Tuesday, 6 March 2012

Wehikuł czasu/ Time machine

Najpierw włączcie sobie odpowiednią muzykę (dla ułatwienia załączam wideo), żeby wczuć się w klimat miejsca i przenieść się w czasy musicalu Grease. Bo wcale nie trzeba wehikułu czasu, żeby na chwilę przenieść się w cudowne amerykańskie lata 50-60. Posta dedykuję mojej Kasi (tak tobie, od płyty z różowymi przebojami lat 80-tych), bo jest to właśnie miejsce idealnie pasujące do naszych weekendowych klimatów, których mi strasznie na obczyźnie brakuje.


Słowem wyjaśnienia, rolę wehikułu czasu pełniła hamburgerownia Peggy Sue w Barcelonie. Wystrój retro znany z filmów, cukierkowe różowe ściany, miętowe zielone kanapy, można sobie wybrać piosenkę z prawdziwej maszyny grającej.


A do tego jedzenie. Normalnie staram się nie jest shit foodu (jak nazywane są powszechnie przybytki w stylu maca i kfc), ale czasami moja silna wola jest mniej silna niż powinna i mam ochotę na fast fooda. Ale jednak zjeść hamburguera o nazwe Peggy Sue, Mary Lou, James Brown czy Aretha Franklin w haburgerowni wystilizowanej na lata 50 to jednak inny poziom. Do tego prawdziwy milkshake, Cherry Coke a na deser brownie z lodami (ja) i apple crumble (Nuno). Bardziej amerykańsko już być nie mogło. Napomknę, że w toalecie (różowej) wisiał plakat Johna Travolty z filmu Grease (Kasia, czemu ciebie nie ma i nie możemy go obejrzeć?)


Hamurguerownie są na topie, przynajmniej w Barcelonie (my już byliśmy w Kiosko, ale to inny klimat, a o Peggy Sue wyczytałam na blogu, który czytam w poszukiwaniu inspiracji), ale nam się podobało w Peggy Sue. Pewnie bardziej ze względu na przesłodzony wystrój niż na jedzenie samo w sobie.
Strona tej sieci restauracji jest wisienką na torcie, szczególnie jeśli nie macie szansy na lunch w tym lokalu.


Before starting to read this post, you should turn on the proper music (to make your life easier I attach some videos) so that you get the right atmosphere and feel for a while as a if you were transported back to the good old fifties. And you really don’t need a travel machine to believe, if only for a second, you are part of the Grease musical. This post is dedicated to my dear friend Kate (yes, you, the one that gave me the CD called pink hits from the eighties), cause it is just the place where we could spend a nice afternoon and gossip like American teenagers.


Before saying anything more: our time machine this Saturday was a diner called Peggy Sue, in Barcelona. Its retro décor results so familiar thanks to thousands movies from this decade you’ve seen. So there were candy pink walls, mint green sofas, jukeboxes so that you could choose your favorite song.


And of course they only serve food you would normally expect to see in a movie of the 50s. Normally I try to avoid fast food (you never know what you eat when you ear mac), but sometimes I just can’t help it. Still, to eat a burger called Peggy Sue, Mary Lou, James Brown or Aretha Franklin is to bring fast food to another level.
fast food being brought to another level. Then add a real milkshake, a Cherry Coke, and for a dessert: brownie with ice cream (me) and apple crumble (Nuno). Well, personally I can’t think of anything more American (in a good way). And then you go to the bathroom (pink) and you see a poster of John Travolta from the movie Grease. (Kasia, why are you so far away and we can’t watch Grease tonight?)


It seems that places serving only hamburgers are really trendy, at least in Barcelona, as they are always packed. We already tried Kiosko (we liked it, but the atmosphere and the concept is completely different from Peggy Sue- which I discovered in this blog while searching for the lunch place inspiration), we still have some to check out. We really enjoyed our “trip” to the 50s, probably more because of the overly sweet pink decoration of the place than food itself.

The website of this chain of diners is really worth visiting, if you are not able to make it to the closest Peggy Sue.

11 comments:

Franc said...

No no, niezły lokal wynalazłeś, tytuł postu pasuje jak ulał :D

Agnieszka said...

Dziekuje bardzo :) Jak tylko zobaczylam na innym blogu zdjecia i weszlam na ich strone, wiedzialam, ze szybko sie musze tam wybrac :)

Ajka said...

Nie wiem jak to możliwe ale nie oglądałam Grease. A lokal wspaniały mam ochotę na takie coś :) A tak w ogóle mam coraz bardziej dość mieszkania tu gdzie mieszkam..

Agnieszka said...

#Ajka, ja tez sie przyznam, ze Grase obejrzelam jakies 2 lata temu dopiero. W ogole moja slaboscia sa musicale i filmy z tancem w tle, niekoniecznie o wysokiej zawartosci artystycznej, do tego winko plus cos slodkiego i dobre towarzystwo :) A na Majorce pogadamy sobie i zobaczysz, ze u nas wcale tak cukierkowo nie jest, ale o tym sie na blogu nie pisze...

