Wednesday, 1 December 2010

El clásico

29 listopada, wieczorna pora, na ulicach pustki. Co jest widokiem rzadkim w centrum Barcelony. Dziś wielki mecz, el clásico (klasyk), nazywany także Derbi Español ("Derby hiszpańskie") lub Gran Derbi Europa ("Wielkie Derby Europy"). Dla niewtajemniczonych, chodzi o mecz między Realem Madryt a FC Barcelona.

To coś więcej niż mecz. Być na Camp Nou to doświadczenie wykraczające tylko poza emocje sportowe. Obie drużyny postrzegane są jako reprezentanci regionów- Kastylii i Katalonii, są to najbardziej utytułowane drużyny Hiszpanii. W rywalizacji obu klubów poza oczywistym aspektem sportowym, ważną rolę ma także aspekt polityczny i kulturowy. Za rządów Primo de Rivery, a przede wszystkim Francisco Franco (oddanego fana Realu), mecz Barcelona- Madryt stał się czymś więcej niż tylko spotkaniem piłkarskim. Katalonia, która zawsze chciała być niepodległym krajem, była szczególnie prześladowana przez reżim (surowo zabronione było mówienie po katalońsku, czy nadawania imion katalońskich, jedynym miejscem, gdzie można było powiesić flagę Katalonii był właśnie stadion FC Barcelony, stał się on zatem symbolem dla fanów klubu). Dla Franco Real to symbol reżimu.

Musieliśmy więc obejrzeć mecz obowiązkowo. Umówiliśmy się z kolegą z pracy Nuno w barze irlandzkim, oczywiście, jak to południowcy, umówili się na piętnaście minut przed rozpoczęciem meczu. Zaskoczyła nas kolejka przed wejściem do baru, okazało się, że nie wpuszczają ludzi (nie wiadomo czemu). Musieliśmy szybkim truchcikiem przemieścić się do innego baru. Wszystkie lokale, w których był telewizor były pełne, wolne miejsca były tylko w barach, gdzie nie było TV. Mecz się zaczął, bar pękał w szwach. Oczywiście wszyscy kibicowali Barcy, oprócz Nuno (który solidaryzował się z rodakami Mourinho, Ronaldo i Ricardo Carvalho).
Spodziewaliśmy się emocjonującego meczu, byliśmy zatem trochę zawiedzeni grą. Na boisku widoczna była tylko jedna drużyna, Barcelona przez 67% meczu posiadali piłkę. "Po jednej stronie była magia, po drugiej tylko wściekła bezradność", Mourinho powinien spalić się ze wstydu", Barcelona upokorzyła Mourinho, to niektóre z nagłówków gazet we wtorek. 5:0, Wielki pogrom Realu, wynik, który zaskoczył wszystkich.




Fani Barcy wylegli na Rambla, gdzie tradycyjnie świętują zwycięstwa ich klubu. I oczywiście okrzyki:
"illa illa illa, Villa maravilla"- to na cześć 2 bramek Villi (Villa- cudowny, wielki), “Madrid, cabrón, saluda al campeón” (Madryt, gnoju, pozdrów mistrza), Ole le, Olala, ser del Barça és el millor que hi ha (katalońsku: być fanem Barcy, to najlepsza rzecz na świecie).
(niestety jakość zdjęć pozostawia dużo do życzenia, ale mieliśmy tylko telefon Nuno pod ręką)




Evening, November 29, streets are empty. This is a quite unusual view. Well, there ia a big football match, El Clasico (classic), also called Derbi Español (Spanish Derby ). For those who still don’t have a clue about this big event, it is a game Real Madrid and FC Barcelona.

It's more than just a football match. To be at Camp Nou must be an experience that goes way beyond simple sport excitement. Both teams are considered representatives of Castilla and Catalunya regions, they are also the most successful Spanish clubs. The rivalry between the two clubs has a strong political and cultural aspect, not to mention the obvious, simple sport competition. During the Franco dictatorship (who was a devoted Real Madrid fan), Barcelona-Madrid confrontation become more than just a football meeting. Catalonia, which has always wanted to be an independent country, was persecuted by the regime (it was forbidden to speak Catalan, to give typically Catalan names, the only place where you could freely hang Catalan flag was at the FC Barcelona stadium, which turned into a symbol for Barca fans). For Franco, Real was a symbol of his regime.

So it was a must to see the game. We met Nuno’s collegue from work in front of an Irish bar.
Of course, typically, they met fifteen minutes before the match (the most important of the season). We were surprised by the queue that was formed at the entrance, then the security guy informed that they didn’t let more people in (it was not full, so it was illogical). We had to move quickly to another bar. All places that had TV were full, you could clearly distinguish between those empty= without TV ones. The match had already started, as we enteres a bar that was so crowded that 5 people more wouldn’t squeeze in. Of course, all the people were supporting Barca, Nuno wanted Real to win, only because of his compatriots, Mourinho, Ronaldo and Ricardo Carvalho).
We expected an exciting game, so we were a little disappointed after it had finished. On the field, there was only one team visible, Barcelona possessed the ball during 67% of the match . “Barca thrashing reminds Mourinho of his Madrid challenge “,Barcelona routs Real Madrid 5-0”, "Slap to Real Madrid" and "This Barca is a machine"- these are some of the headlines from Tuesday newspapers. 5:0, a result that nobody expected, not even the most devoted Barca fan.




