Friday, 4 January 2013

Szczęśliwa 13?/ Lucky 13?


Trochę się spóźniłam z podsumowaniem roku 2012… Tak się zastanawiałam przez chwilę, czy powinnam sobie podsumowanie odpuścić, tak jak postanowiłam w tym roku nie robić żadnych postanowień noworocznych. Mimo że uwielbiam planować i zastanawiać się nad tym, co przyszłość mi przyniesie, nauczona doświadczeniem wolę być zaskakiwana przez los, bo z moich planów, przynajmniej w 2012 niewiele wyszło.  Czytając inne blogi podróżnicze poczułam ukłucie zazdrości i się zmobilizowałam, po napisaniu posta stwierdziłam, że jest to wpis chyba bardziej dla mnie niż dla Was, powspominałam sobie miniony rok, odwiedzone miejsca i spotkane osoby. Jeśli przegapiliście jakieś posty, to w tym znajdziecie dużo linków :)


Rzut okiem na archiwum blogowe i przypominam sobie, jak spędziłam poszczególne miesiące (przyznaję się, że niektóre posty powstały z dużym opóźnieniem, więc daty poszczególnych wyjazdów muszę zweryfikować). 2012 przyniósł kilka niespodzianek, największą z ich była oczywiście przeprowadzka do Irlandii. Po 3 zmianie nie tylko miasta i kraju zamieszkania jestem chyba ekspertką w pakowaniu, zostawianiu rzeczy niepotrzebnych i zaczynania życia od nowa. 2012 minął bardzo szybko, pomiędzy krótkimi europejskimi wypadami (tym razem nie udała się powtórka z zeszłego roku czyli długi, 3 tygodniowy wypad w jakieś egzotyczne miejsca), odkrywaniem sekretów Barcelony, pakowaniem, odwiedzinami w Polsce i szukaniem pracy, zanim się obejrzałam a lecieliśmy do domu na Święta. Zakończyłam ten rok rodzinnie i w gronie znajomych.

Styczeń upłynął nam pod znakiem przyjemności gastronomicznych. Mieliśmy okazję spróbować tapas w słynnym el Tickets Ferrana Adria, jest do kulinarne przeżycie trudne do opisania. Chętnie bym powtórzyła przygodę w takim stylu, bo uwielbiam odkrywać nowe smaki. Pod koniec stycznia wybraliśmy się też na calçotada, bo gdzie fiesta, a szczególnie związana z jedzeniem, tam staram się zaciągnąć Nuno.


W marcu wybraliśmy się na kolejną hiszpańską fiestę (jakbyście jeszcze nie zauważyli to taka moja mała obsesja), tym razem do Walencji na Fallas. Kraje Południa wiedzą, jak się dobrze bawić! Był głośno, ogniście i kolorowo. Marzec to był także miesiąc spotkań bloggerskich- z  bloggerami z Barcelony wybrałam się w poszukiwanie Hermesa, a na Majorkę odkrywałam z Ajką z Całe życie w podróży i Ewą z Daleko niedaleko

W kwietniu odkryliśmy uroki małych katalońskich miasteczek, w Wielkanoc wybraliśmy się do Tarragony, gdzie byliśmy świadkami mrocznej procesji i do delty Ebru, gdzie wypożyczyliśmy stare rowery. W kwietniu wybrałam się odkrywać na nowo Madryt, który na nowo zachwycił mnie kulinarnie, ale zabytkowo już nie za bardzo. Na szczęście towarzystwo nie zawiodło, do niedawna w Madrycie mieszkała moja przyjaciółka ze studiów Weronika, a do tego w stolicy Hiszpanii mieszka Maria, która z 7 lat temu była na Erasmusie w Warszawie.

Maj to  mój ulubiony miesiąc. I to nie dlatego, że w maju są moje urodziny. Maj to wiosna, eksplozja kolorów, feeria kwiatów, pogoda idealna do jazdy na rowerze i spacerów nad brzegiem morza (jeśli tylko mamy to szczęście, że nad morzem mieszkamy- nam się udało w 2012 i w 2013, choć nie liczę, że pogodowo będzie podobnie). W maju wybraliśmy się do Amsterdamu, który miałam ochotę odwiedzić od kilku lat, ale nigdy nie było mi po drodze. I zakochałam się na tyle, że Nuno na poważnie szukał tam pracy, gdy już wiedział, że musi szukać czegoś nowego. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze do Amsterdamu wrócimy, ale na razie jest jeszcze tyle miast, które czekają na odkrycie, że musimy rewizytę odłożyć.

