Sunday, 14 October 2012

Parada, ostrygi i Guinness/ Parade, oysters and Guinness


Od piątku znowu jestem w Galway. Po 9 dniach pobytu w Polsce wróciłam zmęczona i zakatarzona. Jakoś tak to już jest, że odkąd mieszkam poza krajem, każda wizyta zapełniona jest do granic spotkaniami z rodziną, znajomymi, fryzjerami, lekarzami, zakupami… Tym razem na dokładkę wymyśliłam sobie krótki wypad do Warszawy, gdzie nie byłam od czasu skończenia studiów (o tym, jak pozytywne wrażenie sprawiła na mnie stolica chyba w następnym poście będzie). 


Dziś nie będzie o deszczowej pogodzie, o tym, jak to jest opuścić wielkie miasto, o tym, czy już nabawiłam się depresji (czego  chyba spodziewają się moi hiszpańscy znajomi i tylko przyjmują zakłady, jak długo mi to zajmie). Będzie o niespodziankach, jakie oferuje małe i urokliwe miasteczko, które przez następnych kilka miesięcy (czy lat- to się dopiero okaże) będziemy nazywać domem. 

Nuno wie, że uwielbiam planować. I że to przede wszystkim ja w naszym związku wymyślam, co będziemy robić w weekend, gdzie pojedziemy na wakacje… Nie jestem jednak dyktatorem (z małymi wyjątkami) i zgadzam się chętnie na wszystkie propozycje. Ucieszyłam się i zaskoczyłam jednocześnie, gdy zaproponował, żebyśmy poszli na festiwal ostryg, który każdego września ma miejsce w Galway. Nie ma to jak dobry początek nowego etapu życia. Plany, planami, a rzeczywistość swoje. Portugalskie podejście i odkładanie na ostatnią chwilę i okazało się, że wejściówki już wyprzedane. Zamiast na festiwal poszliśmy do pubu na ostrygi i guinnessa (wbrew pozorom połączenie jest idealne), a potem podczas spaceru trafiliśmy nieoczekiwanie na paradę z okazji festiwalu ostryg właśnie. Czasami nie ma co się sztywno trzymać planów. I mimo że zaczęło troszkę kropić, humoru mi to nie zepsuło i na razie dzielnie wszystkim powtarzam, że lubię Galway. A wam się podoba? Więcej zdjęć tutaj



I am back in Galway after 9 busy days in Poland. I don’t go home as often as I would like to, so every visit is planned to the smallest detail as I want to somehow meet all my friends, and family, and go shopping and cut my hair… This time I also ended up spending 2 days in Warsaw visiting my dear friends, I was really impressed how the city has changed since I graduated (I think the next post will be about Warsaw and why I recommend it as your next travel destination). 

I spent really great weekend in Ireland, so today  don’t expect any complaints about rain, and how hard it was to leave a big sunny city, or if I am already depressed (my Spanish friends take it for granted and are betting how long I will stay so positive). Today I want to share with you yet another small surprise that small but charming town that I will call home for the next few months (or years, you never know) had for me.


Nuno knows that I am obsessed with planning . It seems I can’t live normally without agenda. My dream job would be to plan lives/holidays/weekends for those who hate planning.  I like to know where we want to spend the New Years Eve few months ahead and I plan where to go for a long weekend or holidays. It doesn’t mean I automatically reject plans made by my friends or family. I am more than happy (with some exceptions) to go with the flow. So I was at the same time surprised and excited when Nuno suggested we went to the Galway Oyster Festival that takes place every year in September. There's nothing like a good festival to celebrate a new phase of life. But you can have a great plan and still the reality comes in the way. As Portuguese people aren’t really known for being planners, quite on the contrary, they tend to leave everything for the last moment, it turned out that all the tickets had been already sold out. So we went to have some oysters and Guinness (it really is a tasty combination!) in a pub.  I was kind of disappointed (and I don’t even like oysters that much) to miss the festival, but then, for my big surprise, we unexpectedly  walked into a parade. Nuno patiently waited for me, as he is already more than used to my small obsessions with local traditions and festivals. It was a second reason I found to like Galway (the first is a great Saturday market). So even though it rains almost every day, I am happy to be here and discover what Ireland has to offer. Do you like Galway so far? Click here for more photos.



