Friday, 19 October 2012

Portugalski likier wiśniowy/ Portuguese cherry liquor



Dziś piątek, więc post będzie lekki i przyjemny. Miało być o pożegnaniach, ostatnich tygodniach w Barcelonie, trudnych decyzjach. Ale to taki poważny temat, zostawię go sobie na po weekendzie. Dziś zapraszam was na kieliszek portugalskiej wiśniówki. 

Pisałam niejednokrotnie, że uwielbiam poznawać kraje poprzez ich kuchnię. Można też je poznać przez miejscowe trunki (tylko trzeba zachować umiar, żeby potem mieć jeszcze siłę na zwiedzanie). W lipcu mieliśmy okazję codziennie przez 10 dni kosztować świetne portugalskie wina (dopiero po tych wakacjach moja mama zrozumiała dlaczego Nuno uważa portugalskie wina na najlepsze i że wcale to nie jest spowodowane dumą z własnego kraju, no może troszkę). O road tripie z rodzicami i ich znajomymi opowiem innym razem, bo wycieczkę przygotowaliśmy im tak świetną, że może konkurować ze znanymi biurami podróży i tak się im podobała, że planują kolejne wakacje z nami (niekoniecznie ku naszej uciesze). 


Ginja (lub ginjinha) to likier wiśniowy, serwowany często z wisienką  (czasami ta wisienka ma silniejszy alkoholowy smak niż sam likier) i w czekoladowym kieliszku. 
Jest takie miejsce w Lizbonie, które idealnie nadaje się na pierwsze spróbowanie tego portugalskiego trunku. Miejsca tego nie można nawet nazwać chyba barem, bo nie ma w nim stolików, a ginjinhę pije się na ulicy. Ale cafe ‘A Ginjinha’ (Largo São Domingos 8), niedaleko Rossio, przy placu Dom Pedro IV. Ta nalewkarnia (tworzę chyba nowe słowo, ale, jak nazwać miejsce, gdzie serwują tylko i wyłącznie tę nalewkę?) to prawdziwa instytucja. I ma nawet kranik, żeby sobie ręce umyć, bo pan nalewa ginjinhę tak szczodrze, że nawet jak się troszkę upije, to trochę klejącego trunku spłynie nam po palcach. 


Ale jest inne miasteczko słynące właśnie z produkcji wiśniówki, którą tradycyjnie serwuje się w czekoladowym kieliszku. Mowa o Óbidos, malowniczym średniowiecznym białym miasteczku, gdzie w marcu odbywa się też słynny festiwal czekolady. 


To na zdrowie i miłego weekendu!



Today is Friday, so the post will pleasant. I was to write about how hard is to say goodbye, about our last weeks in Barcelona and that not all the decision are ease to take. But those topics are just too serious to start a weekend with. Instead, I invite you for a glass of Portuguese cherry liquor. 


I’ve already mentioned so many times that I’m a foodie , there is nothing for me than to explore a country or culture through their cuisine. And cuisine is not food, but local alcohol as well. In July we spent 10 days trying great local Portuguese wine for 10 days (after those holidays my mum finally understand why Nuno considered Portuguese wine the best, and it has nthing to do with the fact that he is really proud of his country). We took my parents and their friends for a 10 days long road trip and they all agree that Portugal is a perfect country to  visit. I’ll try to write soon more on the whole trip, which was planned and organized on a really advanced level (normally, when we travel alone, we tend to be more spontaneous), and could compete with what travel agencies. Our itinerary may come in handy if you ever plan to go to this beautiful country and not limit your visit to just one city. 

Ginja (or Ginjinha) is a cherry liqueur, served in a shot glass, often with one (or more) cherry (that has stronger alcohol flavor than the liquor itself) or even in a chocolate cup that you can eat afterwards. 
There is a place in Lisbon, which is just perfect for you to have your first ginja shot. It isn’t even a bar, as you won’t find there any tables and you have to drink your ginjinha on the street (don’t worry, even at 11 am you won’t be alone). The cafe 'A Ginjinha' (on Largo São Domingos 8), near Rossio or Square Dom Pedro IV is a must when you are in Lisbon. It specializes only in serving this delicious, sweet liquor. And once you have finished, you can use a small sink, as they generously serve the alcohol and even if you take a sip to be able to take a shot and drink it outside, some of the sticky drops will end on our fingers. 


