Monday, 9 April 2012

Semana Santa czyli procesje i mona/ Semana Santa-processions and mona

W tym roku Wielkanoc spędzić mi przyszło na obczyźnie, z dala od rodziny, bez jajek faszerowanych, sernika i wszystkich innych pyszności, pod którymi pewnie uginał się stół. Zamiast się jednak smucić, postanowiliśmy pójść przykładem Hiszpanów i wyjechać za miasto na ten 3 dniowy weekend. A drugim plusem jest możliwość opisania kilku zwyczajów wielkanocnych, które, jak się można domyślić, są zupełnie odmienne od polskich. I mimo, że Barcelona i ogólnie Katalonia słabo wypadają w porównaniu z najbardziej znanymi procesjami, które mają miejsce w Sewilli, to i tak jest o czym opowiadać.

Na początek podobne obchody Niedzieli Palmowej (Domingo de Ramos), od której zaczyna się Wielki Tydzień. W tym przypadku różnica jest niewielka, bo tradycja w sumie ta sama, jedynie wygląd palemek jest odmienny.


Tym, z czego słynie Hiszpania to procesje męczenników, na czas Semana Santa do Sewilli ściągają tłumy i to chyba bardziej ze względu na koloryt lokalny tych widowiskowych procesji, niż z religijnych pobudek. Procesje trwają codziennie, aż do niedzieli palmowej. Każdego wieczoru ulicami miast wyruszają bractwa, pokutnicy niosący na swoich barkach figury świętych. W różnych regionach procesje mają odmienny charakter. W gorącej Andaluzji są krzyki, płacze, głośne śpiewy, więcej jest emocji (wiedzę tym razem opieram na relacjach uczestników, bo nie miałam okazji uczestniczyć na żywo) . Północ jest bardziej powściągliwa, procesje często odbywane są w ciszy. Najczęściej jednak nikt nie pozostaje obojętny wobec podniosłej atmosfery, mimo że czasami jest to raczej religijność na pokaz i podążanie za tradycją, niż głębokie przeżywanie wiary (niektórzy wierni na procesji zajęli miejsca siedzące, aby się ogrzać przynieśli kocyk, a inny kanapkę). Zakapturzeni pokutnicy, twarze oświetlone blaskiem świec, dudniący hałas bębnów…


W procesjach uczestniczą cofradias (bractwa), można je rozróżnić po kolorach strojów oraz po figurach ze swoimi świętymi, które niosą na swoich barkach (niektórzy oszukują i platformy, na których znajdują się bogato zdobione figury mają kółka). Procesje trwać mogą kilka a nawet kilkanaście godzin, a platformy ważyć kilka ton.


My mieliśmy okazję uczestniczyć w Wielkopiątkowej procesji w Tarragonie. Najpierw, o godzinie 17, każde bractwo wyniosło swojego świętego (przystrojonego kwiatami i świecami) z parafii i wąskimi uliczkami, przy akompaniamencie bębnów, trąbek i dud, zakończyło pochód na głównym placu. Tam przez następnych kilka godzin można było podziwiać wszystkie platformy- ołtarze, niektóre okryte plastikowymi płachtami z obawy przed deszczem (w niektórych miejscowościach procesje zostały odwołane ze względu na niesprzyjającą pogodę, deszcz mógłby bowiem zniszczyć drewniane, nierzadko wiekowe, ołtarze).


Po zmierzchu, bractwa ponownie wyruszyły w pochód, niosąc na swych barkach świętych. Musicie uwierzyć mi na słowo, atmosfera była podniosła, w powietrzu unosił się zapach świec i kadzideł, rozmowy zagłuszone były przez dźwięk bębnów, kilka rzędów Hiszpanów obserwujących procesje (musieli chyba zająć dobre miejscówki z dużym wyprzedzeniem) skutecznie uniemożliwiały robienie zdjęć. Gdy już straciłam nadzieję, w drodze powrotnej do hotelu, niespodziewanie z zza rogu wyłonił się kilka bractw- jedni przebrani za Rzymian, inni w charakterystycznych spiczastych kapturach (zwanych capirotes).



