Saturday, 24 March 2012

Piwko i tapas w Vaso de Oro/ Beer and tapas In Vaso de Oro

Jak wielokrotnie powtarzała mi Carmen: w niedzielny słoneczny dzień, po spacerze na Barcelonecie, nie ma nic lepszego niż piwo i tapas w Vaso de Oro.

Wprawdzie dzisiaj nie niedziela, ale pogoda jak najbardziej nadająca się na spacer po plaży. Choć przyznam się, że spacer był tylko pretekstem, żeby w końcu wybrać się do Vaso de Oro. Jest to jeden z tych klasycznych barów, działający nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, gdzie klienci w większej części są lokalni (co może być tylko plusem każdego miejsca w zdominowanej przez guiris Barcelonie). Pierwsze wyzwanie czeka nas przy wejściu: lokal jest niesamowicie wąski- od lady do ściany nie ma chyba nawet 2 metrów, wypełniony jest po brzegi. Ale nie mogliśmy się poddać- na sam widok tapas, wiedzieliśmy, że musimy znaleźć jakiś wolny skrawek przestrzeni.


Mieliśmy szczęście, zwolniło się miejsce i mimo że połowę czas jedliśmy na stojąco, to smak klasycznych tapas i pyszne piwo (jedno z, jeśli nie najlepsze, jakie piłam do tej pory w barze w BCN) rekompensowało z nadwyżką niewygodę i zatłoczenie. Do tego kelnerzy w białych uniformach (nam trafił się jeden z poczuciem humoru, co wcale nie jest standardem, wręcz przeciwnie), którzy po imieniu zwracają się do stałych klientów i wystrój lokalu bardzo przyjemny, ciemne drewno, piwne kufle, tapas i ich przygotowanie na widoku. My zamówiliśmy bravas, pimientos de padrón (unos pican, otros no- czyli nigdy nie wiesz, czy trafisz na jakąś super pikantną), pyszne solomillo, ensaladilla rusa (ostatnio Nuno jest uzależniony, ale za jarzynową mojej mamy nie przepada. Podobno przez kiszone i pora) i morcilla (czyli kaszanka, normalnie wystrzegam się jak ognia czegoś co ma krew, ale pamiętałam, jak nie wiedząc co jem w Walencji kilka lat temu smakowała mi, postanowiłam więc powtórzyć eksperyment). A do tego po 2 piwka w wysokich wąskich szklankach. Niestety, tak jak czytałam na forach- nie można iść do Vaso de Oro bardzo głodnym, bo na widok pysznych tapas można stracić kontrolę, a będzie ona odzwierciedlona w kwocie na rachunku. Ale od czasu do czasu pewnie tam wrócimy, pod pretekstem zabrania tam gości (czemu nikt nas ostatnio nie odwiedza?!), albo po niedzielnym spacerze.



Carmen, my work college, who is my personal travel/local fiestas/places to eat guru, has repeated my countless times: there is nothing better than beer and tapas in the Vaso de Oro after a Sunday walk on Barceloneta beach.

Although today is not Sunday, the weather was more than perfect to have a walk on Barceloneta beach. Well, I admit that the walk was just a good excuse to finally go to el Vaso de Oro. It is one of those classic bars, where for decades local people come to have some exquisite tapas (and in Barcelona places dominated by locals and not guiris can only be a good sign). The first challenge was to find a free spot in this extremely narrow place- I ring that from the wall to the counter is less than 2 meters, and the place was packed out. But as our eyes laid on the tapas people where consuming, we knew we couldn’t just surrender and leave, we were determined to find a small space.


We were lucky, and even though we spend half of the tome standing (later other couple left and we could grab their chairs) the taste of some classic Spanish tapas and delicious beer (one of, if not the best, I’ve drunk so far in a bar in BCN) made we didn’t mind the crowd. The waiters in white uniforms (we got one with a sense of humor, which is not something that common in Catalunya but quite on the contrary) are on first name terms with regular customers. The décor is very nice: dark wood, beer mugs, you can see all the tapas exposed and the process of the preparations. We ordered bravas, pimientos de padrón (unos pican, otros no-meaning that you never know if the next one isn’t the spicy one), delicious solomillo, ensaladilla rusa (Nuno is addicted, but somehow he doesn’t like my mum’s vegetable salad. Apparently it is because of pickled cucumbers and leak) and morcilla (blood sausage- normally I avoid any food that has blood as ingredient, but few years ago while in Valencia, our friend ordered it and without telling what it was, I really liked it, so I decided to repeat and see if knowing I ate blood I would still like the taste. I did.) And we couldn’t drink anything but their beer in high narrow glasses. Unfortunately, as I read on some forums, you can’t go to el Vaso de Oro very hungry, because seeing all these delicious food, you can easily lose control, and it will be reflected in your bill. So next time we go to el Vaso de Oro, we need to have an excuse, like taking our guest to try some tapas (and nobody has visited us in a quite long time). Or like a tiring Sunday walk.

