Monday, 14 November 2011

Weekend listopadowy/ November weekend

Coś zaniedbuję ostatnio bloga, ale jest proste wytłumaczenie: zmęczenie, lenistwo i jesienna pogoda. Zmęczenie związane jest z faktem, że mój kolega przeszedł do innego działu i pracuję od kilku tygodni sama na 2 pozycje, po pracy włącza mi się syndrom na kanapie siedzi leń i oglądam filmy i seriale, czytam też gazetki, które mi rodzice zostawili. A pogodę w Barcelonie przez ostatnie tygodnia najlepiej opisują piosenki : Ciągle pada, Raindrops keep falling on my head, No ha parado de llover, Chuva.

Był jednak jeden ładny weekend, pogoda ponad 20, słoneczko i akurat na taką bardziej wiosenną niż jesienną pogodę trafili moi rodzice. Przyjechali na długi weekend listopadowy, ale piątek musieli spędzić sami. Ale poradzili sobie lepiej niż się spodziewałam, po spacerze na plaży poszli do El Xampanyet i dali radę zamówić tapas i winko musujące. Wieczorem na portugalskie zielone wino i przekąski, potem mojito w kubańskim barze. Ogólnie cały weekend był zdominowany przez jedzenie i picie :)


W sobotę przyszła kolej na Quimet, bo tata jeszcze nie miał okazji spróbować ich pysznych montaditos i wermutu, a na kolację Nuno przyrządził, jakże by inaczej, dorsza :) A potem jeszcze na piwko skoczyliśmy do pobliskiej Ovella Negra. Niedziela niestety deszczowa, więc po krótkim spacerze po Bornie, gdzie złapał nas deszcz i po lunchu w brazylijskiej knajpie resztę dnia spędziliśmy w domu.


Jako że moi rodzice byli już 3 raz w Barcelonie (mama aż 4) nie mieliśmy presji zwiedzania zabytków i spędziliśmy przyjemnie czas na degustacji tapas, portugalskich smakołyków i zapoznania rodziców z brazylijską kuchnią. Do tego rodzice pierwszy raz zjedli kasztany oraz owoc granatu. Weekend należał więc do bardzo udanych. Ponowne odwiedziny pewnie na wiosnę, bo na przerwę zimową planują jechać do Włoch odwiedzić moją siostrę.


I admit, my blog has been neglected in the last few weeks. But there is a simple explanation: tiredness, laziness and autumn weather. Last weeks have been hectic at work as my colleague moved to another department so my responsibilities doubled. I am so tired that by the time I get home all I can think about is a couch and watching movies and TV series, or to read some magazines that my parents left while drinking my favourite green tea. And when thinking about the weather, the following songs keep playing in my head: Polish classis Ciągle pada, Raindrops keep falling on my head, No ha parado de llover, Chuva.

But there was a really nice weekend, sun and 20 degrees, and it was the weekend when my parents come to visit, as there was a 3days weekend in Poland. They had to spend Friday alone as I was at work, but I was surprised how well they spent it: after a walk on the beach, they went alone to Barcelona’s classic El Xampanyet to have some tapas and sparkling wine. In the evening I waited for them in a Portuguese bar, where we had some green wine and Portuguese snacks. Later on a mojito in a Cuban bar. Basically, all the weekend was about having a nice meal, enjoying food in a nice company.


On Saturday we went to Quimet, because my dad hadn’t had the chance to taste their delicious montaditos and vermouth, and for dinner Nuno prepared, not surprising given his origins, cod. Unfortunately, on Sunday good weather was just a nice memory, as the rain caught us in the middle of our walk on Born, and after lunch in a Brasilian restaurant we spent the rest of the day at home.

Since it was my parents’ 3rd time in Barcelona, we didn’t feel the pressure to do any sightseeing. We just spent a pleasant time eating tapas, Portuguese delicacies and getting my parents familiar with Brazilian cuisine. And they tasted for the first time castañas, vinho verde and pomegranate. It was a really nice weekend.


2 comments:

Zuza said...

Aga, co się dzieje, gdzie nowe posty? Mieszkam w Bcn od września i kiedyś szukając informacji o bicingu google przekierowało mnie na Twojego bloga. Dzięki Tobie poznawanie miasta było łatwiejsze! Martwię się jednak czemu nie ma nic nowego... Ściskam, Zuza

Agnieszka said...

