Tuesday, 9 October 2012

Spektakl na Camp Nou/ Great game at Camp Nou

Święto La Merce, pożegnania ze znajomymi, odwiedziny mojej chrzestnej i taty- tak, ostatnie tygodnie w Barcelonie były bardzo intensywne. Jednym z fajniejszych momentów były 2 godziny spędzone na Camp Nou. Od razu zaznaczę, że nie jestem fanką piłki nożnej, choć niektóre mecze są bardziej ciekawe od innych, a jedni piłkarze przystojniejsi od innych. Za to uwielbiam atmosferę towarzyszącą meczom. Będąc z Nuno jestem troszkę zmuszona śledzić wyniki ligowe, oglądać niektóre mecze, kibicować FC Porto. Oglądanie meczu w domu przed telewizorem- to nie dla mnie. Nawet w barze jest zdecydowanie ciekawiej, bo kibice ubiorą koszulkę klubową lub szalik, komentują barwnie przebieg meczu, gestykulują, krzyczą... Jednym słowem, jest fajna atmosfera. Ale to i tak wypada blado, gdy porównamy z tym, czego możemy doświadczyć będąc na stadionie. Tu dziękuję Tacie, że zdecydował się na przyjazd w ostatni mój weekend w Barcelonie i zabrał mnie na mecz (nie był to może jakiś najważniejszy mecz sezonu). Najpierw małe rozczarowanie, bo kilku strategicznych graczy Barçy było kontuzjowanych (Puyol czy Pique), ale i tak z napięciem czekaliśmy na pierwszy gwizdek sędziego.
 

Trybuny powoli się zapełniały, gracze obu drużyn się rozgrzali, po odegraniu hymnu FC Barcelony zaczęło się. Ach te emocje, przy każdej niewykorzystanej okazji strzeleckiej (a tych było sporo- przed meczem spodziewaliśmy się co najmniej kilku bramek, bo Granada wydawała sie być łatwym przeciwnikiem), te gwizdy kibiców na sędziego, gdy jego decyzje się im nie podobały (i komentarz, że na pewno jest z Madrytu, bo taki kalosz) i gorący doping (szczególnie kibiców siedzących w trybunie tuż za bramką). Fajne jest to, że na stadiony przychodzą całe rodziny (widziałam nawet kilkumiesięczne, ale obowiązkowo w mini koszulce Barçy). Na gole musieliśmy czekać do ostatnich minut, więc emocje towarzyszyły nam przez całe 90 minut i doliczony czas (jedna z bramek już w doliczonym czasie padła). To, co się działo na trybunach, to też spektakl sam w sobie. Jednym słowem polecam, nie tylko fanom piłki nożnej.
 

A teraz garść informacji praktycznych. Najtrudniejszy jest zakup biletu, bo na najważniejsze mecze ligowe, jak na przykład El Classico (FC Barcelona z Realem Madryt) czy mecze Champions, kupienie biletu na oficjalnej stronie jest praktycznie niemożliwe. Wszystkie bilety są w posiadaniu członków klubu i tylko, kiedy rezygnują oni z pójścia na mecz, można je nabyć. Oczywiście na mniej ważne spotkania ligowe, takie jak wyżej opisany mecz z drużyną z Granady, biletów jest sporo. Dojazd jest łatwy (3 stacje blisko), na bilecie dostajemy wskazówki, z którego wejścia na trybuny skorzystać. I jak chcemy zachowywać się, jak prawdziwy culé, to nawet nie potrzebujemy koszulki klubowej, ale musimy podjadać pestki słonecznika (obowiązkowo z pestkami, które wypluwamy po prostu na podłogę) albo popcorn przez cały mecz. Cały stadion pachnie przez te popcorn jak jakiś multipleks.


Tradycyjnie więcej zdjęć na facebooku. Kliknij, polub, skomentuj.

Ktoś z Was miał okazję być kiedyś na stadionie?
 
 
 
As I have already mentioned, my last weeks in Barcelona were pretty hectic: Fiesta de La Merce, saying goodbye to my friends, my aunt's and my dad's visits, and yes, packing, cleaning, preparing for the big move. One of the most exciting moments was going to the famous Camp Nou stadium to watch a football game. I must say that even though I am not a big football fan (for me some games are more interesting than others, some players are prettier than others, and that would be it), the experience was unforgettable. Basically, the only thing I like about football games, is the ambience and emotions that real fans show. And sometimes being Nuno's girlfriend means that I have to keep track of the results, watch some of the games, cheer for FC Porto, I prefer going to a bar than watching it at home. It is just more exciting to be part of a group cheering for a team, commenting on passes, fouls, goals, or scream and gesticulate with them than just sit on the couch alone (well, even when we stay in, Nuno can't just sit and stare, our neighbors must wonder why he screams so much). But it still is nothing when compared with actually being at the stadium. So I really wanted to thank my dad for taking me to see FC Barcelona against Granada. He wanted to see a game on camp Nou since we moved to Barcelona, but getting a ticket for any important game he wanted to see was impossible. So he decided that experience of watching any game in Camp Nou was what counted and spend with me my last days in Barcelona. After being slightly dissapointed that several strategic Barça players were injured (Puyol and Pique), we waited impatiently for the first whistle.
 
