go for a walk around Born. At least I was wise enough not to take my cam as every object seems to weigh too much in an infernal summer heat. Instead I played with my iphone applications. I am pleased with the result (more photos in the gallery Walking tours on my facebook page), as the nostalgic atmosphere is what you get in Born, one of my favourite neighborhoods. Please, don’t ask me to decide if I prefer Born, Eixample or Gótico, as I like every one of them for totally different reasons.


Born is a bohemian district with are many little stores selling vintage clothes or labels by young designers. Its streets are narrow, perfect to get lost, pass under tiny balconies with laundry hanging outside, discover some cool graffiti on the run-down walls or doors.


The center of the district is the Passeig de Born where life happens in cafes and bars. Born has a few tourist attractions, such as the Church of Santa Maria del Mar or the Picasso Museum. And if you want to try Catalan cava, there isn’t better place than El Xampanyet.

Monday, 27 August 2012

Fiesta i sjesta/ Fiesta&siesta


Czasami ciężko uciec od stereotypowego myślenia o jakimś kraju. W kontekście Hiszpanii nie mogę nie wspomnieć fiesty i sjesty. Dla mnie fiesta to nie tyle typowa impreza (a takie jest jedno ze znaczeń tego słowa), co uwielbiane przeze mnie imprezy tematyczne, organizowane w regionach, miastach, miasteczkach. Staram się wyszukać te najciekawsze, najdziwniejsze z punkt widzenia osoby przyjezdnej, w niektórych było mi dane uczestniczyć, o innych mogłam przeczytać. (odsyłam do etykiety tradycje, jeśli przeoczyliście). Myślę, że Nuno kiedyś wykorzysta przeciwko mnie, że ciągnęłam go ze sobą na wszystkie te, które były wystarczająco blisko Barcelony, żeby w nich uczestniczyć.

Po tygodniowej nieprzerwanej imprezie dzielnicy Gracia, także Sants przystroiło się (skromniej) i świętowało. Nie miałam już jednak siły na życie nocne i poszłam tylko obejrzeć dekoracje, na swoje wytłumaczenie mając tylko falę upałów, która daje mi się we znaki i skutecznie wysysa ze mnie pokłady energii. Większość dekoracji nie wywarła na mnie dużego wrażenia, w porównaniu z tymi z Gracia, wypadają blado, ale to co zawsze będę podziwiać to zaangażowanie sąsiadów w organizację. Fajnie, że komuś się chce. Wymyślić pomysł, przygotować a potem jeszcze uczestniczyć.

 

Sants jest dla mnie dzielnicą nieznaną. Wygląda jak małe miasteczko, czuć tu klimat barrio. Jeśli jesteś turystą spędzającym kilka dni w Barcelonie, szanse, że przypadkiem znajdziesz się w Sants są niewielkie. Ale tracisz też niewiele.


A wracając do sjesty z tematu, to coraz bardziej zaczynam rozumieć potrzebę popołudniowego odpoczynku, kiedy ulice emanują dziwnym spokojem i miasta zamierają. Post krótki, bo nadeszła pora na sjestę :)


Sometimes it is hard to escape from stereotypes. When I think of Spain, I can’t avoid not to mention fiesta and siesta. When I picture a fiesta, I don’t think of a typical party in a disco (well, maybe when  somebody mentions Ibiza). I imagine instead some local celebrations, be it for a Saint’s day, Carnaval or basically any other occasions. They are organized even in the smallest towns all over Spain. I recognize that I am bit of fiesta freak, always trying to find some weird and odd traditional celebrations and check my calendar for availability (I think Nuno secretly hates me for dragging him with me to yet another fiesta I heard about). I was lucky enough to participate in quite a few (if you missed the posts or are new to the blog, check “traditions” label)


After a week of continuous party in the Gracia district, Sants also put on (more modest) decorations and show how Spaniards love to have fun. I was too tired to go there during the night, so I missed all the concert and drinking on the streets, and I have only one excuse, that the heat wave sucked all the energy out of me. As I missed the Sants Fiesta Mayor last year, I forced myself to see some decorations, but to be honest, they fall pale in comparison to the ones in Gracia.  What I do admire us how neighbors get involved: come up with original idea, prepare the decorations and then have energy to party for days and nights.


