Monday, 26 November 2012

Czemu wyjechałam z Polski/ Why I left my country


Niedawno zaczęłam nową pracę, niedawno się przeprowadziłam do nowego miasta, do nowego kraju, a wydaje się także, że tak niedawno wyjechałam z Polski. Te 3 lata minęły tak szybko; zanim się obejrzałam wyjechałam z Bukaresztu, pierwszego przystanku na mojej prywatnej mapie emigracyjnej. Potem przyszła pora na Barcelonę, ale i ta przygoda skończyła się szybciej, niż myślałam. 26 września wylądowałam na lotnisku w Dublinie, wsiadłam w autobus do Galway i zaczęłam moje życie na Zielonej Wyspie, miejsca popularnego wśród polskiej emigracji, ale którego wcześniej nie brałam nigdy pod uwagę. Życie jednak jest tak nieprzewidywalne, że nawet nie chcę zgadywać, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. 

Nowa praca to nowe znajomości i small talk, czyli rozmowy o niczym, albo standardowe pytania : kiedy i dlaczego przyjechałam do Irlandii. Nie wiem, ile razy opowiadałam naszą historię. Zawsze starałam się, jak najmniej poruszać na blogu sprawy prywatne, pisząc ogólnie o podróżach czy różnych aspektach mieszkania w Barcelonie. Znajomi wiedzą, kiedy i gdzie się z Nuno poznaliśmy i dlaczego wyjechałam z Polski, nie czułam zatem większej potrzeby, żeby tę historię opowiedzieć albo żeby wyjaśnić powody mojej emigracji. Ostatnio jednak dostałam od czytelniczki pytanie właśnie o te powody, niejednokrotnie też pojawiły się komentarze, że miałam ogromne szczęście mieszkać w Barcelonie i czy mogłabym poradzić, jak tam znaleźć pracę. Dzisiejszy post będzie więc pośrednio odpowiedzią na te właśnie pytania.

Będąc na studiach marzyła mi się emigracja w jakimś fajnym kraju. Nie umiałam jednak określić, jaki kraj byłby tym fajnym ani czy wyjazd za graniczę trwałby kilka lat czy był  na całe życie. Na ostatnim roku studiów poznałam Nuno, ale przez głowę mi nie przeszło, że coś, co zapowiadało się na związek trwający, tyle, co jego Erasmus w Warszawie, przetrwa przeprowadzki do 3 krajów. Moje emigracje nie były nigdy spowodowane poszukiwaniem lepszej pracy, atrakcyjnych zarobków, czy po prostu lepszego życia. Ja walizki spakowałam, by sprawdzić, czy spotkany w Polsce Portugalczyk jest tym, z którym chcę być.


Z każdego kraju wyjeżdżałam bez pracy, nie zawsze z optymistycznym nastawieniem, raczej z lękami, czy moja decyzja była słuszna. Pierwszy wyjazd był najtrudniejszy, postawiłam bowiem wszystko na jedną kartę, jaką był nasz związek. Tylko z perspektywy czasu będziemy wiedzieć , czy nasz wybór był słuszny. Ja nie żałuję, ale rozumiem też tych, którzy na takie ryzyko nie są gotowi. 

Życie emigrantów nie zawsze jest łatwe. Ja przyznaję, że miałam szczęście i moje poszukiwania pracy nie trwały dłużej niż 3 tygodnie. Ale nie tylko bezrobocie jest problemem, z którym trzeba się zmierzyć poza granicami kraju. Dochodzi czasami brak znajomości języka, co utrudnia codzienne życie. Najgorsze jest jednak rozstanie z rodziną i przyjaciółmi, którzy zostali w kraju. 