Barca fans took over the Rambla, when they always celebrate their club’s vistory. This time the joy seemed bigger than usually. They were chanting:"Illa illa illa, Villa Maravilla" – to honour Villa’s 2 goals (Villa-wonderful, great), "Madrid, cabrón, saluda al Campeón" (Madrid, bastard, salute the champions), Ole le, Olala, ser del Barça és el millor que hi ha ha (Catalan: Being a Barça fan, is the best there is).
(I know, the quality of photos is far from perfect, but we only had Nuno’s phone).

4 comments:

Mateusz said...

Hej :)

Właśnie przeczytałem wpis o Gran Derbi - niczym relacja sportowa dla niewtajemniczonych. Barca ładnie skopała tyłki chłopcom z Madrytu. Tutaj w Lizbonie oglądaliśmy mecz w szerokim gronie, ale większość była za Barcą, nawet znaczna więszkość. A tak z ciekawości, jakie są szanse dostania się na stadion podczas takiego meczu? Jest szansa dostania jakichkolwiek biletów? Jakie są ceny? Nawet myślelismy, żeby się wybrać - tzn zebrać parę osób i przylecieć, ale baliśmy się, że nie dostaniemy biletów... No nic, trzymaj się ciepło i dozobaczenia, mam nadzieję wkrótce :)

Agnieszka said...

Na taki mecz bilety wyprzedane z wyprzedzeniem kilkutygodniowym. ale w barach i na ulicach też czuć było atmosferę. Ja się zamierzam na jakiś mec wybrać, bo to jednak co innego, ale tata chce iść na jakiś mecz Champions to poczekam do wiosny.
A ja myślałam, że w Portugalii to solidaryzować się z rodakami będą, kilku ich przecież w Realu gra...

marc said...

być na takim meczu to spełnienie marzeń, ale wszystko przede mną :-)

Agnieszka said...

Oj, moim marzeniem tez :) jaka atmosfera musi panowac na stadionie. niestety, dostanie biletow graniczy z cudem, ale moze pewnego dnia bedziemy szczesliwcami :)

Post a Comment

Wednesday, 1 December 2010

El clásico

29 listopada, wieczorna pora, na ulicach pustki. Co jest widokiem rzadkim w centrum Barcelony. Dziś wielki mecz, el clásico (klasyk), nazywany także Derbi Español ("Derby hiszpańskie") lub Gran Derbi Europa ("Wielkie Derby Europy"). Dla niewtajemniczonych, chodzi o mecz między Realem Madryt a FC Barcelona.

To coś więcej niż mecz. Być na Camp Nou to doświadczenie wykraczające tylko poza emocje sportowe. Obie drużyny postrzegane są jako reprezentanci regionów- Kastylii i Katalonii, są to najbardziej utytułowane drużyny Hiszpanii. W rywalizacji obu klubów poza oczywistym aspektem sportowym, ważną rolę ma także aspekt polityczny i kulturowy. Za rządów Primo de Rivery, a przede wszystkim Francisco Franco (oddanego fana Realu), mecz Barcelona- Madryt stał się czymś więcej niż tylko spotkaniem piłkarskim. Katalonia, która zawsze chciała być niepodległym krajem, była szczególnie prześladowana przez reżim (surowo zabronione było mówienie po katalońsku, czy nadawania imion katalońskich, jedynym miejscem, gdzie można było powiesić flagę Katalonii był właśnie stadion FC Barcelony, stał się on zatem symbolem dla fanów klubu). Dla Franco Real to symbol reżimu.

Musieliśmy więc obejrzeć mecz obowiązkowo. Umówiliśmy się z kolegą z pracy Nuno w barze irlandzkim, oczywiście, jak to południowcy, umówili się na piętnaście minut przed rozpoczęciem meczu. Zaskoczyła nas kolejka przed wejściem do baru, okazało się, że nie wpuszczają ludzi (nie wiadomo czemu). Musieliśmy szybkim truchcikiem przemieścić się do innego baru. Wszystkie lokale, w których był telewizor były pełne, wolne miejsca były tylko w barach, gdzie nie było TV. Mecz się zaczął, bar pękał w szwach. Oczywiście wszyscy kibicowali Barcy, oprócz Nuno (który solidaryzował się z rodakami Mourinho, Ronaldo i Ricardo Carvalho).
Spodziewaliśmy się emocjonującego meczu, byliśmy zatem trochę zawiedzeni grą. Na boisku widoczna była tylko jedna drużyna, Barcelona przez 67% meczu posiadali piłkę. "Po jednej stronie była magia, po drugiej tylko wściekła bezradność", Mourinho powinien spalić się ze wstydu", Barcelona upokorzyła Mourinho, to niektóre z nagłówków gazet we wtorek. 5:0, Wielki pogrom Realu, wynik, który zaskoczył wszystkich.




