Sunday, 3 March 2013

Niedzielne poszukiwanie słońca/ Sunday sun hunting


Pierwszą wizytę gości mamy za sobą. Nazbierało mi się materiałów do postów, nie wiem tylko czy się wyrobię, bo w środę wizyt ciąg dalszy. Śmiejemy się, że po 4 wizytach prawie pod rząd nikt nas już więcej nie odwiedzi.  Wizyty to okazja to weekendowych krótkich wypadów oraz do godzin przegadanych nad guinnessem. Dziewczyny miały szczęście i nie doświadczyły ani jednej kropli irlandzkiego deszczu.  Choć ja i tak śmiem twierdzić, że deszczowy dzień na Zielonej Wyspie powinien nikogo nie ominąć. 


W ostatni dzień wizyty wybraliśmy się na zwiedzanie okolicznych plaż, bo pogoda (nie licząc wiatru i niezbyt plażowej temperatury) była idealna na spędzenie niedzieli na powietrzu. Promenada na Salthill, Barna, Spiddal oraz małe urocze plaże po drodze (obowiązkowy przystanek na chowdera w drodze powrotnej) i udowodniliśmy gościom, że Irlandia to nie tylko klify i zieleń. 

Zatrzymaliśmy się też w pięknym małym parku-lesie w Barnie, który wygląda jak wyjęty z filmu. Jest mroczno i tajemniczo, choć promienie słońca bez problemu przebijają się prze konary drzew (wiosną i jesienią, gdy drzewa pokryte są liśćmi, musi tu być naprawdę pięknie).


W Irlandii tak to już jest, że gdy dopisuje pogoda, to wszyscy tłumnie wychodzą na ulice: na plaży i promenadzie Salthill spotykamy całe rodziny + psy, ciężko o wolne miejsce na stolikach przy pubach czy kawiarniach, ławki przy Spanish Arch są idealne na lunch czy pogaduchy ze znajomymi, ale trawą czy schodkami też nikt nie wzgardzi. I jak to w Galway, spacerując zawsze natkniemy się na znajomych. 


Do znudzenia będę powtarzać, nie spodziewałam się, że Irlandia jest tak piękna. Koleżanki też wyglądały na zdziwione i chyba trochę zrozumiały, że zamiana Barcelony na urocze (małe lecz pełne życia) Galway nie była aż taka zła.

Po więcej zdjęć z niedzielnego spaceru zapraszam do galerii na facebooku.  I jeśli jeszcze nie polubiliście mojej facebookowej strony, to teraz jest idealny moment by to nadrobić :)



Few days ago we had first friends visiting us in Ireland. I have some ideas for new posts, but don’t expect them too soon, as on Wednesday we have another visit… and then another… and them my parents are coming over for Easter. It seems like after4 visits in a raw, there won’t be anyone left to visit us. We try to get the most out of every visit, going to different places, spending hour talking in a pub with pints and pints of Guinness… Girls were lucky and it didn’t rain during their stay. Still, I believe that if you don’t experience typical  Irish weather (meaning rain), your experience  isn’t full.

On Sunday, which was the last day we spend together with our guests, we decided to explore the seaside and go ‘beach crawling’ (nice change after 3 days of pub crawling). The weather was just perfect (maybe bit too chilly and windy, but with the sun on our faces, we ignored it). Walking on a promenade as Salthill, going to Barna and Spiddal and stopping at some small charming beaches along the way, in a word, this is how Nuno pictures a perfect Sunday. Ireland is not all about green color and cliffs. 


On our way back, we stopped (after having an obligatory chowder for lunch) in a little beautiful park/ forest in Barna. It was all mysterious, I could picture some movies being shot here. We definitely have to come back here in spring and later in autumn as it must be truly a beautiful place to have a walk with green and colorful leaves. 


On a sunny day, we weren’t the only ones who chose to spend this day walking and enjoying the sun. Galway people just flocked to the streets:  you can meet big families+dogs on the Salthill promenade or nearby beaches, there is hardly any place left in pub’s and café’s terraces, benches at the Spanish Arch are great for lunch or having a chat with friends, but sometimes you must accept grass and stairs as the area is full of young people. And in Galway, I’m no longer surprised when we meet some friends unexpectedly , as you always come across a friend.


I like to collect such perfect  normal days. I find Ireland more and more beautiful.  And after only few days that my friend spend on the Emerald Island, she seems to finally get it that leaving sunny Barcelona behind and moving to small but charming and vibrant Galway was not such a bad thing. 

You can find more photos on facebook. If you still haven’t “liked” my fcb page, now is the time :)

4 comments:

Piotr Krychniak said...

bardzo pięknie .. aż wskoczyłbym do zdjęcia by pobiegać po tym parku ...nie wiem dlaczego nigdy nie wybrałem się na zachodnie wybrzeże Irlandi kiedy mieszkałem w Londynie .. a teraz daleko .. ale dodaję do listy 'musieć zobaczyć' :^))

fajnie tu u Ciebie na blogu

Pozdrawiam

Anonymous said...
This comment has been removed by a blog administrator.
monika jall said...

Mysle, ze kiedys wybiore sie do Galway...pieknie opisujesz uroki tamtejszego zycia. Pozdrawiam serdecznie.

Agnieszka Stasiewska said...