Czerwiec to gorączka Euro, odczuwalna także w Barcelonie oraz festiwale muzyczne. A lipiec to wakacje. Najpierw kilkudniowy wypad do Paryża, gdzie nie tylko zwiedzaliśmy miasto, ale przede wszystkim byliśmy na ślubie Basi i Thomasa, którzy są winni tego, że w październiku po kilku latach odwiedziłam Warszawę. Potem zabraliśmy moich rodziców na wakacje do Portugalii, by poznali ten piękny kraj, do którego mogę wracać i wracać, zawsze odkrywając nieznane zakątki i smaki. Mamie tak się spodobało, że nie miała by nic przeciwko temu, abyśmy tam zamieszkali. My też nie, tylko ten kryzys.


W sierpniu Nuno wyjechał do Irlandii, a do mnie w odwiedziny przyjechała mama z moją siostrą. Babski wypad do Granady i zwiedzanie tego miasta w nieznośnych upałach będę wspominać bardzo miło. Szczególnie zimą. Zapach mięty przywołuje miłe wspomnienia.
Wrzesień minął błyskawicznie, krótka wizyta taty, pod pretekstem pójścia na mecz FC Barcelony, pakowanie, pożegnania i wyprowadzka z Barcelony. W październiku spędziłam trochę czasu w domu, szukałam pracy i odkrywałam uroki Galway.

Listopad poświęciliśmy na odkrywanie uroków Irlandii i zawieranie nowych znajomości. Grudzień to czas oczekiwania na święta w gronie rodziny i spotkania ze znajomymi, jedzenie polskich przysmaków i naładowanie akumulatorów na nadchodzący rok.

Po 2012 pozostały tylko wspomnienia. Żałuję, że nie pojeździłam więcej po Hiszpanii. Gdybym tylko wiedziała, że się będę z Barcelony wyprowadzać. Zatem 2013 poświęcę na odkrycie każdego wartego zobaczenia zakątka Zielonej Wyspy.  



I’m running  a bit late with posting a summary of 2012. I wasn’t quite sure if I even should write it or just let the memories of 2012 stay in the blog’s archive. But then on every travel blog I read the stories of how many great places they visited in the last year and I got jealous. I usually don’t make any New Year's resolutions, even though I’m a big planner, but as 2012 confirmed, life has a way to mess with my plans. I believe this post is more for my pleasure of reviving the past travels, places I visited and people I met than for you, but as there are a lot of links to old post, in case you missed them.

When writing a travel blog, it’s really easy to remember where I went and when. I just have to check the archive and then correct some dates as some posts are written with quite a delay (it’s just me being super lazy or super busy). 2012 brought few surprises, the biggest was of course moving to Ireland, a country I had never considered as my expat destination. But here I am, after changing countries/cities 4 times in the past 3 years. Can I already be called an expert in packing, throwing away unnecessary things, leaving friends behind and starting a new life? 2012 passes quickly, between short European trips (last year we didn’t manage to go for a longer vacation to some exotic country), discovering the secrets of Barcelona, packing, getting some rest in Poland,  looking for a job, 12 months passed and I was on the plane flying home for Christmas.

January was all about culinary pleasures. We went to el Tickets, famous tapas bar by renowned Ferran Adria. It’s a great gastronomic experience, difficult to describe how much fun we had trying some unexpected tapas. I'd love to repeat one day something similar, for foodie there is nothing better. Well, maybe when eating is combined with travelling. We ended January in Valls, small Catalan village, in the middle of nowhere, where we went for a  calçotada to try special onions. Where is a fiesta, and in particular one food related, it is where I’m trying to drag Nuno. 

In March we went for yet another Spanish fiesta (yes, you are right, I’m a little obsessed with local celebrations), this time o another Spanish fiesta, this time to Valencia for Fallas. Southern countries definitely know how to have fun! It was loud, bright and colorful. March was also a month full of meetings with fellow bloggers. First I searched for Hermes statues with bloggers from Barcelona and then I discovered Mallorca with Polish bloggers Ajka and Ewa.