W Hiszpanii nie ma zwyczaju malowania pisanek, co innego się je, coraz więcej osób zamiast świętować Zmartwychwstanie Jezusa wybiera eskapady poza miasto. W Katalonii w poniedziałek wielkanocny rodzice chrzestni obowiązkowo obdarowują tradycyjnym ciastem, zwanym Mona de Pascua. Tradycyjnie powinno być udekorowane tylko pomalowanymi jajkami, ale coraz częściej są to czekoladowe figurki, cukiernicy dają się także ponieść fantazji.

Dziś idąc do pracy nie musiałam się bać, że z zza rogu niespodziewanie wyskoczy jakiś młodzieniaszek z pistoletem na wodę, czy o zgroza, z wiadrem. Co kraj, to obyczaj. Ale w przyszłym roku chyba nie odpuszczę sernika, chyba że kosztem procesji w Andaluzji.


This year I spent Easter in Spain, away from my family and friends, away from my mum´s delicious cheesecake, babka and stuffed eggs. Instead of being sad and thinking of how much I miss being home, we decided to follow many Spaniards who tend to make the advantage of the long weekend and escape the city. And staying in Catalonia means I can share with you some Easter traditions, which, as you may guess, differs from Polish ones. Every Spanish region celebrate Easter bit differently, and in spite that Barcelona and Catalonia are not really famous for its traditions, and comparing to the craziness of Semana Santa in Sevilla, Andalucía, they are not considered top destination during the Holy Week, there are still few things worth mentioning.

To begin with, Holy Week begins on Palm Sunday (Domingo de Ramos) with a procession and blessing of the palms. It is basically the same traditions as in other Catholic countries, the only difference of what palms are made.


Spain is really famous by its stunning processions. During Semana Santa thousands of people choose to go to Sevilla to assist one of many processions, and they do so probably more due to all the reasons but religious. Processions take place daily in almost every city and small town. Every evening fraternities and brotherhoods and devotes and participants inundate the streets, penitents carry on their shoulders statues of the saints, crosses and candles, the atmosphere is unique, although it varies from region to region.


In hot Andalucía, the processions are more intense, with thousands of people singing, crying, and screaming, while in the north the atmosphere is more sober, people observe in silence the religious figures as they pass. All in all, no matter where you witness these days of fervor, it is impossible to stay indifferent to the solemn atmosphere of Semana Santa. Even if the religiosity seems artificial and most of the people who attend it do that because of simply following the tradition or to experience what they believe to be real Spanish culture. Indeed, it is very pintoresque to see rows and rows of hooded penitents, their faces lit by candles, moving to the beat of drums...


You can distinguish various cofradías (religious fraternities ) by the color of their costumes and the figures of the saints they carry on their shoulders (some floats of the richly decorated figures can weigh several tons) during several hours.


This year, as we went for a small trip, we participated in the Good Friday Procession in Tarragona. First, at 5 pm, every saint (decorated with candles and flowers) was carried from its parish by the cofradía, and the procession flew through narrow streets (sometimes the float could hardly fit), to the accompaniment of drums, trumpets and bagpipes, till it reached the main square. There, for the following hours, all the floats-altars could be admired; some were covered with plastic as to protect the wooden figures (in some cities the processions were cancelled due to the bad weather, as the rain could damage ancient and precious altars). After the nightfall, once again the figures were lifted, once again the sound of the drums was overwhelming, the smell of candles and incense in the air, several row of Spaniard observing the processions (I wonder what time they got there to take a good spot, some of them also brought a blanket, as the night was bit chilly, other a sandwich) made it nearly impossible to see, let alone take photos. When I lost all the hope and decided to give up, on the way back to the hotel, several fraternities suddenly emerged from behind the corner, some dressed as Romans, others in the characteristic pointy hoods (called capirotes).


In Spain there is no tradition of painting Easter eggs, as we do in Poland, the food is different and nowadays more and more people instead of celebrating the Resurrection of Jesus Christ, tend to make short escapades outside the city. In Catalonia, on Easter Monday godparents give the traditional cake called Mona de Pascua. Traditionally, it should only be decorated with painted hard boiled eggs, but bakers create modern versions in all shapes and colors, often inspired by Disney characters or Spanish celebrities.

