Wednesday, 27 November 2013

Dublin, wersja turystyczna/ Dublin, touristic version


Lubię Dublin. Gdybym mogła magicznie zamienić miejsce zamieszkania w obrębie Irlandii, to bez wahania już jutro byłabym w Dublinie.  O kilku powodach, dla których polubiłam Dublin pisałam w tym poście. Obiecywałam więcej, ale musiało minąć 9 miesięcy, żeby powstał kolejny post o stolicy wyspy.


Za pierwszym razem przechadzaliśmy się po mieście, co byście wiedzieli, jeśli kliknęliście w linka. Tym razem jednak, korzystając z wizyty mojego taty, poznaliśmy Dubli, jak na prawdziwych turystów przystało. Tak, zaliczyliśmy wszystko, co turysta absolutnie musi zobaczyć w Dublinie. Na pierwszy rzut poszedł piątkowy wieczór w pubie, z Guinnessem oraz muzyką na żywo w tle. Sobotę rozpoczęliśmy full irish breakfast, potem spacerek do Trinity College, odstanie w kolejce i zobaczenie słynnej Book of Kells, a potem spacerek (mógłby być autobus, ale w końcu mieliśmy full irish breakfast, a te kiełbaski i bekon należałoby jednak spalić) do fabryki Guinnessa. Bardziej turystycznego planu na sobotnie przedpołudnie nie dało się chyba wymyślić. 


Po południu, a jakże, Temple bar i puby. Tu guinness, tam kolejny pint, ani się obejrzeliśmy a w pubie spędziliśmy z 2 godziny, ale na nasze usprawiedliwienie mamy deszczową pogodę i klimat irlandzkich pubów (zasługują na osobny post, ale nie obiecuję nic, bo coś mi nie wychodzi trzymanie terminów).


Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja wolę sobie czasami bez celu chodzić po mieście, powłóczyć się brzegiem rzeki, czy zagubić się w nieznanych zakamarkach nowego miasta. Tak „zwiedzaliśmy” Dublin za pierwszym razem. Bez presji czasu, bez konieczności wejścia gdziekolwiek. Wiedzieliśmy, że Dublin odwiedzimy niejeden jeszcze raz. We wrześniu poszliśmy jednak do tak zwanych atrakcji turystycznych miasta, więc zwiedzanie tym razem miało konkretny cel i cenę (bo ani Guinness factory za 16€ ani Book of kells- chyba 8,50€ do najtańszych atrakcji nie należą. Dodatkowo pogoda niezbyt dopisała tym razem, więc Dublin już mnie nie oczarował tak, jak przy pierwszej wizycie (kulinarnie nadal było jednak tak dobrze, że zamieniłabym Galway na stolicę bez mrugnięcia okiem). Wtedy były tylko ochy i achy, a teraz umiarkowany entuzjazm. Może po prostu powinniśmy więcej spacerować i zamienić wejście do fabryki Guinnessa na kilka pintów w lokalnych pubach?A oglądanie książki (wiem, że nie jest to jakaś pierwsza z brzegu książka, ale jeden z najważniejszych zabytków irlandzkich, wpisany na listę Guinnessa) też sobie odpuścić, chyba że ktoś jest pasjonatem średniowiecznej historii i manuskryptów…


A na wiosnę planuję Dublinowi dać trzecią szansę. 


I like Dublin. If I could magically close my eyes and change my current city (i.e. Galway), I would be in Dublin tomorrow. Here is a link to 5 reasons why we liked Dublin the first time we went there. I promised more post on that subject and it took me nine months to write the post (and believe me, translation it into English was why I almost changes my mind… I must be insane, should read a book or watch TV instead of blogging in English… are there even any non-Polish readers here?)


As you could see from the previous post (that is, if you actually clicked the link), that we just wandered around the city. The second time, in September, we were real tourists. We saw all the must-sees, we queued to enter to famous touristic spots, we did it all. We started on Friday- with a pint of Guinness and live music, in a pub of course, where else? Ireland= pub :) We had Full Irish Breakfast on Saturday, then we walked to Trinity College, we had to queue to see the famous Book of Kells, then we walked again (we could have taken a bus, but the Full Irish had to be burnt) to to the Guinness factory . I couldn’t come with more touristic schedule. Well, actually I could, as in the afternoon  we went to Temple Bar district to have few pints in different pubs. I should really write a separate post on Irish pubs, but won’t promise anything as I obviously can’t keep my word. 


I do not know if it’s only me, but I prefer to aimlessly walk around a city I visit the first time, I always choose a walk by the river that enter some museum, I will rather get lost and discover some unexpected gems than to spend hour in a queue to some famous monument. This is how we visited Dublin the first time- no time pressure, no need to go anywhere specific. We knew there would be more visits in the future. 