 

Sants is a totally unknown district for me, it looks like a small town and it is a typical barrio. But if you are in Barcelona only as a tourist, chances of getting here are slim. But don’t worry, I don’t think you miss much.


Getting back to siesta from the post’s title. I finally begin to understand the need to have some rest in the afternoon, when the streets are so deserted that is seems surreal, and even a big city is strangely quiet and peaceful. It is a short post, as I feel like sleeping my siesta…  

Saturday, 25 August 2012

Miłe niespodzianki/ Nice surprises


Jednym z głównych powodów, dla których lubię Barcelonę, są niespodzianki, które czekają na każdym kroku. Idziesz znaną sobie ulicą, aż jednego dnia zwrócisz uwagę na jakiś ciekawy detal architektoniczny. 


Okrywasz lodziarnię, a lody smakują dokładnie tak samo, jak te w Rzymie. I dzięki temu przypominasz sobie ten fajny wyjazd.


Umawiasz się z koleżanką na piwo na Gracia, a na placu nagle kilkanaście par zaczyna tańczyć swinga. Chcąc nie chcąc twój nastrój nie może już być lepszy. I zaczynasz podrygiwać w rytm muzyki, marząc o kursie tanecznym. 


Spacerujesz po Bornie, a tam za rogiem odkrywasz „galerię” zdjęć. Otwierasz oczy, bo przechodziłeś tamtędy setki razy i za każdym razem ściana była pusta, a tu nagle pokrywają ją zdjęcia. Uśmiechasz się, nie do końca rozumiesz jak, co i czemu. 


Życie pełne jest takich małych magicznych momentów. Musisz się tylko nauczyć je zauważać i zacząć kolekcjonować. 


One of the main reasons why I like Barcelona so much, is that this city never stops to surprise me. You walk down a street that you know so well and suddenly you spot some architectural detail that you have never seen there before.


You pass by a ice cream shop and decide to enter. And then you discover that their ice cream taste exactly the same as those in Rome. And you spend next minutes remembering this great trip to The Eternal City.

You meet a friend for a beer in Gracia, and suddenly some people start to dance swing. You can help it, you start to move to the music and consider taking dancing classes. And you mood just can’t be better. 


You take a walk around Born, turn around a corner and you discover a photo "gallery". You are surprised, as you passed the same street countless times and it was always an empty wall and now it is covered with pictures. You smile, you like the idea, although you may not know when it was posted, nor why. 

Life is full of such small magical moments. You just need to learn to notice them and start collecting them.

Thursday, 23 August 2012

Długi spacer/ Long walk


Przygotujcie się na monotonię barcelońską w najbliższym czasie. Mam dużo pomysłów na posty, setki zdjęć… A na swoją kolej czekają przecież także Portugalia, Amsterdam, Paryż, Grenada…Czas jednak nie jest z gumy, trzeba ustalić priorytety. Blog ma Barcelonę w nazwie, a to zobowiązuje… Więc kilka(naście) najbliższych postów będzie o Barcelonie.

 

Dziś zabiorę was wirtualnie na spacer po Passeig de Sant Joan. Spacery to mój nowy projekt na nadchodzący miesiąc. Potrzebuję projektów i zmian. Zmiany na blogu małe już widać (jak wam się podoba białe tło i większy format zdjęć), a inne zmiany pojawią się za jakiś czas. Ale o tym… za jakiś czas :) 



Pierwszym świadomym spacerem było przejście w zeszłą środę Passeig de Sant Joan. Wielokrotnie zjeżdżając bicingiem z Graci zwracałam uwagę na ładne budynki, ciekawe graffiti, szerokie chodniki idealne do spacerowania. A do tego kawiarenki, place zabaw, ścieżka dla rowerzystów, ławki by od czasu do czasu odpocząć i wielkie drzewa. Pasaż Świętego Jana jest dość zielony, oprócz drzew, mniej więcej w połowie długości, znajduje się mały skwer na pl Tetuan,  nazwany Ogrodami Doktora Roberta (Jardins del Doctor Robert). 

