Saturday, 2 November 2013

Czyli gdzie byliśmy kiedy nas nie było?


... czyli gdzie byliśmy, kiedy nas nie było...

Nawet nie zauważyłam, kiedy zleciały te miesiące od ostatniego wpisu. Blog się zakurzył, o jego istnieniu przypominały mi tylko anonimowe komentarze spamowe i kilku wiernych czytelników.

Dopadło mnie zwątpienie po co pisać, o czym pisać i dla kogo pisać. Nie do końca udało mi się zwalczyć wątpliwości, chętnie odkryłabym jakąś nową formę pisania, ale zanim mi się to uda, to wrócę i popiszę tutaj :) A jest o czym, bo przecież nie było jeszcze o portugalskim roadtripie, na który zabraliśmy moich rodziców, nie było o odwiedzinach znajomych i rodziny w Irlandii, nie było o naszych wakacjach na Maderze i portugalskim ślubie (ubiegam pytania, nie, nie naszym) czy czerwcowym wypadzie do przepięknego włoskiego regionu Cinque Terre.



A ponieważ irlandzka jesienna pogoda (czytaj: deszcze, opady, deszcze, mokro, wiatr) sprzyja piciu litrów herbaty, to mogę się nią delektować i przy okazji tworzyć posty w ilościach hurtowych (no może z tym nadmiarem to przesadzam, w międzyczasie muszę studiować przecież zasady irlandzkiego ruchu drogowego i przewodnik po moim mega skomplikowanym aparacie fotograficznym, bo wykorzystuję na razie ułamek jego możliwości). Nuno jesienne wieczory wypełnia sobie inaczej, ale od czasu do czasu domaga się wpisów na blogu. Niestety nie znaczy to, że mi pomoże w pisaniu :) Ale ja wracam do blogosfery.






So where we went when we were gone? 

I haven’t even noticed that my last post was written months ago! Time really flies. I have to dust off the blog… and hopefully in few weeks  hundreds of anonymous spam comments will change into comments written by existing readers (as you know comments feed the blog and give me motivation to keep writing). Some faithful readers were asking if we were alive, if we were still in Ireland, to you I owe you the explanation that I was just looking for the reasons why/about what/ for whom I was to write a blog. I would like to reinvent the blog or find another was/place to keep writing, but still haven’t figured out how to do it, so for the time being I will just stick to what I know. So expect a lot of posts, cause when we were gone we visited few nice places, ate nice things and were visited by friends and family. 

Now the big question will be what to describe as first: a Portuguese roadtrip with my parents? Discovering Ireland with friends and family? Our holidays in Madeira and Portuguese wedding (in case you are wondering: no, not ours) or June excursion to the beautiful Italian region of Cinque Terre. 



And because it’s autumn and evenings are really long (and as you can imagine in Ireland, it rains, rains and rains), I can enjoy my cups and cups of tea while writing. Well, don’t expect to get posts every days as I still have to study for the driving test and finally discover all the fancy features of my advanced camera, as I really should not only use the auto options. Nuno has different way of spending his evenings (but I’m not gonna complain about playstation and the games) but he occasionally complain that I stopped writing.  So I am back. 

16 comments:

Ajka said...

Czekałam! I się doczekałam :)

Karolina said...

Udanego powrotu :) Trzymam kciuki i czekam na nowe posty! Pozdrawiam! Karolina

Rysia Altewęgier said...

No wreszcie! Czekamy na posty :)

Marlena said...

Ajka ja też i bardzo się cieszę na te wszystkie opowieści, które będą na blogu :)

Agnieszka Stasiewska said...

Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Zaraz się zabieram za pisanie, bo dzięki Wam dostałam kopa motywacyjnego :)

majamok said...

Witamy z powrotem

pola said...

Czekałam, czekałam i bardzo się cieszę z Twojego powrotu :)

Agnieszka Stasiewska said...

Bardzo się cieszę, że Was nie straciłam przez te miesiące ciszy :)

Marta F. Sitarska said...

Nareszcie :)

xpil said...

O, fajny blog. Trafiasz na mój lewy margines!

Agnieszka Stasiewska said...

@Xpil, dzięki za miłe słowa i zapraszam do lektury

mirka said...

też się cieszę z powrotu, wchodzilam często a tam ciągle św.Patryk był,Ale się doczekalam...

Agnieszka Stasiewska said...

No teraz mam co nadrabiać :) jutro kolejny post już czeka na publikację :)

Ania said...

Czasem takie przerwy są potrzebne, czasem nieuniknione. Wiem coś o tym :) Ja dołączam do grona tych, którzy się cieszą z Twojego "come back"! Najtrudniej jest rozpocząć, teraz już będzie Ci łatwiej, zobaczysz :)

monika jall said...

Czekalam, wiedzialam ze wpisy kiedys sie pojawia. zabieram sie do czytania, bo mam chwile.

Agnieszka Stasiewska said...

Monika, cieszę się, że wpadłaś, a my pomału na wiosnę planujemy wypad do Londynu, więc liczę, że się spotkamy (chyba że się wcześniej do nas wybierzesz :)

Post a Comment

Saturday, 2 November 2013

Czyli gdzie byliśmy kiedy nas nie było?


