Sunday, 30 September 2012

Bagietka, wino, ser/ Baguette, wine, cheese


W tych 3 słowach, moim zdaniem, zawiera się kulinarna kwintesencja Paryża. Wiem, wiem… Paryż to o wiele więcej. Że nie tylko jedzenie, ale też zabytki.  Że elegancja-Francja, wieża Eiffla, Louvre. Miałam okazję być w Paryżu trzykrotnie, każda wizyta była zupełnie inna. Pierwsza trwała aż miesiąc, kiedy pracowałam jako au pair podczas policealnych lato. Na tydzień przyjechała moja siostra i z nią poznałam Paryż turystycznie, weszłyśmy do wszystkich  muzeów, kościołów, miejsc, które absolutnie trzeba zobaczyć będąc w Paryżu. Wjechałyśmy na wiele punktów widokowych, porobiłyśmy setki, jeśli nie tysiące zdjęć i zakochałyśmy się w Paryżu, zgodnie jednak twierdząc, że nie jest to miasto do mieszkania, ale raczej do spędzenia kilku dni. Podczas drugiego pobytu spędziłam tam kilka jesiennych dni, spontanicznie wykorzystując okazję, gdy akurat w stolicy Francji moja przyjaciółka była na wymianie erasmusowej. Tym razem skupiłam się bardziej na poznaniu nocnego życia i spacerach po ulubionych dzielnicach. Trzecie spotkanie z Paryżem miało miejsce w lipcu, gdzie zostaliśmy zaproszeni na wesele naszych przyjaciół (kolejna międzynarodowa para wśród naszych znajomych). Polecieliśmy parę dni przed weselem, gdyż Nuno nigdy wcześniej nie był w Paryżu (nie wiem, gdzie on się uchował, faktem jest, że pod moim wpływem rozwinął się podróżniczo. I zaczął marzyć o psie). Trafiliśmy na lipcowe upały, wielki nalot turystów i zdecydowaliśmy się zboczyć z turystycznych szlaków i po prostu nacieszyć się atmosferą Paryża, spacerować bez pośpiechu, trochę bez celu. 


Opowiadać o Paryżu można bez końca. Ciężko wybrać jedną historyjkę czy parę zdjęć.  Rodzice Nuno dopominają się o posta, nie mogę się już wymówić brakiem czasu czy nawałem zajęć w pracy (pracy bowiem na razie nie mam, a czasu aż nadmiar). Nie lubię jednak długich postów o wszystkim, więc dzisiaj będzie o kawiarenkach, piknikowaniu nad brzegiem Sekwany. Przypominają mi się pierwsze lekcje francuskiego w liceum wkuwanie słówek : boulangerie,  patisserie, charcuterie,  poissonnerie  fromagerie,  confiserie- nawet nazwy sklepów mają w sobie niezwykłą melodyjność. 

   

Kawiarenki są na każdej ulicy, czasami stoliki zajmują prawie cały chodnik, ale nikomu zdaje się to nie przeszkadzać. Nad filiżanką kawy można siedzieć godzinami, obserwując przechodniów, zaczytując się w książce, czy prowadząc ożywione rozmowy. 

Paryż należy do miast drogich (nie jest to szczególnie odkrywcze spostrzeżenie), więc niemało ludzi wybiera ekonomiczną wersję poznania francuskich przysmaków. W boulangerie można kupić tartę na słono (ach ta ze szpinakiem i serkiem kozim, pycha), albo bagietkę i ser śmierdziuszek, a w sklepie z winami jakiś czerwony trunek. A na deser obowiązkowo jakieś ciasteczko. I już mamy piknik gotowy, najlepiej nad brzegiem Sekwany(nawet zjedzenie zwykłej bagietki z serem i popicie winem prosto z butelki jest romantyczne w takiej lokalizacji) albo w jednym z wielu parków. 

 

W Paryżu trzeba się też przygotować na nieplanowane posiłki,  gdyż na pokusę wodzą nas na każdym kroku witryny. Nie mogłam przejść obojętnie, zatrzymywałam się prawie przy każdej i od czasu do czasu moja silna wola okazywała się nie aż tak silna. I nawet jak kupisz jedno ciasteczko, to zostanie ono pięknie zapakowane czy zawinięte. Paryżanie naprawdę dbają o takie szczegóły, jak nikt inny.

A czym was kulinarnie uwiódł Paryż?

Więcej zdjęć na facebooku. Strona jest nowa, zachęcam więc do polubienia. I zostania wiernym czytelnikiem.