Życie na emigracji to nie jest jedna niekończąca się przygoda. Spędzenie w jakimś kraju wakacji, a przeprowadzka na stałe, to coś zupełnie innego. Dlatego warto się zastanowić, czy nie jest to chwilowy kaprys. Uważam jednak, że w przyszłości żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy i jeśli komuś marzy się mieszkanie w Barcelonie, Irlandii, czy jakimkolwiek innym miejscu na świecie, to powinien podążyć za tym marzeniem. Jeśli zderzenie z rzeczywistością okaże się zbyt brutalne, zawsze można wrócić. I nie musi to oznaczać porażki. Przed wyjazdem do jakiegokolwiek kraju warto się przygotować: poszukać stron z ogłoszeniami o pracę i zobaczyć, czy ofert tych jest sporo (z mojego doświadczenia wynika, że wysyłając CV będąc jeszcze nie w kraju, do którego się chcemy przeprowadzić, odzew jest raczej nijaki, ale Nuno miał to szczęście, że dwukrotnie zatrudnili go tylko na podstawie rozmów telefonicznych, więc nie ma reguł), zobaczyć, jakich formalności trzeba dopełnić przed i po przeprowadzce, poczytać fora czy blogi innych emigrantów. Nie ma jednak złotej reguły, która sprawdzi się we wszystkich przypadkach, dużo zależy od szczęścia. 


Jeśli macie jakieś konkretne pytania dotyczące życia w Bukareszcie, Barcelonie czy Irlandii, zostawcie komentarz, wiadomość na facebooku lub napiszcie maila na visenna7@gmail.com, a obiecuję, że na wszystko odpiszę.  Aha, możecie też poczytać trochę o mnie tu i tutaj.


I recently started a new job , I recently moved to a new city, a new country, but somehow I still have an impression that I left Poland not a long time ago. Three years have passed so quickly, it feels like I left Bucharest last week. A first stop on my personal immigration map was bit unexpected, as never before had I traveled east to Poland. Then we moved to Barcelona, but our Catalan adventure was over faster than we expected it would last. On 26th of September I landed at the airport in Dublin, hopped on a bus to Galway and started my life on the Green Island, a place destination among Polish immigrants, but  where I hadn’t had intentions to live. But as you can see, life is full of surprises and here I am and don’t even ask me what my plans are, as I’d rather not plan anything. 

The  first few weeks at new work means meaning new people and having a lot of small talks. You can bet that almost every day you would be asked the same questions: how long have you been in Ireland? And why have you chosen this country? I lost count how many times I’ve had to tell the same story to different people, first in Romania, then in Spain and now in Ireland. I’ve tried to keep my blog as impersonal as I could, writing about our trips, general impressions on things and various aspects of living in Barcelona. My friends and family know why and when I decided to leave my job in Poland and follow Nuno to Bucharest. On the other hand, I find it interesting to read on other expats’ blogs what reasons they had to move abroad and I also got some questions from my readers about my motives. Today I will try to shed some light on that issue. 


When I was at the university, I secretly dreamt about moving abroad to a nice country. I just didn’t know what country would be nice, so I didn’t really plan anything seriously. I wasn’t even sure for how long I would like to live abroad. Then during my last year at the Uni, I met Nuno. And something I believed would last as long as his Erasmus exchange, survived changing countries 4 times! So now, you probably have guessed what (or better said:: who) was my motive to leave my job, friends and family behind. I’ve never emigrated to get a better job, earn more money, to look for a better life. I’ve packed all my belongings into 2 suitcases for 4 times so far just to be with this Portuguese guy I met in Warsaw. And I’ve never regretted this decision.  

I moved to 3 different countries in the last 3 years and I always left job-less. It’s never an easy decision, especially if you don’t have savings. I was afraid that I wouldn’t find a job, wouldn’t make any friends… The first relocation was the hardest one, as I bet everything on one card, that is, our relationship. Now I know that I made a right choice, but I understand that not everybody is ready to take such risk.

The life of immigrants is far from being easy, at least at the beginning. You leave with no work, no friends, and all you can know about your future is a big question mark. I was lucky to find a job within the first 3-4 weeks and always found people that I liked. But still, living in a country that nobody speaks your language, with your family hundreds or thousands kilometers away, is a challenge. 