Agnieszka said...

#Ajka, ja tez sie przyznam, ze Grase obejrzelam jakies 2 lata temu dopiero. W ogole moja slaboscia sa musicale i filmy z tancem w tle, niekoniecznie o wysokiej zawartosci artystycznej, do tego winko plus cos slodkiego i dobre towarzystwo :) A na Majorce pogadamy sobie i zobaczysz, ze u nas wcale tak cukierkowo nie jest, ale o tym sie na blogu nie pisze...

Aldona said...

O kurczę, iście amerykański klimacik!
ja także staram się nie jeść shit foodów, ale jednak czasem się skuszę...

Agnieszka said...

#Aldona, ja ograniczam do hamburguerowni takich jak ta, albo Kiosko (kilka miesiecy temu byl post), oszukuje sie ze to takie mniejsze zlo. No i nie moglam sie opszec amerykanskiemu wystrojowi i milkshakowi :)

David said...

Agnieszka, this is one place I have planned to go for a long time, but I haven't been able to set my schedule...I'm really curious about it, and now I've seen you ate very well and you had a cool experience, I'll look forward for it!!
You are totally right about hamburgers in Barcelona, there's a cool fashion going on. Gourmet, they call it. In a few days I'm going to write about that fashion in my blog...
Keep on blogging!!

Agnieszka said...

Hola David! Si, nos encantó el lugar, mas por el ambiente que por la comida (hamburguesas me gustan más en el Kiosko, no se si has tenido la oportunidad de ir). Pero el ambiente de los 60 mola, y milkshake y brownie super buenos (mo nobio pidió apple crumble e igual comió mi brownie!!! saludos, y ya vere tu post sobre hamburgueserias :) petons i fins aviat

Neus. La meva Barcelona. said...

Tengo pendiente ir al Kiosko pero este lugar me ha picado la curiosidad.
He visto un tweet del Barcelonasfera diciendo que eras de la barcelonasfera :) que guay!

Agnieszka said...

Hola Neus. Yo diria: hamburguesas- las del Kiosko, ambiente+milkshake+postre Peggy Sue. Ya me contarás :)
Si, ya soy miembro de barcelonasfera, probablemente la única polaca, pero como vi los blogs en otros idiomas, me apunté :) Saludos y a ver si nos vemos al festival de la cerveza artesanal :)

Post a Comment

Tuesday, 6 March 2012

Wehikuł czasu/ Time machine

Najpierw włączcie sobie odpowiednią muzykę (dla ułatwienia załączam wideo), żeby wczuć się w klimat miejsca i przenieść się w czasy musicalu Grease. Bo wcale nie trzeba wehikułu czasu, żeby na chwilę przenieść się w cudowne amerykańskie lata 50-60. Posta dedykuję mojej Kasi (tak tobie, od płyty z różowymi przebojami lat 80-tych), bo jest to właśnie miejsce idealnie pasujące do naszych weekendowych klimatów, których mi strasznie na obczyźnie brakuje.


Słowem wyjaśnienia, rolę wehikułu czasu pełniła hamburgerownia Peggy Sue w Barcelonie. Wystrój retro znany z filmów, cukierkowe różowe ściany, miętowe zielone kanapy, można sobie wybrać piosenkę z prawdziwej maszyny grającej.


A do tego jedzenie. Normalnie staram się nie jest shit foodu (jak nazywane są powszechnie przybytki w stylu maca i kfc), ale czasami moja silna wola jest mniej silna niż powinna i mam ochotę na fast fooda. Ale jednak zjeść hamburguera o nazwe Peggy Sue, Mary Lou, James Brown czy Aretha Franklin w haburgerowni wystilizowanej na lata 50 to jednak inny poziom. Do tego prawdziwy milkshake, Cherry Coke a na deser brownie z lodami (ja) i apple crumble (Nuno). Bardziej amerykańsko już być nie mogło. Napomknę, że w toalecie (różowej) wisiał plakat Johna Travolty z filmu Grease (Kasia, czemu ciebie nie ma i nie możemy go obejrzeć?)


Hamurguerownie są na topie, przynajmniej w Barcelonie (my już byliśmy w Kiosko, ale to inny klimat, a o Peggy Sue wyczytałam na blogu, który czytam w poszukiwaniu inspiracji), ale nam się podobało w Peggy Sue. Pewnie bardziej ze względu na przesłodzony wystrój niż na jedzenie samo w sobie.
Strona tej sieci restauracji jest wisienką na torcie, szczególnie jeśli nie macie szansy na lunch w tym lokalu.


Before starting to read this post, you should turn on the proper music (to make your life easier I attach some videos) so that you get the right atmosphere and feel for a while as a if you were transported back to the good old fifties. And you really don’t need a travel machine to believe, if only for a second, you are part of the Grease musical. This post is dedicated to my dear friend Kate (yes, you, the one that gave me the CD called pink hits from the eighties), cause it is just the place where we could spend a nice afternoon and gossip like American teenagers.