 
We arrived good half an hour before, so that we could take some photos before the game started and observe the spectators. The tribunes were half empty when we arrived, but then fans kept coming and filled them, players of both teams warmed up and after the FC Barcelona anthem the game started. It is really different to watch a game at the stadium than on the TV, not only because there is no repetitions, but the atmosphere is great. The excitement, suspension, anger after not scoring (before  the game we had expected at least few easy goals as Granada didn't look as strong adversary), criticizing the referee's decisions (he wasn't too popular judging by the comments and accusations of being Real Madrid's dog), you could find all the emotions present at the stadium. The cool thing is that whole families come to the stadium (I even spotted a baby boy in a tiny Barça T-shirt). Even though we had to wait for the first goal until last minutes (the second one was scored during the additional time), the whole game was full of powerful emotions. I really was surprised to enjoy it so much, I really want to repeat the experience (maybe another stadium, another team or even another discipline). If you have a chance to go to see a game in Camp Nou, or at any stadium, don't think twice, the experience is really recommendable, not only football fans.

 
 
And now some practical information. For those who are now encouraged to watch a game during their next visit to Barcelona, a little warning. It is almost impossible to get ticket for important games of the Spanish league, like el Classico against Real Madrid, or Champions league games. It seems that all tickets are already given to the club's members, and only if they decide not to attend the game, they become available on the official website. Of course, getting the ticket for less important games is easy, you just enter the website and book a ticket depending on price you are willing to accept. Then you pick up the ticket or just print it out, you follow the indications how to get to the stadium (really easy, there are 2 metro stations near, and then just follow the crowd). And if you want to behave like a real culé, you may forget to wear a club  T-shirt, but you mustn't forget to eat sunflower seeds or popcorn. Now whenever I think of game, I remember the smell of popcorn.
You can find more photos on facebook, so if please check it, like it, comment on it.
 
Have you ever been to a live football game? How was it?

7 comments:

PaniLewczyk said...

na polskie mecze się nie wybieram, ale barca mnie będzie kusić ;) camp nou zobaczone, ale to nie to samo co mecz. a powiedz mi ile mniej więcej kosztują bilety na mecz?

Agnieszka Stasiewska said...

Ja też zwiedzanie Camp Nou zaliczyłam kilka lat temu, ale zobaczyć mecz na żywo, to jest dopiero to! Ceny zależą oczywiście od sektora i odległości od boiska (ceny dostępne na stronie http://www.fcbarcelona.com/), w zakładce tickets, najtańsze ok 30-40 euro, za to daleko, a te najbliżej to ponad 100 kosztują.

Kasia said...

Obejrzenie meczu Barcy na Camp Nou to jedno z moich największych marzeń ;)

P.S. Kibice naprawdę jedzą popcorn? :D Trochę się zdziwiłam, bo zawsze myślałam, że wszyscy stoją, krzyczą i takie tam :D

Laura said...

Dziękuję bardzo za pocztówkę! Sprawiła mi wielką radochę! Właśnie wrzuciłam ją na bloga :)Szkoda, że już nie będę mogła podczytywać dalej o Barcelonie, ale w takim razie poczytam o Irlandii :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Kasia- ja też zdziwiona byłam. I popcornem i łupaniem pestek słonecznika. Ale podrywają się i krzyczą, jak jest okazja, a czasami też bez. Atmosfera jest niesamowita, polecam!

Laura, z długim poślizgiem wysłana, robię się bardziej latynoska niż sami Latynosi i mañana trwało u mnie chyba kilka miesięcy :) pozdrawiam

Pola (@jettingaround) said...

Uwielbiam pilke i zawsze gdy gdzies jade sprawdzam, kto gra... Na Camp Nou bylam, ale niestety tylko zwiedzajac, bo mecz akurat sie nie odbywal. Moge sobie tylko wyobrazic, jaka atmosfera tam panuje! Fajna realacja :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Pola, każdemu polecam! Ja kilka lat temu też tylko zwiedzanie Camp Nou zaliczyłam, ale wypada blado przy emocjach na meczu na żywo.