If I were to describe Paris with only three words,  well, at least the culinary aspect of the city, I would choose baguette, wine, cheese.  I know that Paris is so much more than just that. The monuments are amazing, Parisians so elegant and chic, Louvre so big,  and let’s not forget about the Eiffel Tower. I know all of that, but today’s post won’t even mention them. What can I say, I am a foodie who travels (or a traveler who loves to eat?). 

I’ve been in Paris 3 times already, and with every visit got to discover it differently.  My first visit was quite a long, I spent there more than a month while working as an au pair during the summer before I entered the university. My sister came for a week and we went to all the museums, churches, places that you absolutely must see while in Paris. We ended totally in love with the city, but we both think that while it is an amazing city, we wouldn’t like to live there (I will explain it with more details and examples in some other post). During the second  I mostly discovered the nightlife, as my friend was exchange student there for a year. I couldn’t resists visiting Paris and spent  few autumn days walking through my favorite neighborhoods. And the last time I went to the city of love in July, to attend our friends’ wedding (another international couple).  We arrived a few days before the wedding, as Nuno had never been in Paris, and we were greeted by the heat wave and thousands of tourists. We decided to leave a guidebook in a hotel room and just enjoy the atmosphere of Paris, walking without haste and aim.


You can talk about Paris for hours and you still leave some stories behind. It is hard to chose only few photos when the folder “Paris” has few gigabytes, as one can’t resist taking photos on every corner. Nuno’s parents are asking for a Paris post,  I guess now that I have plenty of free time (it is one of the few benefits of being unemployed), I have no excuse. 
When I think about Paris, I picture nice cafés and picnics by the Saine. I remember my first French classes in high school, the food related vocabulary: boulangerie, patisserie, charcuterie, poissonnerie fromagerie, confiserie-even the names of shops are melodic.  

There are cafes literally on every street. You can sit for hours over a cup of coffee, observing the passers-by, getting lost in a book, or having a  lively discussion with a friend.

Paris is an expensive city (it is a well known fact, but still, every time I visit, it still surprises me) so many tourists (and Parisians as well) prefer some more economic alternatives over going to a restaurant. You can buy tasty tarts in any of numerous boulangeries, or just get a baguette, cheese and red wine.  And don’t forget about dessert, it is mandatory. Even with such a simple “menu” and drinking your wine straight from the bottle, your picnic can be  romantic, if you have it on the banks of the Seine. 

 

In Paris, you have to be prepared for many unplanned meals, as you get tempted on every step by the tasty goodies laid on display. I couldn’t pass by and not look at all those macaroons, sweet tarts and chocolate cakes, and sometimes my strong will was not so strong. And even if you buy just one cookie, you will get it in a nice box. Parisian really take food to another level. 

Have you been seduced by gourmet Paris?

Check my new facebook page for more photos. As the page is new, please like it and check as often as you can for new updates.

5 comments:

Ajka said...

Nie będę oryginalna. Dla mnie Paryż to śniadania i kolacje nad Sekwaną - gorące bagietki, sery, oliwki, marynowane karczochy. I lodówki pełne cudownych jogurtów i mlecznych deserów :) Niezliczone ilości ciast, ciastek, ciasteczek...

Jo said...

mnie też się Paryż kojarzy z bagietkami i serami, ale pewnie dlatego że tak zwiedzałam w dawnych licealnych czasach, prawdziwe smaki Francji poznałam w Pirenejach Prowansalskich - wszystkie regionalne i nie regionalne danie tamtejszej kuchni ;)

Agnieszka said...

#Ajka, uwielbiam Paryż właśnie za te ciastkarnie, piekarnie, sklepy z serami. I za piękne miejsca na świeżym powietrzu, gdzie można je zjeść :)

#Jo, za każdym razem staram się choć część posiłków zjeść w restauracjach, y spróbować typowych dań, ale bagietka, ser i wino smakują idealnie właśnie nad Sekwaną i nigdy sobie tego przysmaku nie odmawiam :)

monika jall said...

nie wiem jak to sie stalo, ale umknal mi ten post wczesniej. teraz czytam i ah, prosze o wiecej! Powialo innym swiatem, takim o ktorym sie marzy...
Nuno nie byl osamotniony, tez pierwszy raz bylam w Paryzu dopiero w lipcu tego roku i to raczej dosc turystycznie tylko i na krotko, ale mam nadzieje, ze szybko nadrobie.

Agnieszka Stasiewska said...

#Monika, będzie więcej, pewnie niedługo :) Muszę tylko zdecydować, jaki dzień będzie Spanish, a resztę podzielę między inne podróże i Irlandię :) P.S. Chyba przywiozłam do Polski deszcz...