Piotr, dziękuję za "wizytę". Ja o Irlandii wcześniej nie marzyłam, a z każdym zwiedzaniem bardziej mi się podoba :)

Monika, jest urokliwie, nie ukrywam, ale ja trochę tęsknię za mieszkaniem w metropolii :)

Post a Comment

Sunday, 3 March 2013

Niedzielne poszukiwanie słońca/ Sunday sun hunting


Pierwszą wizytę gości mamy za sobą. Nazbierało mi się materiałów do postów, nie wiem tylko czy się wyrobię, bo w środę wizyt ciąg dalszy. Śmiejemy się, że po 4 wizytach prawie pod rząd nikt nas już więcej nie odwiedzi.  Wizyty to okazja to weekendowych krótkich wypadów oraz do godzin przegadanych nad guinnessem. Dziewczyny miały szczęście i nie doświadczyły ani jednej kropli irlandzkiego deszczu.  Choć ja i tak śmiem twierdzić, że deszczowy dzień na Zielonej Wyspie powinien nikogo nie ominąć. 


W ostatni dzień wizyty wybraliśmy się na zwiedzanie okolicznych plaż, bo pogoda (nie licząc wiatru i niezbyt plażowej temperatury) była idealna na spędzenie niedzieli na powietrzu. Promenada na Salthill, Barna, Spiddal oraz małe urocze plaże po drodze (obowiązkowy przystanek na chowdera w drodze powrotnej) i udowodniliśmy gościom, że Irlandia to nie tylko klify i zieleń. 

Zatrzymaliśmy się też w pięknym małym parku-lesie w Barnie, który wygląda jak wyjęty z filmu. Jest mroczno i tajemniczo, choć promienie słońca bez problemu przebijają się prze konary drzew (wiosną i jesienią, gdy drzewa pokryte są liśćmi, musi tu być naprawdę pięknie).


W Irlandii tak to już jest, że gdy dopisuje pogoda, to wszyscy tłumnie wychodzą na ulice: na plaży i promenadzie Salthill spotykamy całe rodziny + psy, ciężko o wolne miejsce na stolikach przy pubach czy kawiarniach, ławki przy Spanish Arch są idealne na lunch czy pogaduchy ze znajomymi, ale trawą czy schodkami też nikt nie wzgardzi. I jak to w Galway, spacerując zawsze natkniemy się na znajomych. 


Do znudzenia będę powtarzać, nie spodziewałam się, że Irlandia jest tak piękna. Koleżanki też wyglądały na zdziwione i chyba trochę zrozumiały, że zamiana Barcelony na urocze (małe lecz pełne życia) Galway nie była aż taka zła.

Po więcej zdjęć z niedzielnego spaceru zapraszam do galerii na facebooku.  I jeśli jeszcze nie polubiliście mojej facebookowej strony, to teraz jest idealny moment by to nadrobić :)



Few days ago we had first friends visiting us in Ireland. I have some ideas for new posts, but don’t expect them too soon, as on Wednesday we have another visit… and then another… and them my parents are coming over for Easter. It seems like after4 visits in a raw, there won’t be anyone left to visit us. We try to get the most out of every visit, going to different places, spending hour talking in a pub with pints and pints of Guinness… Girls were lucky and it didn’t rain during their stay. Still, I believe that if you don’t experience typical  Irish weather (meaning rain), your experience  isn’t full.

On Sunday, which was the last day we spend together with our guests, we decided to explore the seaside and go ‘beach crawling’ (nice change after 3 days of pub crawling). The weather was just perfect (maybe bit too chilly and windy, but with the sun on our faces, we ignored it). Walking on a promenade as Salthill, going to Barna and Spiddal and stopping at some small charming beaches along the way, in a word, this is how Nuno pictures a perfect Sunday. Ireland is not all about green color and cliffs. 


On our way back, we stopped (after having an obligatory chowder for lunch) in a little beautiful park/ forest in Barna. It was all mysterious, I could picture some movies being shot here. We definitely have to come back here in spring and later in autumn as it must be truly a beautiful place to have a walk with green and colorful leaves. 


On a sunny day, we weren’t the only ones who chose to spend this day walking and enjoying the sun. Galway people just flocked to the streets:  you can meet big families+dogs on the Salthill promenade or nearby beaches, there is hardly any place left in pub’s and café’s terraces, benches at the Spanish Arch are great for lunch or having a chat with friends, but sometimes you must accept grass and stairs as the area is full of young people. And in Galway, I’m no longer surprised when we meet some friends unexpectedly , as you always come across a friend.


I like to collect such perfect  normal days. I find Ireland more and more beautiful.  And after only few days that my friend spend on the Emerald Island, she seems to finally get it that leaving sunny Barcelona behind and moving to small but charming and vibrant Galway was not such a bad thing. 

You can find more photos on facebook. If you still haven’t “liked” my fcb page, now is the time :)

4 comments:

Piotr Krychniak said...

bardzo pięknie .. aż wskoczyłbym do zdjęcia by pobiegać po tym parku ...nie wiem dlaczego nigdy nie wybrałem się na zachodnie wybrzeże Irlandi kiedy mieszkałem w Londynie .. a teraz daleko .. ale dodaję do listy 'musieć zobaczyć' :^))

fajnie tu u Ciebie na blogu

Pozdrawiam

Anonymous said...
This comment has been removed by a blog administrator.
monika jall said...

Mysle, ze kiedys wybiore sie do Galway...pieknie opisujesz uroki tamtejszego zycia. Pozdrawiam serdecznie.

Agnieszka Stasiewska said...

Piotr, dziękuję za "wizytę". Ja o Irlandii wcześniej nie marzyłam, a z każdym zwiedzaniem bardziej mi się podoba :)

Monika, jest urokliwie, nie ukrywam, ale ja trochę tęsknię za mieszkaniem w metropolii :)

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email