Before saying anything more: our time machine this Saturday was a diner called Peggy Sue, in Barcelona. Its retro décor results so familiar thanks to thousands movies from this decade you’ve seen. So there were candy pink walls, mint green sofas, jukeboxes so that you could choose your favorite song.


And of course they only serve food you would normally expect to see in a movie of the 50s. Normally I try to avoid fast food (you never know what you eat when you ear mac), but sometimes I just can’t help it. Still, to eat a burger called Peggy Sue, Mary Lou, James Brown or Aretha Franklin is to bring fast food to another level.
fast food being brought to another level. Then add a real milkshake, a Cherry Coke, and for a dessert: brownie with ice cream (me) and apple crumble (Nuno). Well, personally I can’t think of anything more American (in a good way). And then you go to the bathroom (pink) and you see a poster of John Travolta from the movie Grease. (Kasia, why are you so far away and we can’t watch Grease tonight?)


It seems that places serving only hamburgers are really trendy, at least in Barcelona, as they are always packed. We already tried Kiosko (we liked it, but the atmosphere and the concept is completely different from Peggy Sue- which I discovered in this blog while searching for the lunch place inspiration), we still have some to check out. We really enjoyed our “trip” to the 50s, probably more because of the overly sweet pink decoration of the place than food itself.

The website of this chain of diners is really worth visiting, if you are not able to make it to the closest Peggy Sue.

11 comments:

Franc said...

No no, niezły lokal wynalazłeś, tytuł postu pasuje jak ulał :D

Agnieszka said...

Dziekuje bardzo :) Jak tylko zobaczylam na innym blogu zdjecia i weszlam na ich strone, wiedzialam, ze szybko sie musze tam wybrac :)

Ajka said...

Nie wiem jak to możliwe ale nie oglądałam Grease. A lokal wspaniały mam ochotę na takie coś :) A tak w ogóle mam coraz bardziej dość mieszkania tu gdzie mieszkam..

Agnieszka said...

#Ajka, ja tez sie przyznam, ze Grase obejrzelam jakies 2 lata temu dopiero. W ogole moja slaboscia sa musicale i filmy z tancem w tle, niekoniecznie o wysokiej zawartosci artystycznej, do tego winko plus cos slodkiego i dobre towarzystwo :) A na Majorce pogadamy sobie i zobaczysz, ze u nas wcale tak cukierkowo nie jest, ale o tym sie na blogu nie pisze...

Agnieszka said...

#Ajka, ja tez sie przyznam, ze Grase obejrzelam jakies 2 lata temu dopiero. W ogole moja slaboscia sa musicale i filmy z tancem w tle, niekoniecznie o wysokiej zawartosci artystycznej, do tego winko plus cos slodkiego i dobre towarzystwo :) A na Majorce pogadamy sobie i zobaczysz, ze u nas wcale tak cukierkowo nie jest, ale o tym sie na blogu nie pisze...

Aldona said...

O kurczę, iście amerykański klimacik!
ja także staram się nie jeść shit foodów, ale jednak czasem się skuszę...

Agnieszka said...

#Aldona, ja ograniczam do hamburguerowni takich jak ta, albo Kiosko (kilka miesiecy temu byl post), oszukuje sie ze to takie mniejsze zlo. No i nie moglam sie opszec amerykanskiemu wystrojowi i milkshakowi :)

David said...

Agnieszka, this is one place I have planned to go for a long time, but I haven't been able to set my schedule...I'm really curious about it, and now I've seen you ate very well and you had a cool experience, I'll look forward for it!!
You are totally right about hamburgers in Barcelona, there's a cool fashion going on. Gourmet, they call it. In a few days I'm going to write about that fashion in my blog...
Keep on blogging!!

Agnieszka said...

Hola David! Si, nos encantó el lugar, mas por el ambiente que por la comida (hamburguesas me gustan más en el Kiosko, no se si has tenido la oportunidad de ir). Pero el ambiente de los 60 mola, y milkshake y brownie super buenos (mo nobio pidió apple crumble e igual comió mi brownie!!! saludos, y ya vere tu post sobre hamburgueserias :) petons i fins aviat

Neus. La meva Barcelona. said...

Tengo pendiente ir al Kiosko pero este lugar me ha picado la curiosidad.
He visto un tweet del Barcelonasfera diciendo que eras de la barcelonasfera :) que guay!

Agnieszka said...

Hola Neus. Yo diria: hamburguesas- las del Kiosko, ambiente+milkshake+postre Peggy Sue. Ya me contarás :)
Si, ya soy miembro de barcelonasfera, probablemente la única polaca, pero como vi los blogs en otros idiomas, me apunté :) Saludos y a ver si nos vemos al festival de la cerveza artesanal :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email