Post a Comment

Tuesday, 9 October 2012

Spektakl na Camp Nou/ Great game at Camp Nou

Święto La Merce, pożegnania ze znajomymi, odwiedziny mojej chrzestnej i taty- tak, ostatnie tygodnie w Barcelonie były bardzo intensywne. Jednym z fajniejszych momentów były 2 godziny spędzone na Camp Nou. Od razu zaznaczę, że nie jestem fanką piłki nożnej, choć niektóre mecze są bardziej ciekawe od innych, a jedni piłkarze przystojniejsi od innych. Za to uwielbiam atmosferę towarzyszącą meczom. Będąc z Nuno jestem troszkę zmuszona śledzić wyniki ligowe, oglądać niektóre mecze, kibicować FC Porto. Oglądanie meczu w domu przed telewizorem- to nie dla mnie. Nawet w barze jest zdecydowanie ciekawiej, bo kibice ubiorą koszulkę klubową lub szalik, komentują barwnie przebieg meczu, gestykulują, krzyczą... Jednym słowem, jest fajna atmosfera. Ale to i tak wypada blado, gdy porównamy z tym, czego możemy doświadczyć będąc na stadionie. Tu dziękuję Tacie, że zdecydował się na przyjazd w ostatni mój weekend w Barcelonie i zabrał mnie na mecz (nie był to może jakiś najważniejszy mecz sezonu). Najpierw małe rozczarowanie, bo kilku strategicznych graczy Barçy było kontuzjowanych (Puyol czy Pique), ale i tak z napięciem czekaliśmy na pierwszy gwizdek sędziego.
 

Trybuny powoli się zapełniały, gracze obu drużyn się rozgrzali, po odegraniu hymnu FC Barcelony zaczęło się. Ach te emocje, przy każdej niewykorzystanej okazji strzeleckiej (a tych było sporo- przed meczem spodziewaliśmy się co najmniej kilku bramek, bo Granada wydawała sie być łatwym przeciwnikiem), te gwizdy kibiców na sędziego, gdy jego decyzje się im nie podobały (i komentarz, że na pewno jest z Madrytu, bo taki kalosz) i gorący doping (szczególnie kibiców siedzących w trybunie tuż za bramką). Fajne jest to, że na stadiony przychodzą całe rodziny (widziałam nawet kilkumiesięczne, ale obowiązkowo w mini koszulce Barçy). Na gole musieliśmy czekać do ostatnich minut, więc emocje towarzyszyły nam przez całe 90 minut i doliczony czas (jedna z bramek już w doliczonym czasie padła). To, co się działo na trybunach, to też spektakl sam w sobie. Jednym słowem polecam, nie tylko fanom piłki nożnej.
 

A teraz garść informacji praktycznych. Najtrudniejszy jest zakup biletu, bo na najważniejsze mecze ligowe, jak na przykład El Classico (FC Barcelona z Realem Madryt) czy mecze Champions, kupienie biletu na oficjalnej stronie jest praktycznie niemożliwe. Wszystkie bilety są w posiadaniu członków klubu i tylko, kiedy rezygnują oni z pójścia na mecz, można je nabyć. Oczywiście na mniej ważne spotkania ligowe, takie jak wyżej opisany mecz z drużyną z Granady, biletów jest sporo. Dojazd jest łatwy (3 stacje blisko), na bilecie dostajemy wskazówki, z którego wejścia na trybuny skorzystać. I jak chcemy zachowywać się, jak prawdziwy culé, to nawet nie potrzebujemy koszulki klubowej, ale musimy podjadać pestki słonecznika (obowiązkowo z pestkami, które wypluwamy po prostu na podłogę) albo popcorn przez cały mecz. Cały stadion pachnie przez te popcorn jak jakiś multipleks.


Tradycyjnie więcej zdjęć na facebooku. Kliknij, polub, skomentuj.

Ktoś z Was miał okazję być kiedyś na stadionie?
 
 
 
As I have already mentioned, my last weeks in Barcelona were pretty hectic: Fiesta de La Merce, saying goodbye to my friends, my aunt's and my dad's visits, and yes, packing, cleaning, preparing for the big move. One of the most exciting moments was going to the famous Camp Nou stadium to watch a football game. I must say that even though I am not a big football fan (for me some games are more interesting than others, some players are prettier than others, and that would be it), the experience was unforgettable. Basically, the only thing I like about football games, is the ambience and emotions that real fans show. And sometimes being Nuno's girlfriend means that I have to keep track of the results, watch some of the games, cheer for FC Porto, I prefer going to a bar than watching it at home. It is just more exciting to be part of a group cheering for a team, commenting on passes, fouls, goals, or scream and gesticulate with them than just sit on the couch alone (well, even when we stay in, Nuno can't just sit and stare, our neighbors must wonder why he screams so much). But it still is nothing when compared with actually being at the stadium. So I really wanted to thank my dad for taking me to see FC Barcelona against Granada. He wanted to see a game on camp Nou since we moved to Barcelona, but getting a ticket for any important game he wanted to see was impossible. So he decided that experience of watching any game in Camp Nou was what counted and spend with me my last days in Barcelona. After being slightly dissapointed that several strategic Barça players were injured (Puyol and Pique), we waited impatiently for the first whistle.
 