And if you decide to travel around Portugal, don’t miss a tiny medieval white town, that is famous for serving ginjinha in a chocolate cup (this picturesque town is known for the chocolate festival that takes plane every March, so check your calendars!). Well, having a ginja in Óbidos and eating a chocolate cup afterwards must be included in some list of the things you absolutely must do when in Portugal (if not, I will create such a list). I fell in love with Óbidos and will tell you why soon. 



So cheers and have a nice weekend!

10 comments:

Ajka said...

Uwielbiam, ale max. 1 kieliszek bo dla mnie mocne ;) Co do umiaru, to na Malcie królowały plakaty kampanii społecznej, gdzie chłopak wymiotuje klęcząc a stoi nad nim dziewczyna, jego głowa jest oznaczona kwadratem jak do oznaczenia na FB z komentarzem "nie daj się oznaczyć w takiej sytuacji" czy coś takiego. A cała kampania sprowadza się do tego, żeby nie nadużywać alkoholu w nadmorskich miejscowościach. Duży muszą mieć z tym problem (mnóstwo młodych Brytyjczyków...), bo to chyba pierwsza kampania w tym kierunku jaką widziałam.

Agnieszka Stasiewska said...

Dla mnie za słodkie :) Ja o pijanych młodych w Barcelonie i na Costa Brava nie będę nawet zaczynać, dlatego takie kampanie społeczne w turystycznych miejscowościach popieram i rozumiem. Ale namawiam zawsze to próbowania lokalnych trunków (w umiarze oczywiście).

Rysia Altewegier said...

Dla mnie Ginja przepyszna, ale rzeczywiscie w duzych ilosciach sie nie da bo slodka! Ale tak tylko na sprobowanie... pyszota :)

Agnieszka Stasiewska said...

Rysia ze słodkimi alkoholami to chyba tak jest, że w za dużych ilościach się ich nie da :)

Bożena said...

Chętnie skosztowałabym takiego pysznego trunku, jak ten Ginja- o rety,jak to sie wymawia? Ostatnio przymierzałam się do samodzielnego wykonania malinowej nalewki, ale pomysł upadł z powodu braku malin, może więc coś ze śliwek słodkiego i mocniejszego wykonam. Buteleczki z likierem wiśniowym wygladają zachęcająco.

Agnieszka Stasiewska said...

#Bożena, uwielbiam domowe nalewki, malinowa musiałaby być pyszna, szkoda, że nie udało się zrobić. Ale śliwkowa też nie brzmi źle :)

Hulia said...

Tęsknię za Portugalią, a po Twoim poście jeszcze bardziej. Spędzałam tam wakacje dwa razy i w tym roku też miałam nadzieję wyskoczyć przynajmniej na tydzień, ale cóż... może koło Wielkanocy się uda. Za pierwszym razem przez dwa tygodnie przemieszczaliśmy się z plecakami i namiotem od miejsca do miejsca między Porto a Lizboną (zahaczając też o Óbidos) i próbowaliśmy po drodze portugalskich win, wiśniówki i oczywiście porto. Były to jedne z moich najlepszych wakacji. Za drugim razem byłam tylko na kilka dni w Porto i do tego miasta mogłabym zdecydowanie wracać nieskończoną ilość razy, mogłabym tam nawet zamieszkać :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Hulia, Portugalia to jest taki kraj, do którego mogę wracać nieskończoną ilość razy i za każdym razem świetnie się bawię i odkrywam coś nowego. I nie ja jedna, wydaje mi się, że ten kraj jeszcze nie do końca wykorzystał swój potencjał (szczególnie jak się porównuje dobrze reklamowaną Hiszpanię).a ma wszystko- pyszne jedzenie, dobre wino i inne trunki, nie jest przesadnie droga, ludzie są mega sympatyczni, plaże świetne.. mogę tak wymieniać i wymieniać. Uwielbiam po prostu i się nie dziwię, że ty też tęsknisz :)

Anonymous said...

online casino ideal the honourable gentleman has
with so much clearness and elegance brother, a very learned man, if
your lordship (your grace, or your royal
Look into my website ; online casino

Anonymous said...

Even though cash advances receive in small amounts, each percentage point
of curiosity adds up http://rews.us two plants in
chicago of midwest generation, the fisk plant and also the crawford
plant, ended up a vital target for local activist groups.