Life of an expat is not one  endless adventure as it may seem. Well, it is an adventure as well, but  it isn’t like going on holidays to one country, moving there permanently is a different story. But I still believe that it is worth to leave your comfort zone (read: your country) and try leaving abroad for some time. You only regret thinks that you haven’t tried, and you can always go back home if something doesn’t go quite the way you wanted. Still, remember to check few things before packing your luggage: find some websites with job offers and see if there are some that you could apply (from my personal experience, when applying from abroad and without having the local mobile number, the chances if the company contacting you are quite slim, but for Nuno it worked great- he got his 2 last jobs thanks to phone interviews only, so there are no rules), make sure that you know what paperwork you have to deal with before and after moving abroad, read forums and expat blogs for tips.  But as with everything in life, there is no golden rule, a lot depends on pure luck. So good luck!

If you have any questions about life in Bucharest, Barcelona and Ireland, please leave a comment below the post, sent a message via facebook or just write my email (visenna7@gmail.com), and I promise to answer. And by the way, you can read two interviews with me, here and here


14 comments:

monika jall said...

Gratuluje wywiadu w expatblog! Zdecydowanie zgadzam sie ze slowami, zeby podazac za marzeniem, warto!

monika said...

jesteś odważna, naprawdę.:)

Travelling Milady said...

Super post. Ja jestem z tych co to żyją wyjazdami i też wiem jak ciężko żyć w obcym kraju, ale za to takie doświadczenie uważam za bezcenne. Lepiej żałować ,że się coś zrobiło zamiast,że się czegoś nie zrobiło. Warto, a nawet trzeba próbować, bo życie jest zbyt krótkie. Pozdrawiam

Kasia said...

Czego to sie nie robi dla milosci ;)))

Agnieszka Stasiewska said...

Dziękuję wszystkim za miłe słowa! Ja podążyłam bardziej za miłością niż za marzeniami, ale jedno nie wyklucza drugiego i cieszę się, że zaryzykowałam, bo pewnie potem był żałowała.

Neus. La meva Barcelona. said...

Las vivencias que tu tienes de la vida seguro han hecho que tengas muchas experiencias vividas.
Un beso !

Agnieszka Stasiewska said...

Hola Neus, pues de verdad que asi es :) no me arrepiento de nada, cada ciudad me ha enriquecido :)

Gugu Daniel said...

Super duper... and i am on your blog. :)

Agnieszka Stasiewska said...

Hey Dan :) yes you are, as Anda was a very important part of my life in Bucharest :) I miss u guys

Pola (@jettingaround) said...

Swietny post, Aga! Duzo spraw, o ktorych piszesz jest mi bliskich, rowniez powod wyjazdu. Nigdy nie planowalam emigracji, nie wyjechalam z powodow ekonomicznych, po prostu... zakochalam sie. :)

Minelo juz 10 lat, od poczatku bylam dobrze zaaklimatyzowana, ale teskic za bliskimi i ulubionymi miejscami nie przestane. Taki juz los emigranta i rozdarcie jest nawet wtedy, gdy sie wroci.

Zycze Ci wszystkiego dobrzego na nowycm miejscu!!

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, dzięki za komentarz, miłe słowa i po prostu za zajrzenie na bloga :)Widzę, że podobne czynniki skłoniły nas do emigracji :)

Daga said...

Emigracja to ciekawe doswiadczenie,Irlandia jest moim 3 krajem wciagu 13 lat, nie zarzekam sie ze do konca , zycie ma wiele niespodzianek i trzeba korzystac z kolejnych przygod....

Agnieszka Stasiewska said...

Daga, moim 3 w ciągu 3 lat :) i tak właśnie to traktuję, jako kolejną przygodę, zobaczymy, czy tu zostaniemy czy znowu gdzieś nas poniesie. A Ty w jakiej części Irlandii? pozdrawiam

Aggy said...

I completely understand the moving around. This 1.5 yrs, I moved to 2 countries and will be going for my third one in Feb. - the life of an Erasmus Mundus student!

