Sunday, 10 June 2012

Festiwalowa wiosna w Barcelonie, cześć pierwsza/ Spring Festival in Barcelona, Part One

Tydzień temu mieliśmy okazję uczestniczyć w dwunastej edycji Primavera Sound, jednego z najważniejszych i największych festiwali muzyki w Europie. A na przyszłą sobotę mamy kupione bilety na kolejny festiwal, Sonar, tak więc możecie się spodziewać części drugiej relacji festiwalowej. Posty powinny być napisane przez Nuno, bo ja raczej nie zaliczam się do fanów czy to koncertów czy to festiwali. Może to źle powiedziane, jak jest koncert artysty, którego uwielbiam, albo którego koncerty zamieniają się w prawdziwe show, to nie mam nic przeciwko kupieniu biletów na koncert (choć zawsze z niemałym bólem, bo jednak moje oszczędności wolę wydawać na podróże). Ale festiwal muzyki raczej alternatywnej, prawie nic niemówiące mi nazwy zespołów, wejściówka na jeden dzień za 80€, innymi słowy: Nuno musiał mnie trochę namawiać. Nie za bardzo mogłam odmówić, bo przecież ciągnę Nuno na jakieś dziwne hiszpańskie fiesty, uczestniczy ze mną w najdziwniejszych paradach i pochodach prawie bez słowa sprzeciwu.


Festiwal trwał od czwartku 31 maja do soboty 2 czerwca, w środę i niedzielę pod Łukiem Triumfalnym odbyły się także darmowe koncerty na otwarcie i zamknięcie Primavera Sound (w tym roku po raz pierwszy festiwal odbywał się nie tylko w Barcelonie, ale również w portugalskim Porto).

Nuno jest takim małym muzycznym freakiem. Przy każdym road tripie, czy przy planowanej dłuższej jeździe samochodem, przez kilka wieczorów poprzedzających tenże wyjazd kompiluje składankę muzyczna. I potem jednego CD słuchamy przez całą podroż. Jego gusta muzyczne też odbiegają troszkę od moich, z grup, które miały wystąpić na festiwalu (pełna lista tutaj) znał wszystkich! Ja ignorantka, tylko z pięć chyba. Na szczęście jego wygląd zewnętrzny niekoniecznie idzie w parze z jego alternatywnym gustem muzycznym. Na festiwalu bowiem była największa koncentracja na metr kwadratowy alternatywnych młodych brodaczy, tudzież posiadaczy modnych w ostatnich sezonach wąsów (mody tej nigdy nie zrozumiem i nie zaakceptuje). Wyglądało jakby wszystkie dziwolągi wybrały się na festiwal, wcześniej zapożyczając z szafy rodziców czy tez dziadków najdziwniejsze stroje tam znalezione. Ale nie będę oceniać, ani złośliwie komentować, bo jeszcze ktoś przeczyta, się obrazi i wrzuci mojego bloga na jakąś czarną listę :)


Największym problemem festiwalowicza, oprócz dylematu czy kupić wejściówkę na cały festiwal czy na wybrany dzień (cena wywiera dość znaczący wpływ na tę decyzję), jest dokonanie najlepszego wyboru zespołów, jakie będzie oglądać po kolei (wiele koncertów pokrywa się). Ja zdałam się na Nuno. I się nie zawiodłam, choć 8 godzin na festiwalu prawie przekroczyły moje możliwości, szczególnie, że na festiwal wybraliśmy się bezpośrednio po pracy. Gwiazdą naszego piątkowego dnia festiwalu było The Cure, koncert zaczynał sie przed 23, więc od 19 musieliśmy jakoś wypełnić czas innymi zespołami. Rozpoczęliśmy bardzo fajnym koncertem The Chameleons. Przyjemnie było ich posłuchać i potańczyć wśród innych festiwalowiczów, wśród których dużą grupę stanowili rówieśnicy naszych rodziców, ale bawiący się lepiej niż niejeden małolat. Koncert trwał jedyne pół godziny, szkoda, że nie grali więcej, bo roztańczony tłum prosił o więcej i więcej… bez rezultau.
Koncert The Cure był rekordowo długi, trwał prawie 3 godziny, inne zespoły miały chyba narzucone jakieś limity, bo na jednej scenie wystąpić musiało kilku wykonawców podczas jednego wieczoru. Ja twórczość zespołu The Cure znam raczej pobieżnie, ale Nuno narzekał, że za dużo było utworów komercyjnych, pod masową publikę. Ale przy ponad 30 zagranych piosenkach, każdy znalazł coś dla siebie.


