Wednesday, 27 April 2011

Najpierw do Quimet&Quimet/ First, to Quimet&Quimet

W lokalu Quimet&Quimet wisi sobie taki kafel: policjant tłumaczy przyjezdnym, że Gaudi, Picassó, Miró… ale oni są bardziej zainteresowani, na jakiej ulicy mieści się lokalik, gdzie wybrałam się niedawno. Miejsce to polecała mi już Carmen dość dawno, ale gdy się wybraliśmy jakiś czas temu z Nuno w sobotni wieczór, to pocałowaliśmy klamkę. Okazało się bowiem, że godziny otwarcia są jeszcze bardzo okrojone: pon-pt czynne jest w godzinach lunchu 12-16, a potem od 19 do 22.30. To w tygodniu, bowiem w weekend możemy tam zjeść tylko w soboty od 12-16I zawsze należy się spodziewać, że będzie pełno , bowiem miejsce cieszy się całkowicie zasłużoną sławą miejsca, gdzie serwuje się najlepsze montaditos. Musicie dodać to słowo do waszego kulinarnego słownika, montadito to małe kanapeczki, co jest na nich podane, zależy już tylko od inwencji twórcy. My zdaliśmy się na miłą kelnerkę, która przyniosła nam montaditos z białym serem, łososiem i miodem; z małżą i kawiorem; z sardynką (chyba to była sardynka) i oliwką oraz deskę z serami i różnym pieczywkiem. Do tego wermut domowej produkcji.



Malutki lokal, wielkości przeciętnego salonu, gdzie nie ma miejsc siedzących i tylko 2 stoliki, bar zapełnia się w porze lunchowej i wieczorowej, a wielu klientów zajada się montaditos na chodniku przed knajpką.

Wystój wnętrza też jest pomysłowy, od podłogi po sufit ściany są zapełnione butelkami trunków z całego świata, które można też kupić.



Jednak to przepyszne przekąski przyciągają do Quimet&Quimet tłumy barcelończyków i przyjezdnych (jednak turyści są to w mniejszości). A ja się nie mogę doczekać, kiedy wybierzemy się tam następny raz. I pewnie znowu zdamy się na rekomendacje rodziny Quim (knajpka przechodzi z pokolenia na pokolenie i nie traci nic z rodzinnego, intymnego klimatu), bowie wiele montaditos jest wymyślanych na poczekaniu.

A Wam po obejrzeniu zdjęć nie pociekła ślinka?



In the bar Quimet & Quimet there is a tile on the wall: a policeman explains to turists they should see Gaudi, Picasso, Miró ... but they are more interested on what street this small bar is located. Carmen recommended me this little café, but last time we tried to taste their specialities on a Saturday night, it was closed. It turned out that their opening hours are quite limited: Mon-Fri hours in the lunchtime 12pm-4pm, and then in the evening 7pm-10.30pm. However, those are weekdays hours, cause if you intent to try their tapas during the weekend, you can only go there on Saturday (12pm-4pm) and you always have to expect the place to bu full, as it has as a fully-deserved reputation of the bodega where you can enjoy the best montaditos. You have to add this word to your culinary dictionary, montadito means a small sandwichs with something on top, thos „something” depends only one one’s creativity. We trusted recommendation of a friendly waitress and were goven montaditos with white cheese, salmon and honey, other with mussels and caviar, yet another with sardine (I guess it was a sardine) and olives and a plate of delicious cheese. And to drink, homemade vermouth.



A tiny space, a size of an average living room,has no seats and there are only two tables, this bar fills up at lunchtime and evening, and many customers are eating their montadidos on the sidewalk.
The interior is also original, the bottles of wines, beer, spririt from different parts of the world cover the walls from floor to ceiling.



But it’s the food that attract Barcelonians and visitors (tourists, however, are in the minority) to stop at Quimet & Quimet Barcelonians. Personally, I just can’t wait to go there once again. And prpbably again I wil just ask a day speciality or a montadito they recommend. Run by fifth generation of Quim family (the bar passes from generation to generation and hasn’t lost its familiar and climate), this bodega invites you to food heaven.

Has this post made your mouth water?

4 comments:

magda said...

a ten szalik mamy to nowy zakup z solara czy pozyczony?? ;) moje sprawne oko wychwycilo nowy element stroju. buzka

Agnieszka said...

Ja myślałam, że z takimi przysmakami na nic innego się nie zwraca uwagi :P A szalik albo nowy, albo pożyczony, żeby inaczej na zdjęciach było. buźka

Neus. La meva Barcelona. said...

El azulejo estaba más bonito cuando tu fuiste!
El montadito de salmón, yogurt y miel estaba riquísimo.
Igual algún día coincidimos y todo! si veo a una chica haciendo fotos ya le preguntaré :).
Un beso guapa!

Agnieszka said...