You are right, it's an adventure in itself but it has its downsides. But I think moving around gives you more advantages than disadvantages, like experiencing new things and getting a lot of new knowledge too. Here's to many more countries to explore! :D

Post a Comment

Monday, 26 November 2012

Czemu wyjechałam z Polski/ Why I left my country


Niedawno zaczęłam nową pracę, niedawno się przeprowadziłam do nowego miasta, do nowego kraju, a wydaje się także, że tak niedawno wyjechałam z Polski. Te 3 lata minęły tak szybko; zanim się obejrzałam wyjechałam z Bukaresztu, pierwszego przystanku na mojej prywatnej mapie emigracyjnej. Potem przyszła pora na Barcelonę, ale i ta przygoda skończyła się szybciej, niż myślałam. 26 września wylądowałam na lotnisku w Dublinie, wsiadłam w autobus do Galway i zaczęłam moje życie na Zielonej Wyspie, miejsca popularnego wśród polskiej emigracji, ale którego wcześniej nie brałam nigdy pod uwagę. Życie jednak jest tak nieprzewidywalne, że nawet nie chcę zgadywać, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. 

Nowa praca to nowe znajomości i small talk, czyli rozmowy o niczym, albo standardowe pytania : kiedy i dlaczego przyjechałam do Irlandii. Nie wiem, ile razy opowiadałam naszą historię. Zawsze starałam się, jak najmniej poruszać na blogu sprawy prywatne, pisząc ogólnie o podróżach czy różnych aspektach mieszkania w Barcelonie. Znajomi wiedzą, kiedy i gdzie się z Nuno poznaliśmy i dlaczego wyjechałam z Polski, nie czułam zatem większej potrzeby, żeby tę historię opowiedzieć albo żeby wyjaśnić powody mojej emigracji. Ostatnio jednak dostałam od czytelniczki pytanie właśnie o te powody, niejednokrotnie też pojawiły się komentarze, że miałam ogromne szczęście mieszkać w Barcelonie i czy mogłabym poradzić, jak tam znaleźć pracę. Dzisiejszy post będzie więc pośrednio odpowiedzią na te właśnie pytania.

Będąc na studiach marzyła mi się emigracja w jakimś fajnym kraju. Nie umiałam jednak określić, jaki kraj byłby tym fajnym ani czy wyjazd za graniczę trwałby kilka lat czy był  na całe życie. Na ostatnim roku studiów poznałam Nuno, ale przez głowę mi nie przeszło, że coś, co zapowiadało się na związek trwający, tyle, co jego Erasmus w Warszawie, przetrwa przeprowadzki do 3 krajów. Moje emigracje nie były nigdy spowodowane poszukiwaniem lepszej pracy, atrakcyjnych zarobków, czy po prostu lepszego życia. Ja walizki spakowałam, by sprawdzić, czy spotkany w Polsce Portugalczyk jest tym, z którym chcę być.


Z każdego kraju wyjeżdżałam bez pracy, nie zawsze z optymistycznym nastawieniem, raczej z lękami, czy moja decyzja była słuszna. Pierwszy wyjazd był najtrudniejszy, postawiłam bowiem wszystko na jedną kartę, jaką był nasz związek. Tylko z perspektywy czasu będziemy wiedzieć , czy nasz wybór był słuszny. Ja nie żałuję, ale rozumiem też tych, którzy na takie ryzyko nie są gotowi. 

Życie emigrantów nie zawsze jest łatwe. Ja przyznaję, że miałam szczęście i moje poszukiwania pracy nie trwały dłużej niż 3 tygodnie. Ale nie tylko bezrobocie jest problemem, z którym trzeba się zmierzyć poza granicami kraju. Dochodzi czasami brak znajomości języka, co utrudnia codzienne życie. Najgorsze jest jednak rozstanie z rodziną i przyjaciółmi, którzy zostali w kraju. 