Festiwal Primavera Sound przyciąga tłumy z całej Europy, ma juz swoją markę, codziennie przewija się przez Parc del Forum, gdzie festiwal ma miejsce, tysiące fanów. Festiwal jest dobrze zorganizowany, a lokalizacja chyba nie mogłaby być lepsza- metro znajduje się jakieś 200 metrów od wejścia do parku, było całkiem czysto (no względnie, bo po koncercie The Cure plastikowe kubki po piwie przykrywały każdy skrawek), można było sobie usiąść na schodach czy ławkach, by posłuchać muzyki i trochę dać odetchnąć zmęczonym nogom i plecom. Pogoda też dopisała i nie powiem, jak na pierwsze festiwalowe doświadczenie, byłam miło zaskoczona, że bawiłam się tak dobrze. CDN, bo Sonar już w przyszłą sobotę...


A week ago I went to my first music festival, as we decided to take the opportunity (well, better say to pay for the opportunity) to participate in the twelfth edition of the Primavera Sound, one of the most important music festivals in Europe. And the next Saturday there is another famous festival, Sonar, and we already have tickets for that one as well, so you can expect the second part of covering on Barcelona’s festival. To be honest, the posts should be written by Nuno, as he was the one who planned/organized/crazy about going to these festivals. Me, I am rather not that into live music and going to the festivals person. I mean I like music, but I am not obsessed with it, can’t talk about music for hours. Maybe, if it was one of my favorite artist’s concert, or a concert of a star that can really turn it into a crazy and amazing show, I wouldn’t mind going and spending a small fortune on tickets (to be frank, I would always consider it deeply as I normally tend to “waste” my savings on travels). So an alternative music festival, the bands I have never heard of, a day ticket for 80 €, in other words, Nuno had to spend some time persuading me info going with him . It is not that I could have refused either, as I drag Nuno to all those strange Spanish fiestas, he goes with me to all the strangest parades without complaining that much.



The festival lasted from Thursday, 31th of May, to Saturday, 2nd of June, on Wednesday and Sunday, for opening and closing of the festival, there were few free concerts in front of
Arc de Triomphe (this year for the first time the festival took place not only in Barcelona but also in Portuguese Porto) .

Nuno is kind of a small freak when it comes to music. When we go on a road trip or plan a car drive, just little longer than usual, he creates a song mix, compiling it for few evenings in a row. And then we listen to this CD during all the trip. Just picture that, and picture my pain, as his musical tastes differ from mine. He knew all the groups performing on PS festival (the full list can be found here), while for me only 5 bands were familiar. Fortunately for me, Nuno’s appearance and dress code don’t match. And he is rather an exception, as during the festival I got the strong impression that there was the biggest concentration per square meter of guys with beard versus one with strange moustache that seem awfully trendy among hipster youth (personally I will never get to understand this trend). It looked as if all the freaks before coming to the festival borrowed the strangest clothes they could find in their parents’/ grandparent’s closets. I leave it without further comments, as I don’t want my blog to end on somebody’s black list.