 

Pasaż zaczyna się przy Łuku Triumfalnym, a kończy przy Travessera de Gracia, ma długość ok. 2 kilometrów. Jeśli ktoś ma pół godziny, to warto przespacerować się i zatrzymać przy numerze 108, gdzie mieści się piękny modernistyczny budynek słynnego katalońskiego architekta Puig i Cadafalch. Ciekawym elementem jest figura rowerzysty  na kolumnie przy drzwiach wejściowych, a  drugiej stromy chłopa na ośle (chyba). 


Innym ciekawym o jest biblioteka publiczna Arús (przy numerze 26 ), o której pisałam już kiedyś. Ale to nie jedyne ładne budynki, pełno jest  ładnych kamienic. Więcej zdjęć na stronie facebookowej w albumie spacerownik

Podoba się? Czy tak jak ja lubicie spacerować?


Get ready that next post are going be monotonous, I am having a lot of ideas and photos on Barcelona. Still, there are stories from Portugal, Amsterdam, Paris, Granada that I wanted to share with you. But my free time is limited lately, so I have to prioritize stories. And since my blog has Barcelona included in the name, this city has to come first. 


Today I will take you on a virtual walk through the Passeig de Sant Joan. Taking as many walks as possible is my new project for the upcoming month. I need projects and changes. As you have notices, there have been some small changes on the blog already (do you like white background and bigger photos?), and I will chare other bigger changes in due time.  Wait patiently. 



I took the first planned walk last Wednesday, and my choice was Passeig de Sant Joan. So many times we were going down from Gracia through the Passeig by bicing, and I always found it interesting. There are so many nice buildings, graffiti, big trees. And wide sidewalks make it perfect for pedestrians too (cyclist have their own line as well), then add cafes, playgrounds for kids, benches for getting some rest or to gossip. Passage of Saint John is very green, thanks to the trees it is really shaded which is more than appreciated during the hot days. There is also a nice  small square on the Tetuan square, called Dr. Robert Gardens (Jardins del Doctor Robert).

 

Passaige begins at the Arc de Triomphe and ends at Travessera de Gracia, If you half an hour to spare, it is really worth walking this distance. You shold stop at number 108, where a beautiful Modernist building  ofthe famous Catalan architect Puig i Cadafalch is located.  There is an interesting decorative element: figure of a cyclist on a column at the front door and a peasant on a donkey (I think) on the other side.


Another building worth mentioning is the public library Arús (at number 26), I already mentioned it in a post some months ago. But as you can judge by the photos (at least I hope you agree), there are plenty of nice buildings. More photos on Facebook, in the album Barcelona walking tours

 

Have you enjoyed the walk? Do you share my love walking? 

Wednesday, 15 August 2012

Uliczny bal przebierańców/ Street costume party


W tym roku 16 ulic i 2 place zostały udekorowane podczas tej najważniejszej imprezy letniej w Barcelonie. Początek obchodów Festa Mayor de Gracia przypadł akurat na dzień wolny, więc rano spacerkiem poszłam w towarzystwie mojego aparatu podziwiać przebraną dzielnicę Gracia.  To już moja trzecia przebierana fiesta, na pierwszą trafiłam przypadkiem podczas mojej pierwszej wizyty w Barcelonie (nie muszę chyba wyjaśniać, że była ona jednym z czynników, dzięki  którym marzyłam o zamieszkaniu w Barcelonie i chyba wtedy zaczęła się moja mała obsesja na punkcie uczestniczenia we najdziwniejszych nawet tradycjach Hiszpańskich), zeszłoroczne dekoracje możecie zobaczyć tutaj, a teraz zapraszam was na uliczny bal przebierańców (więcej zdjęć na stronie fcb).

 

Moim faworytem w konkursie na najlepszą dekorację jest Dziki Zachód na Carrer Verdi. Indianie, saloon, listy gończe, rewolwery, kondory.