Życie na emigracji to nie jest jedna niekończąca się przygoda. Spędzenie w jakimś kraju wakacji, a przeprowadzka na stałe, to coś zupełnie innego. Dlatego warto się zastanowić, czy nie jest to chwilowy kaprys. Uważam jednak, że w przyszłości żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy i jeśli komuś marzy się mieszkanie w Barcelonie, Irlandii, czy jakimkolwiek innym miejscu na świecie, to powinien podążyć za tym marzeniem. Jeśli zderzenie z rzeczywistością okaże się zbyt brutalne, zawsze można wrócić. I nie musi to oznaczać porażki. Przed wyjazdem do jakiegokolwiek kraju warto się przygotować: poszukać stron z ogłoszeniami o pracę i zobaczyć, czy ofert tych jest sporo (z mojego doświadczenia wynika, że wysyłając CV będąc jeszcze nie w kraju, do którego się chcemy przeprowadzić, odzew jest raczej nijaki, ale Nuno miał to szczęście, że dwukrotnie zatrudnili go tylko na podstawie rozmów telefonicznych, więc nie ma reguł), zobaczyć, jakich formalności trzeba dopełnić przed i po przeprowadzce, poczytać fora czy blogi innych emigrantów. Nie ma jednak złotej reguły, która sprawdzi się we wszystkich przypadkach, dużo zależy od szczęścia. 


Jeśli macie jakieś konkretne pytania dotyczące życia w Bukareszcie, Barcelonie czy Irlandii, zostawcie komentarz, wiadomość na facebooku lub napiszcie maila na visenna7@gmail.com, a obiecuję, że na wszystko odpiszę.  Aha, możecie też poczytać trochę o mnie tu i tutaj.


I recently started a new job , I recently moved to a new city, a new country, but somehow I still have an impression that I left Poland not a long time ago. Three years have passed so quickly, it feels like I left Bucharest last week. A first stop on my personal immigration map was bit unexpected, as never before had I traveled east to Poland. Then we moved to Barcelona, but our Catalan adventure was over faster than we expected it would last. On 26th of September I landed at the airport in Dublin, hopped on a bus to Galway and started my life on the Green Island, a place destination among Polish immigrants, but  where I hadn’t had intentions to live. But as you can see, life is full of surprises and here I am and don’t even ask me what my plans are, as I’d rather not plan anything. 

The  first few weeks at new work means meaning new people and having a lot of small talks. You can bet that almost every day you would be asked the same questions: how long have you been in Ireland? And why have you chosen this country? I lost count how many times I’ve had to tell the same story to different people, first in Romania, then in Spain and now in Ireland. I’ve tried to keep my blog as impersonal as I could, writing about our trips, general impressions on things and various aspects of living in Barcelona. My friends and family know why and when I decided to leave my job in Poland and follow Nuno to Bucharest. On the other hand, I find it interesting to read on other expats’ blogs what reasons they had to move abroad and I also got some questions from my readers about my motives. Today I will try to shed some light on that issue. 


When I was at the university, I secretly dreamt about moving abroad to a nice country. I just didn’t know what country would be nice, so I didn’t really plan anything seriously. I wasn’t even sure for how long I would like to live abroad. Then during my last year at the Uni, I met Nuno. And something I believed would last as long as his Erasmus exchange, survived changing countries 4 times! So now, you probably have guessed what (or better said:: who) was my motive to leave my job, friends and family behind. I’ve never emigrated to get a better job, earn more money, to look for a better life. I’ve packed all my belongings into 2 suitcases for 4 times so far just to be with this Portuguese guy I met in Warsaw. And I’ve never regretted this decision.  

I moved to 3 different countries in the last 3 years and I always left job-less. It’s never an easy decision, especially if you don’t have savings. I was afraid that I wouldn’t find a job, wouldn’t make any friends… The first relocation was the hardest one, as I bet everything on one card, that is, our relationship. Now I know that I made a right choice, but I understand that not everybody is ready to take such risk.

The life of immigrants is far from being easy, at least at the beginning. You leave with no work, no friends, and all you can know about your future is a big question mark. I was lucky to find a job within the first 3-4 weeks and always found people that I liked. But still, living in a country that nobody speaks your language, with your family hundreds or thousands kilometers away, is a challenge. 