The biggest problem for a festival fan, in addition to the eternal dilemma of whether to buy a whole pass or a single-day entrance (as you may guess the price plays a fairly significant role in this decision), is to plan the best schedule, as many concerts overlap and you are forced to make some drastic choices. I trusted Nuno, and followed him blindly from one stage to another… during almost 8 hours, which was about the limit my body and soul could accept (before you judge me, we went there directly after work). The star of Friday was The Cure, the concert began before 11 pm, so we had plenty of time to see other bands before. We started with a very good concert of The Chameleons. It was great to listen to those rather old guys, still full of energy, and to dance among the crowd. There was a big group of fans that were our parents’ peers but had more power and fun than most of the teenagers. It was a pity they only played for half an hour as the atmosphere was just great and people wanted more and more songs…
The concert of The Cure was a record-long, it lasted almost 3 hours, other bands were probably given some time limits, as on one stage several groups had to perform. I am not a big fun of The Cure music, I really don’t know it that much, so I will just quote Nuno who was bit disappointed and complained that they played too many commercial songs for mass audience. But since they played more than 30 songs, everyone found something they loved and sang along with Robert Smith.


Primavera Sound Festival attracts crowds from all over Europe, is already a known brand, thousands of fans are daily in Parc del Forum, where the festival takes place. The festival is really well organized, and its location couldn’t be better-metro is about 200 meters from the entrance to the park, it was quite clear (well, relatively, as after the concert of The Cure, plastic beer cups covered literally every inch of the surface), one could sit on the stairs or benches and listen to live music while getting some rest. The weather was also nice. I really can’t complaint on anything, as I was pleasantly surprised that my first festival experience was so good .To be continued, as next Saturday we have Sonar festival...

4 comments:

David said...

Gran crónica! ;)

Agnieszka said...

Hola :) bueno, fue un festival genial. y no lo digo porque fue el primer festival en el que participé :) Ahora me espera Sonar! Aprovechando primavera barcelonesa

Kasia said...

Może wstyd pisać, ale ja z podanej listy nie znam żadnego zespołu!!!! :D Także nie masz się o co martwić :-)

Agnieszka said...

Kasia, nie ma się czego wstydzić, bo prostu nie jesteśmy wystarczająco alternatywne :) pozdrawiam

Post a Comment

Sunday, 10 June 2012

Festiwalowa wiosna w Barcelonie, cześć pierwsza/ Spring Festival in Barcelona, Part One

Tydzień temu mieliśmy okazję uczestniczyć w dwunastej edycji Primavera Sound, jednego z najważniejszych i największych festiwali muzyki w Europie. A na przyszłą sobotę mamy kupione bilety na kolejny festiwal, Sonar, tak więc możecie się spodziewać części drugiej relacji festiwalowej. Posty powinny być napisane przez Nuno, bo ja raczej nie zaliczam się do fanów czy to koncertów czy to festiwali. Może to źle powiedziane, jak jest koncert artysty, którego uwielbiam, albo którego koncerty zamieniają się w prawdziwe show, to nie mam nic przeciwko kupieniu biletów na koncert (choć zawsze z niemałym bólem, bo jednak moje oszczędności wolę wydawać na podróże). Ale festiwal muzyki raczej alternatywnej, prawie nic niemówiące mi nazwy zespołów, wejściówka na jeden dzień za 80€, innymi słowy: Nuno musiał mnie trochę namawiać. Nie za bardzo mogłam odmówić, bo przecież ciągnę Nuno na jakieś dziwne hiszpańskie fiesty, uczestniczy ze mną w najdziwniejszych paradach i pochodach prawie bez słowa sprzeciwu.


Festiwal trwał od czwartku 31 maja do soboty 2 czerwca, w środę i niedzielę pod Łukiem Triumfalnym odbyły się także darmowe koncerty na otwarcie i zamknięcie Primavera Sound (w tym roku po raz pierwszy festiwal odbywał się nie tylko w Barcelonie, ale również w portugalskim Porto).