Calle Berga w zeszłym roku postawiła na kurnik, w tym jest to ul., jest żółto i słodko. Kolorowo, za sprawą kostek Rubika, jest na calle Torteda, a zimno się robi na Joan Blanques, gdzie przenosimy się na biegun północny. Są pingwiny, płatki śniegu, igloo i Eskimosi.

 

Jak widać na zdjęciach, tłumy przyszły podziwiać dekorację, frajdę mają nie tylko najmłodsi. Ja sama na widok niektórych pomysłów otwierałam szeroko oczy.

Fiestas de Gracia noca przybierają inny wymiar. Są koncerty, zabawa na ulicy, z kubkiem sangrii czy cerveza w ręku. W dzień jest spokojnie, choć tłumnie. Są stoliki, gdzie przygotowane są zajęcia dla dzieci, albo gdzie dziadkowie mogą pograć sobie w warcaby. Fiestas de Gracia łączy pokolenia. Także poprzez zawiązania do starych gier czy starych magnetofonów.

 

Prawie każda dekoracja ma jakiś element „interaktywny”, przy którym można sobie zrobić zdjęcie i stać się tym samym elementem przebieranki.


 

Chyba nie muszę was zachęcać, byście kiedyś tak zaplanowali wyprawę do Barcelony, by wypadała ona w tym samym czasie co Fiesta Major de Gracia?


This year, 16 streets and two squares are decorated during this most important summer event in Barcelona.  The celebrations of Festa Mayor de Gracia started today, and as it happens to be day off,  I decided to take quite a walk with my camera to admire this year’s decorations. This was my third street dress-up party, I happened to be in the right place at the right time during my first trip to Barcelona (lucky my, I think it is when my obsession with traditional Spanish fiestas begun and it was one of the things thanks to which I really fell in love with Barcelona ), last year I couldn’t miss it for either, so you can check the post. This year I also decided to remember what it is like to be kid and be surprised all the time (more photos on my fcb page). 

 

Definitely the Wild West is my favourite decoration. On Carrer Verdi you can meet the Indians, enter the saloon, have condors flying above your head. Wanted lists, revolvers and all sort of small details really transport you back in time. 

 

Last year you could admire a gen house on Calle Berga, this year you enter a beehive. The street us yellow and sweet. Calle Torteda is colorful thanks to countless Rubik's cubes. You can feel bit cold on Joan Blanques, as you find yourself on the North Pole. There are penguins, snowflakes, igloos and Eskimos.

 

As you can see in the pictures, the decorated streets are really crowded, the whole families come to admire the fantasy and creativity. I felt like a kid with my eyes wide opened and a big smile on my face as I saw some fantastic ideas. 



At night Fiesta de Gracia transforms. There are concerts, street parties with a cup of sangria or cerveza (version low cost). During the day there are not that many activities, most of the people just came to admire and compare the decorated streets. Fiestas de Gracia connects generations. Grandparents can play checkers, kids can dance on an empty stage. And thanks to some decorations parents can remind old good times when they played Mario or Packman and has a cassette player. 



Many decorations have an “interactive" element  thanks to which you can become for a moment part of the street’s dress-up. 


I think you are already convinced to book a plane ticket and plan a trip to Barcelona at the same time as the Fiesta Major de Gracia of 2013.

Friday, 31 August 2012

Nostalgiczny spacer/ Nostalgic walk


W zeszłą sobotę, kiedy było za gorąco nawet na wygrzewanie się na plaży (tak jest to możliwe), a każdy normalny człowiek siedział w pomieszczeniu klimatyzowanym, wybrałam się na przechadzkę po Bornie. W upale każdy dodatkowy przedmiot wydaje się ważyć za dużo, więc zamiast aparatu bawiłam się aplikacjami iphona. I wyszły ciekawe ujęcia, idealnie oddające klimat jednej z moich ulubionych dzielnic (więcej zdjęć w galerii Spacerownik na facebooku). Cały czas się nie mogę zdecydować czy wolę Born, czy Eixample, czy Gótico. Nie wymagajcie jednak ode mnie wskazania zwycięzcy, bo każdą dzielnicę lubię za coś innego, każda ma inny klimat.