7 comments:

Rysia Altewegier said...

Bardzo sie podoba! Szkoda, ze wejsciowki na Festiwal Ostryg do najtanszych nie naleza ale co sie odwlecze to nie uciecze ;) Kolejna impreza za rok!

Ajka said...

Nuno wyszedł z propozycją wyjścia na festiwal? wow, to juz chyba 2gi raz :P
Fajnie, że miasteczko, mimo, że nie jest duże, ciągle czymś zaskakuje, oby tak było dalej!
Wygląda BARDZO sympatycznie z dotychczasowych relacji.

Agnieszka Stasiewska said...

#Rysia, też się tak pocieszam, a w międzyczasie powymyślam też coś pewnie :)

#Ajka, co tu ukrywać, się chłopak wyrabia przy mnie :) Pozdrawiam i czekam na relacje z Malty :)

monika jall said...

Milo slyszec,z e zamieszkalas w miejscu, gdzie cos interesujacego sie dzieje. do pogody mozna sie przyzwyczaic, majac w glowie swiadomosc, ze zawsze mozna sie gdzies wyrwac gdzie jest sloneczniej.
Pozdrawiam
Monika

Agnieszka Stasiewska said...

# Monika, wiem, że ta pogoda nie jest idealna, więc już zobaczyłam jakie połączenia z najbliższych lotnisk są :) A na razie sobie szukam małych powodów, dla których można polubić Irlandię :)

Justa said...

ohh wizyty w domu sa naprawde napiete kalendarzowo :D
znam to :)))

Agnieszka Stasiewska said...

#Justa, chyba każdy expat tak ma :) ale dzięki temu docenia się też bardziej te zawsze niewystarczająco długie wizyty :)

Post a Comment

Sunday, 14 October 2012

Parada, ostrygi i Guinness/ Parade, oysters and Guinness


Od piątku znowu jestem w Galway. Po 9 dniach pobytu w Polsce wróciłam zmęczona i zakatarzona. Jakoś tak to już jest, że odkąd mieszkam poza krajem, każda wizyta zapełniona jest do granic spotkaniami z rodziną, znajomymi, fryzjerami, lekarzami, zakupami… Tym razem na dokładkę wymyśliłam sobie krótki wypad do Warszawy, gdzie nie byłam od czasu skończenia studiów (o tym, jak pozytywne wrażenie sprawiła na mnie stolica chyba w następnym poście będzie). 


Dziś nie będzie o deszczowej pogodzie, o tym, jak to jest opuścić wielkie miasto, o tym, czy już nabawiłam się depresji (czego  chyba spodziewają się moi hiszpańscy znajomi i tylko przyjmują zakłady, jak długo mi to zajmie). Będzie o niespodziankach, jakie oferuje małe i urokliwe miasteczko, które przez następnych kilka miesięcy (czy lat- to się dopiero okaże) będziemy nazywać domem. 

Nuno wie, że uwielbiam planować. I że to przede wszystkim ja w naszym związku wymyślam, co będziemy robić w weekend, gdzie pojedziemy na wakacje… Nie jestem jednak dyktatorem (z małymi wyjątkami) i zgadzam się chętnie na wszystkie propozycje. Ucieszyłam się i zaskoczyłam jednocześnie, gdy zaproponował, żebyśmy poszli na festiwal ostryg, który każdego września ma miejsce w Galway. Nie ma to jak dobry początek nowego etapu życia. Plany, planami, a rzeczywistość swoje. Portugalskie podejście i odkładanie na ostatnią chwilę i okazało się, że wejściówki już wyprzedane. Zamiast na festiwal poszliśmy do pubu na ostrygi i guinnessa (wbrew pozorom połączenie jest idealne), a potem podczas spaceru trafiliśmy nieoczekiwanie na paradę z okazji festiwalu ostryg właśnie. Czasami nie ma co się sztywno trzymać planów. I mimo że zaczęło troszkę kropić, humoru mi to nie zepsuło i na razie dzielnie wszystkim powtarzam, że lubię Galway. A wam się podoba? Więcej zdjęć tutaj