Nuno jest takim małym muzycznym freakiem. Przy każdym road tripie, czy przy planowanej dłuższej jeździe samochodem, przez kilka wieczorów poprzedzających tenże wyjazd kompiluje składankę muzyczna. I potem jednego CD słuchamy przez całą podroż. Jego gusta muzyczne też odbiegają troszkę od moich, z grup, które miały wystąpić na festiwalu (pełna lista tutaj) znał wszystkich! Ja ignorantka, tylko z pięć chyba. Na szczęście jego wygląd zewnętrzny niekoniecznie idzie w parze z jego alternatywnym gustem muzycznym. Na festiwalu bowiem była największa koncentracja na metr kwadratowy alternatywnych młodych brodaczy, tudzież posiadaczy modnych w ostatnich sezonach wąsów (mody tej nigdy nie zrozumiem i nie zaakceptuje). Wyglądało jakby wszystkie dziwolągi wybrały się na festiwal, wcześniej zapożyczając z szafy rodziców czy tez dziadków najdziwniejsze stroje tam znalezione. Ale nie będę oceniać, ani złośliwie komentować, bo jeszcze ktoś przeczyta, się obrazi i wrzuci mojego bloga na jakąś czarną listę :)


Największym problemem festiwalowicza, oprócz dylematu czy kupić wejściówkę na cały festiwal czy na wybrany dzień (cena wywiera dość znaczący wpływ na tę decyzję), jest dokonanie najlepszego wyboru zespołów, jakie będzie oglądać po kolei (wiele koncertów pokrywa się). Ja zdałam się na Nuno. I się nie zawiodłam, choć 8 godzin na festiwalu prawie przekroczyły moje możliwości, szczególnie, że na festiwal wybraliśmy się bezpośrednio po pracy. Gwiazdą naszego piątkowego dnia festiwalu było The Cure, koncert zaczynał sie przed 23, więc od 19 musieliśmy jakoś wypełnić czas innymi zespołami. Rozpoczęliśmy bardzo fajnym koncertem The Chameleons. Przyjemnie było ich posłuchać i potańczyć wśród innych festiwalowiczów, wśród których dużą grupę stanowili rówieśnicy naszych rodziców, ale bawiący się lepiej niż niejeden małolat. Koncert trwał jedyne pół godziny, szkoda, że nie grali więcej, bo roztańczony tłum prosił o więcej i więcej… bez rezultau.
Koncert The Cure był rekordowo długi, trwał prawie 3 godziny, inne zespoły miały chyba narzucone jakieś limity, bo na jednej scenie wystąpić musiało kilku wykonawców podczas jednego wieczoru. Ja twórczość zespołu The Cure znam raczej pobieżnie, ale Nuno narzekał, że za dużo było utworów komercyjnych, pod masową publikę. Ale przy ponad 30 zagranych piosenkach, każdy znalazł coś dla siebie.


Festiwal Primavera Sound przyciąga tłumy z całej Europy, ma juz swoją markę, codziennie przewija się przez Parc del Forum, gdzie festiwal ma miejsce, tysiące fanów. Festiwal jest dobrze zorganizowany, a lokalizacja chyba nie mogłaby być lepsza- metro znajduje się jakieś 200 metrów od wejścia do parku, było całkiem czysto (no względnie, bo po koncercie The Cure plastikowe kubki po piwie przykrywały każdy skrawek), można było sobie usiąść na schodach czy ławkach, by posłuchać muzyki i trochę dać odetchnąć zmęczonym nogom i plecom. Pogoda też dopisała i nie powiem, jak na pierwsze festiwalowe doświadczenie, byłam miło zaskoczona, że bawiłam się tak dobrze. CDN, bo Sonar już w przyszłą sobotę...