In September, however, we went to the so-called tourist attractions, this time exploring Dublin had its purpose and price (because neither the entrance to  Guinness factory for 16 € nor Book of Kells -8,50 € can be called cheap). Weather didn’t help. As much as I was delighted and charmed by Dublin months ago, the second time my enthusiasm was moderate (but a foodie part was still satisfying…). Maybe we should just go have a pint in a pub than going to the Guinness Factory? Maybe we should just walk by the river instead of queuing to see the famous book (I know it’s not just any book, but one of most important Irish treasures  but I’m not that passionate about medieval history or manuscripts)?


Well, I’m going to give Dublin  a third chance in Spring.

10 comments:

Agnieszka Kuczyńska said...

Ja w Dublinie nie wiedziałam chyba nic, co należy zobaczyć, poza kilkoma pubami i to z zewnątrz ;) Też lubię łazić bez celu, coraz częściej odpuszczam sobie te must see.

Agnieszka Kuczyńska said...

Ps. Zdjęcie nr 3 - extra!

mirka said...

mam nadzieje ze wiosna i ten trzeci raz to będzie ze mną

Agnieszka Stasiewska said...

Chyba tak :) ale mamy jeszcze zaproszenie do blogowych znajomych, więc może będzie 3 i 4 raz ;)

monika jall said...

Wedlug mnie, koniecznie nalezy zobaczyc puby i posluchac muzyki irlanzkiej na zywo, reszte spokojnie mozna sobie darowac, no jeszcze moze ten slup na O'Connel street jest ciekawy, zeby nie powiedziec idiotyczny:~0

Trajbajowa said...

Nie byłam w Dublinie, może kiedyś..

Mandy Indonesia said...


Thanks, Buddy. I have also enjoyed your blog and will continue to check in to read your posts.

Justyna Maserak said...

Ooo... Też bym chętnie odwiedziła Dublin! Mój mąż pewnie podwójnie, gdy zobaczy zdjęcie, na którym trzymasz Guinessa ;)

mikasia said...

bilet do Guinnessa jest tańszy jeśli kupisz online :)
Następnym razem polecam żebyś zostawiła w centrum w spokoju i pojechała zobaczyć ten mniej a za to jaki piękny Dublin. Np. Howth, Dalkey, Sandycove, Dun Laoghaire, Dalkey, Malahide, Portmarnock.. Mogłabym tak wyliczać bez końca :)

Martin Wall said...

Keep blogging in English. it would be hard for me to read without this.! I found your blog in my research on where to live in Ireland. Its interesting to read your experiences. I'm born and bred in England but am looking to move to Ireland. I do like Galway and I prefer it to Dublin in the same way I prefer smaller UK cities to London. But its personal preference I guess:-)

Post a Comment

Wednesday, 27 November 2013

Dublin, wersja turystyczna/ Dublin, touristic version


Lubię Dublin. Gdybym mogła magicznie zamienić miejsce zamieszkania w obrębie Irlandii, to bez wahania już jutro byłabym w Dublinie.  O kilku powodach, dla których polubiłam Dublin pisałam w tym poście. Obiecywałam więcej, ale musiało minąć 9 miesięcy, żeby powstał kolejny post o stolicy wyspy.


Za pierwszym razem przechadzaliśmy się po mieście, co byście wiedzieli, jeśli kliknęliście w linka. Tym razem jednak, korzystając z wizyty mojego taty, poznaliśmy Dubli, jak na prawdziwych turystów przystało. Tak, zaliczyliśmy wszystko, co turysta absolutnie musi zobaczyć w Dublinie. Na pierwszy rzut poszedł piątkowy wieczór w pubie, z Guinnessem oraz muzyką na żywo w tle. Sobotę rozpoczęliśmy full irish breakfast, potem spacerek do Trinity College, odstanie w kolejce i zobaczenie słynnej Book of Kells, a potem spacerek (mógłby być autobus, ale w końcu mieliśmy full irish breakfast, a te kiełbaski i bekon należałoby jednak spalić) do fabryki Guinnessa. Bardziej turystycznego planu na sobotnie przedpołudnie nie dało się chyba wymyślić. 


Po południu, a jakże, Temple bar i puby. Tu guinness, tam kolejny pint, ani się obejrzeliśmy a w pubie spędziliśmy z 2 godziny, ale na nasze usprawiedliwienie mamy deszczową pogodę i klimat irlandzkich pubów (zasługują na osobny post, ale nie obiecuję nic, bo coś mi nie wychodzi trzymanie terminów).


Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja wolę sobie czasami bez celu chodzić po mieście, powłóczyć się brzegiem rzeki, czy zagubić się w nieznanych zakamarkach nowego miasta. Tak „zwiedzaliśmy” Dublin za pierwszym razem. Bez presji czasu, bez konieczności wejścia gdziekolwiek. Wiedzieliśmy, że Dublin odwiedzimy niejeden jeszcze raz. We wrześniu poszliśmy jednak do tak zwanych atrakcji turystycznych miasta, więc zwiedzanie tym razem miało konkretny cel i cenę (bo ani Guinness factory za 16€ ani Book of kells- chyba 8,50€ do najtańszych atrakcji nie należą. Dodatkowo pogoda niezbyt dopisała tym razem, więc Dublin już mnie nie oczarował tak, jak przy pierwszej wizycie (kulinarnie nadal było jednak tak dobrze, że zamieniłabym Galway na stolicę bez mrugnięcia okiem). Wtedy były tylko ochy i achy, a teraz umiarkowany entuzjazm. Może po prostu powinniśmy więcej spacerować i zamienić wejście do fabryki Guinnessa na kilka pintów w lokalnych pubach?A oglądanie książki (wiem, że nie jest to jakaś pierwsza z brzegu książka, ale jeden z najważniejszych zabytków irlandzkich, wpisany na listę Guinnessa) też sobie odpuścić, chyba że ktoś jest pasjonatem średniowiecznej historii i manuskryptów…


A na wiosnę planuję Dublinowi dać trzecią szansę. 


I like Dublin. If I could magically close my eyes and change my current city (i.e. Galway), I would be in Dublin tomorrow. Here is a link to 5 reasons why we liked Dublin the first time we went there. I promised more post on that subject and it took me nine months to write the post (and believe me, translation it into English was why I almost changes my mind… I must be insane, should read a book or watch TV instead of blogging in English… are there even any non-Polish readers here?)


As you could see from the previous post (that is, if you actually clicked the link), that we just wandered around the city. The second time, in September, we were real tourists. We saw all the must-sees, we queued to enter to famous touristic spots, we did it all. We started on Friday- with a pint of Guinness and live music, in a pub of course, where else? Ireland= pub :) We had Full Irish Breakfast on Saturday, then we walked to Trinity College, we had to queue to see the famous Book of Kells, then we walked again (we could have taken a bus, but the Full Irish had to be burnt) to to the Guinness factory . I couldn’t come with more touristic schedule. Well, actually I could, as in the afternoon  we went to Temple Bar district to have few pints in different pubs. I should really write a separate post on Irish pubs, but won’t promise anything as I obviously can’t keep my word. 


I do not know if it’s only me, but I prefer to aimlessly walk around a city I visit the first time, I always choose a walk by the river that enter some museum, I will rather get lost and discover some unexpected gems than to spend hour in a queue to some famous monument. This is how we visited Dublin the first time- no time pressure, no need to go anywhere specific. We knew there would be more visits in the future. 


In September, however, we went to the so-called tourist attractions, this time exploring Dublin had its purpose and price (because neither the entrance to  Guinness factory for 16 € nor Book of Kells -8,50 € can be called cheap). Weather didn’t help. As much as I was delighted and charmed by Dublin months ago, the second time my enthusiasm was moderate (but a foodie part was still satisfying…). Maybe we should just go have a pint in a pub than going to the Guinness Factory? Maybe we should just walk by the river instead of queuing to see the famous book (I know it’s not just any book, but one of most important Irish treasures  but I’m not that passionate about medieval history or manuscripts)?


Well, I’m going to give Dublin  a third chance in Spring.

10 comments:

Agnieszka Kuczyńska said...

Ja w Dublinie nie wiedziałam chyba nic, co należy zobaczyć, poza kilkoma pubami i to z zewnątrz ;) Też lubię łazić bez celu, coraz częściej odpuszczam sobie te must see.

Agnieszka Kuczyńska said...

Ps. Zdjęcie nr 3 - extra!

mirka said...

mam nadzieje ze wiosna i ten trzeci raz to będzie ze mną

Agnieszka Stasiewska said...

Chyba tak :) ale mamy jeszcze zaproszenie do blogowych znajomych, więc może będzie 3 i 4 raz ;)

monika jall said...

Wedlug mnie, koniecznie nalezy zobaczyc puby i posluchac muzyki irlanzkiej na zywo, reszte spokojnie mozna sobie darowac, no jeszcze moze ten slup na O'Connel street jest ciekawy, zeby nie powiedziec idiotyczny:~0

Trajbajowa said...

Nie byłam w Dublinie, może kiedyś..

Mandy Indonesia said...


Thanks, Buddy. I have also enjoyed your blog and will continue to check in to read your posts.

Justyna Maserak said...

Ooo... Też bym chętnie odwiedziła Dublin! Mój mąż pewnie podwójnie, gdy zobaczy zdjęcie, na którym trzymasz Guinessa ;)

mikasia said...

bilet do Guinnessa jest tańszy jeśli kupisz online :)
Następnym razem polecam żebyś zostawiła w centrum w spokoju i pojechała zobaczyć ten mniej a za to jaki piękny Dublin. Np. Howth, Dalkey, Sandycove, Dun Laoghaire, Dalkey, Malahide, Portmarnock.. Mogłabym tak wyliczać bez końca :)

Martin Wall said...

Keep blogging in English. it would be hard for me to read without this.! I found your blog in my research on where to live in Ireland. Its interesting to read your experiences. I'm born and bred in England but am looking to move to Ireland. I do like Galway and I prefer it to Dublin in the same way I prefer smaller UK cities to London. But its personal preference I guess:-)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email