In April, we decided to discover charming and small Catalan towns during Easter: we went to Tarragona, where we witnessed a solemn procession. Then we went to delta of Ebro, where we rented old bikes to discover a beautiful scenery. Some days later I went to Madrid to rediscover the city after few years and it impressed me again, well, the tapas culture and nightlife as touristically Spanish capital is not my favorite. Fortunately, the company I spent those few days couldn’t be better, as  y friend from the University, Weronika, lived there until recently and I got to spend some quality time with Maria, who was on Erasmus in Warsaw seven years ago and with whom I went on Interrail tour, we got robbed on our train so I will never forget this trip (for that any many other, more positive, things). 

May is my favorite month and it has nothing to do with the fact my Bday is in May. I love it because it is synonym of spring, colors, flowers, riding a bike or going for walk on the seaside (if you are lucky enough to live by the sea, as we were in 2012 and will be in 2013, although I don’t expect the weather to be that good this year due to our location). I always go for a short trip to celebrate my Bday, last year we went  to Amsterdam, a city I had on my to-visit-list for quite some time. fell in love with this city so much that Nuno was looking for a job there once we knew he wouldn’t get his contract renewed in Barcelona. I hope that one day I got the chance for a revisit, but there are so many cities I want to discover first, that it has to wait.  


June was all about Euro fever and music festivals. July equals holidays. First we went for few days to Paris, but not only for sightseeing, but to assist quite a posh wedding of our dear friends. Later we took my parents on a road trip so that they could discover how beautiful and tasty Portugal is. I can return to this country again and again, and there is always something new that surprises me. My mom liked it so much that she said she wouldn’t mind if it was our next destination. If it wasn’t for the crisis, we would seriously consider it. 

August was a month when Nuno left Barcelona and went to Ireland, I couldn’t go with him and I really would like to go for a road trip through France, take a ferry and spent the first days in Galway with him. Instead I spent some time with my mum and sister who decided that they had seen enough of Barcelona and needed a trip. We went to Granada and I have now nice memories from this beautiful city. Especially in winter when I remember how hot it was in Andalucia in the summer. 

September passed quickly, between my dad’s short visit (it was a last chance to go for a FC Barcelona match), packing, saying goodbye to all my friends  and moving, 30 days passed in the blink of an eye.In October, I spent 2 weeks at home, went to rediscover Warsaw, got to like my new temporary city and looked for a job.  

November was when we discovered some Irish gems and met new friends. December was all about waiting for Xmas and being with my friends and family, Polish delicacies and getting the energy for the upcoming year.

I have now only memories left from 2012. I wish I had traveled more in Spain. If only I knew I would be leaving… So 2013 will be all about discovering every corner in Ireland. Stay tuned. 

9 comments:

pola said...

Jest czego pozazdrościć :) ale chyba najbardziej to jednak Barcelony... :)
pozdrawiam!

Agnieszka Stasiewska said...

Hej, Barcelonę pożegnałam z żalem... ale na razie nie żałuję. Kolejny etap podróżniczy rozpoczęty, a kto wie, co nas czeka dalej? Pozdrawiam serdecznie :)

Aggy said...

I love the way you got many surprises in 2012 Aga. A lovely sum up and wishing you a great 2013!

Ajka said...

Jak mawia moja mama "Gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem" ;) Rok był piękny a Hiszpania jeszcze przed Tobą!

monika jall said...

Udany rok! Zycze, zeby kolejny byl rownie udany!

Agnieszka Stasiewska said...

# Aggy. I love surprises! I am waiting to see what 2013 has prepared for me!

#Ajka, Hiszpania to chyba tylko wakacyjnie, jak wrócę na płw. Iberyjski to chyba będzie Portugalia :)

#Monika, nie narzekam :) A w 2013 planuję jakiś weekendowy wypad do Londynu, więc liczę na spotkanie :)

Pola (Jetting Around) said...

Fajnie, ze zdecydowalas sie na podsumowanie, Aga. Fajnie tak sobe ulozyc rok, a dla czytelnikow to zawsze jakas inspiracja do podrozy. :) W moim przypadku po przeczytaniu bardzo chcialabym jeszcze raz pojechac do Hiszpanii. Zycze udanego podrozniczego 2013 roku!

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, ja mam jeszcze tyle miejsc w Hiszpanii, których nie udało mi się zobaczyć, że również mam ochotę na powrót :) ale jest jeszcze tyle krajów, których nie odwiedziłam, że moja lista podróżniczych marzeń jest dłuuuuga :)

Anonymous said...

He along with other compensation committee members
are a focus of a regulatory investigation in to the origins of Mr pay day loans just go online for the lender's website and find out just what the few steps which need to be generated for submitting the application are.