Post a Comment

Sunday, 30 September 2012

Bagietka, wino, ser/ Baguette, wine, cheese


W tych 3 słowach, moim zdaniem, zawiera się kulinarna kwintesencja Paryża. Wiem, wiem… Paryż to o wiele więcej. Że nie tylko jedzenie, ale też zabytki.  Że elegancja-Francja, wieża Eiffla, Louvre. Miałam okazję być w Paryżu trzykrotnie, każda wizyta była zupełnie inna. Pierwsza trwała aż miesiąc, kiedy pracowałam jako au pair podczas policealnych lato. Na tydzień przyjechała moja siostra i z nią poznałam Paryż turystycznie, weszłyśmy do wszystkich  muzeów, kościołów, miejsc, które absolutnie trzeba zobaczyć będąc w Paryżu. Wjechałyśmy na wiele punktów widokowych, porobiłyśmy setki, jeśli nie tysiące zdjęć i zakochałyśmy się w Paryżu, zgodnie jednak twierdząc, że nie jest to miasto do mieszkania, ale raczej do spędzenia kilku dni. Podczas drugiego pobytu spędziłam tam kilka jesiennych dni, spontanicznie wykorzystując okazję, gdy akurat w stolicy Francji moja przyjaciółka była na wymianie erasmusowej. Tym razem skupiłam się bardziej na poznaniu nocnego życia i spacerach po ulubionych dzielnicach. Trzecie spotkanie z Paryżem miało miejsce w lipcu, gdzie zostaliśmy zaproszeni na wesele naszych przyjaciół (kolejna międzynarodowa para wśród naszych znajomych). Polecieliśmy parę dni przed weselem, gdyż Nuno nigdy wcześniej nie był w Paryżu (nie wiem, gdzie on się uchował, faktem jest, że pod moim wpływem rozwinął się podróżniczo. I zaczął marzyć o psie). Trafiliśmy na lipcowe upały, wielki nalot turystów i zdecydowaliśmy się zboczyć z turystycznych szlaków i po prostu nacieszyć się atmosferą Paryża, spacerować bez pośpiechu, trochę bez celu. 


Opowiadać o Paryżu można bez końca. Ciężko wybrać jedną historyjkę czy parę zdjęć.  Rodzice Nuno dopominają się o posta, nie mogę się już wymówić brakiem czasu czy nawałem zajęć w pracy (pracy bowiem na razie nie mam, a czasu aż nadmiar). Nie lubię jednak długich postów o wszystkim, więc dzisiaj będzie o kawiarenkach, piknikowaniu nad brzegiem Sekwany. Przypominają mi się pierwsze lekcje francuskiego w liceum wkuwanie słówek : boulangerie,  patisserie, charcuterie,  poissonnerie  fromagerie,  confiserie- nawet nazwy sklepów mają w sobie niezwykłą melodyjność. 

   

Kawiarenki są na każdej ulicy, czasami stoliki zajmują prawie cały chodnik, ale nikomu zdaje się to nie przeszkadzać. Nad filiżanką kawy można siedzieć godzinami, obserwując przechodniów, zaczytując się w książce, czy prowadząc ożywione rozmowy. 

Paryż należy do miast drogich (nie jest to szczególnie odkrywcze spostrzeżenie), więc niemało ludzi wybiera ekonomiczną wersję poznania francuskich przysmaków. W boulangerie można kupić tartę na słono (ach ta ze szpinakiem i serkiem kozim, pycha), albo bagietkę i ser śmierdziuszek, a w sklepie z winami jakiś czerwony trunek. A na deser obowiązkowo jakieś ciasteczko. I już mamy piknik gotowy, najlepiej nad brzegiem Sekwany(nawet zjedzenie zwykłej bagietki z serem i popicie winem prosto z butelki jest romantyczne w takiej lokalizacji) albo w jednym z wielu parków. 

 

W Paryżu trzeba się też przygotować na nieplanowane posiłki,  gdyż na pokusę wodzą nas na każdym kroku witryny. Nie mogłam przejść obojętnie, zatrzymywałam się prawie przy każdej i od czasu do czasu moja silna wola okazywała się nie aż tak silna. I nawet jak kupisz jedno ciasteczko, to zostanie ono pięknie zapakowane czy zawinięte. Paryżanie naprawdę dbają o takie szczegóły, jak nikt inny.

A czym was kulinarnie uwiódł Paryż?

Więcej zdjęć na facebooku. Strona jest nowa, zachęcam więc do polubienia. I zostania wiernym czytelnikiem.