... czyli gdzie byliśmy, kiedy nas nie było...

Nawet nie zauważyłam, kiedy zleciały te miesiące od ostatniego wpisu. Blog się zakurzył, o jego istnieniu przypominały mi tylko anonimowe komentarze spamowe i kilku wiernych czytelników.

Dopadło mnie zwątpienie po co pisać, o czym pisać i dla kogo pisać. Nie do końca udało mi się zwalczyć wątpliwości, chętnie odkryłabym jakąś nową formę pisania, ale zanim mi się to uda, to wrócę i popiszę tutaj :) A jest o czym, bo przecież nie było jeszcze o portugalskim roadtripie, na który zabraliśmy moich rodziców, nie było o odwiedzinach znajomych i rodziny w Irlandii, nie było o naszych wakacjach na Maderze i portugalskim ślubie (ubiegam pytania, nie, nie naszym) czy czerwcowym wypadzie do przepięknego włoskiego regionu Cinque Terre.



A ponieważ irlandzka jesienna pogoda (czytaj: deszcze, opady, deszcze, mokro, wiatr) sprzyja piciu litrów herbaty, to mogę się nią delektować i przy okazji tworzyć posty w ilościach hurtowych (no może z tym nadmiarem to przesadzam, w międzyczasie muszę studiować przecież zasady irlandzkiego ruchu drogowego i przewodnik po moim mega skomplikowanym aparacie fotograficznym, bo wykorzystuję na razie ułamek jego możliwości). Nuno jesienne wieczory wypełnia sobie inaczej, ale od czasu do czasu domaga się wpisów na blogu. Niestety nie znaczy to, że mi pomoże w pisaniu :) Ale ja wracam do blogosfery.






So where we went when we were gone? 

I haven’t even noticed that my last post was written months ago! Time really flies. I have to dust off the blog… and hopefully in few weeks  hundreds of anonymous spam comments will change into comments written by existing readers (as you know comments feed the blog and give me motivation to keep writing). Some faithful readers were asking if we were alive, if we were still in Ireland, to you I owe you the explanation that I was just looking for the reasons why/about what/ for whom I was to write a blog. I would like to reinvent the blog or find another was/place to keep writing, but still haven’t figured out how to do it, so for the time being I will just stick to what I know. So expect a lot of posts, cause when we were gone we visited few nice places, ate nice things and were visited by friends and family. 

Now the big question will be what to describe as first: a Portuguese roadtrip with my parents? Discovering Ireland with friends and family? Our holidays in Madeira and Portuguese wedding (in case you are wondering: no, not ours) or June excursion to the beautiful Italian region of Cinque Terre. 



And because it’s autumn and evenings are really long (and as you can imagine in Ireland, it rains, rains and rains), I can enjoy my cups and cups of tea while writing. Well, don’t expect to get posts every days as I still have to study for the driving test and finally discover all the fancy features of my advanced camera, as I really should not only use the auto options. Nuno has different way of spending his evenings (but I’m not gonna complain about playstation and the games) but he occasionally complain that I stopped writing.  So I am back. 

16 comments:

Ajka said...

Czekałam! I się doczekałam :)

Karolina said...

Udanego powrotu :) Trzymam kciuki i czekam na nowe posty! Pozdrawiam! Karolina

Rysia Altewęgier said...

No wreszcie! Czekamy na posty :)

Marlena said...

Ajka ja też i bardzo się cieszę na te wszystkie opowieści, które będą na blogu :)

Agnieszka Stasiewska said...

Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Zaraz się zabieram za pisanie, bo dzięki Wam dostałam kopa motywacyjnego :)

majamok said...

Witamy z powrotem

pola said...

Czekałam, czekałam i bardzo się cieszę z Twojego powrotu :)

Agnieszka Stasiewska said...

Bardzo się cieszę, że Was nie straciłam przez te miesiące ciszy :)

Marta F. Sitarska said...

Nareszcie :)

xpil said...

O, fajny blog. Trafiasz na mój lewy margines!

Agnieszka Stasiewska said...

@Xpil, dzięki za miłe słowa i zapraszam do lektury

mirka said...

też się cieszę z powrotu, wchodzilam często a tam ciągle św.Patryk był,Ale się doczekalam...

Agnieszka Stasiewska said...

No teraz mam co nadrabiać :) jutro kolejny post już czeka na publikację :)

Ania said...

Czasem takie przerwy są potrzebne, czasem nieuniknione. Wiem coś o tym :) Ja dołączam do grona tych, którzy się cieszą z Twojego "come back"! Najtrudniej jest rozpocząć, teraz już będzie Ci łatwiej, zobaczysz :)

monika jall said...

Czekalam, wiedzialam ze wpisy kiedys sie pojawia. zabieram sie do czytania, bo mam chwile.

Agnieszka Stasiewska said...

Monika, cieszę się, że wpadłaś, a my pomału na wiosnę planujemy wypad do Londynu, więc liczę, że się spotkamy (chyba że się wcześniej do nas wybierzesz :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email