Post a Comment

Friday, 4 January 2013

Szczęśliwa 13?/ Lucky 13?


Trochę się spóźniłam z podsumowaniem roku 2012… Tak się zastanawiałam przez chwilę, czy powinnam sobie podsumowanie odpuścić, tak jak postanowiłam w tym roku nie robić żadnych postanowień noworocznych. Mimo że uwielbiam planować i zastanawiać się nad tym, co przyszłość mi przyniesie, nauczona doświadczeniem wolę być zaskakiwana przez los, bo z moich planów, przynajmniej w 2012 niewiele wyszło.  Czytając inne blogi podróżnicze poczułam ukłucie zazdrości i się zmobilizowałam, po napisaniu posta stwierdziłam, że jest to wpis chyba bardziej dla mnie niż dla Was, powspominałam sobie miniony rok, odwiedzone miejsca i spotkane osoby. Jeśli przegapiliście jakieś posty, to w tym znajdziecie dużo linków :)


Rzut okiem na archiwum blogowe i przypominam sobie, jak spędziłam poszczególne miesiące (przyznaję się, że niektóre posty powstały z dużym opóźnieniem, więc daty poszczególnych wyjazdów muszę zweryfikować). 2012 przyniósł kilka niespodzianek, największą z ich była oczywiście przeprowadzka do Irlandii. Po 3 zmianie nie tylko miasta i kraju zamieszkania jestem chyba ekspertką w pakowaniu, zostawianiu rzeczy niepotrzebnych i zaczynania życia od nowa. 2012 minął bardzo szybko, pomiędzy krótkimi europejskimi wypadami (tym razem nie udała się powtórka z zeszłego roku czyli długi, 3 tygodniowy wypad w jakieś egzotyczne miejsca), odkrywaniem sekretów Barcelony, pakowaniem, odwiedzinami w Polsce i szukaniem pracy, zanim się obejrzałam a lecieliśmy do domu na Święta. Zakończyłam ten rok rodzinnie i w gronie znajomych.

Styczeń upłynął nam pod znakiem przyjemności gastronomicznych. Mieliśmy okazję spróbować tapas w słynnym el Tickets Ferrana Adria, jest do kulinarne przeżycie trudne do opisania. Chętnie bym powtórzyła przygodę w takim stylu, bo uwielbiam odkrywać nowe smaki. Pod koniec stycznia wybraliśmy się też na calçotada, bo gdzie fiesta, a szczególnie związana z jedzeniem, tam staram się zaciągnąć Nuno.


W marcu wybraliśmy się na kolejną hiszpańską fiestę (jakbyście jeszcze nie zauważyli to taka moja mała obsesja), tym razem do Walencji na Fallas. Kraje Południa wiedzą, jak się dobrze bawić! Był głośno, ogniście i kolorowo. Marzec to był także miesiąc spotkań bloggerskich- z  bloggerami z Barcelony wybrałam się w poszukiwanie Hermesa, a na Majorkę odkrywałam z Ajką z Całe życie w podróży i Ewą z Daleko niedaleko

W kwietniu odkryliśmy uroki małych katalońskich miasteczek, w Wielkanoc wybraliśmy się do Tarragony, gdzie byliśmy świadkami mrocznej procesji i do delty Ebru, gdzie wypożyczyliśmy stare rowery. W kwietniu wybrałam się odkrywać na nowo Madryt, który na nowo zachwycił mnie kulinarnie, ale zabytkowo już nie za bardzo. Na szczęście towarzystwo nie zawiodło, do niedawna w Madrycie mieszkała moja przyjaciółka ze studiów Weronika, a do tego w stolicy Hiszpanii mieszka Maria, która z 7 lat temu była na Erasmusie w Warszawie.

Maj to  mój ulubiony miesiąc. I to nie dlatego, że w maju są moje urodziny. Maj to wiosna, eksplozja kolorów, feeria kwiatów, pogoda idealna do jazdy na rowerze i spacerów nad brzegiem morza (jeśli tylko mamy to szczęście, że nad morzem mieszkamy- nam się udało w 2012 i w 2013, choć nie liczę, że pogodowo będzie podobnie). W maju wybraliśmy się do Amsterdamu, który miałam ochotę odwiedzić od kilku lat, ale nigdy nie było mi po drodze. I zakochałam się na tyle, że Nuno na poważnie szukał tam pracy, gdy już wiedział, że musi szukać czegoś nowego. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze do Amsterdamu wrócimy, ale na razie jest jeszcze tyle miast, które czekają na odkrycie, że musimy rewizytę odłożyć.