I am back in Galway after 9 busy days in Poland. I don’t go home as often as I would like to, so every visit is planned to the smallest detail as I want to somehow meet all my friends, and family, and go shopping and cut my hair… This time I also ended up spending 2 days in Warsaw visiting my dear friends, I was really impressed how the city has changed since I graduated (I think the next post will be about Warsaw and why I recommend it as your next travel destination). 

I spent really great weekend in Ireland, so today  don’t expect any complaints about rain, and how hard it was to leave a big sunny city, or if I am already depressed (my Spanish friends take it for granted and are betting how long I will stay so positive). Today I want to share with you yet another small surprise that small but charming town that I will call home for the next few months (or years, you never know) had for me.


Nuno knows that I am obsessed with planning . It seems I can’t live normally without agenda. My dream job would be to plan lives/holidays/weekends for those who hate planning.  I like to know where we want to spend the New Years Eve few months ahead and I plan where to go for a long weekend or holidays. It doesn’t mean I automatically reject plans made by my friends or family. I am more than happy (with some exceptions) to go with the flow. So I was at the same time surprised and excited when Nuno suggested we went to the Galway Oyster Festival that takes place every year in September. There's nothing like a good festival to celebrate a new phase of life. But you can have a great plan and still the reality comes in the way. As Portuguese people aren’t really known for being planners, quite on the contrary, they tend to leave everything for the last moment, it turned out that all the tickets had been already sold out. So we went to have some oysters and Guinness (it really is a tasty combination!) in a pub.  I was kind of disappointed (and I don’t even like oysters that much) to miss the festival, but then, for my big surprise, we unexpectedly  walked into a parade. Nuno patiently waited for me, as he is already more than used to my small obsessions with local traditions and festivals. It was a second reason I found to like Galway (the first is a great Saturday market). So even though it rains almost every day, I am happy to be here and discover what Ireland has to offer. Do you like Galway so far? Click here for more photos.



7 comments:

Rysia Altewegier said...

Bardzo sie podoba! Szkoda, ze wejsciowki na Festiwal Ostryg do najtanszych nie naleza ale co sie odwlecze to nie uciecze ;) Kolejna impreza za rok!

Ajka said...

Nuno wyszedł z propozycją wyjścia na festiwal? wow, to juz chyba 2gi raz :P
Fajnie, że miasteczko, mimo, że nie jest duże, ciągle czymś zaskakuje, oby tak było dalej!
Wygląda BARDZO sympatycznie z dotychczasowych relacji.

Agnieszka Stasiewska said...

#Rysia, też się tak pocieszam, a w międzyczasie powymyślam też coś pewnie :)

#Ajka, co tu ukrywać, się chłopak wyrabia przy mnie :) Pozdrawiam i czekam na relacje z Malty :)

monika jall said...

Milo slyszec,z e zamieszkalas w miejscu, gdzie cos interesujacego sie dzieje. do pogody mozna sie przyzwyczaic, majac w glowie swiadomosc, ze zawsze mozna sie gdzies wyrwac gdzie jest sloneczniej.
Pozdrawiam
Monika

Agnieszka Stasiewska said...

# Monika, wiem, że ta pogoda nie jest idealna, więc już zobaczyłam jakie połączenia z najbliższych lotnisk są :) A na razie sobie szukam małych powodów, dla których można polubić Irlandię :)

Justa said...

ohh wizyty w domu sa naprawde napiete kalendarzowo :D
znam to :)))

Agnieszka Stasiewska said...

#Justa, chyba każdy expat tak ma :) ale dzięki temu docenia się też bardziej te zawsze niewystarczająco długie wizyty :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email