Born to takie zagłębie ludzi o korzeniach artystycznych. To małe urocze sklepiki z odzieżą vintage czy młodych projektantów. To wąskie uliczki, suszące się pranie, zaniedbane fasady budynków.

To Passeig de Born gdzie życie toczy się w kawiarenkach i barach. Born też kilka turystycznych atrakcji, jak kościół Santa Maria del Mar, czy muzeum Picassa. Na Bornie mieści się El Xampanyet, gdzie koniecznie trzeba się napić cava. By potem zagubić się w labiryncie uliczek i odkryć fajne graffiti.




Last Saturday, when it was too hot even to go to the beach (yes, it really can be that hot), and any normal person would stay in an air-conditioned room, I  decided to go for a walk around Born. At least I was wise enough not to take my cam as every object seems to weigh too much in an infernal summer heat. Instead I played with my iphone applications. I am pleased with the result (more photos in the gallery Walking tours on my facebook page), as the nostalgic atmosphere is what you get in Born, one of my favourite neighborhoods. Please, don’t ask me to decide if I prefer Born, Eixample or Gótico, as I like every one of them for totally different reasons.


Born is a bohemian district with are many little stores selling vintage clothes or labels by young designers. Its streets are narrow, perfect to get lost, pass under tiny balconies with laundry hanging outside, discover some cool graffiti on the run-down walls or doors.


The center of the district is the Passeig de Born where life happens in cafes and bars. Born has a few tourist attractions, such as the Church of Santa Maria del Mar or the Picasso Museum. And if you want to try Catalan cava, there isn’t better place than El Xampanyet.

Monday, 27 August 2012

Fiesta i sjesta/ Fiesta&siesta


Czasami ciężko uciec od stereotypowego myślenia o jakimś kraju. W kontekście Hiszpanii nie mogę nie wspomnieć fiesty i sjesty. Dla mnie fiesta to nie tyle typowa impreza (a takie jest jedno ze znaczeń tego słowa), co uwielbiane przeze mnie imprezy tematyczne, organizowane w regionach, miastach, miasteczkach. Staram się wyszukać te najciekawsze, najdziwniejsze z punkt widzenia osoby przyjezdnej, w niektórych było mi dane uczestniczyć, o innych mogłam przeczytać. (odsyłam do etykiety tradycje, jeśli przeoczyliście). Myślę, że Nuno kiedyś wykorzysta przeciwko mnie, że ciągnęłam go ze sobą na wszystkie te, które były wystarczająco blisko Barcelony, żeby w nich uczestniczyć.

Po tygodniowej nieprzerwanej imprezie dzielnicy Gracia, także Sants przystroiło się (skromniej) i świętowało. Nie miałam już jednak siły na życie nocne i poszłam tylko obejrzeć dekoracje, na swoje wytłumaczenie mając tylko falę upałów, która daje mi się we znaki i skutecznie wysysa ze mnie pokłady energii. Większość dekoracji nie wywarła na mnie dużego wrażenia, w porównaniu z tymi z Gracia, wypadają blado, ale to co zawsze będę podziwiać to zaangażowanie sąsiadów w organizację. Fajnie, że komuś się chce. Wymyślić pomysł, przygotować a potem jeszcze uczestniczyć.

 

Sants jest dla mnie dzielnicą nieznaną. Wygląda jak małe miasteczko, czuć tu klimat barrio. Jeśli jesteś turystą spędzającym kilka dni w Barcelonie, szanse, że przypadkiem znajdziesz się w Sants są niewielkie. Ale tracisz też niewiele.