Czerwiec to gorączka Euro, odczuwalna także w Barcelonie oraz festiwale muzyczne. A lipiec to wakacje. Najpierw kilkudniowy wypad do Paryża, gdzie nie tylko zwiedzaliśmy miasto, ale przede wszystkim byliśmy na ślubie Basi i Thomasa, którzy są winni tego, że w październiku po kilku latach odwiedziłam Warszawę. Potem zabraliśmy moich rodziców na wakacje do Portugalii, by poznali ten piękny kraj, do którego mogę wracać i wracać, zawsze odkrywając nieznane zakątki i smaki. Mamie tak się spodobało, że nie miała by nic przeciwko temu, abyśmy tam zamieszkali. My też nie, tylko ten kryzys.


W sierpniu Nuno wyjechał do Irlandii, a do mnie w odwiedziny przyjechała mama z moją siostrą. Babski wypad do Granady i zwiedzanie tego miasta w nieznośnych upałach będę wspominać bardzo miło. Szczególnie zimą. Zapach mięty przywołuje miłe wspomnienia.
Wrzesień minął błyskawicznie, krótka wizyta taty, pod pretekstem pójścia na mecz FC Barcelony, pakowanie, pożegnania i wyprowadzka z Barcelony. W październiku spędziłam trochę czasu w domu, szukałam pracy i odkrywałam uroki Galway.

Listopad poświęciliśmy na odkrywanie uroków Irlandii i zawieranie nowych znajomości. Grudzień to czas oczekiwania na święta w gronie rodziny i spotkania ze znajomymi, jedzenie polskich przysmaków i naładowanie akumulatorów na nadchodzący rok.

Po 2012 pozostały tylko wspomnienia. Żałuję, że nie pojeździłam więcej po Hiszpanii. Gdybym tylko wiedziała, że się będę z Barcelony wyprowadzać. Zatem 2013 poświęcę na odkrycie każdego wartego zobaczenia zakątka Zielonej Wyspy.  



I’m running  a bit late with posting a summary of 2012. I wasn’t quite sure if I even should write it or just let the memories of 2012 stay in the blog’s archive. But then on every travel blog I read the stories of how many great places they visited in the last year and I got jealous. I usually don’t make any New Year's resolutions, even though I’m a big planner, but as 2012 confirmed, life has a way to mess with my plans. I believe this post is more for my pleasure of reviving the past travels, places I visited and people I met than for you, but as there are a lot of links to old post, in case you missed them.

When writing a travel blog, it’s really easy to remember where I went and when. I just have to check the archive and then correct some dates as some posts are written with quite a delay (it’s just me being super lazy or super busy). 2012 brought few surprises, the biggest was of course moving to Ireland, a country I had never considered as my expat destination. But here I am, after changing countries/cities 4 times in the past 3 years. Can I already be called an expert in packing, throwing away unnecessary things, leaving friends behind and starting a new life? 2012 passes quickly, between short European trips (last year we didn’t manage to go for a longer vacation to some exotic country), discovering the secrets of Barcelona, packing, getting some rest in Poland,  looking for a job, 12 months passed and I was on the plane flying home for Christmas.

January was all about culinary pleasures. We went to el Tickets, famous tapas bar by renowned Ferran Adria. It’s a great gastronomic experience, difficult to describe how much fun we had trying some unexpected tapas. I'd love to repeat one day something similar, for foodie there is nothing better. Well, maybe when eating is combined with travelling. We ended January in Valls, small Catalan village, in the middle of nowhere, where we went for a  calçotada to try special onions. Where is a fiesta, and in particular one food related, it is where I’m trying to drag Nuno. 

In March we went for yet another Spanish fiesta (yes, you are right, I’m a little obsessed with local celebrations), this time o another Spanish fiesta, this time to Valencia for Fallas. Southern countries definitely know how to have fun! It was loud, bright and colorful. March was also a month full of meetings with fellow bloggers. First I searched for Hermes statues with bloggers from Barcelona and then I discovered Mallorca with Polish bloggers Ajka and Ewa.