Post a Comment

Friday, 19 October 2012

Portugalski likier wiśniowy/ Portuguese cherry liquor



Dziś piątek, więc post będzie lekki i przyjemny. Miało być o pożegnaniach, ostatnich tygodniach w Barcelonie, trudnych decyzjach. Ale to taki poważny temat, zostawię go sobie na po weekendzie. Dziś zapraszam was na kieliszek portugalskiej wiśniówki. 

Pisałam niejednokrotnie, że uwielbiam poznawać kraje poprzez ich kuchnię. Można też je poznać przez miejscowe trunki (tylko trzeba zachować umiar, żeby potem mieć jeszcze siłę na zwiedzanie). W lipcu mieliśmy okazję codziennie przez 10 dni kosztować świetne portugalskie wina (dopiero po tych wakacjach moja mama zrozumiała dlaczego Nuno uważa portugalskie wina na najlepsze i że wcale to nie jest spowodowane dumą z własnego kraju, no może troszkę). O road tripie z rodzicami i ich znajomymi opowiem innym razem, bo wycieczkę przygotowaliśmy im tak świetną, że może konkurować ze znanymi biurami podróży i tak się im podobała, że planują kolejne wakacje z nami (niekoniecznie ku naszej uciesze). 


Ginja (lub ginjinha) to likier wiśniowy, serwowany często z wisienką  (czasami ta wisienka ma silniejszy alkoholowy smak niż sam likier) i w czekoladowym kieliszku. 
Jest takie miejsce w Lizbonie, które idealnie nadaje się na pierwsze spróbowanie tego portugalskiego trunku. Miejsca tego nie można nawet nazwać chyba barem, bo nie ma w nim stolików, a ginjinhę pije się na ulicy. Ale cafe ‘A Ginjinha’ (Largo São Domingos 8), niedaleko Rossio, przy placu Dom Pedro IV. Ta nalewkarnia (tworzę chyba nowe słowo, ale, jak nazwać miejsce, gdzie serwują tylko i wyłącznie tę nalewkę?) to prawdziwa instytucja. I ma nawet kranik, żeby sobie ręce umyć, bo pan nalewa ginjinhę tak szczodrze, że nawet jak się troszkę upije, to trochę klejącego trunku spłynie nam po palcach. 


Ale jest inne miasteczko słynące właśnie z produkcji wiśniówki, którą tradycyjnie serwuje się w czekoladowym kieliszku. Mowa o Óbidos, malowniczym średniowiecznym białym miasteczku, gdzie w marcu odbywa się też słynny festiwal czekolady. 


To na zdrowie i miłego weekendu!



Today is Friday, so the post will pleasant. I was to write about how hard is to say goodbye, about our last weeks in Barcelona and that not all the decision are ease to take. But those topics are just too serious to start a weekend with. Instead, I invite you for a glass of Portuguese cherry liquor. 


I’ve already mentioned so many times that I’m a foodie , there is nothing for me than to explore a country or culture through their cuisine. And cuisine is not food, but local alcohol as well. In July we spent 10 days trying great local Portuguese wine for 10 days (after those holidays my mum finally understand why Nuno considered Portuguese wine the best, and it has nthing to do with the fact that he is really proud of his country). We took my parents and their friends for a 10 days long road trip and they all agree that Portugal is a perfect country to  visit. I’ll try to write soon more on the whole trip, which was planned and organized on a really advanced level (normally, when we travel alone, we tend to be more spontaneous), and could compete with what travel agencies. Our itinerary may come in handy if you ever plan to go to this beautiful country and not limit your visit to just one city. 

Ginja (or Ginjinha) is a cherry liqueur, served in a shot glass, often with one (or more) cherry (that has stronger alcohol flavor than the liquor itself) or even in a chocolate cup that you can eat afterwards. 
There is a place in Lisbon, which is just perfect for you to have your first ginja shot. It isn’t even a bar, as you won’t find there any tables and you have to drink your ginjinha on the street (don’t worry, even at 11 am you won’t be alone). The cafe 'A Ginjinha' (on Largo São Domingos 8), near Rossio or Square Dom Pedro IV is a must when you are in Lisbon. It specializes only in serving this delicious, sweet liquor. And once you have finished, you can use a small sink, as they generously serve the alcohol and even if you take a sip to be able to take a shot and drink it outside, some of the sticky drops will end on our fingers. 