#Neus, mi madre estaba encantada con el lugar. Montaditos ricos, cerveza/vermut, buenos, el ambiente- cuando en Polonia te imaginas un bar tipido espanol, creo que se parece mucho a como es Quimet :)

Post a Comment

Wednesday, 27 April 2011

Najpierw do Quimet&Quimet/ First, to Quimet&Quimet

W lokalu Quimet&Quimet wisi sobie taki kafel: policjant tłumaczy przyjezdnym, że Gaudi, Picassó, Miró… ale oni są bardziej zainteresowani, na jakiej ulicy mieści się lokalik, gdzie wybrałam się niedawno. Miejsce to polecała mi już Carmen dość dawno, ale gdy się wybraliśmy jakiś czas temu z Nuno w sobotni wieczór, to pocałowaliśmy klamkę. Okazało się bowiem, że godziny otwarcia są jeszcze bardzo okrojone: pon-pt czynne jest w godzinach lunchu 12-16, a potem od 19 do 22.30. To w tygodniu, bowiem w weekend możemy tam zjeść tylko w soboty od 12-16I zawsze należy się spodziewać, że będzie pełno , bowiem miejsce cieszy się całkowicie zasłużoną sławą miejsca, gdzie serwuje się najlepsze montaditos. Musicie dodać to słowo do waszego kulinarnego słownika, montadito to małe kanapeczki, co jest na nich podane, zależy już tylko od inwencji twórcy. My zdaliśmy się na miłą kelnerkę, która przyniosła nam montaditos z białym serem, łososiem i miodem; z małżą i kawiorem; z sardynką (chyba to była sardynka) i oliwką oraz deskę z serami i różnym pieczywkiem. Do tego wermut domowej produkcji.



Malutki lokal, wielkości przeciętnego salonu, gdzie nie ma miejsc siedzących i tylko 2 stoliki, bar zapełnia się w porze lunchowej i wieczorowej, a wielu klientów zajada się montaditos na chodniku przed knajpką.

Wystój wnętrza też jest pomysłowy, od podłogi po sufit ściany są zapełnione butelkami trunków z całego świata, które można też kupić.



Jednak to przepyszne przekąski przyciągają do Quimet&Quimet tłumy barcelończyków i przyjezdnych (jednak turyści są to w mniejszości). A ja się nie mogę doczekać, kiedy wybierzemy się tam następny raz. I pewnie znowu zdamy się na rekomendacje rodziny Quim (knajpka przechodzi z pokolenia na pokolenie i nie traci nic z rodzinnego, intymnego klimatu), bowie wiele montaditos jest wymyślanych na poczekaniu.

A Wam po obejrzeniu zdjęć nie pociekła ślinka?



In the bar Quimet & Quimet there is a tile on the wall: a policeman explains to turists they should see Gaudi, Picasso, Miró ... but they are more interested on what street this small bar is located. Carmen recommended me this little café, but last time we tried to taste their specialities on a Saturday night, it was closed. It turned out that their opening hours are quite limited: Mon-Fri hours in the lunchtime 12pm-4pm, and then in the evening 7pm-10.30pm. However, those are weekdays hours, cause if you intent to try their tapas during the weekend, you can only go there on Saturday (12pm-4pm) and you always have to expect the place to bu full, as it has as a fully-deserved reputation of the bodega where you can enjoy the best montaditos. You have to add this word to your culinary dictionary, montadito means a small sandwichs with something on top, thos „something” depends only one one’s creativity. We trusted recommendation of a friendly waitress and were goven montaditos with white cheese, salmon and honey, other with mussels and caviar, yet another with sardine (I guess it was a sardine) and olives and a plate of delicious cheese. And to drink, homemade vermouth.



A tiny space, a size of an average living room,has no seats and there are only two tables, this bar fills up at lunchtime and evening, and many customers are eating their montadidos on the sidewalk.
The interior is also original, the bottles of wines, beer, spririt from different parts of the world cover the walls from floor to ceiling.



But it’s the food that attract Barcelonians and visitors (tourists, however, are in the minority) to stop at Quimet & Quimet Barcelonians. Personally, I just can’t wait to go there once again. And prpbably again I wil just ask a day speciality or a montadito they recommend. Run by fifth generation of Quim family (the bar passes from generation to generation and hasn’t lost its familiar and climate), this bodega invites you to food heaven.

Has this post made your mouth water?

4 comments:

magda said...

a ten szalik mamy to nowy zakup z solara czy pozyczony?? ;) moje sprawne oko wychwycilo nowy element stroju. buzka

Agnieszka said...

Ja myślałam, że z takimi przysmakami na nic innego się nie zwraca uwagi :P A szalik albo nowy, albo pożyczony, żeby inaczej na zdjęciach było. buźka

Neus. La meva Barcelona. said...

El azulejo estaba más bonito cuando tu fuiste!
El montadito de salmón, yogurt y miel estaba riquísimo.
Igual algún día coincidimos y todo! si veo a una chica haciendo fotos ya le preguntaré :).
Un beso guapa!

Agnieszka said...

#Neus, mi madre estaba encantada con el lugar. Montaditos ricos, cerveza/vermut, buenos, el ambiente- cuando en Polonia te imaginas un bar tipido espanol, creo que se parece mucho a como es Quimet :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email