In April, we decided to discover charming and small Catalan towns during Easter: we went to Tarragona, where we witnessed a solemn procession. Then we went to delta of Ebro, where we rented old bikes to discover a beautiful scenery. Some days later I went to Madrid to rediscover the city after few years and it impressed me again, well, the tapas culture and nightlife as touristically Spanish capital is not my favorite. Fortunately, the company I spent those few days couldn’t be better, as  y friend from the University, Weronika, lived there until recently and I got to spend some quality time with Maria, who was on Erasmus in Warsaw seven years ago and with whom I went on Interrail tour, we got robbed on our train so I will never forget this trip (for that any many other, more positive, things). 

May is my favorite month and it has nothing to do with the fact my Bday is in May. I love it because it is synonym of spring, colors, flowers, riding a bike or going for walk on the seaside (if you are lucky enough to live by the sea, as we were in 2012 and will be in 2013, although I don’t expect the weather to be that good this year due to our location). I always go for a short trip to celebrate my Bday, last year we went  to Amsterdam, a city I had on my to-visit-list for quite some time. fell in love with this city so much that Nuno was looking for a job there once we knew he wouldn’t get his contract renewed in Barcelona. I hope that one day I got the chance for a revisit, but there are so many cities I want to discover first, that it has to wait.  


June was all about Euro fever and music festivals. July equals holidays. First we went for few days to Paris, but not only for sightseeing, but to assist quite a posh wedding of our dear friends. Later we took my parents on a road trip so that they could discover how beautiful and tasty Portugal is. I can return to this country again and again, and there is always something new that surprises me. My mom liked it so much that she said she wouldn’t mind if it was our next destination. If it wasn’t for the crisis, we would seriously consider it. 

August was a month when Nuno left Barcelona and went to Ireland, I couldn’t go with him and I really would like to go for a road trip through France, take a ferry and spent the first days in Galway with him. Instead I spent some time with my mum and sister who decided that they had seen enough of Barcelona and needed a trip. We went to Granada and I have now nice memories from this beautiful city. Especially in winter when I remember how hot it was in Andalucia in the summer. 

September passed quickly, between my dad’s short visit (it was a last chance to go for a FC Barcelona match), packing, saying goodbye to all my friends  and moving, 30 days passed in the blink of an eye.In October, I spent 2 weeks at home, went to rediscover Warsaw, got to like my new temporary city and looked for a job.  

November was when we discovered some Irish gems and met new friends. December was all about waiting for Xmas and being with my friends and family, Polish delicacies and getting the energy for the upcoming year.

I have now only memories left from 2012. I wish I had traveled more in Spain. If only I knew I would be leaving… So 2013 will be all about discovering every corner in Ireland. Stay tuned. 

9 comments:

pola said...

Jest czego pozazdrościć :) ale chyba najbardziej to jednak Barcelony... :)
pozdrawiam!

Agnieszka Stasiewska said...

Hej, Barcelonę pożegnałam z żalem... ale na razie nie żałuję. Kolejny etap podróżniczy rozpoczęty, a kto wie, co nas czeka dalej? Pozdrawiam serdecznie :)

Aggy said...

I love the way you got many surprises in 2012 Aga. A lovely sum up and wishing you a great 2013!

Ajka said...

Jak mawia moja mama "Gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem" ;) Rok był piękny a Hiszpania jeszcze przed Tobą!

monika jall said...

Udany rok! Zycze, zeby kolejny byl rownie udany!

Agnieszka Stasiewska said...

# Aggy. I love surprises! I am waiting to see what 2013 has prepared for me!

#Ajka, Hiszpania to chyba tylko wakacyjnie, jak wrócę na płw. Iberyjski to chyba będzie Portugalia :)

#Monika, nie narzekam :) A w 2013 planuję jakiś weekendowy wypad do Londynu, więc liczę na spotkanie :)

Pola (Jetting Around) said...

Fajnie, ze zdecydowalas sie na podsumowanie, Aga. Fajnie tak sobe ulozyc rok, a dla czytelnikow to zawsze jakas inspiracja do podrozy. :) W moim przypadku po przeczytaniu bardzo chcialabym jeszcze raz pojechac do Hiszpanii. Zycze udanego podrozniczego 2013 roku!

Agnieszka Stasiewska said...

Pola, ja mam jeszcze tyle miejsc w Hiszpanii, których nie udało mi się zobaczyć, że również mam ochotę na powrót :) ale jest jeszcze tyle krajów, których nie odwiedziłam, że moja lista podróżniczych marzeń jest dłuuuuga :)

Anonymous said...

He along with other compensation committee members
are a focus of a regulatory investigation in to the origins of Mr pay day loans just go online for the lender's website and find out just what the few steps which need to be generated for submitting the application are.

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email