Life of an expat is not one  endless adventure as it may seem. Well, it is an adventure as well, but  it isn’t like going on holidays to one country, moving there permanently is a different story. But I still believe that it is worth to leave your comfort zone (read: your country) and try leaving abroad for some time. You only regret thinks that you haven’t tried, and you can always go back home if something doesn’t go quite the way you wanted. Still, remember to check few things before packing your luggage: find some websites with job offers and see if there are some that you could apply (from my personal experience, when applying from abroad and without having the local mobile number, the chances if the company contacting you are quite slim, but for Nuno it worked great- he got his 2 last jobs thanks to phone interviews only, so there are no rules), make sure that you know what paperwork you have to deal with before and after moving abroad, read forums and expat blogs for tips.  But as with everything in life, there is no golden rule, a lot depends on pure luck. So good luck!

If you have any questions about life in Bucharest, Barcelona and Ireland, please leave a comment below the post, sent a message via facebook or just write my email (visenna7@gmail.com), and I promise to answer. And by the way, you can read two interviews with me, here and here


14 comments:

monika jall said...

Gratuluje wywiadu w expatblog! Zdecydowanie zgadzam sie ze slowami, zeby podazac za marzeniem, warto!

monika said...

jesteś odważna, naprawdę.:)

Travelling Milady said...

Super post. Ja jestem z tych co to żyją wyjazdami i też wiem jak ciężko żyć w obcym kraju, ale za to takie doświadczenie uważam za bezcenne. Lepiej żałować ,że się coś zrobiło zamiast,że się czegoś nie zrobiło. Warto, a nawet trzeba próbować, bo życie jest zbyt krótkie. Pozdrawiam

Kasia said...

Czego to sie nie robi dla milosci ;)))

Agnieszka Stasiewska said...

Dziękuję wszystkim za miłe słowa! Ja podążyłam bardziej za miłością niż za marzeniami, ale jedno nie wyklucza drugiego i cieszę się, że zaryzykowałam, bo pewnie potem był żałowała.

Neus. La meva Barcelona. said...

Las vivencias que tu tienes de la vida seguro han hecho que tengas muchas experiencias vividas.
Un beso !

Agnieszka Stasiewska said...

Hola Neus, pues de verdad que asi es :) no me arrepiento de nada, cada ciudad me ha enriquecido :)

Gugu Daniel said...

Super duper... and i am on your blog. :)

Agnieszka Stasiewska said...

Hey Dan :) yes you are, as Anda was a very important part of my life in Bucharest :) I miss u guys

Pola (@jettingaround) said...

Swietny post, Aga! Duzo spraw, o ktorych piszesz jest mi bliskich, rowniez powod wyjazdu. Nigdy nie planowalam emigracji, nie wyjechalam z powodow ekonomicznych, po prostu... zakochalam sie. :)

Minelo juz 10 lat, od poczatku bylam dobrze zaaklimatyzowana, ale teskic za bliskimi i ulubionymi miejscami nie przestane. Taki juz los emigranta i rozdarcie jest nawet wtedy, gdy sie wroci.

Zycze Ci wszystkiego dobrzego na nowycm miejscu!!

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, dzięki za komentarz, miłe słowa i po prostu za zajrzenie na bloga :)Widzę, że podobne czynniki skłoniły nas do emigracji :)

Daga said...

Emigracja to ciekawe doswiadczenie,Irlandia jest moim 3 krajem wciagu 13 lat, nie zarzekam sie ze do konca , zycie ma wiele niespodzianek i trzeba korzystac z kolejnych przygod....

Agnieszka Stasiewska said...

Daga, moim 3 w ciągu 3 lat :) i tak właśnie to traktuję, jako kolejną przygodę, zobaczymy, czy tu zostaniemy czy znowu gdzieś nas poniesie. A Ty w jakiej części Irlandii? pozdrawiam

Aggy said...

I completely understand the moving around. This 1.5 yrs, I moved to 2 countries and will be going for my third one in Feb. - the life of an Erasmus Mundus student!

You are right, it's an adventure in itself but it has its downsides. But I think moving around gives you more advantages than disadvantages, like experiencing new things and getting a lot of new knowledge too. Here's to many more countries to explore! :D

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email