A wracając do sjesty z tematu, to coraz bardziej zaczynam rozumieć potrzebę popołudniowego odpoczynku, kiedy ulice emanują dziwnym spokojem i miasta zamierają. Post krótki, bo nadeszła pora na sjestę :)


Sometimes it is hard to escape from stereotypes. When I think of Spain, I can’t avoid not to mention fiesta and siesta. When I picture a fiesta, I don’t think of a typical party in a disco (well, maybe when  somebody mentions Ibiza). I imagine instead some local celebrations, be it for a Saint’s day, Carnaval or basically any other occasions. They are organized even in the smallest towns all over Spain. I recognize that I am bit of fiesta freak, always trying to find some weird and odd traditional celebrations and check my calendar for availability (I think Nuno secretly hates me for dragging him with me to yet another fiesta I heard about). I was lucky enough to participate in quite a few (if you missed the posts or are new to the blog, check “traditions” label)


After a week of continuous party in the Gracia district, Sants also put on (more modest) decorations and show how Spaniards love to have fun. I was too tired to go there during the night, so I missed all the concert and drinking on the streets, and I have only one excuse, that the heat wave sucked all the energy out of me. As I missed the Sants Fiesta Mayor last year, I forced myself to see some decorations, but to be honest, they fall pale in comparison to the ones in Gracia.  What I do admire us how neighbors get involved: come up with original idea, prepare the decorations and then have energy to party for days and nights.


 

Sants is a totally unknown district for me, it looks like a small town and it is a typical barrio. But if you are in Barcelona only as a tourist, chances of getting here are slim. But don’t worry, I don’t think you miss much.


Getting back to siesta from the post’s title. I finally begin to understand the need to have some rest in the afternoon, when the streets are so deserted that is seems surreal, and even a big city is strangely quiet and peaceful. It is a short post, as I feel like sleeping my siesta…  

Saturday, 25 August 2012

Miłe niespodzianki/ Nice surprises


Jednym z głównych powodów, dla których lubię Barcelonę, są niespodzianki, które czekają na każdym kroku. Idziesz znaną sobie ulicą, aż jednego dnia zwrócisz uwagę na jakiś ciekawy detal architektoniczny. 


Okrywasz lodziarnię, a lody smakują dokładnie tak samo, jak te w Rzymie. I dzięki temu przypominasz sobie ten fajny wyjazd.


Umawiasz się z koleżanką na piwo na Gracia, a na placu nagle kilkanaście par zaczyna tańczyć swinga. Chcąc nie chcąc twój nastrój nie może już być lepszy. I zaczynasz podrygiwać w rytm muzyki, marząc o kursie tanecznym. 


Spacerujesz po Bornie, a tam za rogiem odkrywasz „galerię” zdjęć. Otwierasz oczy, bo przechodziłeś tamtędy setki razy i za każdym razem ściana była pusta, a tu nagle pokrywają ją zdjęcia. Uśmiechasz się, nie do końca rozumiesz jak, co i czemu. 


Życie pełne jest takich małych magicznych momentów. Musisz się tylko nauczyć je zauważać i zacząć kolekcjonować. 


One of the main reasons why I like Barcelona so much, is that this city never stops to surprise me. You walk down a street that you know so well and suddenly you spot some architectural detail that you have never seen there before.


You pass by a ice cream shop and decide to enter. And then you discover that their ice cream taste exactly the same as those in Rome. And you spend next minutes remembering this great trip to The Eternal City.

You meet a friend for a beer in Gracia, and suddenly some people start to dance swing. You can help it, you start to move to the music and consider taking dancing classes. And you mood just can’t be better. 


You take a walk around Born, turn around a corner and you discover a photo "gallery". You are surprised, as you passed the same street countless times and it was always an empty wall and now it is covered with pictures. You smile, you like the idea, although you may not know when it was posted, nor why. 

Life is full of such small magical moments. You just need to learn to notice them and start collecting them.

Thursday, 23 August 2012

Długi spacer/ Long walk


Przygotujcie się na monotonię barcelońską w najbliższym czasie. Mam dużo pomysłów na posty, setki zdjęć… A na swoją kolej czekają przecież także Portugalia, Amsterdam, Paryż, Grenada…Czas jednak nie jest z gumy, trzeba ustalić priorytety. Blog ma Barcelonę w nazwie, a to zobowiązuje… Więc kilka(naście) najbliższych postów będzie o Barcelonie.