Fani Barcy wylegli na Rambla, gdzie tradycyjnie świętują zwycięstwa ich klubu. I oczywiście okrzyki:
"illa illa illa, Villa maravilla"- to na cześć 2 bramek Villi (Villa- cudowny, wielki), “Madrid, cabrón, saluda al campeón” (Madryt, gnoju, pozdrów mistrza), Ole le, Olala, ser del Barça és el millor que hi ha (katalońsku: być fanem Barcy, to najlepsza rzecz na świecie).
(niestety jakość zdjęć pozostawia dużo do życzenia, ale mieliśmy tylko telefon Nuno pod ręką)




Evening, November 29, streets are empty. This is a quite unusual view. Well, there ia a big football match, El Clasico (classic), also called Derbi Español (Spanish Derby ). For those who still don’t have a clue about this big event, it is a game Real Madrid and FC Barcelona.

It's more than just a football match. To be at Camp Nou must be an experience that goes way beyond simple sport excitement. Both teams are considered representatives of Castilla and Catalunya regions, they are also the most successful Spanish clubs. The rivalry between the two clubs has a strong political and cultural aspect, not to mention the obvious, simple sport competition. During the Franco dictatorship (who was a devoted Real Madrid fan), Barcelona-Madrid confrontation become more than just a football meeting. Catalonia, which has always wanted to be an independent country, was persecuted by the regime (it was forbidden to speak Catalan, to give typically Catalan names, the only place where you could freely hang Catalan flag was at the FC Barcelona stadium, which turned into a symbol for Barca fans). For Franco, Real was a symbol of his regime.

So it was a must to see the game. We met Nuno’s collegue from work in front of an Irish bar.
Of course, typically, they met fifteen minutes before the match (the most important of the season). We were surprised by the queue that was formed at the entrance, then the security guy informed that they didn’t let more people in (it was not full, so it was illogical). We had to move quickly to another bar. All places that had TV were full, you could clearly distinguish between those empty= without TV ones. The match had already started, as we enteres a bar that was so crowded that 5 people more wouldn’t squeeze in. Of course, all the people were supporting Barca, Nuno wanted Real to win, only because of his compatriots, Mourinho, Ronaldo and Ricardo Carvalho).
We expected an exciting game, so we were a little disappointed after it had finished. On the field, there was only one team visible, Barcelona possessed the ball during 67% of the match . “Barca thrashing reminds Mourinho of his Madrid challenge “,Barcelona routs Real Madrid 5-0”, "Slap to Real Madrid" and "This Barca is a machine"- these are some of the headlines from Tuesday newspapers. 5:0, a result that nobody expected, not even the most devoted Barca fan.




Barca fans took over the Rambla, when they always celebrate their club’s vistory. This time the joy seemed bigger than usually. They were chanting:"Illa illa illa, Villa Maravilla" – to honour Villa’s 2 goals (Villa-wonderful, great), "Madrid, cabrón, saluda al Campeón" (Madrid, bastard, salute the champions), Ole le, Olala, ser del Barça és el millor que hi ha ha (Catalan: Being a Barça fan, is the best there is).
(I know, the quality of photos is far from perfect, but we only had Nuno’s phone).

4 comments:

Mateusz said...

Hej :)

Właśnie przeczytałem wpis o Gran Derbi - niczym relacja sportowa dla niewtajemniczonych. Barca ładnie skopała tyłki chłopcom z Madrytu. Tutaj w Lizbonie oglądaliśmy mecz w szerokim gronie, ale większość była za Barcą, nawet znaczna więszkość. A tak z ciekawości, jakie są szanse dostania się na stadion podczas takiego meczu? Jest szansa dostania jakichkolwiek biletów? Jakie są ceny? Nawet myślelismy, żeby się wybrać - tzn zebrać parę osób i przylecieć, ale baliśmy się, że nie dostaniemy biletów... No nic, trzymaj się ciepło i dozobaczenia, mam nadzieję wkrótce :)

Agnieszka said...

Na taki mecz bilety wyprzedane z wyprzedzeniem kilkutygodniowym. ale w barach i na ulicach też czuć było atmosferę. Ja się zamierzam na jakiś mec wybrać, bo to jednak co innego, ale tata chce iść na jakiś mecz Champions to poczekam do wiosny.
A ja myślałam, że w Portugalii to solidaryzować się z rodakami będą, kilku ich przecież w Realu gra...

marc said...

być na takim meczu to spełnienie marzeń, ale wszystko przede mną :-)

Agnieszka said...

Oj, moim marzeniem tez :) jaka atmosfera musi panowac na stadionie. niestety, dostanie biletow graniczy z cudem, ale moze pewnego dnia bedziemy szczesliwcami :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email