 
We arrived good half an hour before, so that we could take some photos before the game started and observe the spectators. The tribunes were half empty when we arrived, but then fans kept coming and filled them, players of both teams warmed up and after the FC Barcelona anthem the game started. It is really different to watch a game at the stadium than on the TV, not only because there is no repetitions, but the atmosphere is great. The excitement, suspension, anger after not scoring (before  the game we had expected at least few easy goals as Granada didn't look as strong adversary), criticizing the referee's decisions (he wasn't too popular judging by the comments and accusations of being Real Madrid's dog), you could find all the emotions present at the stadium. The cool thing is that whole families come to the stadium (I even spotted a baby boy in a tiny Barça T-shirt). Even though we had to wait for the first goal until last minutes (the second one was scored during the additional time), the whole game was full of powerful emotions. I really was surprised to enjoy it so much, I really want to repeat the experience (maybe another stadium, another team or even another discipline). If you have a chance to go to see a game in Camp Nou, or at any stadium, don't think twice, the experience is really recommendable, not only football fans.

 
 
And now some practical information. For those who are now encouraged to watch a game during their next visit to Barcelona, a little warning. It is almost impossible to get ticket for important games of the Spanish league, like el Classico against Real Madrid, or Champions league games. It seems that all tickets are already given to the club's members, and only if they decide not to attend the game, they become available on the official website. Of course, getting the ticket for less important games is easy, you just enter the website and book a ticket depending on price you are willing to accept. Then you pick up the ticket or just print it out, you follow the indications how to get to the stadium (really easy, there are 2 metro stations near, and then just follow the crowd). And if you want to behave like a real culé, you may forget to wear a club  T-shirt, but you mustn't forget to eat sunflower seeds or popcorn. Now whenever I think of game, I remember the smell of popcorn.
You can find more photos on facebook, so if please check it, like it, comment on it.
 
Have you ever been to a live football game? How was it?

7 comments:

PaniLewczyk said...

na polskie mecze się nie wybieram, ale barca mnie będzie kusić ;) camp nou zobaczone, ale to nie to samo co mecz. a powiedz mi ile mniej więcej kosztują bilety na mecz?

Agnieszka Stasiewska said...

Ja też zwiedzanie Camp Nou zaliczyłam kilka lat temu, ale zobaczyć mecz na żywo, to jest dopiero to! Ceny zależą oczywiście od sektora i odległości od boiska (ceny dostępne na stronie http://www.fcbarcelona.com/), w zakładce tickets, najtańsze ok 30-40 euro, za to daleko, a te najbliżej to ponad 100 kosztują.

Kasia said...

Obejrzenie meczu Barcy na Camp Nou to jedno z moich największych marzeń ;)

P.S. Kibice naprawdę jedzą popcorn? :D Trochę się zdziwiłam, bo zawsze myślałam, że wszyscy stoją, krzyczą i takie tam :D

Laura said...

Dziękuję bardzo za pocztówkę! Sprawiła mi wielką radochę! Właśnie wrzuciłam ją na bloga :)Szkoda, że już nie będę mogła podczytywać dalej o Barcelonie, ale w takim razie poczytam o Irlandii :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Kasia- ja też zdziwiona byłam. I popcornem i łupaniem pestek słonecznika. Ale podrywają się i krzyczą, jak jest okazja, a czasami też bez. Atmosfera jest niesamowita, polecam!

Laura, z długim poślizgiem wysłana, robię się bardziej latynoska niż sami Latynosi i mañana trwało u mnie chyba kilka miesięcy :) pozdrawiam

Pola (@jettingaround) said...

Uwielbiam pilke i zawsze gdy gdzies jade sprawdzam, kto gra... Na Camp Nou bylam, ale niestety tylko zwiedzajac, bo mecz akurat sie nie odbywal. Moge sobie tylko wyobrazic, jaka atmosfera tam panuje! Fajna realacja :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Pola, każdemu polecam! Ja kilka lat temu też tylko zwiedzanie Camp Nou zaliczyłam, ale wypada blado przy emocjach na meczu na żywo.

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email