 

Dziś zabiorę was wirtualnie na spacer po Passeig de Sant Joan. Spacery to mój nowy projekt na nadchodzący miesiąc. Potrzebuję projektów i zmian. Zmiany na blogu małe już widać (jak wam się podoba białe tło i większy format zdjęć), a inne zmiany pojawią się za jakiś czas. Ale o tym… za jakiś czas :) 



Pierwszym świadomym spacerem było przejście w zeszłą środę Passeig de Sant Joan. Wielokrotnie zjeżdżając bicingiem z Graci zwracałam uwagę na ładne budynki, ciekawe graffiti, szerokie chodniki idealne do spacerowania. A do tego kawiarenki, place zabaw, ścieżka dla rowerzystów, ławki by od czasu do czasu odpocząć i wielkie drzewa. Pasaż Świętego Jana jest dość zielony, oprócz drzew, mniej więcej w połowie długości, znajduje się mały skwer na pl Tetuan,  nazwany Ogrodami Doktora Roberta (Jardins del Doctor Robert). 

 

Pasaż zaczyna się przy Łuku Triumfalnym, a kończy przy Travessera de Gracia, ma długość ok. 2 kilometrów. Jeśli ktoś ma pół godziny, to warto przespacerować się i zatrzymać przy numerze 108, gdzie mieści się piękny modernistyczny budynek słynnego katalońskiego architekta Puig i Cadafalch. Ciekawym elementem jest figura rowerzysty  na kolumnie przy drzwiach wejściowych, a  drugiej stromy chłopa na ośle (chyba). 


Innym ciekawym o jest biblioteka publiczna Arús (przy numerze 26 ), o której pisałam już kiedyś. Ale to nie jedyne ładne budynki, pełno jest  ładnych kamienic. Więcej zdjęć na stronie facebookowej w albumie spacerownik

Podoba się? Czy tak jak ja lubicie spacerować?


Get ready that next post are going be monotonous, I am having a lot of ideas and photos on Barcelona. Still, there are stories from Portugal, Amsterdam, Paris, Granada that I wanted to share with you. But my free time is limited lately, so I have to prioritize stories. And since my blog has Barcelona included in the name, this city has to come first. 


Today I will take you on a virtual walk through the Passeig de Sant Joan. Taking as many walks as possible is my new project for the upcoming month. I need projects and changes. As you have notices, there have been some small changes on the blog already (do you like white background and bigger photos?), and I will chare other bigger changes in due time.  Wait patiently. 



I took the first planned walk last Wednesday, and my choice was Passeig de Sant Joan. So many times we were going down from Gracia through the Passeig by bicing, and I always found it interesting. There are so many nice buildings, graffiti, big trees. And wide sidewalks make it perfect for pedestrians too (cyclist have their own line as well), then add cafes, playgrounds for kids, benches for getting some rest or to gossip. Passage of Saint John is very green, thanks to the trees it is really shaded which is more than appreciated during the hot days. There is also a nice  small square on the Tetuan square, called Dr. Robert Gardens (Jardins del Doctor Robert).

 

Passaige begins at the Arc de Triomphe and ends at Travessera de Gracia, If you half an hour to spare, it is really worth walking this distance. You shold stop at number 108, where a beautiful Modernist building  ofthe famous Catalan architect Puig i Cadafalch is located.  There is an interesting decorative element: figure of a cyclist on a column at the front door and a peasant on a donkey (I think) on the other side.


Another building worth mentioning is the public library Arús (at number 26), I already mentioned it in a post some months ago. But as you can judge by the photos (at least I hope you agree), there are plenty of nice buildings. More photos on Facebook, in the album Barcelona walking tours

 

Have you enjoyed the walk? Do you share my love walking? 