A week ago I went to my first music festival, as we decided to take the opportunity (well, better say to pay for the opportunity) to participate in the twelfth edition of the Primavera Sound, one of the most important music festivals in Europe. And the next Saturday there is another famous festival, Sonar, and we already have tickets for that one as well, so you can expect the second part of covering on Barcelona’s festival. To be honest, the posts should be written by Nuno, as he was the one who planned/organized/crazy about going to these festivals. Me, I am rather not that into live music and going to the festivals person. I mean I like music, but I am not obsessed with it, can’t talk about music for hours. Maybe, if it was one of my favorite artist’s concert, or a concert of a star that can really turn it into a crazy and amazing show, I wouldn’t mind going and spending a small fortune on tickets (to be frank, I would always consider it deeply as I normally tend to “waste” my savings on travels). So an alternative music festival, the bands I have never heard of, a day ticket for 80 €, in other words, Nuno had to spend some time persuading me info going with him . It is not that I could have refused either, as I drag Nuno to all those strange Spanish fiestas, he goes with me to all the strangest parades without complaining that much.



The festival lasted from Thursday, 31th of May, to Saturday, 2nd of June, on Wednesday and Sunday, for opening and closing of the festival, there were few free concerts in front of
Arc de Triomphe (this year for the first time the festival took place not only in Barcelona but also in Portuguese Porto) .

Nuno is kind of a small freak when it comes to music. When we go on a road trip or plan a car drive, just little longer than usual, he creates a song mix, compiling it for few evenings in a row. And then we listen to this CD during all the trip. Just picture that, and picture my pain, as his musical tastes differ from mine. He knew all the groups performing on PS festival (the full list can be found here), while for me only 5 bands were familiar. Fortunately for me, Nuno’s appearance and dress code don’t match. And he is rather an exception, as during the festival I got the strong impression that there was the biggest concentration per square meter of guys with beard versus one with strange moustache that seem awfully trendy among hipster youth (personally I will never get to understand this trend). It looked as if all the freaks before coming to the festival borrowed the strangest clothes they could find in their parents’/ grandparent’s closets. I leave it without further comments, as I don’t want my blog to end on somebody’s black list.

The biggest problem for a festival fan, in addition to the eternal dilemma of whether to buy a whole pass or a single-day entrance (as you may guess the price plays a fairly significant role in this decision), is to plan the best schedule, as many concerts overlap and you are forced to make some drastic choices. I trusted Nuno, and followed him blindly from one stage to another… during almost 8 hours, which was about the limit my body and soul could accept (before you judge me, we went there directly after work). The star of Friday was The Cure, the concert began before 11 pm, so we had plenty of time to see other bands before. We started with a very good concert of The Chameleons. It was great to listen to those rather old guys, still full of energy, and to dance among the crowd. There was a big group of fans that were our parents’ peers but had more power and fun than most of the teenagers. It was a pity they only played for half an hour as the atmosphere was just great and people wanted more and more songs…
The concert of The Cure was a record-long, it lasted almost 3 hours, other bands were probably given some time limits, as on one stage several groups had to perform. I am not a big fun of The Cure music, I really don’t know it that much, so I will just quote Nuno who was bit disappointed and complained that they played too many commercial songs for mass audience. But since they played more than 30 songs, everyone found something they loved and sang along with Robert Smith.


Primavera Sound Festival attracts crowds from all over Europe, is already a known brand, thousands of fans are daily in Parc del Forum, where the festival takes place. The festival is really well organized, and its location couldn’t be better-metro is about 200 meters from the entrance to the park, it was quite clear (well, relatively, as after the concert of The Cure, plastic beer cups covered literally every inch of the surface), one could sit on the stairs or benches and listen to live music while getting some rest. The weather was also nice. I really can’t complaint on anything, as I was pleasantly surprised that my first festival experience was so good .To be continued, as next Saturday we have Sonar festival...

4 comments:

David said...

Gran crónica! ;)

Agnieszka said...

Hola :) bueno, fue un festival genial. y no lo digo porque fue el primer festival en el que participé :) Ahora me espera Sonar! Aprovechando primavera barcelonesa

Kasia said...

Może wstyd pisać, ale ja z podanej listy nie znam żadnego zespołu!!!! :D Także nie masz się o co martwić :-)

Agnieszka said...

Kasia, nie ma się czego wstydzić, bo prostu nie jesteśmy wystarczająco alternatywne :) pozdrawiam

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email