'

8 comments:

Krystian said...

Hej Aga, w końcu doczekałem się kolejnego posta...;] Kiedyś wynajmowałem mieszkanie całkiem niedaleko tego baru ale nigdy nie odważyłem się tam wejść, bo przerażała mnie ta ciasnota. Może kiedyś się skuszę. Ps. a jak ceny tapas?

Pozdrawiam,
K.

Anonymous said...

Aguś gdybyś nie napisała, że to barcelońska knajpa to byłabym przekonana, że to bar tapas z Sevilli. Wygląda niemal identycznie jak ten który odwiedziliśmy w ostatnie wakacje…. Równie wąski, identyczne szklanki na piwo i nawet Pan kelner wygląda jakby znajomo ;)

Buziaki

Kasia D.

Agnieszka said...

#Krystian:
W Vaso de Oro za 4 piwa, solomillo (czyli pyszną polędwicę, która podnosi rachunek bo 14 euro), 4 tapas, zapłaciliśmy 45euro, więc jak napisałam, nie za często tam będziemy zaglądać. ale jedzenie pyszne. Warto się skusić raz, bo atmosfera fajna, obsługa swojska, ciasnota przestaje przeszkadzać. I niestety w Barcelonie, jak w wielu innych turystycznych miastach, miejsca dobre i popularne wśród lokalnych zawsze są oblegane.
A w Barcelonie długo byłeś? zamierzasz powrócić/odwiedzić? pozdrawiam

Agnieszka said...

#Kasiu! No taki swojski klimacik, może ktoś od kogoś zgapił :) my Andaluzję mamy jeszcze w sferze marzeń, czyli czytaj: trzeba w końcu poszukać lotów ryan. plus dni wolnych. Na razie w planach Majorka (pojutrze) i Madryt (pod koniec kwietnia). buźka wielka dla Was

David said...

Un clásico!! ;)

Aldona said...

mniammm :))

Aldona said...

to rzeczywiscie drogo tam. ale wygląda smakowicie!

Agnieszka said...

Smakowicie było, ale można się tam wybrać od czasu do czasu. Choć ja zawsze sobie tłumaczę, że używek żadnych nie mamy, więc można czasami na dobre jedzenie poświęcić trochę więcej. pozdrawiam

Post a Comment

Saturday, 24 March 2012

Piwko i tapas w Vaso de Oro/ Beer and tapas In Vaso de Oro

Jak wielokrotnie powtarzała mi Carmen: w niedzielny słoneczny dzień, po spacerze na Barcelonecie, nie ma nic lepszego niż piwo i tapas w Vaso de Oro.

Wprawdzie dzisiaj nie niedziela, ale pogoda jak najbardziej nadająca się na spacer po plaży. Choć przyznam się, że spacer był tylko pretekstem, żeby w końcu wybrać się do Vaso de Oro. Jest to jeden z tych klasycznych barów, działający nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, gdzie klienci w większej części są lokalni (co może być tylko plusem każdego miejsca w zdominowanej przez guiris Barcelonie). Pierwsze wyzwanie czeka nas przy wejściu: lokal jest niesamowicie wąski- od lady do ściany nie ma chyba nawet 2 metrów, wypełniony jest po brzegi. Ale nie mogliśmy się poddać- na sam widok tapas, wiedzieliśmy, że musimy znaleźć jakiś wolny skrawek przestrzeni.


Mieliśmy szczęście, zwolniło się miejsce i mimo że połowę czas jedliśmy na stojąco, to smak klasycznych tapas i pyszne piwo (jedno z, jeśli nie najlepsze, jakie piłam do tej pory w barze w BCN) rekompensowało z nadwyżką niewygodę i zatłoczenie. Do tego kelnerzy w białych uniformach (nam trafił się jeden z poczuciem humoru, co wcale nie jest standardem, wręcz przeciwnie), którzy po imieniu zwracają się do stałych klientów i wystrój lokalu bardzo przyjemny, ciemne drewno, piwne kufle, tapas i ich przygotowanie na widoku. My zamówiliśmy bravas, pimientos de padrón (unos pican, otros no- czyli nigdy nie wiesz, czy trafisz na jakąś super pikantną), pyszne solomillo, ensaladilla rusa (ostatnio Nuno jest uzależniony, ale za jarzynową mojej mamy nie przepada. Podobno przez kiszone i pora) i morcilla (czyli kaszanka, normalnie wystrzegam się jak ognia czegoś co ma krew, ale pamiętałam, jak nie wiedząc co jem w Walencji kilka lat temu smakowała mi, postanowiłam więc powtórzyć eksperyment). A do tego po 2 piwka w wysokich wąskich szklankach. Niestety, tak jak czytałam na forach- nie można iść do Vaso de Oro bardzo głodnym, bo na widok pysznych tapas można stracić kontrolę, a będzie ona odzwierciedlona w kwocie na rachunku. Ale od czasu do czasu pewnie tam wrócimy, pod pretekstem zabrania tam gości (czemu nikt nas ostatnio nie odwiedza?!), albo po niedzielnym spacerze.