Wednesday, 15 August 2012

Uliczny bal przebierańców/ Street costume party


W tym roku 16 ulic i 2 place zostały udekorowane podczas tej najważniejszej imprezy letniej w Barcelonie. Początek obchodów Festa Mayor de Gracia przypadł akurat na dzień wolny, więc rano spacerkiem poszłam w towarzystwie mojego aparatu podziwiać przebraną dzielnicę Gracia.  To już moja trzecia przebierana fiesta, na pierwszą trafiłam przypadkiem podczas mojej pierwszej wizyty w Barcelonie (nie muszę chyba wyjaśniać, że była ona jednym z czynników, dzięki  którym marzyłam o zamieszkaniu w Barcelonie i chyba wtedy zaczęła się moja mała obsesja na punkcie uczestniczenia we najdziwniejszych nawet tradycjach Hiszpańskich), zeszłoroczne dekoracje możecie zobaczyć tutaj, a teraz zapraszam was na uliczny bal przebierańców (więcej zdjęć na stronie fcb).

 

Moim faworytem w konkursie na najlepszą dekorację jest Dziki Zachód na Carrer Verdi. Indianie, saloon, listy gończe, rewolwery, kondory.




Calle Berga w zeszłym roku postawiła na kurnik, w tym jest to ul., jest żółto i słodko. Kolorowo, za sprawą kostek Rubika, jest na calle Torteda, a zimno się robi na Joan Blanques, gdzie przenosimy się na biegun północny. Są pingwiny, płatki śniegu, igloo i Eskimosi.

 

Jak widać na zdjęciach, tłumy przyszły podziwiać dekorację, frajdę mają nie tylko najmłodsi. Ja sama na widok niektórych pomysłów otwierałam szeroko oczy.

Fiestas de Gracia noca przybierają inny wymiar. Są koncerty, zabawa na ulicy, z kubkiem sangrii czy cerveza w ręku. W dzień jest spokojnie, choć tłumnie. Są stoliki, gdzie przygotowane są zajęcia dla dzieci, albo gdzie dziadkowie mogą pograć sobie w warcaby. Fiestas de Gracia łączy pokolenia. Także poprzez zawiązania do starych gier czy starych magnetofonów.

 

Prawie każda dekoracja ma jakiś element „interaktywny”, przy którym można sobie zrobić zdjęcie i stać się tym samym elementem przebieranki.


 

Chyba nie muszę was zachęcać, byście kiedyś tak zaplanowali wyprawę do Barcelony, by wypadała ona w tym samym czasie co Fiesta Major de Gracia?


This year, 16 streets and two squares are decorated during this most important summer event in Barcelona.  The celebrations of Festa Mayor de Gracia started today, and as it happens to be day off,  I decided to take quite a walk with my camera to admire this year’s decorations. This was my third street dress-up party, I happened to be in the right place at the right time during my first trip to Barcelona (lucky my, I think it is when my obsession with traditional Spanish fiestas begun and it was one of the things thanks to which I really fell in love with Barcelona ), last year I couldn’t miss it for either, so you can check the post. This year I also decided to remember what it is like to be kid and be surprised all the time (more photos on my fcb page). 

 

Definitely the Wild West is my favourite decoration. On Carrer Verdi you can meet the Indians, enter the saloon, have condors flying above your head. Wanted lists, revolvers and all sort of small details really transport you back in time. 

 

Last year you could admire a gen house on Calle Berga, this year you enter a beehive. The street us yellow and sweet. Calle Torteda is colorful thanks to countless Rubik's cubes. You can feel bit cold on Joan Blanques, as you find yourself on the North Pole. There are penguins, snowflakes, igloos and Eskimos.

 

As you can see in the pictures, the decorated streets are really crowded, the whole families come to admire the fantasy and creativity. I felt like a kid with my eyes wide opened and a big smile on my face as I saw some fantastic ideas. 



At night Fiesta de Gracia transforms. There are concerts, street parties with a cup of sangria or cerveza (version low cost). During the day there are not that many activities, most of the people just came to admire and compare the decorated streets. Fiestas de Gracia connects generations. Grandparents can play checkers, kids can dance on an empty stage. And thanks to some decorations parents can remind old good times when they played Mario or Packman and has a cassette player. 



Many decorations have an “interactive" element  thanks to which you can become for a moment part of the street’s dress-up. 


I think you are already convinced to book a plane ticket and plan a trip to Barcelona at the same time as the Fiesta Major de Gracia of 2013.

Bądź na bieżąco/ Follow by Email