And if you decide to travel around Portugal, don’t miss a tiny medieval white town, that is famous for serving ginjinha in a chocolate cup (this picturesque town is known for the chocolate festival that takes plane every March, so check your calendars!). Well, having a ginja in Óbidos and eating a chocolate cup afterwards must be included in some list of the things you absolutely must do when in Portugal (if not, I will create such a list). I fell in love with Óbidos and will tell you why soon. 



So cheers and have a nice weekend!

10 comments:

Ajka said...

Uwielbiam, ale max. 1 kieliszek bo dla mnie mocne ;) Co do umiaru, to na Malcie królowały plakaty kampanii społecznej, gdzie chłopak wymiotuje klęcząc a stoi nad nim dziewczyna, jego głowa jest oznaczona kwadratem jak do oznaczenia na FB z komentarzem "nie daj się oznaczyć w takiej sytuacji" czy coś takiego. A cała kampania sprowadza się do tego, żeby nie nadużywać alkoholu w nadmorskich miejscowościach. Duży muszą mieć z tym problem (mnóstwo młodych Brytyjczyków...), bo to chyba pierwsza kampania w tym kierunku jaką widziałam.

Agnieszka Stasiewska said...

Dla mnie za słodkie :) Ja o pijanych młodych w Barcelonie i na Costa Brava nie będę nawet zaczynać, dlatego takie kampanie społeczne w turystycznych miejscowościach popieram i rozumiem. Ale namawiam zawsze to próbowania lokalnych trunków (w umiarze oczywiście).

Rysia Altewegier said...

Dla mnie Ginja przepyszna, ale rzeczywiscie w duzych ilosciach sie nie da bo slodka! Ale tak tylko na sprobowanie... pyszota :)

Agnieszka Stasiewska said...

Rysia ze słodkimi alkoholami to chyba tak jest, że w za dużych ilościach się ich nie da :)

Bożena said...

Chętnie skosztowałabym takiego pysznego trunku, jak ten Ginja- o rety,jak to sie wymawia? Ostatnio przymierzałam się do samodzielnego wykonania malinowej nalewki, ale pomysł upadł z powodu braku malin, może więc coś ze śliwek słodkiego i mocniejszego wykonam. Buteleczki z likierem wiśniowym wygladają zachęcająco.

Agnieszka Stasiewska said...

#Bożena, uwielbiam domowe nalewki, malinowa musiałaby być pyszna, szkoda, że nie udało się zrobić. Ale śliwkowa też nie brzmi źle :)

Hulia said...

Tęsknię za Portugalią, a po Twoim poście jeszcze bardziej. Spędzałam tam wakacje dwa razy i w tym roku też miałam nadzieję wyskoczyć przynajmniej na tydzień, ale cóż... może koło Wielkanocy się uda. Za pierwszym razem przez dwa tygodnie przemieszczaliśmy się z plecakami i namiotem od miejsca do miejsca między Porto a Lizboną (zahaczając też o Óbidos) i próbowaliśmy po drodze portugalskich win, wiśniówki i oczywiście porto. Były to jedne z moich najlepszych wakacji. Za drugim razem byłam tylko na kilka dni w Porto i do tego miasta mogłabym zdecydowanie wracać nieskończoną ilość razy, mogłabym tam nawet zamieszkać :)

Agnieszka Stasiewska said...

#Hulia, Portugalia to jest taki kraj, do którego mogę wracać nieskończoną ilość razy i za każdym razem świetnie się bawię i odkrywam coś nowego. I nie ja jedna, wydaje mi się, że ten kraj jeszcze nie do końca wykorzystał swój potencjał (szczególnie jak się porównuje dobrze reklamowaną Hiszpanię).a ma wszystko- pyszne jedzenie, dobre wino i inne trunki, nie jest przesadnie droga, ludzie są mega sympatyczni, plaże świetne.. mogę tak wymieniać i wymieniać. Uwielbiam po prostu i się nie dziwię, że ty też tęsknisz :)

Anonymous said...

online casino ideal the honourable gentleman has
with so much clearness and elegance brother, a very learned man, if
your lordship (your grace, or your royal
Look into my website ; online casino

Anonymous said...

Even though cash advances receive in small amounts, each percentage point
of curiosity adds up http://rews.us two plants in
chicago of midwest generation, the fisk plant and also the crawford
plant, ended up a vital target for local activist groups.

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email