Today, on my way to work, I didn´t have to be afraid that suddenly somebody appears with a squirt gun or worse, bucket of water (yes, we also have some strange Polish traditions, to know more google śmingus dyngus). Every country has its traditions. But I think next year I will choose my mum´s cheesecake, which I could only give up to see the famous procession in Andalusía.

8 comments:

Ewa said...

Te procesje są jak dla mnie niesamowite! Cieszę się, że miałam okazję uczestniczyć w jednej z nich. A o cieście poniedziałkowym to nie wiedziałam. Fajna tradycja :)

Pola Zas said...

Wielkanoc mi się nie podoba w Hiszpanii, lepiej w Polsce lub w Rumunii :D

mirka said...

Sernik i jajka będą na ciebie czekać w maju...

Agnieszka said...

#Ewa, szkoda, że nie mam cię bardziej pod ręką. Nie musiałabym nikogo ciągnąc na te wszystkie procesje i parady!

#Pola, ja na Wielkanoc w Rumunii nie trafiłam, byłam w Polsce, nie kojarzę więc żadnych tradycji. Jakaś szczególnie odmienna? W Polsce lubię wielkanocne jedzonko, ale śmingus dungus już bym może sobie odpuściła zawsze :)

Mamuś, no ja zrobię listę na mój przyjazd :) i na rowerek z tobą, żeby móc zjeść ile zechcę. A sernik też trzeba na wynos będzie dla Nuno :)

p-i-f said...

Widziałam tylko w tv Semanta Santa i mnóstwo niesamowitych opowieści znam od przyjaciólki -marzy mi się uczestnictwo:)

Agnieszka said...

Polecam. Procesje Hiszpańskie to dla nas barwna tradycja, niby także kraj chrześcijański, a jak odmiennie świętujemy tak odmiennie. pozdrawiam

Justa said...

Mnie przerazaja te hiszpanskie tradycje :p

Agnieszka said...

#Justa, niektóre są przerażające. Pamiętam przez mgłę, jak nam jakiś Bask opowiadał o tamtejszych tradycjach, coś z rzucaniem kóz z przepaści do wody...

Post a Comment

Monday, 9 April 2012

Semana Santa czyli procesje i mona/ Semana Santa-processions and mona

W tym roku Wielkanoc spędzić mi przyszło na obczyźnie, z dala od rodziny, bez jajek faszerowanych, sernika i wszystkich innych pyszności, pod którymi pewnie uginał się stół. Zamiast się jednak smucić, postanowiliśmy pójść przykładem Hiszpanów i wyjechać za miasto na ten 3 dniowy weekend. A drugim plusem jest możliwość opisania kilku zwyczajów wielkanocnych, które, jak się można domyślić, są zupełnie odmienne od polskich. I mimo, że Barcelona i ogólnie Katalonia słabo wypadają w porównaniu z najbardziej znanymi procesjami, które mają miejsce w Sewilli, to i tak jest o czym opowiadać.

Na początek podobne obchody Niedzieli Palmowej (Domingo de Ramos), od której zaczyna się Wielki Tydzień. W tym przypadku różnica jest niewielka, bo tradycja w sumie ta sama, jedynie wygląd palemek jest odmienny.


Tym, z czego słynie Hiszpania to procesje męczenników, na czas Semana Santa do Sewilli ściągają tłumy i to chyba bardziej ze względu na koloryt lokalny tych widowiskowych procesji, niż z religijnych pobudek. Procesje trwają codziennie, aż do niedzieli palmowej. Każdego wieczoru ulicami miast wyruszają bractwa, pokutnicy niosący na swoich barkach figury świętych. W różnych regionach procesje mają odmienny charakter. W gorącej Andaluzji są krzyki, płacze, głośne śpiewy, więcej jest emocji (wiedzę tym razem opieram na relacjach uczestników, bo nie miałam okazji uczestniczyć na żywo) . Północ jest bardziej powściągliwa, procesje często odbywane są w ciszy. Najczęściej jednak nikt nie pozostaje obojętny wobec podniosłej atmosfery, mimo że czasami jest to raczej religijność na pokaz i podążanie za tradycją, niż głębokie przeżywanie wiary (niektórzy wierni na procesji zajęli miejsca siedzące, aby się ogrzać przynieśli kocyk, a inny kanapkę). Zakapturzeni pokutnicy, twarze oświetlone blaskiem świec, dudniący hałas bębnów…


W procesjach uczestniczą cofradias (bractwa), można je rozróżnić po kolorach strojów oraz po figurach ze swoimi świętymi, które niosą na swoich barkach (niektórzy oszukują i platformy, na których znajdują się bogato zdobione figury mają kółka). Procesje trwać mogą kilka a nawet kilkanaście godzin, a platformy ważyć kilka ton.