If I were to describe Paris with only three words,  well, at least the culinary aspect of the city, I would choose baguette, wine, cheese.  I know that Paris is so much more than just that. The monuments are amazing, Parisians so elegant and chic, Louvre so big,  and let’s not forget about the Eiffel Tower. I know all of that, but today’s post won’t even mention them. What can I say, I am a foodie who travels (or a traveler who loves to eat?). 

I’ve been in Paris 3 times already, and with every visit got to discover it differently.  My first visit was quite a long, I spent there more than a month while working as an au pair during the summer before I entered the university. My sister came for a week and we went to all the museums, churches, places that you absolutely must see while in Paris. We ended totally in love with the city, but we both think that while it is an amazing city, we wouldn’t like to live there (I will explain it with more details and examples in some other post). During the second  I mostly discovered the nightlife, as my friend was exchange student there for a year. I couldn’t resists visiting Paris and spent  few autumn days walking through my favorite neighborhoods. And the last time I went to the city of love in July, to attend our friends’ wedding (another international couple).  We arrived a few days before the wedding, as Nuno had never been in Paris, and we were greeted by the heat wave and thousands of tourists. We decided to leave a guidebook in a hotel room and just enjoy the atmosphere of Paris, walking without haste and aim.


You can talk about Paris for hours and you still leave some stories behind. It is hard to chose only few photos when the folder “Paris” has few gigabytes, as one can’t resist taking photos on every corner. Nuno’s parents are asking for a Paris post,  I guess now that I have plenty of free time (it is one of the few benefits of being unemployed), I have no excuse. 
When I think about Paris, I picture nice cafés and picnics by the Saine. I remember my first French classes in high school, the food related vocabulary: boulangerie, patisserie, charcuterie, poissonnerie fromagerie, confiserie-even the names of shops are melodic.  

There are cafes literally on every street. You can sit for hours over a cup of coffee, observing the passers-by, getting lost in a book, or having a  lively discussion with a friend.

Paris is an expensive city (it is a well known fact, but still, every time I visit, it still surprises me) so many tourists (and Parisians as well) prefer some more economic alternatives over going to a restaurant. You can buy tasty tarts in any of numerous boulangeries, or just get a baguette, cheese and red wine.  And don’t forget about dessert, it is mandatory. Even with such a simple “menu” and drinking your wine straight from the bottle, your picnic can be  romantic, if you have it on the banks of the Seine. 

 

In Paris, you have to be prepared for many unplanned meals, as you get tempted on every step by the tasty goodies laid on display. I couldn’t pass by and not look at all those macaroons, sweet tarts and chocolate cakes, and sometimes my strong will was not so strong. And even if you buy just one cookie, you will get it in a nice box. Parisian really take food to another level. 

Have you been seduced by gourmet Paris?

Check my new facebook page for more photos. As the page is new, please like it and check as often as you can for new updates.

5 comments:

Ajka said...

Nie będę oryginalna. Dla mnie Paryż to śniadania i kolacje nad Sekwaną - gorące bagietki, sery, oliwki, marynowane karczochy. I lodówki pełne cudownych jogurtów i mlecznych deserów :) Niezliczone ilości ciast, ciastek, ciasteczek...

Jo said...

mnie też się Paryż kojarzy z bagietkami i serami, ale pewnie dlatego że tak zwiedzałam w dawnych licealnych czasach, prawdziwe smaki Francji poznałam w Pirenejach Prowansalskich - wszystkie regionalne i nie regionalne danie tamtejszej kuchni ;)

Agnieszka said...

#Ajka, uwielbiam Paryż właśnie za te ciastkarnie, piekarnie, sklepy z serami. I za piękne miejsca na świeżym powietrzu, gdzie można je zjeść :)

#Jo, za każdym razem staram się choć część posiłków zjeść w restauracjach, y spróbować typowych dań, ale bagietka, ser i wino smakują idealnie właśnie nad Sekwaną i nigdy sobie tego przysmaku nie odmawiam :)

monika jall said...

nie wiem jak to sie stalo, ale umknal mi ten post wczesniej. teraz czytam i ah, prosze o wiecej! Powialo innym swiatem, takim o ktorym sie marzy...
Nuno nie byl osamotniony, tez pierwszy raz bylam w Paryzu dopiero w lipcu tego roku i to raczej dosc turystycznie tylko i na krotko, ale mam nadzieje, ze szybko nadrobie.

Agnieszka Stasiewska said...

#Monika, będzie więcej, pewnie niedługo :) Muszę tylko zdecydować, jaki dzień będzie Spanish, a resztę podzielę między inne podróże i Irlandię :) P.S. Chyba przywiozłam do Polski deszcz...

Post a Comment

Bądź na bieżąco/ Follow by Email