#Zuza, jak mi sie milo zrobilo :) nowe posty w ten weekend, nieobecnosc spowodowana 3 tygodniowymi wakacjami, potem odpoczynkiem po wakacjach i swietami w Polsce :) Ale nadrobie, obiecuje :)
Pozdrawiam

Post a Comment

Monday, 14 November 2011

Weekend listopadowy/ November weekend

Coś zaniedbuję ostatnio bloga, ale jest proste wytłumaczenie: zmęczenie, lenistwo i jesienna pogoda. Zmęczenie związane jest z faktem, że mój kolega przeszedł do innego działu i pracuję od kilku tygodni sama na 2 pozycje, po pracy włącza mi się syndrom na kanapie siedzi leń i oglądam filmy i seriale, czytam też gazetki, które mi rodzice zostawili. A pogodę w Barcelonie przez ostatnie tygodnia najlepiej opisują piosenki : Ciągle pada, Raindrops keep falling on my head, No ha parado de llover, Chuva.

Był jednak jeden ładny weekend, pogoda ponad 20, słoneczko i akurat na taką bardziej wiosenną niż jesienną pogodę trafili moi rodzice. Przyjechali na długi weekend listopadowy, ale piątek musieli spędzić sami. Ale poradzili sobie lepiej niż się spodziewałam, po spacerze na plaży poszli do El Xampanyet i dali radę zamówić tapas i winko musujące. Wieczorem na portugalskie zielone wino i przekąski, potem mojito w kubańskim barze. Ogólnie cały weekend był zdominowany przez jedzenie i picie :)


W sobotę przyszła kolej na Quimet, bo tata jeszcze nie miał okazji spróbować ich pysznych montaditos i wermutu, a na kolację Nuno przyrządził, jakże by inaczej, dorsza :) A potem jeszcze na piwko skoczyliśmy do pobliskiej Ovella Negra. Niedziela niestety deszczowa, więc po krótkim spacerze po Bornie, gdzie złapał nas deszcz i po lunchu w brazylijskiej knajpie resztę dnia spędziliśmy w domu.


Jako że moi rodzice byli już 3 raz w Barcelonie (mama aż 4) nie mieliśmy presji zwiedzania zabytków i spędziliśmy przyjemnie czas na degustacji tapas, portugalskich smakołyków i zapoznania rodziców z brazylijską kuchnią. Do tego rodzice pierwszy raz zjedli kasztany oraz owoc granatu. Weekend należał więc do bardzo udanych. Ponowne odwiedziny pewnie na wiosnę, bo na przerwę zimową planują jechać do Włoch odwiedzić moją siostrę.


I admit, my blog has been neglected in the last few weeks. But there is a simple explanation: tiredness, laziness and autumn weather. Last weeks have been hectic at work as my colleague moved to another department so my responsibilities doubled. I am so tired that by the time I get home all I can think about is a couch and watching movies and TV series, or to read some magazines that my parents left while drinking my favourite green tea. And when thinking about the weather, the following songs keep playing in my head: Polish classis Ciągle pada, Raindrops keep falling on my head, No ha parado de llover, Chuva.

But there was a really nice weekend, sun and 20 degrees, and it was the weekend when my parents come to visit, as there was a 3days weekend in Poland. They had to spend Friday alone as I was at work, but I was surprised how well they spent it: after a walk on the beach, they went alone to Barcelona’s classic El Xampanyet to have some tapas and sparkling wine. In the evening I waited for them in a Portuguese bar, where we had some green wine and Portuguese snacks. Later on a mojito in a Cuban bar. Basically, all the weekend was about having a nice meal, enjoying food in a nice company.


On Saturday we went to Quimet, because my dad hadn’t had the chance to taste their delicious montaditos and vermouth, and for dinner Nuno prepared, not surprising given his origins, cod. Unfortunately, on Sunday good weather was just a nice memory, as the rain caught us in the middle of our walk on Born, and after lunch in a Brasilian restaurant we spent the rest of the day at home.

Since it was my parents’ 3rd time in Barcelona, we didn’t feel the pressure to do any sightseeing. We just spent a pleasant time eating tapas, Portuguese delicacies and getting my parents familiar with Brazilian cuisine. And they tasted for the first time castañas, vinho verde and pomegranate. It was a really nice weekend.


2 comments:

Zuza said...

Aga, co się dzieje, gdzie nowe posty? Mieszkam w Bcn od września i kiedyś szukając informacji o bicingu google przekierowało mnie na Twojego bloga. Dzięki Tobie poznawanie miasta było łatwiejsze! Martwię się jednak czemu nie ma nic nowego... Ściskam, Zuza

Agnieszka said...

#Zuza, jak mi sie milo zrobilo :) nowe posty w ten weekend, nieobecnosc spowodowana 3 tygodniowymi wakacjami, potem odpoczynkiem po wakacjach i swietami w Polsce :) Ale nadrobie, obiecuje :)
Pozdrawiam

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email