My mieliśmy okazję uczestniczyć w Wielkopiątkowej procesji w Tarragonie. Najpierw, o godzinie 17, każde bractwo wyniosło swojego świętego (przystrojonego kwiatami i świecami) z parafii i wąskimi uliczkami, przy akompaniamencie bębnów, trąbek i dud, zakończyło pochód na głównym placu. Tam przez następnych kilka godzin można było podziwiać wszystkie platformy- ołtarze, niektóre okryte plastikowymi płachtami z obawy przed deszczem (w niektórych miejscowościach procesje zostały odwołane ze względu na niesprzyjającą pogodę, deszcz mógłby bowiem zniszczyć drewniane, nierzadko wiekowe, ołtarze).


Po zmierzchu, bractwa ponownie wyruszyły w pochód, niosąc na swych barkach świętych. Musicie uwierzyć mi na słowo, atmosfera była podniosła, w powietrzu unosił się zapach świec i kadzideł, rozmowy zagłuszone były przez dźwięk bębnów, kilka rzędów Hiszpanów obserwujących procesje (musieli chyba zająć dobre miejscówki z dużym wyprzedzeniem) skutecznie uniemożliwiały robienie zdjęć. Gdy już straciłam nadzieję, w drodze powrotnej do hotelu, niespodziewanie z zza rogu wyłonił się kilka bractw- jedni przebrani za Rzymian, inni w charakterystycznych spiczastych kapturach (zwanych capirotes).



W Hiszpanii nie ma zwyczaju malowania pisanek, co innego się je, coraz więcej osób zamiast świętować Zmartwychwstanie Jezusa wybiera eskapady poza miasto. W Katalonii w poniedziałek wielkanocny rodzice chrzestni obowiązkowo obdarowują tradycyjnym ciastem, zwanym Mona de Pascua. Tradycyjnie powinno być udekorowane tylko pomalowanymi jajkami, ale coraz częściej są to czekoladowe figurki, cukiernicy dają się także ponieść fantazji.

Dziś idąc do pracy nie musiałam się bać, że z zza rogu niespodziewanie wyskoczy jakiś młodzieniaszek z pistoletem na wodę, czy o zgroza, z wiadrem. Co kraj, to obyczaj. Ale w przyszłym roku chyba nie odpuszczę sernika, chyba że kosztem procesji w Andaluzji.


This year I spent Easter in Spain, away from my family and friends, away from my mum´s delicious cheesecake, babka and stuffed eggs. Instead of being sad and thinking of how much I miss being home, we decided to follow many Spaniards who tend to make the advantage of the long weekend and escape the city. And staying in Catalonia means I can share with you some Easter traditions, which, as you may guess, differs from Polish ones. Every Spanish region celebrate Easter bit differently, and in spite that Barcelona and Catalonia are not really famous for its traditions, and comparing to the craziness of Semana Santa in Sevilla, Andalucía, they are not considered top destination during the Holy Week, there are still few things worth mentioning.

To begin with, Holy Week begins on Palm Sunday (Domingo de Ramos) with a procession and blessing of the palms. It is basically the same traditions as in other Catholic countries, the only difference of what palms are made.


Spain is really famous by its stunning processions. During Semana Santa thousands of people choose to go to Sevilla to assist one of many processions, and they do so probably more due to all the reasons but religious. Processions take place daily in almost every city and small town. Every evening fraternities and brotherhoods and devotes and participants inundate the streets, penitents carry on their shoulders statues of the saints, crosses and candles, the atmosphere is unique, although it varies from region to region.