Carmen, my work college, who is my personal travel/local fiestas/places to eat guru, has repeated my countless times: there is nothing better than beer and tapas in the Vaso de Oro after a Sunday walk on Barceloneta beach.

Although today is not Sunday, the weather was more than perfect to have a walk on Barceloneta beach. Well, I admit that the walk was just a good excuse to finally go to el Vaso de Oro. It is one of those classic bars, where for decades local people come to have some exquisite tapas (and in Barcelona places dominated by locals and not guiris can only be a good sign). The first challenge was to find a free spot in this extremely narrow place- I ring that from the wall to the counter is less than 2 meters, and the place was packed out. But as our eyes laid on the tapas people where consuming, we knew we couldn’t just surrender and leave, we were determined to find a small space.


We were lucky, and even though we spend half of the tome standing (later other couple left and we could grab their chairs) the taste of some classic Spanish tapas and delicious beer (one of, if not the best, I’ve drunk so far in a bar in BCN) made we didn’t mind the crowd. The waiters in white uniforms (we got one with a sense of humor, which is not something that common in Catalunya but quite on the contrary) are on first name terms with regular customers. The décor is very nice: dark wood, beer mugs, you can see all the tapas exposed and the process of the preparations. We ordered bravas, pimientos de padrón (unos pican, otros no-meaning that you never know if the next one isn’t the spicy one), delicious solomillo, ensaladilla rusa (Nuno is addicted, but somehow he doesn’t like my mum’s vegetable salad. Apparently it is because of pickled cucumbers and leak) and morcilla (blood sausage- normally I avoid any food that has blood as ingredient, but few years ago while in Valencia, our friend ordered it and without telling what it was, I really liked it, so I decided to repeat and see if knowing I ate blood I would still like the taste. I did.) And we couldn’t drink anything but their beer in high narrow glasses. Unfortunately, as I read on some forums, you can’t go to el Vaso de Oro very hungry, because seeing all these delicious food, you can easily lose control, and it will be reflected in your bill. So next time we go to el Vaso de Oro, we need to have an excuse, like taking our guest to try some tapas (and nobody has visited us in a quite long time). Or like a tiring Sunday walk.

'

8 comments:

Krystian said...

Hej Aga, w końcu doczekałem się kolejnego posta...;] Kiedyś wynajmowałem mieszkanie całkiem niedaleko tego baru ale nigdy nie odważyłem się tam wejść, bo przerażała mnie ta ciasnota. Może kiedyś się skuszę. Ps. a jak ceny tapas?

Pozdrawiam,
K.

Anonymous said...

Aguś gdybyś nie napisała, że to barcelońska knajpa to byłabym przekonana, że to bar tapas z Sevilli. Wygląda niemal identycznie jak ten który odwiedziliśmy w ostatnie wakacje…. Równie wąski, identyczne szklanki na piwo i nawet Pan kelner wygląda jakby znajomo ;)

Buziaki

Kasia D.

Agnieszka said...

#Krystian:
W Vaso de Oro za 4 piwa, solomillo (czyli pyszną polędwicę, która podnosi rachunek bo 14 euro), 4 tapas, zapłaciliśmy 45euro, więc jak napisałam, nie za często tam będziemy zaglądać. ale jedzenie pyszne. Warto się skusić raz, bo atmosfera fajna, obsługa swojska, ciasnota przestaje przeszkadzać. I niestety w Barcelonie, jak w wielu innych turystycznych miastach, miejsca dobre i popularne wśród lokalnych zawsze są oblegane.
A w Barcelonie długo byłeś? zamierzasz powrócić/odwiedzić? pozdrawiam

Agnieszka said...

#Kasiu! No taki swojski klimacik, może ktoś od kogoś zgapił :) my Andaluzję mamy jeszcze w sferze marzeń, czyli czytaj: trzeba w końcu poszukać lotów ryan. plus dni wolnych. Na razie w planach Majorka (pojutrze) i Madryt (pod koniec kwietnia). buźka wielka dla Was

David said...

Un clásico!! ;)

Aldona said...

mniammm :))

Aldona said...

to rzeczywiscie drogo tam. ale wygląda smakowicie!

Agnieszka said...

Smakowicie było, ale można się tam wybrać od czasu do czasu. Choć ja zawsze sobie tłumaczę, że używek żadnych nie mamy, więc można czasami na dobre jedzenie poświęcić trochę więcej. pozdrawiam

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email