In hot Andalucía, the processions are more intense, with thousands of people singing, crying, and screaming, while in the north the atmosphere is more sober, people observe in silence the religious figures as they pass. All in all, no matter where you witness these days of fervor, it is impossible to stay indifferent to the solemn atmosphere of Semana Santa. Even if the religiosity seems artificial and most of the people who attend it do that because of simply following the tradition or to experience what they believe to be real Spanish culture. Indeed, it is very pintoresque to see rows and rows of hooded penitents, their faces lit by candles, moving to the beat of drums...


You can distinguish various cofradías (religious fraternities ) by the color of their costumes and the figures of the saints they carry on their shoulders (some floats of the richly decorated figures can weigh several tons) during several hours.


This year, as we went for a small trip, we participated in the Good Friday Procession in Tarragona. First, at 5 pm, every saint (decorated with candles and flowers) was carried from its parish by the cofradía, and the procession flew through narrow streets (sometimes the float could hardly fit), to the accompaniment of drums, trumpets and bagpipes, till it reached the main square. There, for the following hours, all the floats-altars could be admired; some were covered with plastic as to protect the wooden figures (in some cities the processions were cancelled due to the bad weather, as the rain could damage ancient and precious altars). After the nightfall, once again the figures were lifted, once again the sound of the drums was overwhelming, the smell of candles and incense in the air, several row of Spaniard observing the processions (I wonder what time they got there to take a good spot, some of them also brought a blanket, as the night was bit chilly, other a sandwich) made it nearly impossible to see, let alone take photos. When I lost all the hope and decided to give up, on the way back to the hotel, several fraternities suddenly emerged from behind the corner, some dressed as Romans, others in the characteristic pointy hoods (called capirotes).


In Spain there is no tradition of painting Easter eggs, as we do in Poland, the food is different and nowadays more and more people instead of celebrating the Resurrection of Jesus Christ, tend to make short escapades outside the city. In Catalonia, on Easter Monday godparents give the traditional cake called Mona de Pascua. Traditionally, it should only be decorated with painted hard boiled eggs, but bakers create modern versions in all shapes and colors, often inspired by Disney characters or Spanish celebrities.

Today, on my way to work, I didn´t have to be afraid that suddenly somebody appears with a squirt gun or worse, bucket of water (yes, we also have some strange Polish traditions, to know more google śmingus dyngus). Every country has its traditions. But I think next year I will choose my mum´s cheesecake, which I could only give up to see the famous procession in Andalusía.

8 comments:

Ewa said...

Te procesje są jak dla mnie niesamowite! Cieszę się, że miałam okazję uczestniczyć w jednej z nich. A o cieście poniedziałkowym to nie wiedziałam. Fajna tradycja :)

Pola Zas said...

Wielkanoc mi się nie podoba w Hiszpanii, lepiej w Polsce lub w Rumunii :D

mirka said...

Sernik i jajka będą na ciebie czekać w maju...

Agnieszka said...

#Ewa, szkoda, że nie mam cię bardziej pod ręką. Nie musiałabym nikogo ciągnąc na te wszystkie procesje i parady!

#Pola, ja na Wielkanoc w Rumunii nie trafiłam, byłam w Polsce, nie kojarzę więc żadnych tradycji. Jakaś szczególnie odmienna? W Polsce lubię wielkanocne jedzonko, ale śmingus dungus już bym może sobie odpuściła zawsze :)

Mamuś, no ja zrobię listę na mój przyjazd :) i na rowerek z tobą, żeby móc zjeść ile zechcę. A sernik też trzeba na wynos będzie dla Nuno :)

p-i-f said...

Widziałam tylko w tv Semanta Santa i mnóstwo niesamowitych opowieści znam od przyjaciólki -marzy mi się uczestnictwo:)

Agnieszka said...

Polecam. Procesje Hiszpańskie to dla nas barwna tradycja, niby także kraj chrześcijański, a jak odmiennie świętujemy tak odmiennie. pozdrawiam

Justa said...

Mnie przerazaja te hiszpanskie tradycje :p

Agnieszka said...

#Justa, niektóre są przerażające. Pamiętam przez mgłę, jak nam jakiś Bask opowiadał o tamtejszych tradycjach, coś z rzucaniem kóz z przepaści do wody...

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email